Hej, zarejestrowalam się tutaj, bo potrzebuje opinii ludzi postronych, zresztą swoim koleżanką wstydzę się opowiedzieć o mojej obecnej sytuacji. A wygląda to mniej więcej tak: w zeszlym roku, po dłuuuugim i nieudanym związku poznałam chłopaka, nieco ponad 2 lata mlodszego od siebie. Trochę mnie ten wiek na poczatku studził,bo była przyzwyczajona do bycia ze sporo starszym mężczyną. No ale koniec konców jakoś przełknełam ten fakt, i pare innych szczegółów tj to, że chłopak jest ze wsi (nie urażając nikogo) no i delikatnie mówiąc średnio radzi sobie finansowo, chociaż ja widzę że duużo i cięzko pracuje. Problemy zaczęły sie kiedy zaszłam w ciąże, obecnie to 11 tydzień. Pochodze z dość zasobnej rodziny, sama też mam dobrą pracę i jakieś tam zaplecze finansowe, m.in. 2 mieszkania i działkę w centrum miasta, które dostałam od swoich rodziców. Mieszkamy w ładnym duzym domu, toteż mam od razu zaproponowała, żebyśmy narazie zamieszkali razem z nimi, a ona pomoże mi w odchowaniu maluszka. Na tę okazje rodzice przebudowali i wyremontowali część domu, zapłacili za wszystkie meble robione pod wymiar itd.
Wczoraj pojechałam do sklepu budowlanego z moim narzeczonym, żeby kupić roletę na okno i listwę. Przy kasie wyszło jakieś 60 zł, a mój facet patrzy sie na mnie i pyta się czy mam jakieś drobne!! Normalnie mnie zatkalo, specjalnie zostawił porfel w samochodzie (moim oczywiście) żeby tylko nie zapłacić takiej oto kwoty. Przecież on tez tam bedzie mieszkał i moim zdanie powinien sie do czegos poczuwać, tym bardziej, że za półtora miesiąca bierzemy slu. Nie wiem już sama co rozbic, czasami mam wrażenie, że chłopak przez bycie ze mną znalazł sobie patent na życie. Doradźcie mi coś proszę. Dodam, że to już druga taka sytuacja.
Podobne tematy
Podałaś mało informacji, by ocenić zachowanie Twego partnera.
Niemniej, fakty są takie:
Mieszkacie w domu Twoich rodziców.
Twoi rodzice wyremontowali dom.
Twoi rodzice zapłacili za wszystkie meble.
Na miejscu Twego narzeczonego czułabym się w tym domu obco, a na pewno nie myślała, że jest to mój dom i mam ponosić wydatki związane z jego urządzeniem. Trochę, na jego miejscu, byłoby mi w nim nieswojo.
Nie napisałaś też nic o waszych ustaleniach finansowych, za to dużo o różnicy w waszych finansach i zasobności waszych rodzin. Dość znamienne.
No sama nie wiem, ale skoro on nie jest w stanie zapewnić nam mieszkania i wie, że będzie mieszkał u mnie to moim skromnym zdaniem powinien się do czegoś poczuwać. Skoro mamy byc małżeństwem, to jak to ma wyglądac później w praktyce, ze nie będzie łozył na dom, bo nie jego? To może lepiej jakbysmy sie wyprowadzili i wynajeli mieszkanie, płaciłby wtedy za czynsz, opiekunkę itd??
Nie rozumiem dlaczego nie rozmawiacie szczerze o takich kwestiach.Macie byc malzenstwem a takich kwestii nie poruszacie?
Trochę mi głupio rozmawiać o kasie. Tym bardziej że chodziło o jakieś grosze. Zrobił mi tak wczesniej jak byłam u lekarza na usg. Rano miałam badania, oczywiscie wszystkie płatne, więć się wypłukałm z gotówki, a zaraz po pracy mieliśmy wizytę. Ja wychodzilismy to udał, że sprawa zapłaty za wizytę go nie dotyczy. Ja praktycznie nie miałam przy sobie gotówki. Najpierw chcial, żebym to ja zapłaciła, jak powiedziałm mu ze nie mam kasy, to ze skrzywioną minom wyciągną stówkę. Strasznie mnie to zabolało. Nie jestem małostkowa, lae takie zachowanie o czymś chyba świadczy, nie??
6 2011-06-20 12:25:01 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-06-20 12:25:58)
No to zdecyduj się: głupio, czy nie głupio rozmawiać o kasie.
Takie zachowanie i Twoje, i jego o czymś świadczy.
Nie rozmawiacie o pieniądzach, ale pretensje z Twej strony są już i rosną.
Przypuśćmy, że Twój narzeczony też uważa podobnie, że głupio jest rozmawiać o forsie, że dla niego też to trudny temat.
Zaraz wybuchnie między wami awantura o jakąś głupotę, będzie ona pretekstem do wyrzucenia swej złości, rozczarowania, do różnych pomówień, a "trup w szafie" (czyli problem kasy) będzie narastał.
Ktoś powinien, w imię dobrych relacji, rozpocząć temat, ale beż złorzeczeń, złości i wytykania błędów. Zwykle rozpoczyna temat ta osoba, którą bardziej problem dotyka, i to bez żadnego licytowania się (kto lepszy, kto gorszy).
7 2011-06-20 12:30:58 Ostatnio edytowany przez Brunia27 (2011-06-20 12:33:59)
A czy ty w ogóle go kochasz????
Przeszkadza ci wiek???
To że mieszka na wsi???
Nie ma kasy???
hmmmmm........ sorki nie obraź się ale wg mnie tak mają dzieci z bogatych rodzin nie dostrzegają w innych tego najważniejszego....
On cie kocha, macie brać ślub będziecie mieć dziecko.Może lepiej było by osobno zamieszkać bez rodziców???wtedy moglibyście jakoś rozwiązać te problemy, być może on się krepuje,źle czuje w takim otoczeniu
Nie przeszkadza mi wiek ani to ze mieszka na wsi, ale przeszkadza mi fakt, że nie poczuwa sie do tego, że za pare miesiecy zostanie głową rodziny. I nie zdaje sobie chyba sprawy już z tego, ze ja kasy nie przyniosę dod omu, bo chciałabym przynajmniej rok czasu poświęcić całkowicie mojemu maleństwu, a jego zachowanie nie pozostawia mi złudzeń, że bedę mogła liczyć na niego w kwestii zapewnienia nam bytu. Co mogę to ściągam do domu, kupiłam łóżeczko, fotelik, przewijak, podgrzewacze, nosidełko i wózki. Więc chyba za wiele nie wymagam, nie?? W innych rodzinach to faceci stają na głowie, żeby zapewnic sowjej kobiecie i dziecku byt.
9 2011-06-20 12:49:44 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-06-20 12:52:13)
Oj, od pretensji aż się w Tobie wszystko gotuje!
