To dzisiaj w sumie norma, że pary zamieszkują ze sobą przed ślubem. Jednak mam wrażenie, że mężczyźni boją sie zobowiązań i dopóki związek jest taki, że wszytsko robimy razem ale jest luz, brak odpowiedzialności to się jakoś tak wspólnie żyje z dnia na dzień - przeleci tak kilka lat.
Poczym bierze się ślub i okazuje sie, że to wszystko już jest bardzo na poważnie. Mężczyzna jako mąż ma zobowiązania, ma ich więcej. Ma świadomośc odpowiedzialności i wydaje mi sie, ze niektórych to przerasta. Mam wrazenie, że mężczyzna często ma podejście: "jakoś to będzie", poczym okazuje się, że on nie przewidział pracy jaką trzeba w to włożyć i zwyczajnie kiedy zaczynają się trudnosci uciekają.
Może my kobiety przed ślubem częściej zadajemy sobie te istotne pytania. Staramy się patrzeć realistycznie na to co nas czeka. A mężczyźni czasem cheliby życie przeżyć tak samo, nie musząc nic zmieniać pomimo, że wokół nich wszystko sie zmienia. I potem są zdziwieni, bo przecież miało być tylko fajnie...
Oczywiscie są też mężczyźni dojrzali, odpowiedzialni, którzy mają świadomość, że nic samo się nie dzieje, nie robi.
Może my kobiety nie jesteśmy do końca szczere? Gdyż może przed ślubem wciąż liczymy, że nasz mężczyzna się zmieni i w tym oczekiwaniu mniej wymagamy. Nie odkrywamy szczerze naszych oczekiwań, wymagań. A po ślubie zaczynamy już tylko żądać, licząc, że oni wszystko to powinni wiedzieć i rozumieć.
Moze to nasza naiwność, że liczymy na ich zmianę. A jeśłi liczymy na zmianę to znaczy, że nie jest do końca tak jak powinno być?