Witam. Mam 30 lat, jestem w związku z 25 latka od trzech lat a od ponad roku mieszkamy razem.
Wszystko super się układało, czuła, kochana, troskliwa, bardzo zazdrosna...itd. Gdy się poznaliśmy oboje oczekiwaliśmy od partnera, że ten nie będzie mieć kolegów czy koleżanek płci przeciwnej. Mi to jak najbardziej odpowiadało, nie potrzebowałem spotykać się z inną kobietą. Ona również miała koleżanki, żadnych kolegów i jasno dawała do zrozumienia że ja jestem jej przyjacielem chłopakiem itd...oczywiście koleżanki ma. Gdy pisali do niej inni, od razu zlewała i mi mówiła, po prostu zachowywała się lojalnie. Wszystko się zmieniło, gdy od października zaczęła studia. Minął około miesiąc i zaczęło się, przywożenie pod blok przez "znajomego" z roku, mimo że wcześniej sobie nie wyobrażała czegoś takiego a gdybym ja tak zrobił to już wg. Nie podobało mi się to, ale okej. Mówiła że ma po drodze więc mnie podwozi czasem, nie robiłem problemu. W ostatnim tygodniu przyłapałem ją na kłamstwie, to znaczy powiedziała że wsiada do busa a okazało się że dziwnym trafem przywiózł ją ten sam "znajomy"
co się okazało? Że znajomy jednak mieszka w innym miejscu i podwożenie jej pod blok to zupełnie inna część miasta i nie ma ani trochę po drodze. Dla mnie to jest koniec. Kocham ją, ale skoro wystarczyło poznać jakiegoś typka na studiach i po chwili kłamstwa w jego temacie itd to ja już wszystko wiem co ona w środku czuje. Chce to zakończyć, ale chcę wyjść z twarzą z tej relacji. Następnym razem gdy napisze mi, że jedzie busem a odwiezie ją znów ten gość, zamierzam wyrzucić jej rzeczy przez okno z pierwszego piętra. Może to głupie..ale nie chcę po prostu odejść a za tydzień okaże się że oni są razem...cholernie mnie to boli gdy to piszę, ale wiem że muszę być twardy. Czy coś mi radzicie? Jak postąpić? Jak jej dać popalić?
Podobne tematy
Z tym wyrzuceniem rzeczy przez okno, to już przesadziłeś.
Po prostu powiedz, że Cię oszukuje i ma się wyprowadzić, bo Ty nie tolerujesz oszustwa.
Z tym wyrzuceniem rzeczy przez okno, to już przesadziłeś.
Po prostu powiedz, że Cię oszukuje i ma się wyprowadzić, bo Ty nie tolerujesz oszustwa.
Ja bym wyrzucila nie tylko rzeczy
Wydaje mi się, że wystarczy poważna rozmowa.
Nie wyrzucaj.
Weź to na chłodno.
Nic tak nie pali styków kobiecie jak obojętnośc.
Albo powiedz jej ze cię oszukuje i spakuj jej rzeczy..albo po prostu spakuj rzeczy i wyjazd:) im szybciej i bez rozstrzasania to zrobisz, tym lepiej dla Ciebie.
Jak znam życie, to ona już niedługo zacznie mu robić loda w tym samochodzie. Tak jak kolega napisał, na chłodno, powiedz jej, że masz obawy, że Ciebie oszukuje. I nie becz za nią, jak będzie odchodzić, bo z pewnością to zrobi.
Jak znam życie, to ona już niedługo zacznie mu robić loda w tym samochodzie. Tak jak kolega napisał, na chłodno, powiedz jej, że masz obawy, że Ciebie oszukuje. I nie becz za nią, jak będzie odchodzić, bo z pewnością to zrobi.
Moze juz robi a on naiwny niech jej pakuje manatki i do widzenia
"Wszystko super się układało, czuła, kochana, troskliwa, bardzo zazdrosna...itd."
Pytanie tylko, czy ją porządnie grzmociłeś, bo jak nie to już wiesz co.
9 2024-01-24 09:42:51 Ostatnio edytowany przez Legat (2024-01-24 09:44:37)
Jedno już wiesz. Takie umawianie się z kobietą w związku, ma ograniczyć ciebie. To ty miałeś nie mieć koleżanek. Jej takie zasady nie obowiązują, bo kobieta wolna ma być. ![]()
Sprawa wydaje się przegrana z przyczyn opisanych powyżej.
Ktoś tu pisze o rozmowie. Śmiechu warte. Przecież już rozmawiali i na coś się umówili. Co z tego wyszło?
Może jakieś twarde "kobiece" rozwiązanie. Typu wystawienie walizek. Może nią wstrząśnie. Chociaż wątpię. Pewnie przeprosi, zwali część winy na ciebie. A potem i tak zrobi to do czego ją ciągnie.
Cześć wam, jestem ostrej rozmowie. To znaczy wróciła i powiedziałem ze ja wychodzę a jej w przeciągu 2 godzin ma tu nie być bo jeśli nie to sam to zrobię a rzeczy wylecą oknem. Oczywiście płacz że przecież ja tylko odwozi, że kłamała abym się nie denerwował itd itd ja wyszedłem po powrocie ona nadal była i płakała na podłodze, tak jak zawsze mnie ruszał jej płacz tak teraz ani trochę. Kazałem jej wyp....ć. Ona wybiegła, nie biorąc ze sobą niczego. Od rana do mnie wypisuje, że mnie kocha itd itd najlepsze jest to, że używa argumentu z sprzed 2 lat gdzie to poszedłem z kumplem i jego siostrą na mecz, tak ona twierdzi że to ją boli i to pewnego rodzaju zdrada haha, śmiech. Powiedziała, że ona po rzeczy nie wróci, że ona może do mnie wrócić do mieszkania a nie po rzeczy, że ona już nie będzie z nim jeździć itd. Dla mnie to i tak jest koniec bo nawet jeśli nie będą jeździć to oni się każdego dnia na studiach widzą a ja nie wiem co tam się wtedy dzieje.
Ona po rzeczy nie wróci, mówi tak i tak będzie wiem jaka jest. Czy w takim przypadku mogę jej rzeczy wyrzuci? Może to śmieszne ale zajmują 3/4 mieszkania jej graty, już nie wspomnę o łazience. Co robić?
........ Chce to zakończyć, ale chcę wyjść z twarzą z tej relacji. Następnym razem gdy napisze mi, że jedzie busem a odwiezie ją znów ten gość, zamierzam wyrzucić jej rzeczy przez okno z pierwszego piętra. ?
Chciałes zakończyć ten związek i znalazłeś powód. Moim zdaniem po prostu odwieź jej rzeczy tam, gdzie ona przebywa, nie wiem.. Do rodziców, siostry, koleżanki czy coś.. Wyrzucać przez okno?
Daj spokój melodramatom.
Też studiowałam, nie miałam wtedy samochodu i prawie zawsze ktoś mnie po zajęciach odwoził, czasem koleżanki, ale często koledzy. Do dziś pozostali kolegami, żaden z nich nie był nigdy ani po dziś dzień nie jest moim kochankiem
Masz dziwne podejście do związku, ale co tam.. Lepiej że się rozstaniecie.
Masz dziwne podejście do związku, ale co tam..
Wbrew temu co pisze Salomonka jest tu logika. Umawianie się na różne głupotki w związku, mają na celu tylko jedno. Ograniczyć faceta. Ta dziewczyna w ten sposób dostała do rączki bat na niego. To on miał nie mieć koleżanek. Przecież ona idzie na studia, to jak mogła dotrzymać danego słowa?
Nie da się przecież.
Ale trafiło na upartego i to on znalazł bat na nią. I tu tak jak pisałem wcześniej. Trzeba twardo. Po kobiecemu wymagać, nawet niemożliwych do wykonania obietnic. Może choć trochę to ją nauczy, że takich rzeczy się nie robi.
Fakt
Niektórzy ludzie nigdy nie powinni wchodzić w związki. To po prostu nie może się udać
Lepiej, że się rozstaną i każde pójdzie w swoją stronę.
Pisałeś, że ona zazdrosna, ale Ty też... Umowa, była nierealna, bo co innego mieć kolegę, koleżankę, co innego specjalne podwózki czy oklamywania.
Pisałeś też, że jak to się powtórzy to koniec... A od razu tak ostro zareagowałeś.
Moglibyscie dać sobie szansę, ale z taką zazdrością, to wam się nie uda.
Choć mam wrażenie, jakby to była wymyślona historia, sorry ale wyglądasz na furiata.
Pisałeś, że ona zazdrosna, ale Ty też... Umowa, była nierealna, bo co innego mieć kolegę, koleżankę, co innego specjalne podwózki czy oklamywania.
