netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

24 odpowiedzi8 257 wyświetleńzałożony przez bazyliszekwkropki, 16.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 25 ]

1

Temat: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Witajcie, opowiem Wam moją historię, ciekawa jestem co powiecie, może ktoś podsunie coś konstruktywnego?

Istota mojego problemu: jestem zakochana w mojej pani profesor z Uniwerku, a ona nie chce mnie znać?

To dosyć długa historia, bo początkami sięga 2002 roku. Najpierw było zwyczajnie, zwykła sympatia, dużo rozmów, z czasem nie tylko naukowych? Bardzo mi się podobała od samego początku. Łasiłam się, chodziłam na dyżury, przynosiłam prezenciki (raz dałam małego kaktusika) i wierszyki różne śmieszne własnego autorstwa, żeby było miło. Z czasem udało mi się znaleźć jej mail, i znajomość zyskała także wymiar pisany. Dużo do siebie pisałyśmy, praktycznie codziennie, ja się jej zwierzałam z moich problemów (miałam wtedy bardzo trudną sytuację, bo byłam świeżo po morderstwie ukochanej babci, która mnie wychowała i byłam zagrożona eksmisją). Tak to trwało może ze 2-3 lata. Taka ciepła przyjaźń dwóch kobiet. Bardzo dużo mi to dawało, bo ja wcześnie straciłam matkę i zawsze bardzo silnie przeżywam przyjaźnie z kobietami w średnim wieku.

Apogeum naszej przyjaźni było to, że pomogła mi załatwić lightowe przejście przez jeden trudny egzamin. Znalazła wyjście i pomogła znaleźć dobrego egzaminatora. Bez tego byłabym udupiona. A raz to nawet mnie podwiozła swoim autem blisko domu z uczelni.

Potem? O rety, aż nie chce mi się pisać, co się działo potem. Dowiedziałam się przypadkiem od jednej doktorantki, że pani profesor lubi także dziewczyny. I zauważyłam zmianę w zachowaniu pani profesor. Jakby się mocno zawstydzona zrobiła. Ale ja nic, to nie moja sprawa? W pewnym momencie zaczęły się z jej strony pojawiać różne aluzyjki dwuznaczne na wykładach i na seminarium. Wiecie, taka gadka niby do wszystkich, ale tak naprawdę to robi aluzję np. do czegoś w moim liście, obniża lekko ton głosu i zerka przy tym na mnie, więc wiem, że mówi to tylko do mnie. Np. ??przecież to nie grzech?? i zerka na mnie. Albo ??zawoalowany erotyzm w listach?? i spojrzenie i uśmiech. ??i wtedy można by zrobić wszystko?? Tego typu delikatne podpuszczki. Ja się na to wzięłam, zaczęłam rozkminiać, co by było gdyby i wpadłam jak śliwka w kompot. Zaczęłam się zakochiwać. Również zaczęłam wysyłać różne sygnaliki, uśmieszki i spojrzenia. Przyznam, że to był trudny okres dla mnie. Nigdy wcześniej nie byłam zainteresowana erotycznie inną kobietą. Miałam w liceum chłopaka 3 lata. Dodatkowo, byłam wtedy mocno wierząca. Więc miałam zgryz.

No więc tak to wyglądało, teraz przejdźmy do tego, dlaczego ona się do mnie przestała odzywać. Zaczęłam chodzić na terapię, bo miałam silną depresję po morderstwie babci. I na terapii poruszyłam ten problem. Babka bardzo agresywnie mnie do niej ustawiła, że to jest mobbing, i w ogóle. Ja pod jej wpływem napisałam do pani prof. maila, że ?nie szukałam niczego innego? tak trochę dookoła, ale sens był jasny. Ona bardzo agresywnie na to zareagowała, dostałam bardzo niemiły list, zaczynający się od słów ?Nie rób takich wyznań, bo będziesz żałować?. Pół biedy, gdyby to było tylko tyle. Ale ja niedługo potem wpadłam w psychozę. Bardzo ostrą, niedokładnie pamiętam ten okres.

