Piszę do Was bo wyrzucić z siebie całe zło i się trochę wyżalić.
Od roku jestem z chłopakiem, którego nie kocham. Zaczęło się to tak, że zaprosiłam Go na wesele. Dobrze czuliśmy sie w swoim towarzystwie. Przyjaciółka poleciła mi żebym się z Nim zaczęła przyjaźnić (gdyż od wielu lat jestem zakochana w chłopaku który mnie nie chce, kiedyś nawet próbowałam się jakoś do Niego zbliżyć, przez krótki czas byliśmy ze sobą, potem przyjaźń która trwa do dziś, on ma teraz dziewczynę z która próbuje stworzyć związek. jestem z tego powodu bardzo nieszczęśliwa. mogłabym tej dziewczynie zrobić coś złego. na jej widok robi mi się niedobrze, a On jest całym moim życiem, nie ma dnia zebym o Nim nie myślała. sni mi się po nocach, gdy nie widzę go przez parę dni dostaję szału, wszystko mnie drażni, dałabym wszystko aby mnie przytulił czy uśmiechnął się do mnie. kiedys nawet próbowałam ze sobą skończyć. ponieważ byłam tak zrozpaczona i bezsilna, ale przyjaciele i nawet On mi nie dali.) Przyjaźń przerodziła sie w zauroczenie, myślałam i miałam nadzieję że się w końcu zakocham, ale to nie nastąpiło i już raczej nie nastąpi. Przez ten rok bardzo duzo sobie obiecywaliśmy. On jest we mnie tak zakochany że robi dla mnie wszystko, jest zawsze blisko, a ja cały czas go ranię, nie mogę tego znieść. Nie mogę z Nim zerwać ponieważ boję się że coś sobie zrobi, ponieważ jest bardzo wrażliwy, nawet gdy się pokłócimy( co się teraz często zdarza przez brak sił i zaangażowania z mojej strony) bardzo źle się czuje i zawsze muszę Go pocieszać, ma On nie za ciekawą sytuację w domu i potrzebuje wsparcia, ale ja juz nie mam siły i nie daje sobie z tym wszystkim rady. Przez jego charakter nie moge za często spotykac się ze znajomymi którzy sa dla mnie wszystkim i pomogli mi sie podnieśc z dołku. Chce aby wszystko było tak jak jemu się podoba, za wszystko mnie obwinia. jak chcę iść na imprezę to koniecznie musze z nim żebym czasem kogos nie poznała, musze wracać w tym samym czasie co on. Nie mam nigdy swobody, wolności co jest mi bardzo potrzebne. Chciałabym z nim zerwac nawet już byłam na to przygotowana ale nie potrafię mu tego powiedzieć, boję się że on sobie nie poradzi. Ale ja na dłuższa metę tak nie pociągnę. Biorę leki na uspokojenie, nie ma dnia zeby nie bolało mnei serce, zebym nie płakała. Nawet znalazłam już rozwiązanie: muszę coś sobie zrobić, skończyć ze sobą, trafic do szpitala, przedawkować, żebym nie musiała się już przejmować i zeby każdy miał spokój. co Wy na to?
Proszę o odpowiedzi.