Odzłość się, wypuść kłęby pary i pogadaj z narzeczonym. Im wcześniej to zrobisz, tym lepiej i dla Ciebie, i dla niego, i dla waszego związku.
A propos porównań różnych rodzin. Znam wiele takich, w których to kobieta zarabia więcej (a nawet znacznie więcej) niż mężczyzna i problemów nie ma. To kwestia nastawienia i umowy między dwojgiem zainteresowanych osób.
A u Ciebie?
Być może Twój partner nie ma zielonego pojęcia o Twoich oczekiwaniach i żalach.
Akurat ja się zgadzam, że jest się czym przejmować.
Tak jak to przedstawiasz, to widzę, że fajną przystań sobie zrobił Twój chłopak.
Gdy byłam młoda i zielona wyszłam za takiego "uwieszonego na mojej szyi". I miałam przechlapane.
Naście lat płaciłam za niego rachunki...dlatego jestem teraz wyczulona na takie sytuacje.
Wychodził kiedykolwiek z jakąś inicjatywą?
Nie rozumiem dlaczego ze sobą nie rozmawiacie o mieszkaniu, zdrowiu, dziecku, kasie itp.?
Kochasz go?
Jeżeli chodzi o taką kwestie, że zrezygnuje z pracy na okres późnej ciąży do chwili kiedy mała lub mały skonczy rok, to wie o tym dobrze. Sama mu o tym powiedziałam, jak zaszłam w ciąże. Nie chciałabym zostawiać malusieńsiego dziecka, nawet jezeli moja mama miałaby sie nim opiekować. Zgodził sie wtedy ze mną że to własciwa decyzja. Ale w obliczu jego dziwnych zachowań to naprawdę cieżko mi uwierzyć w to, ze bedę mogła chociaż przez ten rok poświęcić się tylko i wyłącznie na wychowywanie malucha. Bardzo się tego wszystkiego boje, tym bardziej, ze będzie to moje pierwsze dziecko. Dlatego chcociaż w kwestii materialnej chciałabym od niego uzyskać zapewnienie, że nie muszę się martwić.
Adalka napisałaś, że mieszkacie u Twoich rodziców. Jak teraz wygląda jego zaangażowanie w zapełnianie lodówki czy też w opłaty? Macie to jakoś rozwiązane?
Jeżeli chodzi o mieszkanie, to mamy ten temat przedyskutowany. Tylko, że tu też takjakby wszystko leży w mojej gestii. Mam działkę w bardzo fajnym miejscu w moim mieście, na która już są wydane warunki zabudowy i mieszkanie, które zamierzam sprzedać, żeby wybudować tam dom. Drugie mieszkanie mam w innym mieście i nie chce go sprzedawać, bo przynosi mi spory dochód miesieczny.
Do Wróżki Bajuszki.
Jezeli chodzi o mieszkanie to nie płaci nic.
Bardzo Tobie współczuję sytuacji.
Widzę jednak tylko jedno wyjście: pogadajcie razem na ten temat. Ale porozmawiajcie, a nie Ty ogłosisz jak ma wyglądać wasza przyszłość, a on pokornie ma się do tego dostosować.
Z tego, co napisałaś do tej pory wynika obraz: bardzo zdecydowanej i decyzyjnej kobiety, podejmującej jednoosobowo decyzje, nie uzgadniającej niczego z narzeczonym oraz mężczyzny podporządkowanego we wszystkim.
Napisz jeszcze, czy decyzja o zamieszkaniu w domu Twoich rodziców była wasza wspólna?
Czy decyzja o płaceniu za umeblowanie domu była wasza wspólna?
Czy decyzja o Twoim rocznym pozostawaniu w domu po urodzeniu dziecka była wspólna?
Czy decyzja o tym, że to Ty (a nie wy) kupujesz łóżeczko, fotelik, przewijak, podgrzewacze, nosidełko była wspólna?
Bo, na razie, mam niejasne przeczucia (być może mylne), że decydentem jesteś Ty w porozumieniu z rodzicami, a Twój narzeczony ma do tych decyzji się dopasować. I nic nie wskazuje na to, byś traktowała go jak partnera.
dodam jeszcze jedno pytanie
Czy decyzja o ślubie była TWOJA czy Wasza?
Jezeli chce być moim partnerem, to musi sobie na to zapracować, bo jak narazie to widzę że od wszystkiego umywa ręce. Ja ciezko pracuje zeby bylo na wzsystko pomimo, że jestem w ciązy i miewam dla tego stanu typowe dolegliwości. Ostatnio rozwaliłam auto, bo słabo mi się zrobiło jak wracałam dod omu. A on, jak się o tym dowiedział to nawet do mnie nie przyjechał, a na drugi dzień nie zadzwonił z pytaniem jak się czuje, czy sobie poradziałam z autem na policji, totalna olewka. Więc jak ja go mam traktować po takich akcjach jak partnera?? Jakbyś się Ty czuła, kiedy Twój mąż/partner/chłopak obszedłby się tak z Tobą, w dodatku gdybyś była w ciąży?? Jestem bardzo ciekawa czy wtedy też byś się tak liczyła z jego zdaniem i opinią na każdy temat, chociaż w ogóle ani materialnie ani emocjonalnie nie moglabyś liczyc na jego wsparcie Musiał zaakceptowac moje pomysły, bo sam ich nie miał. A nawt gdyby miał to nie miałby z czego ich sfinansować.
On bardzo nastawał na ten ślub. Ja też w sumie jestem za tym, żeby funkcjonować w oparciu o tradycyjne wzorce. Aczkolwiek, im bliżej tego slubu, tym bardziej mnie to wszystko przybija
Nie powinnaś wychodzić za człowieka który nie dotrzymuje Ci kroku.
Będziesz się męczyć.
juz pare razy zadano ci to pytanie ty ani razy nie odpowiedzialas
CZY KOCHASZ SWEGO MEZCZYZNE??
na dodatek slubu bym nie brala, masz brac bo co bo w ciazy jestes? jestem pewna w 100% ze bedziesz tego zalowac ze to taki powod slubu, nawet jesli on stanie sie najwaspa nialyszym partnerem. wescie slub gdy dziecko bedzie mialo rok, gdy bedziesz pewna ze go kochasz i gdy bedzie to decyzja bez naciskow. wiem co mowie, nie zmarnuj se zycia.
co do niego, porozmawiac musicie, powiedz jak sie czujesz, ze nie pomaga ci w waszych wspolnych sprawach-rachunki czy zakupy, ze ciagle tylko ty placisz a przeciez i rzeczy dla dziecka i do domu sa takze dla niego. mysle ze nie masz wyboru albo to wyjasnisz albo bedziesz gdybyac.