Pisałeś też, że jak to się powtórzy to koniec... A od razu tak ostro zareagowałeś.Moglibyscie dać sobie szansę, ale z taką zazdrością, to wam się nie uda.
Choć mam wrażenie, jakby to była wymyślona historia, sorry ale wyglądasz na furiata.
Ja sobie teraz wyobrazilam, ze mam nowego partnera, ktorego pod moje mieszkanie przywozi jakas lafirynda no po prostu koniec zwiazku i to w trybie natychmiastowym. A autor,gdyby sie nie dowiedzial prawdy to by nadal siedzial zadowolony
Ludzie...tutaj nie chodzi o to że on ją podwozi. Jeśli faktycznie miał by po drodze to spoko nie mam nic przeciwko i ona o tym wie, ale po co kłamała że ma po drodze skoro nie ma?
po co kłamała, że wsiada do busa a tak na prawdę wsiadała do jego auta?
o to mi chodzi.
Ludzie...tutaj nie chodzi o to że on ją podwozi. Jeśli faktycznie miał by po drodze to spoko nie mam nic przeciwko i ona o tym wie, ale po co kłamała że ma po drodze skoro nie ma?
po co kłamała, że wsiada do busa a tak na prawdę wsiadała do jego auta?
o to mi chodzi.
Poniewaz ona cos z nim kreci juz pewnie sa razem po wspolnym seksie. Gdyby nie miala nic do ukrycia to by powiedziala prawde, a Ty jestes naiwny jak dziecko,ze sobie tolerowales fakt, ze non stop "kolega " podwozil ja do mieszkania. A gdyby to byl na 100% kolega z pracy/studiow to bylbys spokojny? Myslisz, ze z kolega z pracy/studiow nie da sie roznych rzeczy robic np w samochodzie I zreszta nie tylko tam. Pamietaj, ze facet ja za darmo nie wozi to nie jest Matka Teresa z Kalkuty milosierna, ze sie nad nia lituje i podwozi do mieszkania tym bardziej ze nie ma po drodze
18 2024-01-24 11:27:38 Ostatnio edytowany przez wieka (2024-01-24 11:31:40)
Ludzie...tutaj nie chodzi o to że on ją podwozi. Jeśli faktycznie miał by po drodze to spoko nie mam nic przeciwko i ona o tym wie, ale po co kłamała że ma po drodze skoro nie ma?
po co kłamała, że wsiada do busa a tak na prawdę wsiadała do jego auta?
o to mi chodzi.
Kłamała, bo złamała wasze reguły, może z wygodnictwa, co nie znaczy, że coś ją łączy z tym facetem, myślę, że powinieneś dać jej szansę, ale jak masz być taki podejrzliwy, że ona ma kontakty z facetami na studiach to lepiej się rozejdźcie.
A ona to dopiero zaczyna studia?
19 2024-01-24 11:29:00 Ostatnio edytowany przez wieka (2024-01-24 11:30:14)
Barteee napisał/a:Ludzie...tutaj nie chodzi o to że on ją podwozi. Jeśli faktycznie miał by po drodze to spoko nie mam nic przeciwko i ona o tym wie, ale po co kłamała że ma po drodze skoro nie ma?
po co kłamała, że wsiada do busa a tak na prawdę wsiadała do jego auta?
o to mi chodzi.
Poniewaz ona cos z nim kreci juz pewnie sa razem po wspolnym seksie. Gdyby nie miala nic do ukrycia to by powiedziala prawde, a Ty jestes naiwny jak dziecko,ze sobie tolerowales fakt, ze non stop "kolega " podwozil ja do mieszkania. A gdyby to byl na 100% kolega z pracy/studiow to bylbys spokojny? Myslisz, ze z kolega z pracy/studiow nie da sie roznych rzeczy robic np w samochodzie I zreszta nie tylko tam. Pamietaj, ze facet ja za darmo nie wozi to nie jest Matka Teresa z Kalkuty milosierna, ze sie nad nia lituje i podwozi do mieszkania tym bardziej ze nie ma po drodze
Jak Ty czasem coś napiszesz, to nie wiadomo czy się śmiać czy płakać ![]()
Sądzisz chyba po sobie...
JuliaUK33 napisał/a:Barteee napisał/a:Ludzie...tutaj nie chodzi o to że on ją podwozi. Jeśli faktycznie miał by po drodze to spoko nie mam nic przeciwko i ona o tym wie, ale po co kłamała że ma po drodze skoro nie ma?
po co kłamała, że wsiada do busa a tak na prawdę wsiadała do jego auta?
o to mi chodzi.
Poniewaz ona cos z nim kreci juz pewnie sa razem po wspolnym seksie. Gdyby nie miala nic do ukrycia to by powiedziala prawde, a Ty jestes naiwny jak dziecko,ze sobie tolerowales fakt, ze non stop "kolega " podwozil ja do mieszkania. A gdyby to byl na 100% kolega z pracy/studiow to bylbys spokojny? Myslisz, ze z kolega z pracy/studiow nie da sie roznych rzeczy robic np w samochodzie I zreszta nie tylko tam. Pamietaj, ze facet ja za darmo nie wozi to nie jest Matka Teresa z Kalkuty milosierna, ze sie nad nia lituje i podwozi do mieszkania tym bardziej ze nie ma po drodze
Jak Ty czasem coś napiszesz, to nie wiadomo czy się śmiać czy płakać
Sądzisz chyba po sobie...
Rozumiem, ze Tobie by pasowalo, gdyby Twojego meza/partnera kolezanka podwozila pod dom mieszkajaca daleko od jego miejsca pracy?... I co niby zlego napisalam? Nic po sobie nie sadze, bo ja nigdy nie zdradzilam, ale nie jestem naiwna,by myslec, ze jej kolega wykazuje bezinteresowne milosierdzie i za nic podwozi ja pod dom
(...) Czy coś mi radzicie? Jak postąpić? Jak jej dać popalić?
Rozstałeś się i rozmieszkałeś, to teraz kolej na porządki w domu. Zapakuj wszystkie jej rzeczy, nie uszkadzając żadnej, i odwieź je albo tam, gdzie teraz mieszka, albo do jej rodziców/rodziny.
Odradzam pomysł, by "dać jej popalić".
W ostatnim tygodniu przyłapałem ją na kłamstwie, to znaczy powiedziała że wsiada do busa a okazało się że dziwnym trafem przywiózł ją ten sam "znajomy"
co się okazało? Że znajomy jednak mieszka w innym miejscu i podwożenie jej pod blok to zupełnie inna część miasta i nie ma ani trochę po drodze. Dla mnie to jest koniec.
Ona ma bardzo ciekawe podejście do odpowiedzialności i prawdomówności.
Nie musisz się żenić, FWB jest dobrym rozwiązaniem, ale miej na uwadze, że nie jesteś jedynym.
23 2024-01-24 11:52:30 Ostatnio edytowany przez wieka (2024-01-24 11:52:59)
Barteee napisał/a:W ostatnim tygodniu przyłapałem ją na kłamstwie, to znaczy powiedziała że wsiada do busa a okazało się że dziwnym trafem przywiózł ją ten sam "znajomy"
co się okazało? Że znajomy jednak mieszka w innym miejscu i podwożenie jej pod blok to zupełnie inna część miasta i nie ma ani trochę po drodze. Dla mnie to jest koniec.
Ona ma bardzo ciekawe podejście do odpowiedzialności i prawdomówności.
Nie musisz się żenić, FWB jest dobrym rozwiązaniem, ale miej na uwadze, że nie jesteś jedynym.
Taaa, bo Ty wiesz, że nie jest jedynym, szkoda, że jeszcze nie twierdzisz, jak Julka, że pewnie się z nim już przespała ![]()
To, że facet czegoś oczekuje, nie znaczy, że kobieta mu to daje, jak przekracza granice potrafi powiedzieć stop.
Za duża zazdrość jest w tym związku, stąd te problemy, życie jakby w klatce, brak zaufania, brak dobrze pojętej wolności.
Farmer napisał/a:Barteee napisał/a:W ostatnim tygodniu przyłapałem ją na kłamstwie, to znaczy powiedziała że wsiada do busa a okazało się że dziwnym trafem przywiózł ją ten sam "znajomy"
co się okazało? Że znajomy jednak mieszka w innym miejscu i podwożenie jej pod blok to zupełnie inna część miasta i nie ma ani trochę po drodze. Dla mnie to jest koniec.
Ona ma bardzo ciekawe podejście do odpowiedzialności i prawdomówności.
Nie musisz się żenić, FWB jest dobrym rozwiązaniem, ale miej na uwadze, że nie jesteś jedynym.Taaa, bo Ty wiesz, że nie jest jedynym, szkoda, że jeszcze nie twierdzisz, jak Julka, że pewnie się z nim już przespała
To, że facet czegoś oczekuje, nie znaczy, że kobieta mu to daje, jak przekracza granice potrafi powiedzieć stop.
