Witam serdecznie,
Potrzebuję porady, wiem że kobietą w ciąży kierują głównie hormony. Dlatego potrzebuję ''trzeźwego'' spojrzenia. Mój mąż dużo pracuje - jak dowiedział się, że będziemy mieli dziecko zaczął 2 etat. Widuję go o 7 rano jak wychodzi, później chwilowo okolo 16 i później w nocy (zazwyczaj wtedy już śpię).
Wiem, że się poświęca dla nas, ale przez to go nie widuję i czuje się zaniedbywana. Brzmi jak paradoks.
Ostatnio obudziłam go w nocy (miednica mi się rozchodzi) i poprosiłam o pomasowanie krzyża bo mnie strasznie bolał, do tego mały jeszcze mocno pokopywał. Mąż oczywiście obudził się pomasował i zasnął. Rano oznajmił mi, że mam go więcej nie budzić bo on musi się wyspać. To oczywiście wzbudziło we mnie falę żalu itp. Rzadko kiedy dotyka mojego brzucha (bo niby kiedy), czasami tylko w niedziele mamy dla siebie czas - wtedy stara się nadrobić cały tydzień.
Nie wiem czy słusznie się gniewam, zazwyczaj się nie kłócimy... tylko parę razy np. że wydaję za dużo na ciuszki (on ich nawet nie oglądał, sama wiem co mam kupić - z resztą nikt inny tego nie zrobi), normalne sprzeczki.
Podpowiedzcie coś, jak spokojnie z nim porozmawiać. Pozdrawiam