Zachowywałam się bardzo dziwnie. Pisałam do niej dziwne i agresywne rzeczy, nie tylko do niej zresztą. Pamiętam jak przez mgłę, że raz wysłałam tak dosadny list, że był na granicy pornografii w stosunku do niej. Coś w stylu ?Chciałabym Ci zdjąć majtki?. Na szczęście nie jestem przypadkiem lekoodpornym ? pozytywnie zareagowałam na leczenie. To był rok 2006. Od tego czasu choruję na schizofrenię i muszę brać na stałe leki psychotropowe. Jest git, leki mam dobrze dobrane, jakbyście się ze mną spotkali ? w życiu nie przeszło by wam przez myśl, że gadacie z kimś, kto parę razy zaliczył psychiatryk.

Kiedy wyzdrowiałam, dalej ją kochałam. Chciałam przeprosić. Chodziłam parę razy na dyżur. Zlewka. Agresja. Zero sytuacji, żebyśmy mogły zostać face-to-face. Zero reakcji na moje wielokrotne maile. Po prostu nic. Cisza. Raz napisałam wręcz list, że proszę o rozmowę w cztery oczy i że przyjdę jutro. To ona, jak przyszła na dyżur, to zamiast wziąć mnie (byłam pierwsza w kolejce) do pokoju, to specjalnie wzięła mnie w inne miejsce przy ludziach. Ja mimo tego zapytałam nieśmiało: ?Czy nasza relacja nie mogłaby wyglądać jak przed moją chorobą?? Ona się na to wkurzyła strasznie i zaczęła na mnie krzyczeć: ?Nie ma żadnej naszej relacji, coś sobie wymyśliłaś? , ?Jedyna relacja jaka między nami jest to relacja nauczyciel-student?. Coś takiego. Parę lat później udało mi się przypadkiem zdobyć jej adres. Postanowiłam spróbować jeszcze raz, napisać piękny list i dołączyć go do bukietu róż. List pisałam pół roku, był bardzo czuły i naprawdę włożyłam weń wiele serca. Wysłałam z kwiatami. Poszłam potem na dyżur. Ponieważ chciałam uniknąć agresywnej reakcji na pytania wprost, wzięłam kawałek mojego przekładu i poprosiłam o opinię. Zbyła mnie krótkim ?Nie?. Boże, jak ja płakałam po powrocie do domu! To był chyba 2011 rok. Niedługo potem skreśliłam się ze studiów. Miałam dosyć przeciągającej się sytuacji urlopu zdrowotnego? W tym czasie wielokrotnie do niej pisałam maile, a także listy papierowe. Miłosne i czułe. Wciąż próbowałam przeprosić. Ale cisza. Nic. Po prostu zero reakcji.

Ale teraz znów jestem na czwartym roku, i znów ją widuję. Na moje ?Dzień dobry? reaguje uśmiechem. Parę razy czekałam w kolejce, żeby pogadać na dyżurze, ale nie udało się nic wskórać (za dużo ludzi). Na wykładach zero aluzji. To chyba w skrócie cała moja historia, jeśli coś jest niejasne, to pytajcie. Co się wam nasuwa po przeczytaniu moich słów? Chciałabym ją odzyskać. Choćby jako przyjaciela. Czy myślicie, że wszystko już stracone? Co mogę zrobić, aby między mną a nią było lepiej?

2

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

A czy jesteś pewna, tak na 100%, że ta pani próbowała Cię uwieść, czy chociażby sugerowała zainteresowanie inne niż przyjacielskie?

A może wyłapywałaś z rozmów/ wykładów tylko te rzeczy, które Tobie ten sposób myślenia o niej potwierdzały?
Aluzje, uśmieszki, spojrzenia - to są bardzo ulotne rzeczy i bardzo subiektywne.

Czy profesor napisała do Ciebie np. list, w którym by ujawniała otwarcie swoje zainteresowanie czy zauroczenie?
Ile z tego wszystkiego działo się w Twojej głowie, a ile faktycznie zaistniało?

3

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Dzięki za odpowiedź hee.laa!

Pytanie o granicę między naszymi głowami a rzeczywistością jest dosyć trudnym pytaniem filozoficznym wink

Na Twoje pytanie powiem, że naturalnie, że tak na 100% nie mam takiej pewności. Nie dostałam żadnego sygnału wprost, fakt jednak, że czułam się podrywana i się mocno zakochałam. Nie napisała ani nie powiedziała niczego wprost. Mnie się wydaje, że byłoby to zbyt ryzykowne posunięcie dla kogoś na tym stanowisku.

Powstaje pytanie, co to w takim razie było? Odpowiedzi jest cały szereg, mogła się zwyczajnie drażnić, prowokować, bawić się mną? Wiem.