jak dla mnie to w najlepszym wypadku jest sknera i cisnie grosza, zaujac na wszytsko
ale wydaje mi sie ze po porstu jest pasorzytem ktory ciagnie z ciebie kase. widze ze jestes bogata(kto teraz ma 2mieszkania i dzialke) a on chyba nie bardzo, dla tego trzyma sie ciebie, bo finansowo nie zginie przy tobie, na dodatek utrzymujesz jego, potem bedziesz dziecko utrzymywac(jak nie ty to twoi rodzice) a on wolny ptak, bez obowiazkow finansowych.
jak rozumiem to tak i bylo przed dzieckiem?
jesli tak to nie ludz sie ze cokolwiek sie zmieni
21 2011-06-20 13:49:44 Ostatnio edytowany przez Brunia27 (2011-06-20 13:50:04)
juz pare razy zadano ci to pytanie ty ani razy nie odpowiedzialas
CZY KOCHASZ SWEGO MEZCZYZNE??
no właśnie nadal nie wiemy nic o Twoich uczuciach do niego ciągle kasa kasa kasa kupiłam to tamto.....A może ty go nie kochasz i jesteście razem tylko z tego względu ze zaszłaś z nim w ciąże??skoro tak ci źle to po co brnąc w ślub, rodzinę???
Oczywiście, że na poczatku było inaczej. Byłam w nim zakochana, ale im bardziej brne w ten związek tym bardziej proza zycia daje mi znać o sobie. TE wszystkie rzeczy o których tu mapisałam nie dają mi spokoju. Nie wiem teraz czy moge jakoś zdefiniować moje uczucia do niego. Nie mogę jednoznacznie na dzień dzisiejszy określić się czy go kocham. Wszystko sie zmieniło jak zaszłam w ciążę. Wcześniej bardziej beztrosko do tego podchodziłam. Nie martwiłam się, bo i nie musiałam o naszą wspólną przyszłość. Każdy żył na własną rekę, a kiedy się spotykaliśmy to spędzalismy czas tak beztrosko w sumie. Życie i fakt, że niedługo zostane mamą zweryfikowało moje uczucia. Teraz dla mnie na pierwszym miejscu jest to, żeby urodzić zdrowe dziecko i zapewnić mu godny byt. W kwestii uczuć do niego to czuje się tak jakby powietrze ze mnie uszło:( Bardzo mi przykro z tego powodu:(:(
Więc musicie koniecznie porozmawiać na temat finansowy oraz o swoich uczuciach....inaczej nie widzę sensu tego związku a tym bardziej małżeństwa.(bo dalej może byc jeszcze gorzej)
Do dayzi. Mogę wiedzieć czy jesteś nadal ze swoim meżem? czy coś się zmieniło w jego podejściu do waszej wspólnej egzystencji?? czy żałujesz że za niego wyszłaś, czy powodem do zawarcia ślubu było dziecko, czy poprostu byłaś bardzo młoda i zakochana??:)
25 2011-06-20 14:06:41 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-06-20 14:16:25)
Ty nie traktujesz swojego narzeczonego jak partnera.
On nie traktuje Ciebie jak partnerkę.
Ty jego nie kochasz.
O jego uczuciach do Ciebie nic nie wiadomo.
Masz do niego mnóstwo pretensji, żalu, złości.
Nie rozmawiacie na temat finansów i innych umów między wami.
Oboje źle traktujecie siebie nawzajem.
To nie są przesłanki, by budować dobry związek i formalnie go jeszcze przyklepać.
adela nie bierz slubu jesli masz jakiekolwiek watpliwosci. kochana wiem co mowie, zmarnujesz swoje zycie.
bierzesz slub bo co rodzice naciskaja?
bierzesz slub bo spoleczenstwo by cie plotami zjadlo?
bierzesz slub bo to lerzy w twojej ideologi-dziecko musi urodzic sie w zwiazku malzneskim?
jesli chcecie byc razem to badzcie, dajcie wam szanse, daj sobie sznase na szczescie, mozecie byc razem, i sprawdzic sie. dodatkowo odwolanie slubu mysle ze bylo by najjasnieszym sygnalem dla twego partnera ze jest cos nie tak.
zastanow sie czy z takimi watpliwosciami mozna przysiegac MILOSC, wiernosc i uczuciwosc....
Adelka zupełnie nie rozumiem Cię. Mój mąż też nie pochodził z majętnej rodziny. Mieszkaliśmy z moimi rodzicami też remontowali mieszkanie kupili wszystko dla dziecka o dłóżeczka aż po ubranka. Ale kocham go i nie ważne skąd pochodzi i nie interesuje mnie finansowa sfera jego rodziców. Uważam, że liczy sie dla ciebie tylko kasa. Nic nie czujesz do niego. Nie kochasz go. Może powinnaś go zostawić, kazać mu sie wyprowadzić i znaleźć lepszą partię?? A może trzeba było pomyśleć o tym wcześniej zanim zrobiliście sobie dzidziusia?
Obiecałam sobie, że się postaram dla dobra mojego maluszka. Chciałabym żeby był szczęśliwy. Przecież to nie jego wina, że nam się nie układa. Ale ja chce dać z siebie maxa, żeby tylko miał fajne dziecinstwo i wszystko czego mu w zyciu potrzeba. Dlatego zdecydowałam się na ślub. Nie wiem tylko co mam zrobić, zeby mój narzeczony zrozumiał że rodzina to gra do jednej bramki, a nie każdy sobie. Chciałabym zeby zmienił swoją postawę, zeby mi udowodnił, ze jemu również zależy na tym, zeby stworzyć dziecku bezpieczny i szczęśliwy dom. Mysle, że wtedy dużo by się dało uratować, naprawić. Ale na dzień dzisiejszy to recę mi opadają jak widzę zagrywki w stylu: zostawiłem porfel w aucie, nie mam drobnych, itd. Przecież nie można tylko czerpać szerokimi garściami z czyjegoś dobra, trzeba też samemu od siebie coś dać. Nie uważasz tak?? Jakby Twój facet tak robił to czy miałabyś do niego szacunek? Traktowałabyś jak partera?? Macie racje że muszę z nim porozmawiać o tych kwestiach i wyjaśnić sobie wszystko. Mam nadzieję, ze przyniesie to jakiś skutek.
Do dayzi. Mogę wiedzieć czy jesteś nadal ze swoim meżem? czy coś się zmieniło w jego podejściu do waszej wspólnej egzystencji?? czy żałujesz że za niego wyszłaś, czy powodem do zawarcia ślubu było dziecko, czy poprostu byłaś bardzo młoda i zakochana??:)
Doprowadzona do dna...psychicznego, finansowego rozwiodłam się.
Było coraz gorzej. Miał wszystko w d...jak nie dawałam to okradał , zaciągał kredyty.
Powodem ślubu nie było dziecko ani miłość. Tylko szczenięca głupota. I naiwna wiara że można zmieniać człowieka. Idiotyzm.
Żałuje, że zmarnowała życie moim dzieciom. Teraz to naprawiam.
Byłam głupią młodą gęsią....i nikt mi nie powiedział- CO TY ROBISZ!
