Mam 30 lat i zerowe doświadczenie.
Od dzieciństwa zostałam sterowana przez rodziców. To oni dyktowali na jakie studia mam iść, jakich języków się uczyć. "Wybrali" dla mnie studia, miałam skończyć to co tata, żeby kultywować "rodzinną tradycję". Nikogo nie obchodziło, że ten kierunek jest niepopularny i całkowicie nieprzyszłościowy.
Nie obwiniajcie mnie. Ja po prostu jestem tak wychowana. Od najmłodszych lat wpajano mi, że mam słuchac rodziców i nie mam prawa do własnego zdania. Tak jest do tej pory.....
Rodzice mają prężnie rozwijająca się firmę. Nigdy nie robiłam dodatkowych kursów, stażu... bo miałam zapewnione miejsce u nich. W końcu MAM PRZEJĄ FIRMĘ PO TACIE. Nikt mnie nie pytał czy tego chce. Tak ma być i koniec.
Po studiach wyjechałam z mojego ukochanego Krakowa i wróciłam na wieś, do domu rodzinnego, do firmy taty.
Pracowałam, a raczej pomagałam tam na czarno. Bez umowy. Bo po co? Przecież jesteśmy rodziną, nikt mnie nie wykiwa...
Męczyłam się okropnie. Po pierwsze, dobijało mnie życie na wsi, pod jednym dachem z rodzicami. Przeskok z Krakowa, gdzie byłam wolna i szczęśliwa - na zabitą dechami wieś.... możecie sobie wyobrazić. Dodatkowo frustracja. Że nie robię nic konkretnego. W firmie jestem zwykłym posłańcem? Pomiataczem? "wynieś - przynieś"? Nawet nie wiem jak określic moje "stanowisko"....... Do tego ojciec. Jest fatalnym szefem! Za grosz zmysłu organizacyjnego. W firmie panuje chaos i bałagan. Ale nikt nie ma prawa nic powiedzieć, bo to ON JEST SZEFEM. Nie dopuszcza do siebie żadnych argumentów. W firmie panuje toksyczna atmosfera, stres, bałagan, chaos.
Co z moją wypłatą? Ponieważ nie mam żadnej umowy.... po prostu dostaje tyle kasy ile chcę. Potrzebuję coś kupić - biorę z konta firmowego. Mam do niego pełen dostęp.
Postanowiłam zmienić wszystko.
Mam już dość bycia w tej klatce. Duszę się! Chcę wreszcie zacząć WŁASNE życie. Zamieszkać SAMA, na WŁASNY rachunek.
Tylko.... gdzie ja znajdę pracę? Z wyższym wykształceniem, ale bez doświadczenia? Poza firmą rodziców przepracowałam tylko miesiąc (musiałam odejść, bo awantury ze strony rodziców, szantaż wykończyły mnie). Byłam agentem nieruchomości i to był chyba najszczęśliwszy miesiąc w moim życiu....
Kiedyś w akcie rozpaczy wykrzyczałam mamie, że dalej tak nie mogę, że chcę wreszcie zacząć własne życie. Obraziła się, że "gardzę" ojcowizną i jak chcę zapier**** za 800 zł to prosę bardzo. Wynocha...
((
Proszę, pomóżcie.
Nie chcę krytyki. Słyszę ją na codzień. Proszę o pomoc. Jak zacząć wszystko od nowa. Czy mam szansę?