Jeśli doszło do nieporozumienia, to czemu ze mną zwyczajnie nie pogada, żeby rzecz wyjaśnić, jak wiele razy już ją prosiłam i błagałam? Taka szczera rozmowa (nieważne, w jakim kierunku) byłaby dla mnie jak leczniczy plaster. Przede wszystkim poczułabym się potraktowana jak człowiek.

Zauważ, że kiedy napisałam ten list pod wpływem terapeutki, zareagowała bardzo agresywnie, jak ktoś odtrącony. Myślę, że gdyby nie było nic na rzeczy, to wtedy po prostu zwyczajnie by mi napisała, że jestem w błędzie. A nic takiego nie zrobiła.

4 Ostatnio edytowany przez hee.laa (2015-01-16 13:40:48)

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Granice (i możliwości ) naszej percepcji to zupełnie inna bajka smile))

Staram się po prostu popatrzeć na tę sytuację z drugiej strony, czyli tej profesorki.
Nie mam doświadczenia, jesli chodzi o związki damsko-damskie, ale myślę, że nie płeć tu najwazniejsza.

To, co opisujesz, to Twoje wrażenia, domysły itp, które są subiektywne, a jak sama wspominałaś w tym czasie miałaś silną traumę, związane z nią leczenie, więc pewne rzeczy mogły zostać wyolbrzymione, inne zatarte,a jeszcze inne wyparte.


Nie, nie dziwi mnie ta agresja czy złość, gdy ta kobieta otrzymała Twój list. Być moze jej podejście do Ciebie nie było tym, o co ją oskarżałaś, być może po prostu Cię polubiła, chciała pomóc,nawet zafascynowała się Tobą ( jeśli rzeczywiście ma skłonności lesbijskie), ale nie chciała Cię skrzywdzić, uwieść itp. Dlatego poczuła się zawiedziona, rozczarowana, a może nawet wykorzystywana- przecież jak mówisz, pomagała Ci.
I dlatego nie dziwi mnie,że nie chce z Tobą o tym rozmawiać. Po co wracać do przeszłości, szczególnie, że z powodu listów, jakie później do niej wysyłałaś, mogłaś ją narazic na spore nieprzyjemności.
Jak widać jest ona osobą kulturalną, pozdrawia Cię uśmiechem, pewnie tez zdaje sobie sprawę z Twojej choroby.
Ale sprawę uznałabym za zamkniętą. I skończoną.
Forever and ever:)

5

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Tak, chyba masz rację? Jednak tak źle mi bez niej. Czemu traktuje mnie jak diabeł święconą wodę? To bardzo wartościowa osoba i bardzo lubiłam rozmowy z nią. Jest wrażliwa i inteligentna. Przy niej czuję, że naprawdę ktoś słyszy to, co mówię. Jak sobie pomyślę, że już nigdy miałabym z nią nie pogadać, to witki mi opadają. Kurczę, tak bym chciała, żeby było między nami dobrze, miło i zadzierzgnąć znowu przyjacielski dialog? Myślisz, że jedyne co zostało to zgodzić się na status quo i nie pisać już więcej do niej? Jeśli nie chce mieć ze mną romansu, niech chociaż będzie dobrą przyjaciółką, jak dawniej, czy chcę zbyt wiele?

6

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Wydaje mi się, że nigdy Wasza znajomość nie wróci do etapu tej przyjaźni sprzed lat.
Pewnych rzeczy nie da się wymazać czy zapomnieć - choc pewnie można wybaczyć smile

Jeżeli dopuści Cię bliżej, być może boi się, że ten koszmar wróci-czyli to, co robiłaś będąc gorszej kondycji psychicznej.
Poza tym pewnie zdała sobie sprawę z niestosowności całej sytuacji, do tego minęło już kilka lat.
Ty być może zafiksowałaś się na tej relacji, a dla niej życie potoczyło się swoją drogą.

Rozumiem Twój żal, bo to z pewnością bardzo rozwijająca i fajna znajomość.

Ja sama nie chciałabym/ nie umiałabym prawdziwie przyjaźnić się z kimś, w kim jestem zakochana.
Nie wyobrażam sobie, że gdybym np. wyznała miłość mojemu przyjacielowi, nic by się nie zmieniło, bo w tym momencie skończyłaby się prawdziwa przyjaźń,a powstała (nie)odwzajemniona miłość.