Dziecko do szczęścia nie potrzebuje ślubu rodziców. Do szczęścia potrzebuje rodziców, którzy się kochają, szanują, wspierają, idą razem w jednym kierunku.
Jeśli rodzice tego nie potrafią, to ich ślub dziecku do niczego nie jest potrzebny, a przysięga (wszystko jedna czy cywilna, czy kościelna) jest fikcją. Dziecko niejedno woli być wychowywane w tzw. rodzinie niepełnej, ale widząc zadowolonych z życia rodziców, niż w tzw. pełnej, gdzie wieczne są swary, pretensje i brak szacunku.
Dziewczyny to nie tak ze go nie kocham. Ale w tym momencie jestem bardzo rozczarowana jego postawą. Na tyle ze nie jestem w stanie wyrażać się o nim ciepło. Nie wiem, może na ten stan ma też wpływ moja ciąża i fakt, że całe moje zycie wywróciło się do góry nogami i bardzo bym chciala, zeby mój facet sie mną zaopiekował, a tu figa, jestem zdana tylko na siebie i ewentualnie na rodziców.
Dziecko do szczęścia nie potrzebuje ślubu rodziców. Do szczęścia potrzebuje rodziców, którzy się kochają, szanują, wspierają, idą razem w jednym kierunku.
Jeśli rodzice tego nie potrafią, to ich ślub dziecku do niczego nie jest potrzebny, a przysięga (wszystko jedna czy cywilna, czy kościelna) jest fikcją. Dziecko niejedno woli być wychowywane w tzw. rodzinie niepełnej, ale widząc zadowolonych z życia rodziców, niż w tzw. pełnej, gdzie wieczne są swary, pretensje i brak szacunku.
Święte słowa!
33 2011-06-20 14:32:11 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-06-20 14:36:59)
Ok. Rozumiem.
Nie decyduj się, jednak, na zawarcie ślubu dopóty, dopóki z nim nie porozmawiasz, nie uzgodnicie różnych codziennych rzeczy, dopóki wzajemnie nie usłyszycie o oczekiwaniach, potrzebach drugiej strony.
Nie wszystko to, co dla Ciebie jest oczywiste, musi być oczywiste dla Twojego narzeczonego. I odwrotnie. Złoszcząc się, robiąc sobie na złość (a tak to z boku wygląda), nie gadając ze sobą niczego nie załatwicie poza jednym - szybkim rozstaniem.
Poza tym, kobieto!
Jesteś zdrowa (ciąża nie jest chorobą), sprawna, młoda.
Czy naprawdę wymagasz, jak osoba schorowana i niesprawna, opieki?
Bo opieka to między innymi: przynoszenie i zakładanie pantofli, karmienie, pomoc w umyciu się itp., czyli pomaganie we wszystkim czego dana osoba nie może zrobić sama.
I jeszcze jedno.
Jego świat też wywrócił się do góry nogami (co prawda jest to dziwne nazwanie oczekiwania na dziecko i poślubienia kochanej osoby).
Ok. Rozumiem.
Nie decyduj się, jednak, na zawarcie ślubu dopóty, dopóki z nim nie porozmawiasz, nie uzgodnicie różnych codziennych rzeczy, dopóki wzajemnie nie usłyszycie o oczekiwaniach, potrzebach drugiej strony.
Nie wszystko to, co dla Ciebie jest oczywiste, musi być oczywiste dla Twojego narzeczonego. I odwrotnie. Złoszcząc się, robiąc sobie na złość (a tak to z boku wygląda), nie gadając ze sobą niczego nie załatwicie poza jednym - szybkim rozstaniem.
Poza tym, kobieto!
Jesteś zdrowa (ciąża nie jest chorobą), sprawna, młoda.
Czy naprawdę wymagasz, jak osoba schorowana i niesprawna, opieki?
Bo opieka to między innymi: przynoszenie i zakładanie pantofli, karmienie, pomoc w umyciu się itp., czyli pomaganie we wszystkim czego dana osoba nie może zrobić sama.I jeszcze jedno.
Jego świat też wywrócił się do góry nogami (co prawda jest to dziwne nazwanie oczekiwania na dziecko i poślubienia kochanej osoby).
Mam częste omdlenia, wymioty,zawroty głowy, krwawienia z nosa. Z tego tez powodu nie powinnam jeździć autem,ani chodzić do pracy, a zapierdzielam od rana do nocy, bo nie mam innego wyjścia. Jakbym wiedziała, że mam na kogo liczyć to wziełabym L4 i odpoczywałabym w domu, co też po ostatniej wizycie zaproponował mi lekarz Ale w tej sytuacji nie mogę. Dzisiaj mam wolne, z racji badan, Pierwszy wolny dzień w tym roku. Nie wiem, czy bylaś kiedyś w ciąży, ale jesli nie to proszę nie wypowiadaj sie na ten temat. Płakać mi się chce jak wstaje rano i pierwsza czynność którą robie to zwrot do miski, a później jest już tylko gorzej
Mam dwoje, dorosłych już dzieci. Ciąża z jednym z nich była zagrożona.
Gdybym nie znała, z własnego doświadczenia, różnych trudności i pułapek, nie zabierałabym tutaj, na Twoim wątku, głosu.
Mam jednak jedną cechę: mówię prawdę i nie mydlę nikomu oczu.
Ponieważ to Ty zwróciłaś się z prośbą, dlatego napisałam to, co napisałam. Ty jednak, tak mi się wydaje, oczekujesz potępienia w czambuł Twego narzeczonego, podziwiania Twej szlachetności i użalania się nad Twym losem. Tego nie mogę zrobić, tym bardziej, że prosiłaś o co innego.
Żegnam Cię i Twój wątek.
Nie oczekuje tego, ze ktoś bedzie go potepiał tylko podpowiedzi co ma zrobić, zeby przekonać go ze nie tak powinno wyglądać wspólne życie. Boje sie że jak wybuchnę z moimi żalami to tylko wszytko spieprze już do konca. Mam takie huśtawki nastrojów, ze boje się że moge przesadzić w takiej otwarej rozmowie. Jakoś nie umiem się wyciszyć i spojrzeć na to wszystko z dystansu. Dlatego poprosiłam Was o pomoc. Ale nie lubie jak ktoś sie wypowiada na temat mojego zdrowia i samopoczucia w tej ciąży, skoro nic mu na ten temat nie wiadomo.
