Proszę o konstruktywne porady..
Jestem z chłopakiem 3.5 roku. Na początku byłam bardzo zakochana. Był okres, kiedy czułam, że to tylko z nim chcę spędzić resztę mojego życia. jednak początki, mimo mojego zaangażowania, nie były łatwe. Jestem osobą nieufną, którą łatwo zranić. I nie mówię tego, bo tak sobie wymyśliłam, żeby było, tylko niestety wszelkie rany zapadają mi głęboko w serducho i pamięć i ciężko to wyplenić. Chłopak na początku podchodził do mnie na zasadzie-jak jesteś to fajnie, ale jak nie to też bidy nie ma. Wypraszał mnie z domu, bo chciał sobie na piwo iść. Brak czasu dla mnie tłumaczył nauka, przy czym okazywało się, że znikał na całą noc i trzeba było go szukać po izbach wytrzeźwień. Jak jeździliśmy na wakacje, wystarczyła byle kłótnia by znikał na całą noc chlać, zostawiając mnie zupełnie samą.. no.. było tego. Bardzo dużo wylałam łez... Po wielu rozmowach i "odpoczynkach od siebie" zmienił się. zerwał z byłym towarzystwem, nie pije już tak dużo. Boję się jednak, że problem alkoholu może wrócić kiedyś tam, jak nie będzie nam już tak zależało. Poza tym, po tym incydencie z wakacjami jakby... szala się przelała. Momentalnie z rozkochanej otwartej na zranienia dziewczyny zmieniłam sie w chłodnego obserwatora. I mimo, że już jest dobrze, wiem, ze mnie kocha itp.... ja chyba nie umiem już się otworzyć.
Wiem, ze planuje oświadczyny, wiem, że ślub nastąpi w ciągu kilku lat.. ale boję się, że ten mój chłód już pozostanie. boję się, ze nie umiem go juz kochać. boję się też, że jak zakończę związek, okarze się kiedyś, że faktycznie był moja miłościa..
jestem zła na siebie, że nie umiem zapominać. Chciałabym czuć się przy nim wyjątkowo, ufać mu tak w 100000%, mieć pewność, że to miłość, która wszystko przezwycięży... ale tak nie jest. Nie potrafię.
Rodzina ciśnie na ślub, wnuki.. wszyscy podchodzą do nas jak do pary na wieki.. A mnie to wszystko zaczyna coraz bardziej przerażać. Jest fajnie, nie powiem... ma kto mnie przytulić (a ostatnio b.tego potrzebuję-niekończąca się depresja), czasem tęsknię, czasem nawet mam chcicę ;P.. ale nie ma tego czegoś. Przyjaźń jest. Jest szacunek.. ale brak fajerwerków.