Za duża zazdrość jest w tym związku, stąd te problemy, życie jakby w klatce, brak zaufania, brak dobrze pojętej wolności.
A Ty jestes naiwna jak niemowle. To sobie pomysl jej kolega mieszka tak,ze ma nie po drozdze do jej pracy ani pewnie tez do mieszkania. Ona swojego chlopaka oklamywala i gdyby klamstwo sie nie wydalo to klamala by nadal, ze to kolega z pracy... wiec tak oczywiscie NIC miedzy nimi nie bylo ona jechala do pracy, konczyla prace, a Matka Teresa milosierna jechala pod jej prace i zawozila pod samo mieszkanie,a tam czekal naiwniak. Noo juz uwierze, ze do niczego miedzy nimi nie doszlo
Barteee, Twoja reakcja brzmi trochę hardcorowo. Zerwałeś z nią, bo raz napisała, że pojedzie busem, a przyjechała z kolegą? Bo chyba nie przez to odwożenie, o którym Ci powiedziała, a Ty „nie robiłeś problemu”. Bo co z tego, że coś sobie ustalaliście kiedyś, jak sam zezwoliłeś na zmianę ustaleń. Miała czytać w Twoich myślach, że jednak Ci to nie pasuje?
No i ten kontakt wcale nie musi z automatu oznaczać zdrady, czy choćby tego, że ona jest nim zainteresowana.
My w związku nie mamy spiny o kolegów i koleżanki. Ja jestem strasznym zmarzluchem i gdyby ktoś z roku zaoferował mi podwózkę w takie dni jak ostatnio i dzięki temu nie musiałabym marznąć czekając na busa i idąc do domu (nie wspominając o zaoszczędzonym czasie i komforcie), no to kurczę, nie zastanawiałabym się dwa razy. Nie miałabym z tym problemu tak długo jak czułabym, że dałam wystarczająco jasno do zrozumienia, że nie jestem kierowcą zainteresowana, bo partnera już mam. Nie można iść przez życie zakładając, że każda miła rzecz od płci przeciwnej to musi być podryw, a nawet jeśli w tym przypadku byłby to podryw, to też nie ma w tym mojej odpowiedzialności, że ktoś mimo jasnego komunikatu nie odpuszcza. Ja wiem, że nie zdradzam i nie zdradzę i to się na koniec dnia liczy.
Napisałam to powyżej przedstawiając Ci trochę inny punkt widzenia – że to nie musi być zerojedynkowo zdrada, a może tylko tyle, że Twoja kobieta chciała w cieple i komforcie przewieźć dupkę. Trochę może orbitera wykorzystując ![]()
Na pewno nie w porządku było kłamstwo – to bez dwóch zdań i rozumiem tutaj Twoją złość i podejrzliwość. Złamanie początkowych ustaleń na samym początku również było słabe, chociaż jak już pisałam na górze, w tym drugim aspekcie sam trochę pogorszyłeś sytuację mówiąc, że jesteś z tym okej, a tak naprawdę nie byłeś. Bez sensu dałeś jej zielone światło po to by Cię skręcało w środku.
Może nie opisałeś jakichś elementów pobocznych, ale z mojego punkt widzenia reakcja była nieadekwatna. Albo trzeba było wyjaśnić parę rzeczy, albo obserwować czy podejrzenia o zdradzie są zasadne. Bo w tym momencie na dwoje babka wróżyła: może było to preludium dla zdrady, a może wykorzystywanie orbitera dla własnego komfortu i niechęć do psucia atmosfery w domu.
Ludzie...tutaj nie chodzi o to że on ją podwozi. Jeśli faktycznie miał by po drodze to spoko nie mam nic przeciwko i ona o tym wie, ale po co kłamała że ma po drodze skoro nie ma?
po co kłamała, że wsiada do busa a tak na prawdę wsiadała do jego auta?
o to mi chodzi.
Ja bym to inaczej rozegrał. Sprawdziłbym jej telefon, aby potwierdzić czy coś było i wtedy wyebał.
Barteee napisał/a:Ludzie...tutaj nie chodzi o to że on ją podwozi. Jeśli faktycznie miał by po drodze to spoko nie mam nic przeciwko i ona o tym wie, ale po co kłamała że ma po drodze skoro nie ma?
po co kłamała, że wsiada do busa a tak na prawdę wsiadała do jego auta?
o to mi chodzi.
Ja bym to inaczej rozegrał. Sprawdziłbym jej telefon, aby potwierdzić czy coś było i wtedy wyebał.
O to wlasnie jest dobry pomysl i rozwiazal by wszelkie watpliwosci.
PiotrNet77 napisał/a:Barteee napisał/a:Ludzie...tutaj nie chodzi o to że on ją podwozi. Jeśli faktycznie miał by po drodze to spoko nie mam nic przeciwko i ona o tym wie, ale po co kłamała że ma po drodze skoro nie ma?
po co kłamała, że wsiada do busa a tak na prawdę wsiadała do jego auta?
o to mi chodzi.
Ja bym to inaczej rozegrał. Sprawdziłbym jej telefon, aby potwierdzić czy coś było i wtedy wyebał.
O to wlasnie jest dobry pomysl i rozwiazal by wszelkie watpliwosci.
Zresztą czy autor nie zauważył jakichś innych sygnałów? Kobiety zaangażowane emocjonalnie w innego faceta najczęściej pilnują telefonu, często z kimś pisze, ubiera się inaczej, nagle zaczyna dbać o siebie, ćwiczyć....
Barteee, Twoja reakcja brzmi trochę hardcorowo. Zerwałeś z nią, bo raz napisała, że pojedzie busem, a przyjechała z kolegą? Bo chyba nie przez to odwożenie, o którym Ci powiedziała, a Ty „nie robiłeś problemu”. Bo co z tego, że coś sobie ustalaliście kiedyś, jak sam zezwoliłeś na zmianę ustaleń. Miała czytać w Twoich myślach, że jednak Ci to nie pasuje?
No i ten kontakt wcale nie musi z automatu oznaczać zdrady, czy choćby tego, że ona jest nim zainteresowana.
My w związku nie mamy spiny o kolegów i koleżanki. Ja jestem strasznym zmarzluchem i gdyby ktoś z roku zaoferował mi podwózkę w takie dni jak ostatnio i dzięki temu nie musiałabym marznąć czekając na busa i idąc do domu (nie wspominając o zaoszczędzonym czasie i komforcie), no to kurczę, nie zastanawiałabym się dwa razy. Nie miałabym z tym problemu tak długo jak czułabym, że dałam wystarczająco jasno do zrozumienia, że nie jestem kierowcą zainteresowana, bo partnera już mam. Nie można iść przez życie zakładając, że każda miła rzecz od płci przeciwnej to musi być podryw, a nawet jeśli w tym przypadku byłby to podryw, to też nie ma w tym mojej odpowiedzialności, że ktoś mimo jasnego komunikatu nie odpuszcza. Ja wiem, że nie zdradzam i nie zdradzę i to się na koniec dnia liczy.
Napisałam to powyżej przedstawiając Ci trochę inny punkt widzenia – że to nie musi być zerojedynkowo zdrada, a może tylko tyle, że Twoja kobieta chciała w cieple i komforcie przewieźć dupkę. Trochę może orbitera wykorzystując
Na pewno nie w porządku było kłamstwo – to bez dwóch zdań i rozumiem tutaj Twoją złość i podejrzliwość. Złamanie początkowych ustaleń na samym początku również było słabe, chociaż jak już pisałam na górze, w tym drugim aspekcie sam trochę pogorszyłeś sytuację mówiąc, że jesteś z tym okej, a tak naprawdę nie byłeś. Bez sensu dałeś jej zielone światło po to by Cię skręcało w środku.
Może nie opisałeś jakichś elementów pobocznych, ale z mojego punkt widzenia reakcja była nieadekwatna. Albo trzeba było wyjaśnić parę rzeczy, albo obserwować czy podejrzenia o zdradzie są zasadne. Bo w tym momencie na dwoje babka wróżyła: może było to preludium dla zdrady, a może wykorzystywanie orbitera dla własnego komfortu i niechęć do psucia atmosfery w domu.
Problem tkwi w tym, że to nie jest podwożenie bo zła pogoda czy od czasu do czasu
przez listopad cały i w grudniu to po każdych zajęciach przyjeżdżała z nim. Na 100 wyjść na uczelnię może z 10 razy wróciła busem, te pierwsze dni
facet musi nadrabiać ogólnie 40 km każdego dnia aby ją odwozić, łatwo obliczyć ile na to musi wydać i czasu poświęcić i robi to bo jest dobrym kolegą?