Obiecałam sobie, że się postaram dla dobra mojego maluszka. Chciałabym żeby był szczęśliwy. Przecież to nie jego wina, że nam się nie układa. Ale ja chce dać z siebie maxa, żeby tylko miał fajne dziecinstwo i wszystko czego mu w zyciu potrzeba. Dlatego zdecydowałam się na ślub. Nie wiem tylko co mam zrobić, zeby mój narzeczony zrozumiał że rodzina to gra do jednej bramki, a nie każdy sobie. Chciałabym zeby zmienił swoją postawę, zeby mi udowodnił, ze jemu również zależy na tym, zeby stworzyć dziecku bezpieczny i szczęśliwy dom. Mysle, że wtedy dużo by się dało uratować, naprawić. Ale na dzień dzisiejszy to recę mi opadają jak widzę zagrywki w stylu: zostawiłem porfel w aucie, nie mam drobnych, itd. Przecież nie można tylko czerpać szerokimi garściami z czyjegoś dobra, trzeba też samemu od siebie coś dać. Nie uważasz tak?? Jakby Twój facet tak robił to czy miałabyś do niego szacunek? Traktowałabyś jak partera?? Macie racje że muszę z nim porozmawiać o tych kwestiach i wyjaśnić sobie wszystko. Mam nadzieję, ze przyniesie to jakiś skutek.
po przeczytaniu tego posta aż mnie zatkało... jeżeli masz brać ślub tylko po to , by dzieciątko było szczęśliwe to to nie ma większego sensu... nieszczęśliwa będziesz Ty i Twój facet i na dziecku pozytywnie też się to nie odbije...
Będziecie się męczyć i tyle...
Zaczynam myśleć, że ten ślub to tylko z przymusu... Ty juz po części masz wszystko zaplanowane... mieszkanie, pomoc mamy, rok w domu... narzeczony jest, ale tak jakby go nie było! Nie rozumiem dlaczego nie możecie porozmawiać... skoro piszesz, że takie zachowanie Twojego faceta pozbawia Cię szacunku do niego to naprawdę zastanów się poważnie nad tym wszystkim... czy warto!
P.S. ja też jestem ze wsi i dobrze mi z tym:)
minia, a co Ty bys poczuła do swojego faceta, gdyby się tak zachowywał?? Nie byłoby Ci przykro, nie pomyslałabyś, że próbuje urządzić sobie wygodnie życie Twoim kosztem?? Bo ja mam coraz częściej takie właśnie myśli. Wcześniej bylo wszystko ok. Jak się dowiedzialam, ze jestem w ciązy to wyjechaliśmy na parę dni w góry, wszystko WSPÓLNIE zaplanowaliśmy, łacznie z tym gdzie bedziemy mieszkać, i jak sie później zorganizujemy. Byłam bardzo szczęsliwa, a teraz...zwyczajnie czuje sie oszukana. Nie tak sobie wyobrażałam jego postawe w stosunku do jego przyszłej rodziny. Bo jakby nie bylo niedługo nią zostaniemy.
adalka...nie wiem co bym poczuła, ale napewno porozmawiałabym szczerze... takie rozterki i wątpliwości nie wróżą nic dobrego...
może powinniście poczekać z tym ślubem, pomieszkać razem, spróbować być rodziną nie koniecznie ze ślubem... bo po co później męczyć się z rozwodem jeśli okaże się, że to był błąd... dziecko ucierpi na tym najbardziej...
a może On zachowuje się w ten sposób, bo doszło do niego, że od teraz całe Wasze życie się zmieni?
Naprawdę powinniście porozmawiać...
wiem, że nie jest Ci łatwo... mimo iż ciąża to nie choroba to początki nieźle dają w kość...
Wcale się nie dziwię, ze zaczynasz wątpić w przyszłość tego związku. Czasem wydaje nam się że dla dzieci można się poświęcić, ale patrząc na moich znajomych, mogę Ci powiedzieć, że to nie jest dobre rozwiązanie na dłuższą metę. Jeśli nie możesz liczyć teraz na jego pomoc (niekoniecznie finansową) to nie wierz w to, ze po ślubie się coś zmieni. Dziecko na świat się nie prosiło, ale musicie wspólnie podjąć decyzję czy chcecie walczyć o miłość czy dajecie sobie spokój. Lepiej żeby maleństwo jak się urodzi nie żyło z rodzicami, którzy wciąż się kłócą ![]()
Nie oczekuje tego, ze ktoś bedzie go potepiał tylko podpowiedzi co ma zrobić, zeby przekonać go ze nie tak powinno wyglądać wspólne życie. Boje sie że jak wybuchnę z moimi żalami to tylko wszytko spieprze już do konca.
Hmmm. Piszesz, co robić żeby przekonać GO?
A czy Ty dajesz SIĘ przekonać, gdy tu Ci się mówi, byś zauważyła iż sprawa dotyczy WAS? Jakoś tylko ON be a ja taka pokrzywdzona. Teraz ma być MY a nie JA i ON. ![]()
Jeśli nie umiesz spokojnie porozmawiać, spróbuj napisać list. Ale musi to być list rzeczowy i na temat a NIE krytyka osoby adresata. Np. bolą mnie takie a takie zachowania, przykro mi było gdy po moim wypadku nie wsparłeś mnie i nie okazałeś zainteresowania stanem moim i dziecka. Unikaj obrażania wprost, typu - jesteś nieczuły gbur i dusigrosz.
Daj mu list, najlepiej z uśmiechem. Poproś by go przeczytał i przemyślał sobie. Nie wiś mu nad głową - daj mu czas na pomyślenie. A potem omówcie sobie sprawy poruszone w liście na jakiejś miłej kolacyjce tylko we dwoje. Powodzenia ![]()
Ja sądzę ze powinniście otwarcie porozmawiać i ustalić kwestie finansowe. Może on sie faktycznie nie domyśla o co chodzi, a może.... Wiesz, nie chcę Cię urazić, ale zanim zaszłaś w ciąże wiedziałąś że nie jest specjalnie bogaty, wiec nie mozesz oczekiwac że nagle zacznie łożyć na rodzinę tak dużo jakbyś chciała. ALe owszem, masz prawo oczekiwać ze bedzie się do życia rodzinnego przykładał na tyle, na ile da radę. Napisałaś, ze nie zapłacił 60 zł w sklepie- ale jest duza różnica czy nie chciał zapłacić i wyda na siebie kasę, czy zwyczajnie jej nie ma tyle, bo dla mnie 60 zł to wcale nie są "grosze". Po prostu musicie o tym rozmawiać otwarcie, nawet jeśli kasa to niewdzieczny temat.
Może faktycznie, teraz kiedy wesele jest przed nami ma sporo wydatków. Ja, jeśli chodzi o sprawy finansowe związane ze ślubem i weselem, martwić się nie muszę, bo moje wydatki będą, pokrywane przez moich rodziców. On nie może liczyć na tak dużą pomoc ze strony swojej rodziny. Tak czy inaczej muszę z nim poruszyć ten temat, jak i to że nie daje mi takiego wsparcia jakiego oczekiwałabym od swojego mężczyzny. Mam tylko nadzieje, że ten stan jest przejściowy i że nie wejdzie mu zapominanie portfela na stałe do repertuaru...Jutro może spróbuje coś zadziałać w tej sprawie, jak się odrobinę wycisze i nastawie odpowiednio do tej rozmowy, dzisiaj moja fasolka za bardzo mi daje popalić, żebym mogła spokojnie zebrać myśli
.
adalka.. a po ile Wy macie lat? i za ile dokładnie ten ślub? (Jeśli można zapytać?)