Nie, nie pisz już do niej...bo  to ona może posądzić Cię o mobbing/stalking.
Twoje pisanie może tylko pogorszyć sytuację.
Skończ studia, jeśli nadal będzie Ci na niej zależało, być może uda Ci się do niej zbiliżyć, tym razem bez tej zależności student-wykładowca.
Ale nie trzymaj się kurczowo tej myśli!

Po prostu żyj swoim życiem smile
Powodzenia!

7

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Tak, chyba masz rację. Boli to wszystko jak cholera, bo nie umiem na dłużej o niej zapomnieć. Próbuję, ale myśli o niej ciągle wracają... Tęsknię za nią strasznie i trudno mi powstrzymać się od marzeń. Taką pustkę czuję bez niej.

Ja w swojej karierze mam przyjaciela, któremu kiedyś wyznałam miłość. Powiedział "nie kocham Cię, ale bądźmy przyjaciółmi". I przyjaźnimy się od paru ładnych lat... Także ja jestem sobie w stanie wyobrazić sytuację nieodwzajemnionej miłości w przyjaźni.

W sumie dziwne, że tak długo mnie z nią trzyma...

Dzięki za dobre słowo.

8

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Może trzyma dlatego, że to dla Ciebie taka niedokończona, zawieszona sprawa- był początek, punkt zwrotny, ale rozwiązania akcji nie ma smile


Czas leczy rany, trzeba tylko dac mu szansę!

9 Ostatnio edytowany przez bazyliszekwkropki (2015-01-16 16:40:59)

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

No, tak mówią, że czas leczy rany.

Mówisz: może uda wam się zbliżyć, kiedy już nie będzie zależności student-wykładowca. Powstaje pytanie, na jakiej płaszczyźnie się zbliżymy, skoro jedyną płaszczyzną, jaka nas łączy jest uczelnia? hmm

W sumie to niewiele brakowało a w pewnym momencie finałem tej historii byłby mój trup wiszący na pasku. Takie by było rozwiązanie akcji.

10

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Nie Ty jedna widziałaś taki ostatni akapit wink

Ale skoro nadal obydwie tutaj sobie piszemy - któż wie, co następny rozdział przyniesie? smile

Daj sobie spokój, bo się zamęczysz, zatrujesz sobie życie...

11

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Wiesz, serce nie sługa, jak to mówią? hmm

Następny rozdział niesie sesję i nowe obowiązki wkrótce ? podpiszę najprawdopodobniej umowę o przekład jednej książki? Trzeba będzie skończyć tłumaczenie i zlokalizować cytaty.

A może ja jestem chora na jakąś obsesję?

Znasz jakieś dobre sposoby na odkochiwanie się?

Masz tu coś ładnego:
https://www.youtube.com/watch?v=LydYEu1frR8

12

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

A ja mysle, ze ona najzwyczajniej w swiecie se Ciebie boi. Dla mnie wyglada, jakby kiedys chciala Ci pomoc, bo mialas traumatyczne przejscia, ale z czystej sympatii, a nie czegos wiecej. Ktos Ci powiedzial, ze ona jest bi, ale nie wiesz tego w 100%. Zirytowac sie mogla po tym mailu, gdyz nie spodziewala sie, ze tak odbierasz jej pomoc. Pomysl logicznie. Bardziej prawdopodobna jest jej czysta sympatia i przyjacielska wiez, ktora sie wywiazala niz jakies drugie dno. Z tego co opisujesz, to wychodzi na to, ze widzialas co chicalas ujrzec. A teraz wyglada jakbys ja przesladowala...  i to od lat. Na Twom miejscu bym nie szukala juz na sile kontaktu. Ona ne chce go wie zaakceptuj to - tak jak do milosci tak  do przyjazni nikogo ne da se zmusic. Pozdrawiam

13

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Dzięki za odpowiedź antequeen!

Wiecie, jak tak sobie zaczynam myśleć, że to może być prawda (bo to już druga osoba pisze mi, że się sama wkręciłam) to zaczynam się czuć jak kompletna idiotka hmm

Biedna pani profesor, tyle krwi jej napsułam...

Czekam na rady dot. skutecznego odkochiwania się!

