Cześć wszystkim ![]()
Pojawił się w moim życiu problem, z którym bardzo ciężko jest mi sobie poradzić. Mam z kim porozmawiać, mam na kogo liczyć, wiele osób radzi mi co mam zrobić, ale potrzebuję obiektywnej opinii i chociażby małych wskazówek co mogę dalej zrobić, jak zareagować...
Mam 21 lat, mój TŻ 28 l. Jesteśmy razem 3 lata, mieszkamy wspólnie od 1,5 roku. Jedno jest pewne - kochamy się, ale podobno to, że się kogoś kocha nie znaczy, że jest nam dane być z tą osobą.
Nie jesteśmy/byliśmy idealną parą, czasami pojawiały się w naszym życiu problemy, jednak zawsze umieliśmy sobie z nimi poradzić, przynajmniej tak nam się wydawało. Kilka tygodni temu nadszedł ogromny kryzys, wszystko zaczęło się psuć, w każdej dziedzinie życia. Załamałam się - nie potrafiłam normalnie funkcjonować, płakałam, załapałam ogromnego doła. Mój TŻ nie mógł patrzeć na to, że nie potrafię poradzić sobie z problemami, że zawalam wszystko po kolei. Twierdził, że nie jest to właściwe rozwiązanie. No i stało się... po kolejnej kłótni, po wywleczeniu kłamstw i bólów z przeszłości zaczęłam się pakować mając ochotę zostawić to wszystko i wrócić do domu. W głębi duszy wiedziałam jednak, że to nie rozwiąże całej sytuacji, że nie jestem w stanie po prostu z tym skończyć. Nie rozmawialiśmy ze sobą przez dwa dni. Widziałam go kilka razy z koleżanką co jeszcze bardziej podsycało moje negatywne uczucia, a moja wyobraźnia zaczęła działać w złym kierunku.
Pogubiliśmy się totalnie, ale ustaliliśmy, że chcemy z sobą porozmawiać. Spotkaliśmy się wczoraj. To była pierwsza tak długa, szczera i poważna rozmowa w naszym wspólnym życiu. Nie baliśmy się powiedzieć o wszystkim co nas boli. Mój TŻ zaproponował PRZERWĘ w naszym związku. Dla mnie - bym nauczyła się bez niego żyć (bo prawda jest taka, że zatraciłam totalnie siebie w tym związku, uzależniłam wszystko od życia mojego partnera) i dla niego - by mógł przekonać się, czy naprawdę mnie kocha i czy jestem tą kobietą, z którą chce spędzić resztę życia. Nie urywamy kontaktu, po prostu któreś z nas wyprowadzi się na jakiś czas z mieszkania.
Jest to dla mnie strasznie trudna decyzja, bo boję się, że nie będę miała do kogo wrócić, ale z drugiej strony chcę się nauczyć żyć dla siebie, a jeśli nie podejmę drastycznych kroków to pewnie wszystko znów wróci na ten sam tor zdarzeń. Chciałabym także by On zrozumiał, odnalazł się w tym, że to co nas łączy to prawdziwa miłość, która wszystko przetrzyma.
Chciałabym, aby ktoś ocenił tę sytuację obiektywnie, bez emocji, skłonił do refleksji, pomógł przetrwać ten trudny czas, a może po prostu opowiedział swoją historię....