Byliśmy razem 2,5 roku. Był to związek na odległość ale ten jego aspekt nie stanowił nigdy większego problemu - jeździliśmy do siebie w weekendy. Nie idealizując przeszłości mogę stwierdzić, że uczucie między nami było bardzo silne, nie brakło namiętności i nigdy nie doszło do zdrady. Bezpośrednią przyczyną rozstania, do którego doszło 2 tygodnie temu były moje wątpliwości odnośnie swoich uczuć jakie wyraziłam kilka tygodni wcześniej. Był to dla mnie czas kiedy zachwiał się mój cały światopogląd i system wartości z powodu nagłego kryzysu małżeńskiego moich rodziców. Zwątpiłam w sens związków i miłości. Bardzo zraniłam go swoją postawą, w dodatku zarzucił mi brak zaangażowania. Muszę przyznać, że byłam osobą dominującą w tym związku i to on musiał o mnie wciąż zabiegać dlatego uważam ten zarzut poniekąd za uzasadniony.
Szybko uświadomiłam sobie jak wielką stratę poniosłam przez to rozstanie. Przepraszałam, wyrażałam zrozumienie dla jego zarzutów i chęć zmiany, błagałam o szansę, pojechałam 300 km tylko po to żeby spotkać się z nim na godzinę i porozmawiać. Jedyny skutek jaki przyniosło moje zachowanie to uwierzenie przez niego w szczerość moich uczuć. Stwierdził, że choć jego decyzja jest decyzją rozumu a nie serca, za bardzo go zraniłam żeby mógł wrócić i nie wierzy w moją przemianę. Pytałam go o warunki ewentualnego powrotu - powiedział, że być może potrzebuje się oddalić i za mną zatęsknić oraz umawiać się z innymi dziewczynami, żeby móc mnie porównać i docenić. Generalnie jednak polecił mi nie robienie sobie nadziei.
Przez pierwszy tydzień odzywaliśmy się do siebie mało. Jedyne o czym był skłonny ze mną rozmawiać to swoje sukcesy zawodowe, którymi wydawał mi się komunikować, że go nie doceniałam. Dowiedziałam się od jego siostry, że jej zdaniem on już z kimś 'kręci' i nie przejawia specjalnego przygnębienia sytuacją między nami. Zapytałam go o to pierwsze ale odmówił odpowiedzi. Podkreślił jedynie, że wciąż o mnie myśli, więc na pewno nie prędko się z kimś zwiąże. Przez kolejny tydzień rozmawialiśmy regularnie, głównie na tematy neutralne ponieważ moje każdorazowe schodzenie na temat 'nas' wywoływało jego irytację i nieprzyjemne odpowiedzi. Chciałam żeby czuł moją wspierającą obecność, a także chciałam utrudnić mu zapomnienie o sobie. Ten czatowy / smsowy / internetowy kontakt był inicjowany głównie przeze mnie. Wczoraj powiedział mi, że odpowiada mu taka stopa koleżeńska jednak nie chciałby żebym myślała, że pozostaje mi wierny ponieważ od naszego rozstania wydarzyło się wiele rzeczy, do których nigdy by nie doszło w związku. Precyzując, powiedział, że kiedy wychodzi na imprezę (a po naszym rozstaniu nagle zaczął imprezować bardzo dużo) i poznaje dziewczynę, która mu się podoba to jest otwarty na znajomość. Wyznanie to było dla mnie dość bolesne ale nie jakieś szokujące. Dodał przy tym, że nie chce mnie ranić i chce ułatwić mi pogodzenie się z naszym rozstaniem. Powiedział żebym sama zaczęła korzystać z uroków życia singla, żebym 'zaczęła życ' i przekonała się czy bez niego nie jest mi jednak lepiej. Zapytany co jeśli stwierdzę, że nie jest mi lepiej odpowiedział, że nic bo to on musi tak stwierdzić żebyśmy mogli do siebie wrócić.
Prawdziwego szoku doznałam jednak dzisiaj. Rano miałam obronę, po której zapytał mnie o to jak poszło. Powiedziałam, że dobrze jak na fakt, że całą noc śniłam koszmary o tym jak całuje się z przypadkowymi dziewczynami na imprezach klubowych, dodając że mam nadzieję że to tylko moja chora wyobraźnia. Odpowiedział, że moja wyobraźnia wcale nie jest chora bo on właśnie tak postępuje i ma do tego prawo będąc wolnym. Kiedy wyraziłam zgorszenie takim zachowaniem 2 tygodnie po rozstaniu, uciął rozmowę. Dodam, że mowa o chłopaku z natury nieśmiałym (choć świadomym swojej atrakcyjności), stroniącym dotychczas od nocnych rozrywek i przypadkowych znajomości. Wielokrotnie potępiał takie zachowania u swojej siostry rozpatrując je w kategoriach moralnych i nieraz przywoływał ją do porządku kiedy zdarzyło jej się 'zaszaleć'. Skąd taka nagła przemiana? Czy możliwe by to była jedynie poza i chęć odwetu? Jak powinnam wobec niego postępować - czekać w milczeniu aż jednak zatęskni czy utrzymywać relację na stopie koleżeńskiej?