JuliaUK33 napisał/a:PiotrNet77 napisał/a:Ja bym to inaczej rozegrał. Sprawdziłbym jej telefon, aby potwierdzić czy coś było i wtedy wyebał.
O to wlasnie jest dobry pomysl i rozwiazal by wszelkie watpliwosci.
Zresztą czy autor nie zauważył jakichś innych sygnałów? Kobiety zaangażowane emocjonalnie w innego faceta najczęściej pilnują telefonu, często z kimś pisze, ubiera się inaczej, nagle zaczyna dbać o siebie, ćwiczyć....
Ja mam dostęp do jej telefonu, nam hasło. Najlepsze jest to, że z tym gościem nie ma żadnych konwersacji na FB ani Instagramie co jest bardzo dziwne, może na innym komunikatorze się kontaktują. Jakoś się umawiają na te wspólne "podróże"
PiotrNet77 napisał/a:JuliaUK33 napisał/a:O to wlasnie jest dobry pomysl i rozwiazal by wszelkie watpliwosci.
Zresztą czy autor nie zauważył jakichś innych sygnałów? Kobiety zaangażowane emocjonalnie w innego faceta najczęściej pilnują telefonu, często z kimś pisze, ubiera się inaczej, nagle zaczyna dbać o siebie, ćwiczyć....
Ja mam dostęp do jej telefonu, nam hasło. Najlepsze jest to, że z tym gościem nie ma żadnych konwersacji na FB ani Instagramie co jest bardzo dziwne, może na innym komunikatorze się kontaktują. Jakoś się umawiają na te wspólne "podróże"
Napewno tak musi byc albo go zapisala.jako kogos innego znam kobiete, ktora swojego kochanka wpisala jako swoja kolezanke . Pozniej mi opowiadala "ze jej ex widzial telefon dzwonil to sie darl "kochanie twoja psiapsi dzwoni" a to byl jej kochanek
Witam. Mam 30 lat, jestem w związku z 25 latka od trzech lat a od ponad roku mieszkamy razem.
Wszystko super się układało, czuła, kochana, troskliwa, bardzo zazdrosna...itd.
Jak ktoś jest bardzo zazdrosny to to oznacza że wcale super się nie układa. To oznacza że zwyczajnie sobie nie ufacie.
Co robić dalej? Okłamała Cię w kluczowej sprawie i dobrze że zerwaliście. Spakuj jej rzeczy w końcu po nie wróci, bo to że nie chce po nie wrócić to jej zwykła manipulacja. Odcinaj się od niej emocjonalnie nie rozmawiaj codziennie z nią. Jak ma jakiś dom rodzinny to tam możesz zawieść jej rzeczy jak Ci tak bardzo przeszkadzają.
Mam nadzieję, że wytrwasz i znajdziesz sobie kogoś godnego zaufania.
Mam wrażenie, że kompletnie nie zrozumiałeś clou mojego posta. O to właśnie chodzi, że nie ma znaczenia po co koleś to robi, a niech nawet te 40km będzie jego inwestycją w ten podryw. Jedyne co się liczy, to co ona o tym wszystkim sądzi. Bo mogło być tak, że wykorzystywała orbitera, który uważał, że jest cudotwórcą i ją odbije. I wtedy te 40km to jego podatek od kiepskiej oceny sytuacji, a ona zamiast tłuc się busem miała komfortowe odstawienie od drzwi do drzwi. I nie miało to nic wspólnego z fantazjowaniem o wspólnej przyszłości z kolegą, a przeciwnie, wykorzystaniem tego, że koleś naiwnie liczył, że coś ugra. Mogło być też tak, że rzeczywiście czuła motylki w brzuchu na myśl o wspólnej podróży i wkrótce poszedłbyś w odstawkę. No ale teraz się nie dowiesz, bo przestrzeliłeś reakcję.
Jak się umawiali? Zakładam, że mieli razem zajęcia, to wystarczy się dogadać na przerwie. Nie piszesz o innych znakach, że coś się między Wami zmieniło, odkąd kolega się pojawił w listopadzie, więc rzeczywiście mogło tak być, że ona miała uczciwe intencje w tych podróżach, tylko głupio skłamała, żebyś się nie złościł.
Z tym wyrzuceniem rzeczy przez okno, to już przesadziłeś.
Po prostu powiedz, że Cię oszukuje i ma się wyprowadzić, bo Ty nie tolerujesz oszustwa.
Wieka ma rację. Rozumiem, że targają Tobą emocje ale z wyrzucaniem rzeczy to przegięcie. Postaw jako facet jasno granice. Jedno jest pewne kolega z innej części miasta nie podwozi ją bez powodu czy też ma za dużo paliwa:) Myślę, że gdy zaczęła studia to weszła w nowe środowisko i otworzyły się jej nowe możliwości. Najprawdopodobniej kombinuje na jakiej gałęzi może usiąść. Jest z Tobą ale może testować czy "stać ją na więcej". Studia to częsty moment rozpadu związków bo zdarza się, że para poznaje się w małym mieście po potem trafia do dużego, co daje inne możliwości, innych ludzi, fascynację nieznanym itp. Nie jest to normalne zachowanie z jej strony. I jest duże prawdopodobieństwo, że jest coś na rzeczy.
35 2024-01-24 13:09:25 Ostatnio edytowany przez Legat (2024-01-24 13:10:04)
Gdy przeczytałem pierwszy post pomyślałem, oho wyjdzie tu kobieca hipokryzja. I się nie zawiodłem. Pojawiły się posty obrończyń kłamczuchy i manipulatorki. Tylko dlatego, że to kobieta. ![]()
Czy coś mi radzicie? Jak postąpić? Jak jej dać popalić?
Ochłoń trochę.
Twoje pomysły na odreagowanie tej sytuacji są zupełnie nieadekwatne do jej winy. Co byś zrobił, gdybyś przyłapał ich razem w łóżku?
Złamała ustalenia, co w Twoich oczach przekreśla dalszy związek, więc po co angażować w to całą husarię? Chcesz zachować twarz, to spakuj ją i z szacunku do siebie i do tego, co było dobre, pozwól jej odebrać rzeczy lub zawieź je pod jej dom i tyle. Tak zachowuje się mężczyzna.
Zerwanie to wystarczająca "kara".
37 2024-01-24 13:13:46 Ostatnio edytowany przez Legat (2024-01-24 13:16:06)
Jak ktoś jest bardzo zazdrosny to to oznacza że wcale super się nie układa. To oznacza że zwyczajnie sobie nie ufacie.
Kolejna mistrzyni nawijania makaronu na uszy. ![]()
A może jest tak, że ktoś zazdrosny ma problem sam ze sobą? Może jakiś kłopocik z poczuciem własnej wartości?
Nie to oznacza, że zawaliłeś coś.
K...rła ja pi...le.
chouchou napisał/a:Barteee, Twoja reakcja brzmi trochę hardcorowo. Zerwałeś z nią, bo raz napisała, że pojedzie busem, a przyjechała z kolegą? Bo chyba nie przez to odwożenie, o którym Ci powiedziała, a Ty „nie robiłeś problemu”. Bo co z tego, że coś sobie ustalaliście kiedyś, jak sam zezwoliłeś na zmianę ustaleń. Miała czytać w Twoich myślach, że jednak Ci to nie pasuje?
No i ten kontakt wcale nie musi z automatu oznaczać zdrady, czy choćby tego, że ona jest nim zainteresowana.
My w związku nie mamy spiny o kolegów i koleżanki. Ja jestem strasznym zmarzluchem i gdyby ktoś z roku zaoferował mi podwózkę w takie dni jak ostatnio i dzięki temu nie musiałabym marznąć czekając na busa i idąc do domu (nie wspominając o zaoszczędzonym czasie i komforcie), no to kurczę, nie zastanawiałabym się dwa razy. Nie miałabym z tym problemu tak długo jak czułabym, że dałam wystarczająco jasno do zrozumienia, że nie jestem kierowcą zainteresowana, bo partnera już mam. Nie można iść przez życie zakładając, że każda miła rzecz od płci przeciwnej to musi być podryw, a nawet jeśli w tym przypadku byłby to podryw, to też nie ma w tym mojej odpowiedzialności, że ktoś mimo jasnego komunikatu nie odpuszcza. Ja wiem, że nie zdradzam i nie zdradzę i to się na koniec dnia liczy.
