Witam Kobiety
Jak pewnie niejedna z was mam problem natury uczuciowej, sama nie wiem czy potrzebuję rady wsparcia czy poprostu opinii osob z zewnątrz, które spojrzą chłodno na moją sytuację i ocenią ją w jakiś sposób, bo sama narazie tego nie potrafię. Otóż byłam (jestem?- trudo to określić jednoznacznie ale w tym momencie bardziej adekwatne chyba jest byłam) w związku z facetem 1,5 roku. Muszę zaznaczyć, że wiele przeszliśmy żeby być razem, nasza sytuacja nie była prosta gdyż pan W jak go będę nazywać był niegdyś kumplem mojego ex, zawsze coś nas do siebie przyciągało ale było jak było, nie mogliśmy być ze sobą bo znajomi bo co ludzie powiedzą, że "kumpel kumplowi..." itp itd. Gdy zakończyłam definitywnie mój 4,5 letni związek z ex, po pół roku przypadkiem, w innym mieście, spotkałam pana W (dodam, że nie widzieliśmy się przez ponad rok, mimo że mieszkamy w tym samym średniej wielkości mieście). Było to dla nas jak znak, że w koncu los się do nas uśmiechnął , przeznaczenie. Od tamtego dnia byliśmy nierozłączni. Mieliśmy różne perypetie ze wspólnymi znajomymi pana W, moimi i mojego ex, ale przebrnęliśmy - miłość zwyciężyła jak to można trywialnie stwierdzić. Było pięknie, ale nawet nie zauważyłam gdy zaczęliśmy się zamykać we własnej przestrzeni, znajomi wybrali drugi front (str mojego ex), moi znajomi panu W nie odpowiadali, moje koleżanki powoli okazywały się w jego oczach glupie i puszczalskie, on kolegów miał kilku, do jednych mnie nie zabierał bo "do nich nie pasuję", jeden kumpel wyjechal do kobiety na drugi koniec Polski, trzeci na emigracji zarobkowej. Nie wychodziliśmy nigdzie, mimo to że oboje jesteśmy towarzyscy, przez 1,5 roku nie byliśmy na imprezie, spotkania rodzinne do minimum, inne spotkania towarzyskie praktycznie nie istniały, jak dałam jakiś pomysł to mu zawsze ktoś nie odpowiadał, albo nie było z kim czegoś robić itp. Raz po raz kino oczywiście w innym mieście, bo w naszym wszyscy nas znają i pewnie wytykają nas palcami. Po roku (dokładnie od sylwestra) coś pękło i zaczęło się permanentnie psuć. Co jakiś czas klutnie, on mi wmawiał że go zdradzam, że się z kimś spotykam (choć ja nawet kontakt z koleżankami ograniczyłam do minimum, z kolegom żadnym kontaktu nie utrzymywałam, robiłam wszytsko żeby się nie musiał martwić ), był zazdrosny i zaborczy. Kiedy się kłuciliśmy (zazwyczaj zaczynało się od bzdury) wykrzykiwał mi wszystko począwszy od tego że wcześniej byłam z jego kumplem (choć oboje wiedzieliśmy ze zawsze nas do siebie "ciągnęło" i chcieliśmy być razem po moim rozstaniu z ex ), że mam głupie koleżanki i pewnie jestem taka sama jak one, że spotykałam się kiedyś z obcokrajowcem, że nigdy nic nie osiągnę az po sprawy mojej rodziny - ogólnie rzecz biorąc wszytsko z innej beczki byleby tylko być górą i mi bardziej dopiec, poniżyć. ja też mu odpowiadałam ale nigdy nie chciałam go urazić i nie byłam tak ostra. a drugi dzień się nie odzywał, ja coś napisałam, na trzeci było ok- "bo przecież ja wiem że on to w nerwach mówił". Takich sytuacji było kilka, zawsze ja zapominiałam. Ostatnio wrócił jego kolega z zagranicy. Oczywiście dla mnie czasu prawie wcale, drobne klamstwa, unikanie kontaktu. Doszło znów do kłutni, siedzieliśmy wspólnie z jego przyjacielem pijąc piwo i rozmawiając, w pewnej kwestii miałam inne zdanie niż on i się tego trzymałam, nie na siłe tylko argumentując poprostu wyraziłam to co myślę. Wszytsko było ok, gdy po wyjściu kolegi wyzwał mnie że mu ujmuję przy kumplu, że co ja sobie wyobrażam , że go to nie obchodzi co ja myślę,że powinnam się zamknąć i siedzieć cicho.potem oczywiście seria oszczerstw i wypominiania i odwiezienie mnie taksówką do domu, powiedział że widzieliśmy się ostatni raz i to koniec.potem telefon że widzę co ja znowu narobiłam ale nie chciałam z nim rozmawiać, byłam zła i rozżalona,że o taką bzdurę zrobił awanturę,bo miałam inne zdanie. Myślałam że na drugi dzień się odezwie ale od 3 dni jest cisza.
opisałam tylko kilka z trudych aspektów naszej relacji, ale jest też wiele pozytywów, "Jak się nie kłucimy to jest pięknie" hehe pewnie to znacie
potrafi być czuły, opiekuńczy, porozmawia na każdy temat, dobrze nam w łóżku (a z tym u mnie zawsze był problem- przy nim czuję się naprawdę w tej dziedzinie dobrze).
Nie wiem czy odezwać się i próbować po raz kolejny, tak naprawdę teraz został mi tylko on, bo znajomych potraciłam, wiem że to głupio brzmi ale ostatnie wszytskie moje przezycia są związane tylko z jego osobą, tak jakbym przed nim nie miała nic. Kocham go ale wydaje mi się że on już nie pała do mnie takim uczuciem jak na początku, że zaczynam go irytować, że moje wymagania co do niego go nie obchodzą. Czy może odpuścić już bo on poprostu już mnie najzwyczajniej w świecie nie chce ... ?
\trochę się rozpisałam, nie wiem czy wogóle coś z tego zrozumiecie, przepraszam za błędy składniowe. Jeśli nasuwa wam się jakaś refleksja to piszcie, w sumie to nie wiem czego oczekuję ale z góry dziękuję za każdą odpowiedż