Ja mam 26 on 24, ślub za miesiąc, a czemu pytasz
tak tylko chciałam wiedzieć... wiesz... w którymś poście napisałaś, że widzisz że on ciężko pracuje... więc może wszystko pójdzie w dobrym kierunku...
ale skoro ślub za miesiąc to radzę naprawdę szczerze porozmawiać...
Ja też uważam, ze grunt to rozmowa, bo to dopiero początek waszej drogi, a potem przyjdą wydatki na dom, na dziecko a to naprawdę ważne aby sprawy finansowe mieć dogadane i nie ma w tym żadnego wstydu. To normalne że jedni są bogatsi inni biedniejsi ale wszystko to da się super ułożyć, tylko wspólnymi siłami.
48 2011-06-20 19:07:04 Ostatnio edytowany przez Tisha (2011-06-20 19:12:31)
Wydaje mi się, że ślub to fatalny pomysł. Zbierając wszystko do kupy, czyli:
- Krótko się znacie
- Ślub zapewne ze względu na ciążę
- Twoje nieochłonięcie po rozstaniu
- Płacący za wszystko rodzice
- Niechęć faceta do otwierania portfela
Tak naprawdę się nie znacie, krótki związek, szybka ciąża i jeszcze szybszy ślub.. Powinnaś sobie na razie odpuścić, ochłonąć i wiele przemyśleć. Rozumiem, że dziecko w drodze, ale ślub to przywiązanie się do drugiego człowieka na całe życie. Dajcie sobie jeszcze czas, sama widzisz, że coś jest nie w porządku, facet próbuje się przyssać do źródełka finansowego Twoich rodziców, po ślubie oficjalnie zostanie przystawiony do koryta. Fakt, że czujesz się zaniepokojona jego zachowaniem nie jest przypadkowy, Twoja podświadomość ostrzega Cię, że coś jest nie tak. Takie myśli nie biorą się z nikąd. Poczekaj, aż dziecko się urodzi, zobaczysz jak będziecie mieszkać razem, spadną na Was obowiązki związane z maleństwem i wtedy ocenisz czy chcesz wziąć z nim ślub czy nie. Za krótko się znacie, żeby teraz podjąć tak ważną decyzję, mówię Ci wstrzymajcie się, nie jesteś teraz w stanie ocenić czy on będzie się wywiązywał ze swoich obowiązków, a niestety gdy pojawia się dziecko to razem z nim pojawia się szereg problemów, w tym finansowych. Zobaczysz czy Twój facet jest w stanie temu zaradzić i utrzymać rodzinę. Inaczej będziesz skazana na nieustanne ciągnięcie pieniędzy od rodziców, a przecież nie na tym polega życie gdy zakłada się rodzinę. Ponadto sytuacja z tym rozbitym samochodem.. Kochana, on się nawet nie zainteresował, nie przyjechał. Nie licz na cud. Ewidentnie facet nie jest gotowy na związek, a ślub "dla dobra dziecka" to największa głupota jaką można zrobić. Jeśli ślub to dla Ciebie, z miłości, bo jesteś pewna faceta. Pamiętaj, że nieszczęśliwa matka = nieszczęśliwe dziecko. Wstrzymaj się zanim zmarnujesz sobie życie.
Kobietki prosze was zebyscie mi odp na moim forum bo mam naprawde problem i nie wiem jak sobie z nim poradzic WCIAZ MYSLE O MOIM BYLYM tam jest opisana moja historia
ja uwazam że waszym problemem jest róznica majatkowa...Ty go nie rozumiesz i on mozliwe też moze mieć do Ciebie żale albo byc poprostu zazdrosny, mój facet nigdy by sie nie zgodził na cos takiego jak Twój to by uraziło jego męską dume
Twój facet to truteń bez honoru. Nie rozumiem po co Ci ten ślub? Dla dziecka? śmiechu warte. I tak weźmiecie rozwód. Przecież to nie ma prawa bytu. Jeżeli on teraz się nie stara, to ma zacząć po ślubie? ha ha ha Powiem Ci jedno- szkoda kasy na ten ślub. Lepiej schować w skarpetę i zostawić na czarną godzinę. Ja bym nie mogła być z trutniem. Facet musi się opiekować kobietą, starać się o zapewnienie jej bezpieczeństwa i bytu. Tak jest od zawsze. Jeżeli partnerka zarabia więcej, to partner musi nadrabiać w innych sprawach. Ale nie może być leniwym trutniem. Szkoda mi Ciebie i dziecka.
Słuchajcie, facet jest, a raczej nie jest prawdziwym facetem. I nie chodzi o stereotypowy podział ról. Zero w nim odpowiedzialności, zaradności, troski i szacunku, nie tylko do kobiety, ale i matki swojego dziecka. Wie, że ona pochodzi z bogatej rodziny i trochę na tym żeruje. I nie chodzi o to, by był równie majętny. Inaczej by to wyglądało, gdyby chociaż swoim zachowaniem nadrabiał braki w innych dziedzinach. A on chyba zadowolony jest, że trafił na taką partię i wie, że ciąża trochę ją od niego uzależnia (mimo zmian w światopoglądzie Polaków) i jest mu fajnie z tą świadomością. Średnio tu widzę szansę na szczęśliwy związek...
Słuchajcie, facet jest, a raczej nie jest prawdziwym facetem. I nie chodzi o stereotypowy podział ról. Zero w nim odpowiedzialności, zaradności, troski i szacunku, nie tylko do kobiety, ale i matki swojego dziecka. Wie, że ona pochodzi z bogatej rodziny i trochę na tym żeruje. I nie chodzi o to, by był równie majętny. Inaczej by to wyglądało, gdyby chociaż swoim zachowaniem nadrabiał braki w innych dziedzinach. A on chyba zadowolony jest, że trafił na taką partię i wie, że ciąża trochę ją od niego uzależnia (mimo zmian w światopoglądzie Polaków) i jest mu fajnie z tą świadomością. Średnio tu widzę szansę na szczęśliwy związek...