Napisałam to powyżej przedstawiając Ci trochę inny punkt widzenia – że to nie musi być zerojedynkowo zdrada, a może tylko tyle, że Twoja kobieta chciała w cieple i komforcie przewieźć dupkę. Trochę może orbitera wykorzystując
Na pewno nie w porządku było kłamstwo – to bez dwóch zdań i rozumiem tutaj Twoją złość i podejrzliwość. Złamanie początkowych ustaleń na samym początku również było słabe, chociaż jak już pisałam na górze, w tym drugim aspekcie sam trochę pogorszyłeś sytuację mówiąc, że jesteś z tym okej, a tak naprawdę nie byłeś. Bez sensu dałeś jej zielone światło po to by Cię skręcało w środku.
Może nie opisałeś jakichś elementów pobocznych, ale z mojego punkt widzenia reakcja była nieadekwatna. Albo trzeba było wyjaśnić parę rzeczy, albo obserwować czy podejrzenia o zdradzie są zasadne. Bo w tym momencie na dwoje babka wróżyła: może było to preludium dla zdrady, a może wykorzystywanie orbitera dla własnego komfortu i niechęć do psucia atmosfery w domu.
Problem tkwi w tym, że to nie jest podwożenie bo zła pogoda czy od czasu do czasu
przez listopad cały i w grudniu to po każdych zajęciach przyjeżdżała z nim. Na 100 wyjść na uczelnię może z 10 razy wróciła busem, te pierwsze dni
facet musi nadrabiać ogólnie 40 km każdego dnia aby ją odwozić, łatwo obliczyć ile na to musi wydać i czasu poświęcić i robi to bo jest dobrym kolegą?
To tak długo trwało i dopiero teraz Ci przeszkodziło, jak ok. 90 razy ją odwoził te 40 km to już nie...
Kupy się nie trzyma...
39 2024-01-24 13:24:55 Ostatnio edytowany przez chouchou (2024-01-24 13:25:35)
Gdy przeczytałem pierwszy post pomyślałem, oho wyjdzie tu kobieca hipokryzja. I się nie zawiodłem. Pojawiły się posty obrończyń kłamczuchy i manipulatorki. Tylko dlatego, że to kobieta.
Jeżeli nawiązujesz do moich postów to nie bronię kobiety, tylko próbuję pokazać autorowi, że przegiął i teraz nie dowie się prawdy, a mogła być kompletnie inna niż mu się wydaje.
Tak jak pisałam, o kłamstwo ma absolutnie prawo być zły. O zmianę początkowych ustaleń również na początku, dopóki sam ich nie przyklepał. I jakby wściekał się na nią o któreś w wymienionych to bym rozumiała, jasna sprawa. Tylko on dopisał sobie całą historię o niewątpliwej zdradzie, zachował się jak kompletny furiat i ogólnie cała ta sytuacja to nawet nie był proces poszlakowy, a skazanie bez procesu. O to mi chodzi, że autor zachował się jak z tego mema na dole. Przecież to absurd.

Pisałabym dokładnie to samo, gdyby płcie były odwrócone, bo nie biorę udziału w tej - jakże na topie -wojence damsko-męskiej
Autorce takiego posta napisałabym to samo, że skoczyła do konkluzji bez należytego upewnienia, że są prawdziwe. Ktoś z kim jest się w udanym związku trzy lata zasługuje na trochę więcej.
Barteee napisał/a:chouchou napisał/a:Barteee, Twoja reakcja brzmi trochę hardcorowo. Zerwałeś z nią, bo raz napisała, że pojedzie busem, a przyjechała z kolegą? Bo chyba nie przez to odwożenie, o którym Ci powiedziała, a Ty „nie robiłeś problemu”. Bo co z tego, że coś sobie ustalaliście kiedyś, jak sam zezwoliłeś na zmianę ustaleń. Miała czytać w Twoich myślach, że jednak Ci to nie pasuje?
No i ten kontakt wcale nie musi z automatu oznaczać zdrady, czy choćby tego, że ona jest nim zainteresowana.
My w związku nie mamy spiny o kolegów i koleżanki. Ja jestem strasznym zmarzluchem i gdyby ktoś z roku zaoferował mi podwózkę w takie dni jak ostatnio i dzięki temu nie musiałabym marznąć czekając na busa i idąc do domu (nie wspominając o zaoszczędzonym czasie i komforcie), no to kurczę, nie zastanawiałabym się dwa razy. Nie miałabym z tym problemu tak długo jak czułabym, że dałam wystarczająco jasno do zrozumienia, że nie jestem kierowcą zainteresowana, bo partnera już mam. Nie można iść przez życie zakładając, że każda miła rzecz od płci przeciwnej to musi być podryw, a nawet jeśli w tym przypadku byłby to podryw, to też nie ma w tym mojej odpowiedzialności, że ktoś mimo jasnego komunikatu nie odpuszcza. Ja wiem, że nie zdradzam i nie zdradzę i to się na koniec dnia liczy.
Napisałam to powyżej przedstawiając Ci trochę inny punkt widzenia – że to nie musi być zerojedynkowo zdrada, a może tylko tyle, że Twoja kobieta chciała w cieple i komforcie przewieźć dupkę. Trochę może orbitera wykorzystując
Na pewno nie w porządku było kłamstwo – to bez dwóch zdań i rozumiem tutaj Twoją złość i podejrzliwość. Złamanie początkowych ustaleń na samym początku również było słabe, chociaż jak już pisałam na górze, w tym drugim aspekcie sam trochę pogorszyłeś sytuację mówiąc, że jesteś z tym okej, a tak naprawdę nie byłeś. Bez sensu dałeś jej zielone światło po to by Cię skręcało w środku.
Może nie opisałeś jakichś elementów pobocznych, ale z mojego punkt widzenia reakcja była nieadekwatna. Albo trzeba było wyjaśnić parę rzeczy, albo obserwować czy podejrzenia o zdradzie są zasadne. Bo w tym momencie na dwoje babka wróżyła: może było to preludium dla zdrady, a może wykorzystywanie orbitera dla własnego komfortu i niechęć do psucia atmosfery w domu.
Problem tkwi w tym, że to nie jest podwożenie bo zła pogoda czy od czasu do czasu
przez listopad cały i w grudniu to po każdych zajęciach przyjeżdżała z nim. Na 100 wyjść na uczelnię może z 10 razy wróciła busem, te pierwsze dni
facet musi nadrabiać ogólnie 40 km każdego dnia aby ją odwozić, łatwo obliczyć ile na to musi wydać i czasu poświęcić i robi to bo jest dobrym kolegą?
To tak długo trwało i dopiero teraz Ci przeszkodziło, jak ok. 90 razy ją odwoził te 40 km to już nie...
Kupy się nie trzyma...
Proszę czytać ze zrozumieniem
nie miałem z tym problemu bo wierzyłem jej na słowo że podwozi ją bo ma po drodze, więc okej. Ostatnio przyłapałem na kłamstwie odnośnie busa a następnie sprawdziłem czy gość faktycznie ma po drodze. Dwa kłamstwa na temat tego samego typa, to chyba logiczne że teraz mi to przeszkadza?
I chciał bym wyjaśnić bo wiele osób pisze, że jestem zazdrosny. Ja nie jestem typem zazdrośnika dopóki ktoś mnie nie robi jawnie w CH...
Jak widzicie nie miałem problemu z tym że ją podwozi bo myślałem, że jest jak ona mówi, czyli ma po drodze. Kłamstwo wszystko zmieniło.
Zazdrosna w związku to ona od początku była o wszystko.
To zmienia postać rzeczy, od razu mogłeś napisać, że ta podwózka tak długo trwała i to nadrabianie 40 km, plus kłamstwa, nie jest już takie bezinteresowne.
I chciał bym wyjaśnić bo wiele osób pisze, że jestem zazdrosny. Ja nie jestem typem zazdrośnika dopóki ktoś mnie nie robi jawnie w CH...
Jak widzicie nie miałem problemu z tym że ją podwozi bo myślałem, że jest jak ona mówi, czyli ma po drodze. Kłamstwo wszystko zmieniło.
Zazdrosna w związku to ona od początku była o wszystko.
Często zazdrość jest związana z obniżonym poczuciem wartości u takiej kobiety. Co więcej ale taka kobieta jest o wiele bardziej skłonna do skoku w bok, czy podatna na adorację facetów, bo w jej ocenie wtedy jej wartość rośnie gdy ma zainteresowanie. Ilość tych przejazdów i to, że wciska Ci kit raczej świadczy o tym, że jest coś na rzeczy.
U ciebie miała chatę, inny ją podwozi. Sprytna jest. ![]()
Z początku też myślałam że przesadziłeś ale kurde 40 km... Nawet jakby jakimś cudem się dokładała do paliwa ile ten facio czasu na nią marnuje.. swoją drogą skąd wiesz że on nie ma po drodze? Dała Ci jego adres?
