Długo zastanawiałam się, czy opisać tu swój problem bo wydawało mi się za każdym razem, że wymyślam. Jednak dzis sytuacja mnie przerosła, w sumie przed chwilą, dlatego post może być trochę chaotyczny, piszę w nerwach. Otóż jestem z chłopakiem 15 miesięcy. Ogólnie jest świetnie, były przez ten czas 2-3 kłótnie, w sumie bezsensowne, jakieś tam małe zazdrości itp. Zazwyczaj on odzywał się pierwszy, co do niego nie podobne bo mówi, że nigdy się nie odezwał pierwszy do dziewczyny ( typ macho). Jestem w stanie w to uwierzyć, wcześniej był z dziewczyną 4 lata zdradzał ją(o czym też mi powiedział), imprezy, widywanie 1-2 w tyg. Dla mnie bardzo się zmienił wszyscy to mówią, nigdzie nie wychodzi, mówi że ma mnie więc nie musi, jest kochany dobry, nie mam o co się przyczepić. Jestem w stanie w to wszystko uwierzyć, że tak się zmienił bo znalazłam bloga tej jego byłej dziewczyny i to jak mnie traktuje a jak ją, to dzień a noc. Widujemy się zazwyczaj 3-4 dni w tyg, sypia u mnie wtedy. Czasem więcej ale nieczęsto. I tu pojawia się problem : mnie jest go ciągle mało. Widujemy się wieczorami, dodam że on nie pracuje ale wiecznie ma mnóstwo spraw, kolegów itp. Twierdzi, że przeciez dużo się widzimy. Nie robimy nic wspólnie, w ciągu dnia nie jest w stanie zadysponować dla mnie czasu. Tłumaczyłam to sobie, tym że wymyślam, że inni się widują rzadziej, że to może moja niedojrzałość?? Być może patrze przez pryzmat mojego poprzeniego związku, kiedy to widywalam się z chłopakiem prawie codziennie, wyjeżdzaliśmy razem chociażby na weekend żeby spędzić ze sobą więcej czasu, cały czas coś razem robiliśmy. Wiem, że byłby to błąd.
I dziś moim zdaniem On przesadził. Nie widzieliśmy się od soboty, 2 lipca. Wyjechał na obóz sportowy. ( kontakty lekko ochłodzone, nie lubie jak jest daleko więc byłam trochę oschła). Wrócił wczoraj. Byłam pewna, że dzis przyjedzie, ( ma 50 km do mnie, ale to nie problem dla niego) . Stęskniłam się strasznie, cieszyłam się że wraca od razu jstem innym człowiekiem. A on dzwoni co robie itp, ja mówie ze jestem w domu, a on że odpoczywa. Mówie ale słyszę, że jedziesz gdzies, on że tak do kolegi. Myślałam, że jedzie do mnie. Mówię a może bys do mnie rpzyjechał? a on: no, może jutro. A mi ręce opadły.
Spytałam, czemu jutro, on na to że jest już pozno( 19 to dla niego nie pózno) i żebym nie zaczynała. Mówię mogłes wczesniej wyjechać, siedziałeś w domu. On : nie wiedziałem, że będę siedział ( co średnio rozumiem)Rozłączyłam się. Dla kolegów zawsze ma czas, dla mnie nie. Wiem, że jak komuś zależy, to na głowie by stanął, żeby znalezc czas. Czy to, że on tak nie ma znaczy, że mu nie zależy??
Mam dosyć proszenia się o zainteresowanie, spotkania. Czy on się nie stęsknił? Nie wiem jak rozumieć takie zachowanie. Przykro mi, że nie zależy mu po takiej przerwie na spotkaniu. Cały czas mi czegos w tym związku brakuje. Czuje się zepchnięta na drugi plan, wszystko ważniejsze ode mnie. Z kolei koleżanki mówią mi, że wymyślam, że one by za takiego chłopaka wszytsko oddały, że jest dla mnie taki dobry. NIe wiem co mam zrobić, czy odpuścic, skoro nie czuję się w 100% szczęśliwa? Najbardziej chciałabym chyba tydzień, dwa spokoju, czasu na przemyślenie tego, bez kontaktu z nim. Ale jak mu to powiedzieć? Nie jest typem chłopaka, którego moge odstawić na 2 tyg, a potem obwieścić mu, że chcę wrócić.
Dodam jescze, że zazwyczaj spotkania wychodzą od niego( mam dziwną manię, nieproponowania spotkań, wole jak wyjdzie to od chłopaka), choć często przyjeżdza później, bo coś tam mu wypadło. Tolerowałam to, nie robiłam afer. Na co dzień, dzwoni pisze, nie mogę narzekać na brak zainteresowania moją osobą. Jak się widzimy ejst czuły, troskliwy, czuję tę miłość. Choć słów kocham nie usłyszałam, ale to opisywałam w innym poście. Od mojego wyznania kłębi mi się jednak po głowie myśl, że jemu nie zależy aż tak jak mnie..
Wiem, że ciężko tu cokolwiek doradzić, sama wiem najlepiej co czuje, ale musiałam się chyba z tej złości wygadać.
Z góry dziękuje za każdy komentarz drogie Netkobietki.