sasetka napisał/a:Zgadzam sie z poprzedniczkami - 9 miesiecy to sporo czasu. Wiesz gdyby to byly praktyki w jakiejs super renomowanej firmie, w ktorej sa duze szanse na zatrudnienie pozniej to jak najbardziej bym na takie cos poszla.
Ale w dzisiejszych czasach jestes potrzebna pracodawcy tylko na ten okres kiedy nie musi ci placic, natomiast jak sie praktyki/staze koncza to nagle jestes niepotrzebna bo nie ma srodkow na twoje zatrudnienie.
Ja bym wolala isc raczej na staz z urzedu pracy niz bezplatne praktyki bo przynajmniej bys miala placone te 700 zl na miesiac.
Nie wiem, ale u nas na studiach byly praktyki ale one trwaly 1 miesiac a nie 9 miesiecy. Przewaznie ludzie chodza na 3- miesieczne.
Wiadomo, ze w dzisiejszych czasach doswiadczenie zawodowe jest bardzo wazne, pracodawca wrecz wymaga jego a takie praktyki/ staze tez sa pomocne, bo nabierasz oglady, wprawy, rozwijasz sie i w konsekwencji masz wpis w CV.
A teraz bardzo ciezko jest dostac prace bez doswiadczenia zawodowego.
Jednak musisz sama podjac decyzje, wzystko zalezy od atmosfery jaka bedzie panowala w pracy.
Ja ci powiem tak, ja bylam w tym roku na stazu i nie polecam - tak naprawde jest sie darmowa sila robocza, nie jestes traktowana jak jeden z nich, jestes tak naprawde od najczarniejszej roboty tzw. przynies - wynies - pozamiataj. Ja mialam staz w redakcji i oprocz tego, ze musialam pisac notatki prasowe, jezdzic na wywiady to jeszcze musialam sprzatac : wycierac kurze z blatow, komputerow.
Byla mi dawana robota, ktora nikt nie chcial wykonac, dostawalam tzw ochlapy.
W dodatku zawsze bylam kozlem ofiarnym na ktorego mozna bylo zrzucic: ze cos zostalo wymazane z tablicy, ze sie na material nie pojechalo - wina byla moja i to ja dostawalam opierdziel.
Ile to ja sie nerwow natracilam - robili mi operatorzy kamer wielka łaskę, ze pojada ze mna na zdjecia.
Nie dosc, ze nic mi nie placili i bylam dla nich darmowa sila robocza z urzedu to ze wszystkim byla mi robiona łaska.
Oni sie powinni cieszyc, ze dostaja darmowego pracownika, ktory chce im pomoc ale w dzisiejszych czasach nikt tego nie docenia.
Ja na szcescie mialam staz 3 - miesieczny bo jakbym miala tam dygac 9 miechow to bym chyba nie wytrzymala nerwowo.
Wiesz ja nie bylam zadowolona ze stazu ale znam osoby, ktore bardzo sobie je chwalily.
To tak naprawde duzo zalezy od ludzi na jakich trafisz.
Nie wszedzie jest zle.
Ja mam nadzieje, ze w twoim przypadku bedzie inaczej:)
Ja tylko opisalam jak bylo w moim przypadku:)
O stażu mogłam tylko pomarzyć, bo ciągle mi Panie z UP odmawiały, bo nie ma pieniędzy, bo mam za wysokie wykształcenie <yhy> czułam się jakbym miała co najmniej doktorat.
Może opisze, tak w wielkim skrócie. Pierwsze praktyki, kilka dni archiwizacji dokumentów i pokazałam, jaką mam wiedzę teoretyczną (nie w związku z archiwizacją, ale pomagałam petentom i odpowiadałam na ich pytania, zgodnie z przepisami, które miałam w jednym palcu, gdyż byłam po egzaminie po roku uczęszczania na daną gałąź prawa), która w tym dziale była niezbędna. Miałam zadania, jak pracownik tylko pod okiem kierowniczki, która była jak chorągiewka, gdyż jednego dnia mówiła, że ona chce mnie po praktykach zatrudnić, a drugiego, że jestem beznadziejna i do niczego się nie nadaje, a do biura to już w ogóle. W każdym razie miesiąc po zakończeniu praktyk strasznie ją "przycisło", bo zapukała do moich drzwi, a że straszna była z nią współpraca- nie zgodziłam się. Nie zgodziłam się ponieważ nie lubię nie pewności, a ona mi ją zapewniła już w takcie praktyki. Będąc długo bezrobotną po studiach, czasami zdarzało mi się żałować, ale byłam młoda, wybrałam kontynuację dziennych studiów. Później byłam w dużym przedsiębiorstwie prywatnym, tam starsze Panie ciągle mi się dziwiły, że jak tak mogę za darmo pracować i jeszcze się rwę. Jedynie Panie z księgowości się zlitowały i tam siedziałam, mając kompa, dostęp do programu i księgując (oczywiście sprawdzały, ale nigdy nie dopatrzyły się błędu, a wcześniej miały absolwentki ekonomii i ponoć sobie nie radziły). Sekretarka się mocno rozchorowała później i ja się zajęłam sekretariatem, ale jak się okazało przedsiębiorstwo podupada. Później znowu trafiłam do instytucji państwowej, byłam tam prawie 5 miesięcy i chociaż stanowiska 2 w moim dziale się zwolniły i brałam udział w rekrutacji, przyjęte zostały 2 Panie, które jak się okazało zaczynały od zera, czyli od nauki teorii (ustaw, które ja już znałam). Mnie posadzili na zapleczu i tyle było z moich praktyk po obsadzie stanowisk. Żal mi było też stażysty, który rok był w tym dziale i też brał udział w rekrutacji. Po stażu mu podziękowali, a chłopak się starał. Studiowałam dwa kierunki i robiłam kursy. Po zajęciach szłam do pracy (zwykle czwartek lub piątek w zależności od rozkładu ważnych zajęć, a przede wszystkim weekend) typu sprzątanie, rozdawanie ulotek i inne, co się trafiło. Na koniec studiów pracowałam na umowę zlecenie w biurze, ale mi podziękowano, zaraz po obronie. Długo byłam bezrobotna, a teraz uczę się na nowo, bo pracuje zupełnie gdzieś indziej.
Skąd moje pytanie? Chciałam zdać zdanie innych na ten temat. Mi praktyki nie do końca się przydały, gdyż pracuje zupełnie gdzieś indziej, ale obsługa ludzi, pomoc ? miałam już obeznanie;)
Co do praktykantów to owszem bardzo często chcą odbębnić, co muszą i dzięki temu innym, co chcą się uczyć, utrudniają drogę. Bardzo często słyszałam wypowiedzi typu: "Miałam praktykanta i się objął, nic nie chciał robić etc." Ja chciałam, jak najwięcej wynieść dla siebie.