Witam. Chciałam podzielić się z Wami przypadkiem, jaki mnie spotkał, być może ktoś pomoże mi zrozumieć sytuację i zakończyć tę durną znajomość.
Pięć lat temu poznałam faceta, zauroczył mnie od pierwszej chwili, po pierwszym spotkaniu umówił się ze mną drugi raz, co dało mi do zrozumienia, że on też chętnie się ze mną spotyka. Odzywał się co weekend albo dwa z zapytaniem czy mam ochotę się spotkać, i tak już od pięciu lat. Problem w tym, że kończy się na odzywaniu co dwa tygodnie w formie smsa "czy mam ochotę się spotkać", w tygodniu nigdy nie dostaję od niego wiadomości (nigdy też nie dzwoni, żeby porozmawiać), a prawda jest taka, że owinął mnie sobie wokół palca, czuję się uzależniona. Byłam zakochana i jestem nadal, aczkolwiek po tylu latach udało mi się ustalić pewne fakty. On ma 35 lat, ja 30, oboje nie mamy nikogo, bez dzieci, bez żony ani byłej żóny , on jest pracoholikiem i fanem samochodów, stąd każdy wolny czas spędza na rajdach samochodowych. Problem w tym, że nic tak naprawdę o nim nie wiem, nigdy też nie zapraszał mnie w grono swoich znajomych, nigdy nie mówi o sobie, nigdy nie pyta mnie o nic, nie interesuje go ani to, co lubię, ani to co robię, zawsze powtarza tylko, że "mogę robić to, na co mam ochotę". Spotykamy się po dziś dzień, tyle że spotkania są dość dziwaczne, ponieważ nigdy nie zaprosił mnie ani do kawiarni ani w inne publiczne miejsce, zawsze gdzieś siedzimy na odludziu. Czasem zapraszam go do siebie ( mieszkam sama), wtedy chętnie przyjeżdża, ale on nigdy nie zaprosił mnie do siebie. Druga sprawa jest taka, że skoro się spotykamy, jest jakaś rozmowa ( najlepiej luźna, żeby było fajnie i miło, a więc odpada moje opowiadanie o tym, jak mi źle samej), i jest też chęć bliskości fizycznej, którą zaczął mi - może nie od razu - okazywać. Stanęło na tym, że nasze spotkania ostatecznie sprowadzają się do jednego. Chociaż trudno nazwać to seksem, bo mimo że straszliwie bym chciała, on nie pozwala sobie na tą chwilę słabości i robimy wszystko, co wiąże sięz seksem, ale seksem nie jest. On mi na to nie pozwala. Wielokrotnie pytałam, co jest nie tak, on twierdzi wymijająco że wszystko jest ok, a kiedy pytam, czy nie ma ochoty, odpowiada, że ma ochotę i to wielką. Ale nie i koniec.
Czuję się do niego tak przywiązana, że nie potrafię zainteresować się innymi facetami. On nie spotyka się z żadną inną, też ma tylko mnie, ale on nie potrzebuje mnie codziennie, nie potrzebuje wiedzieć, co u mnie, nie potrzebuje o mnie myśleć, chyba że mu się przypomni i wtedy ochoczo się umawia dwa razy na miesiąc. Jest miły, twierdzi, że mnie lubi, nawet bardzo, ale kompletnie nic się nie dzieje, czasem kiedy jest miło i szczerze robię sobię nadzieje, a czasem kiedy napiszę do niego, odpisuje od niechcenia, zupełnie jakbym mu przeszkadzała, przez co nauczyłam się nie pisać do niego smsów, tylko czekam aż sam się odezwie, i przestaję mieć nadzieję, że coś się zmieni. Mija piąty rok. Powiedzcie mi moi drodzy, jak mam rozumieć ten przypadek i jak mam się zachować, bo nie mam już sił na to?
Podobne tematy
Straszliwie dziwny układ
No bo przecież żaden związek.
Nie szkoda Ci czasu na człowieka, o którym właściwie niewiele wiesz ? Być może on potrzebuje tylko kogoś od czasu do czasu, a może ma narzeczoną czy żonę i zdradzą ją z Tobą ( nie możesz tego wykluczyć) albo sam nie wie czego chce.
Moim zdaniem szkoda czasu.
