Witam, jestem nowa na tym forum.
Mam problem ze sobą i swoim życiem, kompletnie nic mi się nie udaje, zwłaszcza, jeśli chodzi o kontakty towarzyskie. Jednym słowem kompletna porażka. Mam chyba pecha i trafiam na nieodpowiednich ludzi, albo jest ze mną coś nie tak. Ciągle przydarzają mi się jakieś dziwne sytuacje, których nie rozumiem. Np. ostatnimi czasy poznałam w szkole jednego chłopaka, pisaliśmy ze sobą, później się spotkaliśmy. Było bardzo fajnie, wydawało mi się, że mu się podobam, przynajmniej tak odbierałam jego znaki. Tak kombinował, że sprowokował w końcu sytuację, bym znalazła się na jego kolanach. Przytulał się do mnie, było bardzo miło. Na pożegnanie dałam mu całusa w policzek i rozeszliśmy się w dwie strony. I od tej pory się nie odezwał do mnie. Wiem, że tydzień po naszym spotkaniu miał wypadek i operację, pisałam do niego, gdyż się martwiłam - bez odezwu. Raz tylko zamieniliśmy parę zdań, wtedy dowiedziałam się o operacji. Później pisałam do niego, martwiłam się strasznie czy wszystko się udało -cisza. Chciałam go odwiedzić, ale stwierdziłam, że nie będę się narzucać, skoro nie odpisuje. Teraz wiem, że jest już w domu (siedzi na gg) i nadal cisza. Kontakt kompletnie się urwał, nie mam pojęcia dlaczego, bo chyba wszystko było ok i wydawało mi się, że ta znajomość się dobrze zapowiada... Ogólnie z facetami klęska do kwadratu, byłam tylko w 3 oficjalnych związkach (zawsze zostałam zdradzona i porzucona). W "nieoficjalnych związkach", gdy coś się kroiło... wszystko szybko pryskało i często kończyło się nie odzywaniem i kompletnym ignorowaniem mnie.
Z powodu tego typu sytuacji strasznie spadła mi samoocena i mam się za kompletne zero. Staram się ciągle jakoś przełamać, próbować cieszyć się drobnostkami dnia codziennego, ale mam wyjątkowego pecha do ludzi, czuję się bardzo samotna, a jednocześnie coraz bardziej boję się szukać nowych kontaktów. Boję się, że znów będzie to samo albo i gorzej... Próbuję stworzyć swój własny, samotny świat, oglądając filmy, słuchając muzyki, czytając książki... Ale niestety brakuje mi kogoś, do kogo mogłabym się przytulić, z kim mogłabym wyjść na spacer, pogadać o wszystkim bez obaw, że zaraz wszyscy wokół będą wiedzieli o moich problemach... Ale nie mogę znaleźć odpowiednich osób, chyba nikt w tym małym miasteczku mnie nie polubi...
Z "przyjaciółkami" też miałam niezłe numery... Mimo, iż jestem bardzo oddana i mam tendencję do poświęcania się na maxa jednej osobie (pomagam jak mogę i jestem lojalna), to źle na tym kończę. Pierwsza przyjaciółka kiedyś odbiła moją pierwszą, poważną miłość, druga (w sumie podobna sytuacja) - mieszała między mną, a moją drugą miłością, a trzecia zaczęła nadawać na mnie kłamstwa za plecami, bo była zazdrosna o oceny i o to, że ja przystępuję do matury, a jej nauczycielka nie dopuściła...
I tak moje życie ciągle się układa. Tak bardzo chciałabym poznać kogoś uczuciowego, lojalnego, uczciwego, starającego się utrzymać znajomość, a nie rozwalać ją pod byle pretekstem (lub bez powodu). Nie wiem już co mam ze sobą zrobić, żeby ludzie mnie tak nie traktowali. Często mnie wykorzystują, bo wiedzą, że pomogę/doradzę, a potem znikają. Gdzie mam szukać? Straciłam jakiekolwiek nadzieje na to, że kiedyś będę szczęśliwa i znajdę małą paczkę prawdziwych przyjaciół, z którymi będę mogła spędzać czas. Nie potrafię i nie lubię być w centrum uwagi, może w tym tkwi problem, sama nie wiem.
Może jest jakiś sposób na to, by ludzie zaczęli patrzeć na mnie inaczej i brać mnie bardziej na poważnie? Mam dosyć bycia tą drugą, tą zdradzaną, tą do obgadania, tą ignorowaną. Jak mam odbudować swoją samoocenę po tym wszystkim i poczucie pewności siebie, gdy ciągle przytrafiają mi się chore sytuacje i beznadziejnie kończące się znajomości...? Mam nadzieję, że coś mi doradzicie.
Pozdrawiam.