Coś w tym jest... Facet na pewno nie będzie chciał odpuścić, skoro trafił na dobrą partię. Będzie się starał przez tydzień, może dwa aż odpuścisz. Ale przyjdzie moment, przypuszczam, że po urodzeniu dziecka, kiedy dojdzie do wniosku, ze teraz nie musi się starać, bo przecież go nie zostawisz.. Obyś do tego nie dopuściła... Porozmawiaj za wczasu, póki nie jest za późno. 3mam kciuki i czekam (pewnie nie tylko ja) jak poszła rozmowa,
54 2011-06-21 09:19:43 Ostatnio edytowany przez Kaja83 (2011-06-21 09:23:19)
adalka1 , tak mniej więcej poczytałam sobie Twoje wypowiedzi, ciąża i decyzja o małżeństwie, dopiero przede mną - mam nadzieję, ale mam już trochę związków za sobą, dużo znajomych, po slubie, różnie sytuowanych, starszą siostrę po rozwodzie... i wiem jedno - jak coś nie gra i nam nie pasuje i nie jesteśmy w stanie znaleźć kompromisu, przymknąć oko, zaakceptować i dotyczy to zarówno jednej i drugiej strony - to nic z tego nie będzie, nie stanie się cud i nikt sie nie zmieni, albo wykładamy kawą na ławę i się dogadujemy a jak nie , to nie licz na to, że po czasie będziesz miała inny stosunek do swojego przyszłego męża, albo, że on zmieni swoje nastawienie... bo tak nie będzie.
Nie wiem czy osoba taka jak on jest w stanie nagle zmienić swoje podejście do życia, pracy i pieniędzy, nie chciałabym będąc w Twojej sytuacji takiego meża! Nie brałabym tego ślubu, Jesteś młoda, masz wsparcie rodziny, masz pieniądze, może czas go czegoś nauczy i Twoja rezygnacja ze związku małżeńskiego, również.
Aga30 bardzo dobrze napisała.
Ten facet wejdzie we wszystko... i już na starcie wykazuje zero poczucia odpowiedzialności. Wiesz miałam kiedyś sąsiada..., biedna , wielodzietna rodzina, spotykał się z dziewczyną z pobliskiej miejscowości, z domu zabraną bardzo, rodzice bogaci, piętro postawione dla niej, samochód. Wpadli. Szybki slub,... a ten chłopak nie miał pracy i niestety był tak niezaradny, ze każdy czarno to wszystko widział.. ale był jeden plus, chłopak nie był bezczelny, był bardzo ugodowy i był typem tzw pantoflarza... wprowadził się do teściów, szwagier załatwił mu pracę, nie wniósł do związku nic, ale dał się wziąć za przysłowiowe gardło !
I po prostu wszyscy nim pokierowali, tak go pchneli do przodu... Ona zaradna, dominująca, on uległy.
Pracuje, dziećmi sie zajmie, przy domu zrobi to o co go teść "po prosi"
i dziś mają dwoje dzieci i dobrze żyją.
Ja nie wiem, czy nawet rozmowa coś pomoze w Twojej sytuacji, dziecko nie moze być powodem zawarcia związku małżeńskiego, bo zaraz będziesz brała rozwód i po co to.. ja bym poczekała do czasu rozwiązania, aż sie mały/a urodzi, niech narzeczony mieszka z Wami i niech sie wykaże!
Kaja83 myślę że rozmowa może pomóc jedynie w wyjaśnieniu nieporozumień i oczekiwań wobec siebie. Prawdopodobnie nie zmieni chłopaka, ale może wskaże mu błędy jakie popełnia i nakieruje go jak ma postępować. Taka moja nadzieja....
Nie wychodź za niego za mąż! Czy myślisz, że ślub coś zmieni? Coś na lepsze? Jeśli tak, to jesteś w ogromnym błędzie, bo jeśli on teraz Cię lekceważy, to później będzie już tylko gorzej. Ślub nie jest Ci do nieczego potrzebny, poza tym widać, że masz ogromne wątpliwości.
Możesz spróbować z nim być. W razie kłopotów, on po prostu wyprowadzi się z domu Twoich rodziców, a Ty nie będziesz rozwódką z dzieckiem.
AAA i najważniejsze, gdybyś jednak postanowiła być z nim mimo wszystko, to chociaż spisz intercyzę, abyś kiedyś nie została sama z dzieckiem, bez dachu nad głową i kredytami do spłacenia.
Nie wychodź za niego za mąż! Czy myślisz, że ślub coś zmieni? Coś na lepsze? Jeśli tak, to jesteś w ogromnym błędzie, bo jeśli on teraz Cię lekceważy, to później będzie już tylko gorzej. Ślub nie jest Ci do nieczego potrzebny, poza tym widać, że masz ogromne wątpliwości.
Możesz spróbować z nim być. W razie kłopotów, on po prostu wyprowadzi się z domu Twoich rodziców, a Ty nie będziesz rozwódką z dzieckiem.
AAA i najważniejsze, gdybyś jednak postanowiła być z nim mimo wszystko, to chociaż spisz intercyzę, abyś kiedyś nie została sama z dzieckiem, bez dachu nad głową i kredytami do spłacenia.
Właśnie ostatnio nad tym się poważnie zastanawiam. Poproszę mojego tatę, żeby o tym z nim porozmawiał. Jakoś tak straciłam do niego zaufanie po tym wszystkim, zresztą wiem na przykładzie mojego starszego brata, że ludzie kierują się róznymi intencjami, wchodząc w związek małżeński. On po kilku latach małżeństwa wziął rozwód i strasznie "wyportkowała" go jego była już żona, chociaż sama nie wniosła praktycznie nic do tego małżeństwa. Ciekawa tylko jestem jak on zniesie to, że bedziemy mieli rozdzielność majątkową..co jeśli się nie zgodzi?? aż boje sie pomysleć, ze mógłby mi postawić takie ultimatum. To by chyba źle swiadczyło o jego zamiarach. Dzisiaj też się wykręciłam od spotkania, boje się całej tej rozmowy i tego jak on zareaguje na to co mam mu do powiedzenia.
prosic tate zeby porozmawial z twoim przyszlym mezem?
mysle ze lepiej nie, jestescie doroslymi ludzmi, musisz sama za siebie zalatwiac swoje sprawy
to jest sprawa miedzy wami, a to ze ctwoj ojciec bedzie o wszytsmim wiedzial moze go tylko obrazic, ja bym sie wkurzyla gdyby moj przyszly maz nie umialby ze mna rozmawiac i "zlecal" to komus innemu.
przede wszytskim nie bierz slubu, wiem co mowie, Boze tobie to teraz tragedia a nie zdajesz sobie sprawy jaka bedzie tragednia jak przyjdzie do rozwodu, do szarpania sie majatkiem, do szarpania sie wyzutami itd
nie rob sobie tego kochana wiem co mowie!
daj sobie i waszemu zwiazkowi czas, abyscie oboje dojzeli do decyzji o slubie, dziecko to nie powodu aby brac slub, rozejzyj sie w kolo ile malznestw ktore zwiazalo sie z takiego powodu jest po rozwodzie lub sa nieszczesliwi?
lepiej teraz przelknac odwolanie slubu i pytania rodziny "dlaczego?" niz potem chowac oczy gdy bedzie sie rozowdka!
pamietaj ze dziecko moze byc rownie szczesliwe gdy nie ma ojca, moze byc rowinie szczesliwe gdy rodzice sa bez slubu.