5 lat trwasz w takim zawieszeniu? W takim... nie wiadomo czym? Podziwiam Twoją cierpliwość... To, że nic z tego nie będzie to wiesz, więc nie będę Cie przekonywać. Natomiast zastanawia mnie brak seksu - podejrzewam tu jakieś zaburzenia i/lub kompleksy.
Powiedz, nigdy nie zrobiłaś mu żadnej awantury? Nie korciło Cię? Możesz w ogóle w czymkolwiek na niego liczyć? odmówiłaś kiedyś spotkania?
wiem, wiem, że to żaden związek. Wiem, że nie ma żony ani dzieci, narzeczonej ani dziewczyny, bo wszystkie te informacje nauczyłam się zbierać naokoło ( od znajomych, itd). Jest majętnym gościem, mieszka w wielkim domu z rodzicami (!), niczego mu nie brakuje ani nie potrzeba.
Awantury, owszem, wielokrotnie była rozmowa o moich uczuciach, oczywiście monolog z mojej strony, o tym, czego ja bym chciała, że chciałabym z nim być, wtedy zazwyczaj kontakt się urywał z jego strony na dwa miesiące "aż mi przeszło", potem znów od nowa to samo. Kilka razy przy okazji rozmowy o niczym ważnym rzucał mimochodem, że na niego to nie można liczyć. Mimo to ciągle robię sobie nadzieje, że może podaje się za twardziela, bez uczuć (czasem odnoszę takie wrażenie), ale bywało, że widziałam go w takim dość dziwnym stanie, który wskazywał na to, że jest wrażliwym facetem, tylko ma trudności z okazywaniem albo nie chce okazywać. Często mówię mu swoje przemyślenia, on kwituje to zdaniem "ty znowu masz jakieś pretensje, że robię coś nie tak" i nie odzywa się długi czas, i tak w kółko. Nie wiem jak ja to wytrzymuję, jestem za stara na takie zabawy moim kosztem, a jednocześnie bardzo boję się samotności i tego, że go stracę, choć nic z tego nie mam dla siebie ( już będęświnią, ale nawet seksu!). Trudno jest zerwać, jak to zrobić?
No właśnie. Mówiłaś mu o tym czego chcesz, więc gdyby to była tylko kwestia nieśmiałości czy czegoś , to i tak by już z Tobą był, bo inicjatywę wykazałaś. Myślę, że jemu tak wygodnie, pewnie taki mamisynek, żę wiecznie mieszka z mamusią i nie chce tego zmieniać, dodatkowo może jakieś problemy psychiczne , a tu ma Ciebie, czasem możecie się spotkać, popieścić, bo mam wrażenie, że to między Wami jest i wsio, jemu wystarczy.
No, ale Tobie nie wystarcza. Ja nie widzę innej opcji jak to zerwać, to trwa tak długo.. nikt nie maskowałby się raczej tak długo.
Najwyżej możesz liczyć na cud, że on po zerwaniu opamięta się i zrozumie, że bez Ciebie nie może życ, ale i tak w to wątpię ![]()
MUSISZ to skończyć. Po prostu musisz!!!! Bo owszem, za stara jesteś na to, aby dłużej tracić czas (i mówi Ci to osoba, która również go traci). Zagryź zęby, wyj do poduszki, rzucaj talerzami, ale odmów kolejnego spotkania, gdy jemu się będzie nudzić. Błagam, zrób to dla siebie.
7 2011-07-20 10:52:57 Ostatnio edytowany przez Kaja83 (2011-07-20 10:54:06)
frailita
Jesteś dużą dziewczynką, masz 30 lat, już zmarnowałaś kilka na coś co nie ma sensu, dobrze określiłaś temat znajomy na weekend, bo to jest znajomy i nikim więcej dla Ciebie nie będzie, wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazują, facet przyblokował Cię na tak długi czas.. nie pozwól na to, aby dalej to robił, on nie ma żadnych planów wobec ciebie, od czasu do czasu potrzebuje trochę czułości, kto wie.. może nie tylko ty go tak zaspokajasz, dopóki z tobą nie sypia, dopóty nie czujesz się wykorzystana i on ma czyste sumienie. Jak to skończyć ? A no bardzo prosto, w waszym przypadku. Powiedz mu, ze chcesz się ustatkować i szukasz trwałego, przyszłościowego związku, tu nie ma żadnej filozofii. Nie czekaj, bo za chwilę będziesz miała 31, potem 32 aż w końcu 35 lat i zobaczysz że wtedy obudzisz sie z ręką w nocniku i szlak Cię trafi jak wspomnisz te lata.