14

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Moim zdaniem sytuacja jest jasna. Profesoreczka (chcialbo by sie napisac nauczyciel akademicki ale na to nie zasluguje) realizowala swoje upodobania na uczelni. Tylko oficjalnie nie mogla tego robic stad te podchody, zeby sie nie wydalo. W momencie kiedy nie poglebilas relacji, skonczyla z Toba, majac do wyboru inne dziewczyny. Ty piszac do nie sformalizowalas, odkrylas te ew. relacje w ten sposob ona musiala sie oficjalnie do tego ustosunkowac. To ze nie dala znac dziekanowi oznacza ze ma cos do ukrycia. Natomiast zadnych relacji teraz i nigdy nie zbudujecie. Ty jestes osoba niepowazna bo nie znajaca siebie a ona osoba toksyczna i egoistyczna. Moim zdaniem powinnas wyluzowac. Okreslic swoje ukierunkowanie czy do mezczyzn czy kobiet i nie szukac niczego na sile. Jestes jakas desperatka ze chcesz budowac jakis toksyczny zwiazek na podstawie swoich wyobrazen i pragnien. Twoim celem powinno byc ukonczenie kierunku, udanie sie do jakiesj pracy i rozpoczecie zycia wsrod normalnych ludzi, majacych zasady a nie to co opisujesz.

15

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Ale jak niby ta Pani Prof. realizowala swoje niecne uczynki wobec Autorki? Przeciez z tego co tu czytamy to Autorka tylko uslyszala gdzies, ze sorka moze byc bi, a nastepnie sama zaczela sie doszukwac na sile aluzji. Ja nie widze powodu najezdzac na tamta kobiete, bo to Autorka raczej wyciagnela pochopne wnioski.Nawet to czytanie jej wierszy czy costam wyglada na probe podbudowania Autorki, a nie flirt. Szczerze mialam sytuacje, gdzie bezwiednie zauroczylam swoja osoba kolezanke. Ja chcalam jej pomoc, bardzo lubilam jej towarzystwo, zartowac, rozmawiac godzinami itd. I nie przewidzialam, ze sie we mnie zauroczyc. No wyszlo troche niezrecznie, szczegolnie, ze nie ukrywam swego bi, ale tym bardziej nie ukrywam Mojego . Wiec nie wiem o co chodzilo. No stalo sie, trudno, znajomosc sie zakonczyla, bo kolezanka ne byla wstanie sie . Dlatego Bazyliszkuwkropki najlepsze co mozesz zrobc to calkowiece zerwac kontakt

16

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Hej hee.laa!

Jesteś gdzieś tam jeszcze? Odezwij się, mam do Ciebie sprawę! Zablokowałaś opcję wysyłania e-maili przez forum. Chciałabym napisać do Ciebie maila, daj znać. smile

17 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-01-17 22:17:51)

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

A ja słyszałam, że pan(i) profesor....
właśnie. MILIONY rzeczy słyszałam o różnych wykładowcach.
Większość nieprawdziwych.
Ba, słyszałam nawet że mój facet jak ma kolokwium to daje 5 za cycki na wierzchu.
Szkoda że robi kolokwia pisemne i każdy wpisuje tylko nr indeksu, więc nie wie nawet czyją pracę sprawdza a w tym semestrze żadnej 5 nie postawił (słabe cycki mają?) big_smile
Tak to jest z tym "słyszałam że, pan(i) magister, doktor, profesor..."

18

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Jestem, jestem smile

Nawet nie wiedziałam, że zablokowałam.

Zaraz zobaczę, jak to zmienić smile

19

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Cześć hee.laa!

Wysłałam Ci mailka smile

20

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Moim zdaniem nie masz żadnej psychozy ani schizofrenii. To zostało błędnie zdiagnozowane. Połowa psychologów i psychiatrów sama wymaga leczenia. Znam osobiście panią psychiatrę uzależnioną od seksu. Powinnaś odstawić lekarstwa. Obsesyjna miłość. Czy miałaś zaburzone dzieciństwo, relacje z rodzicami, relacje z rówieśnikami? Od tego trzeba zacząć. Tobie jest potrzebne ćwiczenie na kontrolowanie emocji. Często zdarza się z różnych powodów że próby nawiązania więzi z druga osobą się nie udają. Musimy być bardziej odporni na takie sytuacje, żeby się nie załamać. Jeżeli jesteś pewna że wolisz dziewczyny, to staraj się chodzić do takich miejsc dla osób o tej orientacji seksualnej. Próbuj wchodzić w różne relacje koleżeńskie z dziewczynami, o których wiesz że również wolą dziewczyny, ale rób to bardzo powoli, poznawaj je powoli, żeby, w razie jakichś trudności, szok był niewielki. W ten sposób stopniowo przyzwyczaisz się do tego rodzaju zmian emocjonalnych jakie pojawiają się w takich sytuacjach i uodpornisz się na nie. To jest wszystko co ci jest potrzebne.