Autorze, Ty tak na poważnie? Chcesz rzucić dziewczynę, wywalić jej rzeczy za okno, bo woli sobie wrócić do domu w ciepełku zamiast tłuc się busem? Fakt, kłamstwo o busie było słabe, ale to nie jest powód, żeby tak reagować... w ogóle te Wasze zasady o braku znajomych płci przeciwnej - to jest ograniczające, zakładające z góry brak zaufania, jakieś takie toksyczne... chyba oboje nie nadajecie się do związku.
Autorze, Ty tak na poważnie? Chcesz rzucić dziewczynę, wywalić jej rzeczy za okno, bo woli sobie wrócić do domu w ciepełku zamiast tłuc się busem? Fakt, kłamstwo o busie było słabe, ale to nie jest powód, żeby tak reagować... w ogóle te Wasze zasady o braku znajomych płci przeciwnej - to jest ograniczające, zakładające z góry brak zaufania, jakieś takie toksyczne... chyba oboje nie nadajecie się do związku.
No nie wiem, ona tak samo mu jazdy robiła z zazdrości, poza tym skoro jemu podwożenie przez typka nie odpowiada, mogła to uszanować a nie ignorować jego prośbę. Ciekawe też że ona czuje się z tym komfortowo, ledwo poznany facet chętnie ją podwozi mimo że nie ma po drodze. Niech robi prawo jazdy jak jej busem niewygodnie.
I'm Blue napisał/a:Autorze, Ty tak na poważnie? Chcesz rzucić dziewczynę, wywalić jej rzeczy za okno, bo woli sobie wrócić do domu w ciepełku zamiast tłuc się busem? Fakt, kłamstwo o busie było słabe, ale to nie jest powód, żeby tak reagować... w ogóle te Wasze zasady o braku znajomych płci przeciwnej - to jest ograniczające, zakładające z góry brak zaufania, jakieś takie toksyczne... chyba oboje nie nadajecie się do związku.
No nie wiem, ona tak samo mu jazdy robiła z zazdrości, poza tym skoro jemu podwożenie przez typka nie odpowiada, mogła to uszanować a nie ignorować jego prośbę. Ciekawe też że ona czuje się z tym komfortowo, ledwo poznany facet chętnie ją podwozi mimo że nie ma po drodze. Niech robi prawo jazdy jak jej busem niewygodnie.
Jeszcze miala dama czelnosc pod sam dom podjechac a'la szofer ja odwiozl pod sam palac do ksiecia,no ludzie gdybym ja zobaczyla taki widok ,ze kazdego dnia mnie pod mieszkanie moj nowy partner jest podwozony przez obca lafirynde to kaplica na miejscu,a to jest chyba jakas komedia z tych dwoch facetow ta dziewczyna jest najmadrzejsza jeden naiwniak siedzi w domu i mysli, ze to spoko jak kolega ja podwozi do domu, a drugiemu pewnie powiedziala "ze z rodzicami mieszka" i glupek pod same drzwi do jej chlopaka ja zawozil, bo tamtego tez pewnie klamala, ze jest singielka... sobie zrobila darmowe sluzbe z dwoch naiwniakow
Autorze, jakaż wielka musiała być twoja miłość, że z głupiego faktu robisz dramę na na pół świata.
Wywalenie, kochanej dziewczyny w tym w czym stoi i chęć wyrzucania rzeczy przez okno to już chamstwo i prostactwo.
Po 3 latach znajomości? Fuj....zero kultury.
P.S.
1. Tak powiedziała o busie, bo pewnie nie chciała awantury w domu. Poniekąd że strachu.
2. Zakaz kolegowania się na studiach to jakiś absurd. To jest inne życie, tak się nie da funkcjonować. Jak pamiętam to też mieliśmy zamężna koleżanki i nikt z tego powodu nie robił awantur.
3. Skąd wiesz, dokąd ten facet miał po drodze. Może jechał do rodziców na obiad.
Ale nie ma tego złego....kobita odzyskała wolność, z tobą nie miała by życia...
Autorze, jakaż wielka musiała być twoja miłość, że z głupiego faktu robisz dramę na na pół świata.
Wywalenie, kochanej dziewczyny w tym w czym stoi i chęć wyrzucania rzeczy przez okno to już chamstwo i prostactwo.
Po 3 latach znajomości? Fuj....zero kultury.
P.S.
1. Tak powiedziała o busie, bo pewnie nie chciała awantury w domu. Poniekąd że strachu.
2. Zakaz kolegowania się na studiach to jakiś absurd. To jest inne życie, tak się nie da funkcjonować. Jak pamiętam to też mieliśmy zamężna koleżanki i nikt z tego powodu nie robił awantur.
3. Skąd wiesz, dokąd ten facet miał po drodze. Może jechał do rodziców na obiad.Ale nie ma tego złego....kobita odzyskała wolność, z tobą nie miała by życia...
Totalnie się z tym nie zgadzam. Autor tematu napisał, że na 100 wyjść na uczelnię 90 razy wróciła z tym kolegą. W warunkach miejskich 40 km to około godzina jazdy. Więc facet poświęcił około 90 godzin aby panna miała wygodny powrót do domu.
Do tego nadrobił 90x40km co daje 3600 km (!). A Panie i Panowie trzeba sobie odpowiedzieć na dwa zasadnicze pytania (pierwsze do Panów drugie do Pań):
1) Czy jako facet woziłbyś kobietę przez 3600 km nic od niej nie chcąć?
2) Czy jako kobieta byłabyś tak naiwna, że facet wiezie Cię przez 3600 km i nic od Ciebie nie chce?
Do tego trzeba dodać koszty paliwa, które nie są małe. Jeśli dane, które wskazał autor tematu są prawdziwe to wnioski nasuwają się same.
Po drodze to facet może mieć raz czy dwa a nie nadrabiać 40 km dziennie.
zwyczajny gość napisał/a:Autorze, jakaż wielka musiała być twoja miłość, że z głupiego faktu robisz dramę na na pół świata.
Wywalenie, kochanej dziewczyny w tym w czym stoi i chęć wyrzucania rzeczy przez okno to już chamstwo i prostactwo.
Po 3 latach znajomości? Fuj....zero kultury.
P.S.
1. Tak powiedziała o busie, bo pewnie nie chciała awantury w domu. Poniekąd że strachu.
2. Zakaz kolegowania się na studiach to jakiś absurd. To jest inne życie, tak się nie da funkcjonować. Jak pamiętam to też mieliśmy zamężna koleżanki i nikt z tego powodu nie robił awantur.
3. Skąd wiesz, dokąd ten facet miał po drodze. Może jechał do rodziców na obiad.Ale nie ma tego złego....kobita odzyskała wolność, z tobą nie miała by życia...
Totalnie się z tym nie zgadzam. Autor tematu napisał, że na 100 wyjść na uczelnię 90 razy wróciła z tym kolegą. W warunkach miejskich 40 km to około godzina jazdy. Więc facet poświęcił około 90 godzin aby panna miała wygodny powrót do domu.
Do tego nadrobił 90x40km co daje 3600 km (!). A Panie i Panowie trzeba sobie odpowiedzieć na dwa zasadnicze pytania (pierwsze do Panów drugie do Pań):
1) Czy jako facet woziłbyś kobietę przez 3600 km nic od niej nie chcąć?
2) Czy jako kobieta byłabyś tak naiwna, że facet wiezie Cię przez 3600 km i nic od Ciebie nie chce?
Do tego trzeba dodać koszty paliwa, które nie są małe. Jeśli dane, które wskazał autor tematu są prawdziwe to wnioski nasuwają się same.
Po drodze to facet może mieć raz czy dwa a nie nadrabiać 40 km dziennie.
Odpowiedz ja bym nie byla az tak glupia i naiwna, zeby myslec, ze w dobie drogiego paliwa i wszystkich wydatkow facet,ktory ma nie po drodze kazdego dnia za darmo odwozi mnie pod sam dom. Na 100% by cos chcial w zamian i chyba kazdy wie co
52 2024-01-24 16:08:28 Ostatnio edytowany przez zwyczajny gość (2024-01-24 16:13:04)
Totalnie się z tym nie zgadzam. Autor tematu napisał, że na 100 wyjść na uczelnię 90 razy wróciła z tym kolegą. W warunkach miejskich 40 km to około godzina jazdy. Więc facet poświęcił około 90 godzin aby panna miała wygodny powrót do domu.
Do tego nadrobił 90x40km co daje 3600 km (!). A Panie i Panowie trzeba sobie odpowiedzieć na dwa zasadnicze pytania (pierwsze do Panów drugie do Pań):
1) Czy jako facet woziłbyś kobietę przez 3600 km nic od niej nie chcąć?
2) Czy jako kobieta byłabyś tak naiwna, że facet wiezie Cię przez 3600 km i nic od Ciebie nie chce?