Frailita, skończ z tym, natychmiast!
On sobie zyje wygodnie, majętny facet, duży dom, rodzice troszczą się o sprawy przyziemne. On ma swoje hobby i Ciebie w wolnych chwilach. A co Ty masz? Pewnie tak jak prawie każda kobieta chciałabyś mieć rodzinę, dzieci. A czas nie stoi w miejscu. Zmarnowałas już 5 lat na kogoś, kto nie traktuje Ciebie poważnie. Może ma kompleksy, nie wiadomo, ale Ty myśl o sobie i swojej przyszłości. Masz 30 lat, to nie starość, ale tez nie pierwsza młodość, żeby marnowac czas i czekać aż on się określi.
A mnie zastanawia o co chodzi z tym seksem? Nie zrozum mnie źle, nie uważam, że bez tego nie da się być w szczęśliwym związku, ale właśnie może w tym kryje się klucz do zagadki co z tym facetem jest nie tak. Bo moim zdaniem zdecydowanie coś z nim nie tak ![]()
Moje pierwsze wrażenie - Kompleks Piotrusia Pana.
Nie możesz tkwić w tym układzie tylko dlatego, że boisz się być sama. To jest chore
bardzo ci współczuje tyle lat straconych pomyśleć że przez te 5 lat mogłaś mieć normalnego faceta, wyjeżdżać razem na wakacje, wychodzić wspólnie na imprezy, może założyć rodzinę no i uprawiać mnóstwo cudownego seksu do tego jak mówisz własne mieszkanie no pomyśl mogło być tak pięknie z kimś innym wspólne święta ubieranie choinki sylwester przy szampanie i sztucznych ogniach ............. ale wiesz pomyśl że nie wszystko stracone tylko weź się w garść jeśli nie potrafisz sama zostawić tego za sobą i olać chorego mężczyznę i chory układ to nawet idź do psychologa i porozmawiaj o tym bo na prawdę szkoda kolejnych 5ciu lat na takie sprawy zmień numer telefonu zmień swój cały rozkład dnia zajmij się czymś to zapomnisz uwierz po miesiącu wszystko ci przejdzie bo zrozumiesz że nie warto tracić życia na kogoś to Cię nie KOCHA! zacznij biegać chodzić na basen nie wiem do kina pomyśl co lubisz robić i zabijaj wolny czas żeby nie mysleć o nim to wszystko zależy tylko od ciebie czy ci się uda czy nie czy odnajdziesz w końcu szczęście czy znowu stracisz kilka lat.
dziękuję za wszystkie rady i sugestie. Są bardzo pomocne i bardzo trafione. Jak przeczytałam co napisałam, to złapałam się za głowę, co ja wyprawiam i jak to żałośnie wygląda. Stara baba, a wzdycha do telefonu komórkowego, który może litościwie da jakiś znak życia i propozycję na wieczór. Wszystko zwaliło mi się na głowę, depresja, nerwica, problemy ze zdrowiem, teraz musze "porzucić" jedyny miły aspekt mojego życia (choć rzadki), co będzie w tym czasie trudne, ale u mnie od pięciu lat nie ma dobrego momentu na to, więc zdaje się to tylko wymówka..
Pójdę porzucać talerzami.. ![]()
Dziękuję Wam.
Frailita, czy przez te 5 lat odrzuciłaś kogoś, bo byłaś pochłonięta Nim? Ktoś z Twoich bliskich zna temat?
Dla mnie facet wyglada ( o ile rzecz o tym, ze nie ma nikogo to prawda ) na typowego aseksualiste. O ile dopuszcza jeszcze kontakt fizyczny o tyle sam seks jest juz dla niego BE.
Aseksualisci dziela sie na kilka grup. Wyglada, ze trafilas na kogos, ktos potrzebuje swiadomosci, ze kogos ma, ale jest wolny, nieraz sie nieco zblizyc fizycznie, ale nie do konca i.. tyle. Jemu wystarcza.
