netkobietyWszystkie działy
Nieśmiałość, niska samoocena, kompleksy

19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

35 odpowiedzi10 318 wyświetleńzałożony przez Dorin92, 07.06.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 36 ]

1

Temat: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

Witam, jestem nowa na tym forum.

Mam problem ze sobą i swoim życiem, kompletnie nic mi się nie udaje, zwłaszcza, jeśli chodzi o kontakty towarzyskie. Jednym słowem kompletna porażka. Mam chyba pecha i trafiam na nieodpowiednich ludzi, albo jest ze mną coś nie tak. Ciągle przydarzają mi się jakieś dziwne sytuacje, których nie rozumiem. Np. ostatnimi czasy poznałam w szkole jednego chłopaka, pisaliśmy ze sobą, później się spotkaliśmy. Było bardzo fajnie, wydawało mi się, że mu się podobam, przynajmniej tak odbierałam jego znaki. Tak kombinował, że sprowokował w końcu sytuację, bym znalazła się na jego kolanach. Przytulał się do mnie, było bardzo miło. Na pożegnanie dałam mu całusa w policzek i rozeszliśmy się w dwie strony. I od tej pory się nie odezwał do mnie. Wiem, że tydzień po naszym spotkaniu miał wypadek i operację, pisałam do niego, gdyż się martwiłam - bez odezwu. Raz tylko zamieniliśmy parę zdań, wtedy dowiedziałam się o operacji. Później pisałam do niego, martwiłam się strasznie czy wszystko się udało -cisza. Chciałam go odwiedzić, ale stwierdziłam, że nie będę się narzucać, skoro nie odpisuje. Teraz wiem, że jest już w domu (siedzi na gg) i nadal cisza. Kontakt kompletnie się urwał, nie mam pojęcia dlaczego, bo chyba wszystko było ok i wydawało mi się, że ta znajomość się dobrze zapowiada... Ogólnie z facetami klęska do kwadratu, byłam tylko w 3 oficjalnych związkach (zawsze zostałam zdradzona i porzucona). W "nieoficjalnych związkach", gdy coś się kroiło... wszystko szybko pryskało i często kończyło się nie odzywaniem i kompletnym ignorowaniem mnie.

Z powodu tego typu sytuacji strasznie spadła mi samoocena i mam się za kompletne zero. Staram się ciągle jakoś przełamać, próbować cieszyć się drobnostkami dnia codziennego, ale mam wyjątkowego pecha do ludzi, czuję się bardzo samotna, a jednocześnie coraz bardziej boję się szukać nowych kontaktów. Boję się, że znów będzie to samo albo i gorzej... Próbuję stworzyć swój własny, samotny świat, oglądając filmy, słuchając muzyki, czytając książki... Ale niestety brakuje mi kogoś, do kogo mogłabym się przytulić, z kim mogłabym wyjść na spacer, pogadać o wszystkim bez obaw, że zaraz wszyscy wokół będą wiedzieli o moich problemach... Ale nie mogę znaleźć odpowiednich osób, chyba nikt w tym małym miasteczku mnie nie polubi...

Z "przyjaciółkami" też miałam niezłe numery... Mimo, iż jestem bardzo oddana i mam tendencję do poświęcania się na maxa jednej osobie (pomagam jak mogę i jestem lojalna), to źle na tym kończę. Pierwsza przyjaciółka kiedyś odbiła moją pierwszą, poważną miłość, druga (w sumie podobna sytuacja) - mieszała między mną, a moją drugą miłością, a trzecia zaczęła nadawać na mnie kłamstwa za plecami, bo była zazdrosna o oceny i o to, że ja przystępuję do matury, a jej nauczycielka nie dopuściła...

I tak moje życie ciągle się układa. Tak bardzo chciałabym poznać kogoś uczuciowego, lojalnego, uczciwego, starającego się utrzymać znajomość, a nie rozwalać ją pod byle pretekstem (lub bez powodu). Nie wiem już co mam ze sobą zrobić, żeby ludzie mnie tak nie traktowali. Często mnie wykorzystują, bo wiedzą, że pomogę/doradzę, a potem znikają. Gdzie mam szukać? Straciłam jakiekolwiek nadzieje na to, że kiedyś będę szczęśliwa i znajdę małą paczkę prawdziwych przyjaciół, z którymi będę mogła spędzać czas. Nie potrafię i nie lubię być w centrum uwagi, może w tym tkwi problem, sama nie wiem.