Należy mi się 150 euro za udzielenie porady (tylko żartuję!).

21

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Mr Spock, sorry, ale diagnozy zostaw sobie na czas kiedy sam się na lekarza wykształcisz... Przeprosiny za offtop.

Bazyliszek, też mi się wydaje jak innym przedmówczyniom, że się w to sama wkręciłaś i zaczęłaś widzieć co chciałaś widzieć. Człowiek po traumie, chwiejny emocjonalnie, jest bardzo podatny na zauroczanie się tam gdzie tylko są objawy przyjazności, bo potrzebuje ciepła, miłości, zrozumienia i nadinterpretuje najmniejsze objawy zainteresowania.

Nie dziwię się, że po Twoich akcjach ta kobieta nie chce kontynuować znajomości- najnormalniej w świecie się Ciebie boi. Zrozum jak to wyglądać może z jej strony. Nie owijając w bawełnę, to jest stalking. Kiedyś miałam takiego znajomego na studiach- fajny chłopak, dobrze się z nim gadało, ale zupełnie nic do niego nie czułam i żadnych sygnałów mu nie dawałam. On niestety każdy mój gest pójścia na piwo, pouczenia się na kolokwium, założenia przeze mnie krótszej spódnicy, odbierał jako zachętę i zanim się obejrzałam, w jego umyśle byłam jego dziewczyną. Kidy wyznał mi swoje uczucie, doznałam prawdziwego szoku! Pojęcia nie miałam, że tak odbiera naszą znajomość. Sytuacja potem była niefajna, bo nie chciał przyjąć do wiadomości, że nie odwzajemniam jego zauroczenia, i dzwonił do mnie bez przerwy, prześladował na uczelni, tak, że nie tylko musiałam zmieniać z dwa razy numer ale także zmienić grupę i wszędzie chodzić z przyjaciółmi bo bałam się, że gdzieś wyskoczy zza rogu i będę musiała z nim być sam na sam. Na szczęście po jakimś pół roku mu przeszło, ale ten okropny semester do dziś pamiętam.

Radzę próbować się zupełnie od niej odciąć, zapomnieć, unikać jej na uczelni. Postaraj się ten problem przepracować z terapeutą

22

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

@MrSpock - daruj sobie, ale skąd po moich postach na forum, nie znając mnie osobiście, nie wiedząc, jak przebiegała moja choroba, stawiasz takie diagnozy? Zupełnie niestety nie masz racji... Ja NAPRAWDĘ mam schizofrenię i odstawienie lekarstw skończy się tragicznie, czyli kolejną wizytą w psychiatryku...

@Beyondblackie - strasznie trudno mi jest to sobie wyobrazić - całkowicie się od niej odciąć. Kocham ją, lecz wiem, że to uczucie jest głupie. Robię czasem próby "odstawienia" - wyrzucam zdjęcia z komputera, wyrzucam maile które do niej napisałam. Lecz po jakimś czasie uczucie znów wraca, i zaczynam znów słać maile. Zresztą nie wiem, czy dochodzą, bo kiedyś gmail zareagował tak, jakby mnie zablokowała. Trudno mi sobie z tym wszystkim poradzić. Może winna temu moja duża samotność - mieszkam sama, znajomych też mam niewielu. Ale jak tak czytam to, co mi piszecie, to czuję się jak największa idiotka w kosmosie. Bo prawdą jest, że tych drobnych zachowań, które można by uznać za dwuznaczne było bardzo mało. A ja to tak rozdmuchałam.

23

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Bazyliszku, naprawdę, nie powinnaś tak interpretować jej zachowania.
Jakby tak było to każdy wykładowca musiałby uznać, że każda studentka jest w nim zakochana.
A ja musiałabym uznać że mój opiekun na indywidualnym toku jest we mnie zakochany do szaleństwa, bo robi dwuznaczne żarty.
Ale to tylko żarty i to że jak ryczałam jak miałam podejrzenie białaczki i mnie przytulił nic dla mnie nie znaczyło - bo był to zwykły przyjacielski gest. To tak na moim przykładzie, że nie każde dwuznaczne zachowanie trzeba interpretować jako oznakę zainteresowania.