Ten typ aseksualisty zblizony jest do pewnego typu homoseksualisty, latwo go wiec pomylic i dlatego taka mozliwosc rowniez dopuszczam.
Homoseksualisci takze dziela sie na kilka grup, wiec bez wnikliwej oceny nie da sie przyporzadkowac go do ktorejs z grup.
Dlaczego nie wiesz o nim niczego? Ano dlatego, ze jestes tylko przystania, w ktorej cumuje sie na troche a nie macierzystym portem, dla ktorego kazdy jest domem.
Nie wiesz nic, bo nie masz wiedziec. Masz byc i tyle.
Sadze, ze on ma swoje dobrze poukladane zycie a Ty o nic nie wiesz nic, bo nie ma zamiaru Cie tam wpuszczac. Jestes odskocznia, urlopem od codziennosci.
Mowisz, ze boisz sie go stracic, ze boisz sie samotnosci, a przepraszam bardzo a teraz to nie jestes samotna, masz wsparcie, czujesz sie kochana, pozadana itd?
Zostaw go albo zyj w taki sposob do konca tego ukladu lub swojego zycia.
Innych wyjsc nie widze.
Nie odbieraj moich slow jako ataku, gdyz chce tylko pokazac Ci to co ja widze z zewnatrz a czego Ty bedac w srodku tego ukladu mozesz nie dostarzegac.
Zycze dokonania wlasciwego wyboru. Dla mnie jedynym wyborem byloby zakonczenie tego czegos.
Powodzenia
Dzięki za wpisy, spostrzeżenia i sugestie. To jest wszystko to, co wiem, ale udaję, że nie wiem czy nie widzę, ciągle szukając usprawiedliwienia bądź mówię sobie " lepiej tkwić w tym układzie i zgadzać się na niego niż być całkiem sama, nie mam nic do stracenia". Prawda jest taka, że było w tym czasie dwóch mężczyzn, którzy dali mi odczuć, że są mną zainteresowani, ale naturalnie oni nie interesowali mnie, nawet nie chciałam ich poznać, czując się - żałośnie to zabrzmi - związana z tamtym.
Aseksualizm, bardzo się cieszę, że padło określenie zjawiska, to wiele wyjaśnia i nakierowuje na jakieś tory myślowe.
Prawda jest taka, że nie mam od niego nic, zawsze pamięta o imieninach ( o urodzinach już nie bardzo), ale nigdy nie dostałam głupiego kwiatka, na gościa z takim portfelem i gościa, który ma się za dżentelmena i znawcę kobiet, dość kiepsko to wypada. Nigdy nie zrobił dla mnie nic, po mojej operacji w zeszłym tygodniu, choć wiedział, nie napisał smsa "jak poszło" czy "jak się czuję", zapytał o to dopiero przy okazji jak widzieliśmy się po moim wyzdrowieniu ( czyli po ptakach, w momencie kiedy najbardziej potrzebuję wsparcia, jego nie ma, bo ma własne sprawy). To typ gościa, który wyznaje zasadę "fajnie jak jest fajnie", jak jestem przygnębiona to już nie jest fajnie i odcina się.
Tak czy inaczej, dzięki wam udało mi się do kupy zebrać wszytko i postanowiłam w sobotę ( bo się zobaczymy) powiedzieć mu co o tym myślę. Nie chcę zakończyć tego ot tak, po prostu urywając, chcę , żeby wiedział co myślę, co czuję, jak go traktuję, a potem niech się określi co zrobić - albo niech coś zaproponuje dla nas obojga, a jeśli nie ma mi nic do zaoferowania, niech o mnie zapomni ( co trudne nie będzie).
Ale, jak napisała truskaweczka19, musiałby się stać cud, żeby chciał coś proponować i ze mną być...
Ja się naprawdę związałam emocjonalnie, ja naprawdę to przeżywam wszystko.
Jeszcze a propos seksu, nieraz powtarza: "jak coś jest za często, to przestaje być atrakcją"( to tłumaczy dlatego rzadko się widujemy), albo " jak się uprawia seks to staje się to nudne, i przestaje działać na wyobraźnię, o wiele ciekawsze jest tego nie robić" (!!)
I to mówi facet.