Do tego trzeba dodać koszty paliwa, które nie są małe. Jeśli dane, które wskazał autor tematu są prawdziwe to wnioski nasuwają się same.
Po drodze to facet może mieć raz czy dwa a nie nadrabiać 40 km dziennie.
Chłopie ogarnij się, skąd wiesz ile razy ....skad wiesz czy nadrabiał kilometry i dokąd jechał.
Sam kiedyś podwoziłem z pracy do domu mężatkę bo miałem po drodze, trochę nadrabiając. Nic do niej nie miałem, a jej mąż był mi wdzięczny.
Autor to jakiś psychol.
P.S.
Jak brak zaufania, to nie będzie żadnego związku.
A jak kobieta będzie chciała to zdradzi wynoszącą śmieci :)
Nie trzeba podwozić do domu.
Nie każdy facet myśli o jednym, nawet jeśli dla dziewczyny robi coś co nieco go kosztuje. Ludzie, gdzie wy żyjecie? No i z kim macie do czynienia na co dzień?
Miałam małe dziecko, studiowałam, pracowałam, ludzie mi dziecko zabierali do siebie żebym mogła się uczyć albo gdzieś odwozili żebym zdążyła na czas. Nikt nigdy ani grosza za to nie wziął, choć chciałam się jakoś odwdzięczyć w miarę możliwości. Bylo tak, że koleżanka odbierała moją córkę z przedszkola i ona u niej spała, bo miałam sesję, a rano jej chłopak córkę odwoził do przedszkola. Może żyję na innej planecie, bo czasem jak czytam tutejsze wpisy to mam takie wrażenie.
Nie każdy facet myśli o jednym, nawet jeśli dla dziewczyny robi coś co nieco go kosztuje. Ludzie, gdzie wy żyjecie? No i z kim macie do czynienia na co dzień?
Miałam małe dziecko, studiowałam, pracowałam, ludzie mi dziecko zabierali do siebie żebym mogła się uczyć albo gdzieś odwozili żebym zdążyła na czas. Nikt nigdy ani grosza za to nie wziął, choć chciałam się jakoś odwdzięczyć w miarę możliwości. Bylo tak, że koleżanka odbierała moją córkę z przedszkola i ona u niej spała, bo miałam sesję, a rano jej chłopak córkę odwoził do przedszkola. Może żyję na innej planecie, bo czasem jak czytam tutejsze wpisy to mam takie wrażenie.
Ale to byli ludzie, wiec zapewne rozne osoby a nie jedna i ta sama osoba w dodatku facet. W zyciu nie uwierze,ze z niego matka Teresa z kallkuty milosierna albo jakis caritas... jescze bym sie nie zdziwila, gdyby ona zamiast na uczelnie to do niego jezdzila, bo nie chce mnie sie wierzyc, ze mozna byc az tak glupim i codzien autem 40 km zapierdzielac pod sam dom ja odwozic za darmo.
55 2024-01-24 16:14:19 Ostatnio edytowany przez Robsonpl (2024-01-24 16:16:12)
Robsonpl napisał/a:Totalnie się z tym nie zgadzam. Autor tematu napisał, że na 100 wyjść na uczelnię 90 razy wróciła z tym kolegą. W warunkach miejskich 40 km to około godzina jazdy. Więc facet poświęcił około 90 godzin aby panna miała wygodny powrót do domu.
Do tego nadrobił 90x40km co daje 3600 km (!). A Panie i Panowie trzeba sobie odpowiedzieć na dwa zasadnicze pytania (pierwsze do Panów drugie do Pań):
1) Czy jako facet woziłbyś kobietę przez 3600 km nic od niej nie chcąć?
2) Czy jako kobieta byłabyś tak naiwna, że facet wiezie Cię przez 3600 km i nic od Ciebie nie chce?
Do tego trzeba dodać koszty paliwa, które nie są małe. Jeśli dane, które wskazał autor tematu są prawdziwe to wnioski nasuwają się same.
Po drodze to facet może mieć raz czy dwa a nie nadrabiać 40 km dziennie.Chłopie ogarnij się, skąd wiesz ile razy ....skad wiesz czy nadrabiał kilometry i dokąd jechał.
Sam kiedyś podwoziłem z pracy do domu mężatkę bo miałem po drodze, trochę nadrabiając. Nic do niej nie miałem, a jej mąż był mi wdzięczny.
Autor to jakiś psychol.
Z postu autora tematu. Jakbyś czytał uważnie, to byś też o tym wiedział. Owszem, można nadrobić 5 km jak się jedzie w tym samym kierunku ale nie 40:) Byłoby naiwnością sądzić, że nowy kolega jest aż tak szlachetny;)
Nie każdy facet myśli o jednym, nawet jeśli dla dziewczyny robi coś co nieco go kosztuje. Ludzie, gdzie wy żyjecie? No i z kim macie do czynienia na co dzień?
Miałam małe dziecko, studiowałam, pracowałam, ludzie mi dziecko zabierali do siebie żebym mogła się uczyć albo gdzieś odwozili żebym zdążyła na czas. Nikt nigdy ani grosza za to nie wziął, choć chciałam się jakoś odwdzięczyć w miarę możliwości. Bylo tak, że koleżanka odbierała moją córkę z przedszkola i ona u niej spała, bo miałam sesję, a rano jej chłopak córkę odwoził do przedszkola. Może żyję na innej planecie, bo czasem jak czytam tutejsze wpisy to mam takie wrażenie.
Oszem ale to byli rózni ludzie i chodziło o dziecko. On odwozi prawie codziennie zdrową młodą kobietę nadrabiając przy tym 40 km.
zwyczajny gość napisał/a:Robsonpl napisał/a:Totalnie się z tym nie zgadzam. Autor tematu napisał, że na 100 wyjść na uczelnię 90 razy wróciła z tym kolegą. W warunkach miejskich 40 km to około godzina jazdy. Więc facet poświęcił około 90 godzin aby panna miała wygodny powrót do domu.
Do tego nadrobił 90x40km co daje 3600 km (!). A Panie i Panowie trzeba sobie odpowiedzieć na dwa zasadnicze pytania (pierwsze do Panów drugie do Pań):
1) Czy jako facet woziłbyś kobietę przez 3600 km nic od niej nie chcąć?
2) Czy jako kobieta byłabyś tak naiwna, że facet wiezie Cię przez 3600 km i nic od Ciebie nie chce?
Do tego trzeba dodać koszty paliwa, które nie są małe. Jeśli dane, które wskazał autor tematu są prawdziwe to wnioski nasuwają się same.
Po drodze to facet może mieć raz czy dwa a nie nadrabiać 40 km dziennie.Chłopie ogarnij się, skąd wiesz ile razy ....skad wiesz czy nadrabiał kilometry i dokąd jechał.
Sam kiedyś podwoziłem z pracy do domu mężatkę bo miałem po drodze, trochę nadrabiając. Nic do niej nie miałem, a jej mąż był mi wdzięczny.
Autor to jakiś psychol.Z postu autora tematu. Jakbyś czytał uważnie, to byś też o tym wiedział. Owszem, można nadrobić 5 km jak się jedzie w tym samym kierunku ale nie 40:) Byłoby naiwnością sądzić, że nowy kolega jest aż tak szlachetny;)
Takiemu to za zycia powinny wyrosnac skrzydelka i aerolka nad glowa za tak wspanialomyslna szlachetnosc
57 2024-01-24 16:18:25 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2024-01-24 16:18:53)
Salomonka napisał/a:Nie każdy facet myśli o jednym, nawet jeśli dla dziewczyny robi coś co nieco go kosztuje. Ludzie, gdzie wy żyjecie? No i z kim macie do czynienia na co dzień?
Miałam małe dziecko, studiowałam, pracowałam, ludzie mi dziecko zabierali do siebie żebym mogła się uczyć albo gdzieś odwozili żebym zdążyła na czas. Nikt nigdy ani grosza za to nie wziął, choć chciałam się jakoś odwdzięczyć w miarę możliwości. Bylo tak, że koleżanka odbierała moją córkę z przedszkola i ona u niej spała, bo miałam sesję, a rano jej chłopak córkę odwoził do przedszkola. Może żyję na innej planecie, bo czasem jak czytam tutejsze wpisy to mam takie wrażenie.
Ale to byli ludzie, wiec zapewne rozne osoby a nie jedna i ta sama osoba w dodatku facet. W zyciu nie uwierze,ze z niego matka Teresa z kallkuty milosierna albo jakis caritas... jescze bym sie nie zdziwila, gdyby ona zamiast na uczelnie to do niego jezdzila, bo nie chce mnie sie wierzyc, ze mozna byc az tak glupim i codzien autem 40 km zapierdzielac pod sam dom ja odwozic za darmo.