24 Ostatnio edytowany przez MrSpock (2015-01-19 23:18:15)

Odp: Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni
bazyliszekwkropki napisał/a:

@MrSpock - daruj sobie, ale skąd po moich postach na forum, nie znając mnie osobiście, nie wiedząc, jak przebiegała moja choroba, stawiasz takie diagnozy? Zupełnie niestety nie masz racji... Ja NAPRAWDĘ mam schizofrenię i odstawienie lekarstw skończy się tragicznie, czyli kolejną wizytą w psychiatryku...

Ostatnio czytałem książkę Toksyczna psychologia i psychiatria: depresja a samobójstwo
Autor: Jarosław Stukan
I tak autor podaje jak często fałszuje się orzeczenia medyczne. Ja sam jak miałem zawód miłosny, i nie mogłem zapomnieć o pewnej pani przez trzy lata, to psycholog do której poszedłem po pomoc powiedziała mi że mam schizofrenię. Przy okazji psycholog wygadała się z tego co jej mówiłem, co jest przestępstwem. Większa część psychologów i psychiatrów nie nadaje się do wykonywania swojego zawodu. Jak już pisałem, osobiście rozmawiałem z panią doktor o specjalizacji psychiatra, która, poprzez podwójne sygnały, wyznała mi że jest uzależniona od seksu. Widać to było nie tylko po rozmowie z nią ale również po zachowaniu. Zupełnie nie kontrolowała swoich potrzeb erotycznych. Zobacz sobie jeszcze Eksperyment Rosenhana jak łatwo stawia się zupełnie błędne diagnozy.

Dlatego uważam że nie jesteś chora tylko, tak jak powiedziałem, masz bardzo małą odporność na zerwania znajomości. Niekiedy takie zachowania określa się jako borderline albo socjopatia, ale tylko wtedy, gdy są utrwalone. Jeżeli natomiast jest możliwość poradzenia sobie z tym poprzez przemyślenia, to nie można tego klasyfikować jako żadną chorobę. Rzadko zdarza się żeby przy chorobie, którą ci rozpoznano, można było normalnie studiować. Jest bardzo subtelna różnica miedzy obsesyjną miłością a chorobą psychiczną. Obsesyjna miłość jest czymś bardzo szczególnym i nie powinna być w ogóle klasyfikowana jako zaburzenie psychiczne. Poprzez ćwiczenia, które określa się jako desensytyzację, możesz się stopniowo przyzwyczaić do takich sytuacji, zaczynając od stopniowego wchodzenia w podobne relacje ale o mniejszym natężeniu. Po pewnym czasie przyzwyczaisz się do tego rodzaju emocji i nie będziesz reagować. Nawet jeśli leczenia trwa rok lub dwa to wciąż nie jest choroba. Raczej klasyfikowałbym to jako uraz psychiczny czyli normalną reakcję na sytuacje życiowe. Leczenie ma być robione tylko metodami psychologicznymi, bez żadnych lekarstw. Pytałem kiedyś psychiatrę ile czasu trzeba żeby zdiagnozować u kogoś chorobę psychiczną? Odpowiedział: pięć minut. A jeśli diagnoza była niewłaściwa, to ile czasu trzeba żeby ją zmienić i stwierdzić że pacjent jest całkiem zdrowy? Powiedział: pół roku. No i widać jakie są nadużycia. Psychotropy cię tylko "uśpią" i musiałabyś je stale brać. Żeby uodpornić się na zranienia, musisz przeżyć je bez psychotropów w kontrolowanych warunkach, czyli zaczynając od niewielkich problemów natury uczuciowej, czyli jest dla ciebie niezbędne żeby wyjść z tej samotności w której mieszkasz, spotykać się z ludźmi i znajdziesz sobie kogoś bez problemu, a gdy tak się stanie zapomnisz o tej nauczycielce. Tylko wejdź w fajną uczuciową relację z kimś. To jest wszystko, co ci jest potrzebne.

Posty [ 25 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Nieszczęśliwa miłość studentki do pani profesor na Uczelni

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026