59 2011-06-22 08:42:37 Ostatnio edytowany przez Kaja83 (2011-06-22 08:45:02)
Właśnie ostatnio nad tym się poważnie zastanawiam. Poproszę mojego tatę, żeby o tym z nim porozmawiał. .... Dzisiaj też się wykręciłam od spotkania, boje się całej tej rozmowy i tego jak on zareaguje na to co mam mu do powiedzenia.
to że Twój narzeczony zachowuje sie nieodpowiedzialnie, nie oznacza, że Ty też musisz powielać jego zachowanie, nie migaj się na Boga od spotkania , masz za niego wyjść za mąż...
i nie proś taty, aby z nim rozmawiał .. skąd w ogóle Ci to do głowy przyszło... wyglądasz w swoich postach na taką przedsiebiorczą i zaradną a teraz za plecami ojca chcesz sie chować...
dziewczyno bierz go na rozmowę i kawa na ławę, jesli chcesz wychodzić za mąż za niego, ja będąc w Twojej sytuacji odwołałabym slub, mówiąc całą prawdę narzeczonemu i dała mu tym samym szansę na to aby dorósł , chyba że wierzysz w bzdury typu, że po ślubie jakoś to będzie.. i będzie dobrze i inne tego typu brednie
widzę że większość z was uważa tego faceta za dupka a ja nie i już wam mówię dlaczego. nie napisałaś autorko albo ja przegapiłam ile on zarabia a to ważne bo wiesz skoro ktoś pochodzi z biednej rodziny to uważa jak wydaje pieniądze i np zamiast tapet za 60 zł woli tapety za 30 zł zamiast wózka za 2000 kupiłby tańszy a ty nie liczysz się z żadnym groszem bo tak zostałaś wychowana to co on ci ma powiedzieć że was nie stać że nie ma tyle że mu szkoda bo mozna kupić coś tańszego? a ty byś wtedy wybuchła że nie kubisz bubla żadnego. wiesz co postaw się w jego sytuacji on penie chciał pracować zapewnić byt jakikolwiek byle by się poczuć odpowiedzialnym i żyć razem nawet nie wiem za 1500 zł ale razem i walczyć z problemami a tu co dostał??? dom na który nie ma wpływu, mieszkanie z teściami, on nie ma nic do powiedzenia nie dajesz mu jemu jest głupio że ty jesteś tak rozpieszczona i nie może ci dać tego czego chcesz. pięknych tapet, super ubranek dla dziecka pięknych zabawek. zapytałaś go kiedyś co on by chciał kupić, co on by wybrał czy tak bierzesz co najdroższe najpiękniejsze i siup do koszyka a on ma płacić przy kasie. wiesz dla niego może to głupie 60 zł to kupa pieniędzy bo tak został wychowany. a ma coś do powiedzenia przy tym ślubie? czy też nie? jeśli dalej się tak będziesz zachowywać to nawet roku ze sobą nie będziecie. a może by tak spróbować wynająć kawalerke i żyć razem bez rodziców dać mu się wykazać i zobaczysz czy dalej jest takim niby sknerą i nieodpowiedzialnym człowiekiem czy może on po prostu szanuje pieniądze? może daj mu być głową rodziny na swoim co? a nie u twoich rodziców i w ogóle ty z nim nie rozmawiasz tylko tatę wysyłasz no błagam cię to ty się nie umiesz odciąć od skrzydełek bogatych rodziców i marzysz o niani dla dziecka i życiu na wysokim poziomie ok ale do tego trzeba było się związać z kimś o podobnych warunkach materialnych a nie odcinać chłopakowi jaja i narzekać jaki on zły. to ty jesteś rozpuszczona i nie wiesz co to znaczy brak pieniędzy a zwłaszcza kiedy wszyscy dookoła ciebie je mają. daj mu być facetem i idźcie mieszkać na swoje.
Jak pójdziemy mieszkac na swoje to napewno sie nie wyrobi finansowo ze wszystkim. Rusz głową, wynajem mieszkania, opiekunka, opłaty, jedzienie, lekarz jak dzidziuś zachoruje........On jakoś nie chciał mieszkać samodzielnie, chociaż mu to proponowałam, bo tak się skałda że mam swoje mieszkanie.
Dla mnie to pasożyt, jak już wcześniej napisałam ślub to bardzo zły pomysł, pomijając już nawet jego wybryki, to sorry, ale co weźmiesz ślub z facetem, z którym nawet nie potrafisz poważnie porozmawiać o problemie bo się wstydzisz? Jak dla mnie to wielka szopka z tym ślubem i próba bawienia sie w dom. A życie to nie zabawa i ponosi się konsekwencje swoich decyzji. Tak więc nie zdziw się jak za rok się rozwiedziesz i facet zabierze Ci połowę oszczędności i pójdzie w cholere.
A daj Ty sobie spokój z takie chłopem! Kochana, życie sobie zmarnujesz!
Toż to istny pasożyt!
To, że nie chciał z Tobą mieszkać, w Twoim mieszkaniu, powinno dać Ci od razu do myślenia.
Od po prostu chciałby wszystko nie dając nic w zamian.
Widzi, że masz pieniądze, że Twoi rodzice łożą na wszystko, na WASZE życie, więc to wykorzystuje.
I tutaj wcale nie chodzi o to, czy on jest biedny, ze wsi itd. Jego zachowanie to totalny brak wyczucia, zachowuje się conajmniej niesmacznie.
Jak pójdziemy mieszkac na swoje to napewno sie nie wyrobi finansowo ze wszystkim. Rusz głową, wynajem mieszkania, opiekunka, opłaty, jedzienie, lekarz jak dzidziuś zachoruje........On jakoś nie chciał mieszkać samodzielnie, chociaż mu to proponowałam, bo tak się skałda że mam swoje mieszkanie.
Odpowiedziałaś sobie sama na swoje wątpliwości.. Wiesz jak będzie.. decyzja teraz czy chcesz to ciągnąć?
no właśnie dlatego pytałam ile on zarabia czy w ogóle sobie poradzi. a wiesz czasami jest tak że jak się dostaje wszystko na talerzu pod nos no to czego chcieć więcej nigdy się nie ruszy. najdziwniejsze jest to że cokolwiek ci tutaj dziewczyny piszą ty chyba wszystko negujesz i nawet nie potrafisz z nim porozmawiać tylko tatusia wysyłasz a tatuś twój też jemu powiedział że w ciąży jesteś czy sama miałaś odwagę?? nie obraź się ale myślę że nikt ci tu już nic nie doradzi chyba wszystko zostało wyczerpane i wynikło z tego że musicie porozmawiać tylko nie naskakiwać na siebie a porozmawiać!!!! sami bez tatusia!!!! i wtedy podjąć decyzję co do ślubu. czasami lepiej jest jak rodzice mieszkają osobno dziecko ma więcej miłości bo rodzice się mniej kłócą.