Po pierwsze te 40 km to sobie autor sam wyliczył, bo faceta nie zna i nie wie gdzie on jeździ i którędy. Widział raptem ten samochód kilka razy i dorobił do tego ideologię jaka mu pasowała.
Chce rozwalić swoj związek, to niech to robi, szerokiej drogi, ale niech nie twierdzi że to tylko dziewczyna jest winna. Tylko tyle.
Autorze, jakaż wielka musiała być twoja miłość, że z głupiego faktu robisz dramę na na pół świata.
Wywalenie, kochanej dziewczyny w tym w czym stoi i chęć wyrzucania rzeczy przez okno to już chamstwo i prostactwo.
Po 3 latach znajomości? Fuj....zero kultury.
Z tym sie zgadzam, autor to wariat i furiat. Do tego cham i prostak. Pewnie oczywiscie dziewczyn aumowy najmu z nim nie miala, tylko zyla na gebe to i wywalic ja mogl. Ciekawe jakby nie miala gdzie pojsc. To jest przestroga - nie mieszkac z kims na gebe, kto moze sobie cos uroic i cie wywalic na zbity pysk.
P.S.
1. Tak powiedziała o busie, bo pewnie nie chciała awantury w domu. Poniekąd że strachu.
2. Zakaz kolegowania się na studiach to jakiś absurd. To jest inne życie, tak się nie da funkcjonować. Jak pamiętam to też mieliśmy zamężna koleżanki i nikt z tego powodu nie robił awantur.
3. Skąd wiesz, dokąd ten facet miał po drodze. Może jechał do rodziców na obiad.
Z tym sie srednio zgadzam. Jednak jesli ona byla taka zazdrosna, ze pilnowala zakazow (dziecinnych swoja droga) zeby nie mieli znajomych plci przeciwnej, to powinna sie do tego stosowac. Widac bylo, ze cos kreci. I ten kto jest najbardziej furiacko zazdroscy najczesciej ma cos za uszami, bo mierzy partnera swoja miara i wydaje mu sie, ze kazdy to taka lajza zdradziecka. Ale ja bym to inaczej rozegrala, kompletnie na chlodno, zamiast robic z siebie wariatke i cyry z wywalaniem jej i wyrzucaniem jej rzeczy przez okno. Staralabym sie zdobyc dowody na zdrade najpierw a jakbym byla pewna to nie powiedzialabym nic tylko zerwala i dala np tydziec czy dwa na wyprowadzke. Bez slowa dlaczego zrywam, powiedzialabym, ze sie wypalilo i juz jej nie kocham - to by bardziej ubodlo niz robienie cyrku na cale osiedla ktore co najwyzej wywola politowanie sasiadow.
Ale nie ma tego złego....kobita odzyskała wolność, z tobą nie miała by życia...
Z tym sie tez zgadzam, jednak to on wyglada jakby byl niestabilny. Nie wiem kto normalny wywala partnera jak stoi, jednak raz, ze nie mial twardych dowodow. Dwa, ona tam mieszkala i jako lokatorka miala jakies prawa, takich rzeczy sie po prostu nie robi. Dziewczyna uniknela zwiazku z furiatem.
Gdyby mi ktos odwalil cos takiego i skonfrontowal sie ze mna nie dajac mi nic wyjaznic a nastepnie wygnal mnie z mieszkania i poniszczyl rzeczy, sprawa skonczylaby sie w sadzie.
Oszem ale to byli rózni ludzie i chodziło o dziecko. On odwozi prawie codziennie zdrową młodą kobietę nadrabiając przy tym 40 km.
To podaje autor, czy prawdziwe?
Będąc na studiach, a potem w pierwszej pracy jeździłem do dzień do rodziców na obiad....co w tym dziwnego?
JuliaUK33 napisał/a:Salomonka napisał/a:Nie każdy facet myśli o jednym, nawet jeśli dla dziewczyny robi coś co nieco go kosztuje. Ludzie, gdzie wy żyjecie? No i z kim macie do czynienia na co dzień?
Miałam małe dziecko, studiowałam, pracowałam, ludzie mi dziecko zabierali do siebie żebym mogła się uczyć albo gdzieś odwozili żebym zdążyła na czas. Nikt nigdy ani grosza za to nie wziął, choć chciałam się jakoś odwdzięczyć w miarę możliwości. Bylo tak, że koleżanka odbierała moją córkę z przedszkola i ona u niej spała, bo miałam sesję, a rano jej chłopak córkę odwoził do przedszkola. Może żyję na innej planecie, bo czasem jak czytam tutejsze wpisy to mam takie wrażenie.
Ale to byli ludzie, wiec zapewne rozne osoby a nie jedna i ta sama osoba w dodatku facet. W zyciu nie uwierze,ze z niego matka Teresa z kallkuty milosierna albo jakis caritas... jescze bym sie nie zdziwila, gdyby ona zamiast na uczelnie to do niego jezdzila, bo nie chce mnie sie wierzyc, ze mozna byc az tak glupim i codzien autem 40 km zapierdzielac pod sam dom ja odwozic za darmo.
Po pierwsze te 40 km to sobie autor sam wyliczył, bo faceta nie zna i nie wie gdzie on jeździ i którędy. Widział raptem ten samochód kilka razy i dorobił do tego ideologię jaka mu pasowała.
Chce rozwalić swoj związek, to niech to robi, szerokiej drogi, ale niech nie twierdzi że to tylko dziewczyna jest winna. Tylko tyle.
W jakiś sposób się dowiedział (może od dziewczyny). Nie mamy powodu kwestionować danych, które podał autor, więc odpowiadamy mu w oparciu o nie. Napisał, że na 100 razy dziewczyna 90 wracała z tym kolegą. To już nie jest kilka razy. W dodatku go okłamywała, więc widocznie miała jakiś powód.
Odpowiedz ja bym nie byla az tak glupia i naiwna, zeby myslec, ze w dobie drogiego paliwa i wszystkich wydatkow facet,ktory ma nie po drodze kazdego dnia za darmo odwozi mnie pod sam dom. Na 100% by cos chcial w zamian i chyba kazdy wie co
Podziękowania ![]()
W jakiś sposób się dowiedział (może od dziewczyny). Nie mamy powodu kwestionować danych, które podał autor, więc odpowiadamy mu w oparciu o nie. Napisał, że na 100 razy dziewczyna 90 wracała z tym kolegą. To już nie jest kilka razy. W dodatku go okłamywała, więc widocznie miała jakiś powód.
No właśnie, jaki powód miała? Tylko konkrety proszę, nie urojenia i podejrzenia.
Odpowiedz ja bym nie byla az tak glupia i naiwna, zeby myslec, ze w dobie drogiego paliwa i wszystkich wydatkow facet,ktory ma nie po drodze kazdego dnia za darmo odwozi mnie pod sam dom. Na 100% by cos chcial w zamian i chyba kazdy wie co
Julcia, głodnemu chleb na myśli ![]()
Robsonpl napisał/a:W jakiś sposób się dowiedział (może od dziewczyny). Nie mamy powodu kwestionować danych, które podał autor, więc odpowiadamy mu w oparciu o nie. Napisał, że na 100 razy dziewczyna 90 wracała z tym kolegą. To już nie jest kilka razy. W dodatku go okłamywała, więc widocznie miała jakiś powód.
No właśnie, jaki powód miała? Tylko konkrety proszę, nie urojenia i podejrzenia.
A jaki mogła mieć?:) Najprawdopodobniej kolega do niej zaczął startować i ona w to szła. Da się wytłumaczyć facetowi, że kolega raz podwiózł czy dwa po drodze ale 90 razy to już żaden facet tego nie łyknie:) Więc logiczne, że chciała to ukryć.
Salomonka napisał/a:Robsonpl napisał/a:W jakiś sposób się dowiedział (może od dziewczyny). Nie mamy powodu kwestionować danych, które podał autor, więc odpowiadamy mu w oparciu o nie. Napisał, że na 100 razy dziewczyna 90 wracała z tym kolegą. To już nie jest kilka razy. W dodatku go okłamywała, więc widocznie miała jakiś powód.
No właśnie, jaki powód miała? Tylko konkrety proszę, nie urojenia i podejrzenia.
A jaki mogła mieć?:) Najprawdopodobniej kolega do niej zaczął startować i ona w to szła. Da się wytłumaczyć facetowi, że kolega raz podwiózł czy dwa po drodze ale 90 razy to już żaden facet tego nie łyknie:) Więc logiczne, że chciała to ukryć.
Właśnie PRAWDOPODOBNIE.
Za takie "prawdopodobnie" wywala się z domu kogoś jak stoi i straszy że wyrzuci się jego/jej rzeczy przez okno?
To trzeba naprawę być mocno niestabilnym, sorry.