Może jest jakiś sposób na to, by ludzie zaczęli patrzeć na mnie inaczej i brać mnie bardziej na poważnie? Mam dosyć bycia tą drugą, tą zdradzaną, tą do obgadania, tą ignorowaną. Jak mam odbudować swoją samoocenę po tym wszystkim i poczucie pewności siebie, gdy ciągle przytrafiają mi się chore sytuacje i beznadziejnie kończące się znajomości...? Mam nadzieję, że coś mi doradzicie.

Pozdrawiam.

2 Ostatnio edytowany przez panna_m (2011-06-07 02:29:53)

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

A może Twój problem polega na tym, że.. za bardzo się starasz? Już tłumaczę, co mam na myśli smile
Chłopak mógł po prostu poczuć się osaczony; może dla niego były to tylko "miłe chwile", a wystraszył się, że wzięłaś to wszystko zbyt poważnie. Zdystansował Cię. Po drodze jeszcze wypadek i operacja- wtedy nie myśli się o koleżankach i kolegach, tylko skupia się na powrocie do zdrowia. Co do koleżanek.. Izolacja nie jest dobrym sposobem, bo tak nikogo nie poznasz. Ale jak już jakaś sympatyczna dziewczyna się znajdzie to nie "rzucaj" się na nią i nie traktuj jej jak przyjaciółki, przyjaźnie buduje się latami. Dziewczyny, na których się zawiodłaś pewnie wyczuwały Twoje pragnienie bycia akceptowaną i wykorzystały to, nie było to godne pochwały, ale ludzie są różni.
Nic na siłę, samo wszystko przyjdzie, choć czasami trzeba temu pomóc smile Ale nie buduj swojego życia na znajomych, chłopakach, bo to nietrwały fundament.
Jeśli chodzi o poczucie własnej wartości to musisz uwierzyć w siebie, zbudować je "w sobie", a nie opierać na otoczeniu.

3

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

Treść postu niezgodna z regulaminem
Moderatorka-apoteoza

4

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

Witaj. Uważam że pewnie jesteś bardzo wartościową dziewczyną i nigdy o tym nie zapomniaj:) z pewnością nie powinnaś siedzieć w domu bo w taki sposób ciężko kogoś poznać. Kiedyś byłam w podobnej sytuacji więc uważam że powinnaś czasem mówić nie jeśli ktoś Cię o to prosi lub też tak bardzo w to się nie angażować. Jeśli chodzi o chłopaków to może pokaż czasem pazurki i to że nie zawsze musisz być miła. Gdy ja byłam dobra i starałam się w związkach to się rozpadały i też zdarzyło się że byłam zdradzona w tamtym momencie postanowiłam coś zmienić stałam się na pozór pewną siebie dziewczyną która jest trochę wredną - wtedy coś się zmieniło, ludzie zaczęli inaczej do mnie podchodzić a i powodzenie większe mam i nie chodzi mi o to żebyś tak robiła tylko spróbuj nie tylko dawać a brać:) Pozdrawiam

5

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

Hej hej. smile Przeczytałem Twojego posta no i cóż ... hm ... mamy sporo wspólnego. W zasadzie pod wszystkim mógłbym się z grubsza podpisać zmieniając tylko to że jestem starszy, jestem facetem i jakoś nigdy nie miałem okazji z kimś być bliżej, choćby przez moment. A tak to generalnie - bardzo podobne odczucia i niemal identyczna sytuacja życiowa. Ale pomimo tego że pewne rzeczy mnie ominęły, że coś mi się udało inaczej niż sobie założyłem lub nie udało wcale - nadal wierzę w miłość, przyjaźń i w to że znajdę swoją lubą. Kiedyś. Ważne jest to by umieć się cieszyć małymi radościami dnia codziennego. A te ucieczki w filmy ( kocham ), muzykę i książki ... Ech. ;]

Pozdrawiam ciepło i życzę powodzenia. W razie czego jestem otwarty na pomoc bo znam Twoją sytuację prawie pod każdym względem z autopsji. smile

6

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

"Skoro nie możesz być taka jak oni, to możesz udawać"

Miej oczy dookoła głowy, nie ufaj nikomu i bądź egoistką, a wszystko się ułoży smile

7

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.
panna_m napisał/a:

A może Twój problem polega na tym, że.. za bardzo się starasz? Już tłumaczę, co mam na myśli smile
Chłopak mógł po prostu poczuć się osaczony; może dla niego były to tylko "miłe chwile", a wystraszył się, że wzięłaś to wszystko zbyt poważnie. Zdystansował Cię. Po drodze jeszcze wypadek i operacja- wtedy nie myśli się o koleżankach i kolegach, tylko skupia się na powrocie do zdrowia. Co do koleżanek.. Izolacja nie jest dobrym sposobem, bo tak nikogo nie poznasz. Ale jak już jakaś sympatyczna dziewczyna się znajdzie to nie "rzucaj" się na nią i nie traktuj jej jak przyjaciółki, przyjaźnie buduje się latami. Dziewczyny, na których się zawiodłaś pewnie wyczuwały Twoje pragnienie bycia akceptowaną i wykorzystały to, nie było to godne pochwały, ale ludzie są różni.
Nic na siłę, samo wszystko przyjdzie, choć czasami trzeba temu pomóc smile Ale nie buduj swojego życia na znajomych, chłopakach, bo to nietrwały fundament.
Jeśli chodzi o poczucie własnej wartości to musisz uwierzyć w siebie, zbudować je "w sobie", a nie opierać na otoczeniu.

Sądzę, że możesz mieć rację. Może po prostu faktycznie za bardzo się staram i moja samotność i niepowodzenia zaczęły sprawiać, że jak już kogoś poznam, to próbuję go osaczać i w jakiś sposób usidlić. Sama nie wiem, może faktycznie wychodzi to jakoś sztucznie, nienaturalnie. Może swoim zachowaniem sprawiłam, że "przykleiłam sobie plakietkę na czole z napisem TA DO WYKORZYSTANIA". Nie wiem, może ludzie wyczuwają, że pomogę, doradzę i skorzystają na mnie, a później mogą mnie "zostawić" i odizolować się, jak już dostaną to, co chcieli.

Nie chcę siedzieć sama w domu i staram się tego nie robić. Nie raz wychodziłam na długie, samotne spacery z nadzieją, że może spotkam kogoś znajomego, albo ktoś obcy tak po prostu do mnie zagada, bo będzie jakaś okazja. Niestety bez skutku. sad Nie wiem, może w jakichś konkretnych miejscach powinnam szukać znajomości?

A, i jeszcze zapomniałam wspomnieć o jednym... Np. gdy idę ulicą (oczywiście słuchawki na uszach żeby zabić rzeczywistość to podstawa) zdarzało się, że jakiś chłopak patrzył mi prosto w oczy, czasem wydawało mi się nawet, że lekko się uśmiecha bądź zbiera się do tego, ale ja nie potrafię utrzymać kontaktu wzrokowego, od razu odskakuję wzrokiem gdzieś w bok. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, czuję się wtedy gorzej, niż gdybym została przyłapana na chodzeniu nago po ulicy. o.O Nie wiem, może to też utrudnia mi życie? Jak powinnam się przełamać, mogę jakoś to "poćwiczyć"? Ciągle mam wrażenie, że gdy facet spojrzy mi w oczy, to się w duchu ze mnie śmieje, bądź myśli "o matko, co to ma być"... Dlatego uciekam wzrokiem, żeby nie zauważył, że patrzę, właściwie nie wiem dlaczego. Może w obawie, że mnie wyśmieje, że sobie pomyśli "gdzie patrzysz dziewczyno, za wysokie progi"? Nie mówiąc już nawet, gdybym to ja miała spróbować i uśmiechać się do wypatrzonego wcześniej chłopaka np. w pizzerii. Próbowałam - nie dam rady, po prostu nie potrafię, z pewnością ma to związek z moją niską samooceną, która właściwie leży i kwiczy... Nie wiem już jak się przełamać. Może konkretnie w tej kwestii coś poradzicie? Ponoć mowa ciała mówi wiele o człowieku, może właśnie tym skrępowaniem dużo tracę i nie umiem nad tym zapanować...

8

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

Czy ktoś jeszcze mi coś doradzi w związku z mym powyższym postem? Bardzo proszę o pomoc. sad

9

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.
Dorin92 napisał/a:

Czy ktoś jeszcze mi coś doradzi w związku z mym powyższym postem? Bardzo proszę o pomoc. sad

Jasne. smile

Sam jestem ( byłem?) w dość podobnej sytuacji i powoli aczkolwiek sukcesywnie zamierzam wyjść z miejsca w którym się znajduję i osiągnąć to czego tak bardzo pragnę. Mam na to swoisty plan który na razie układam sobie w głowie ale zamierzam go przelać na papier, udoskonalić a może i nawet tu opublikować o ile będzie to warte przeczytania przez kogoś innego poza mną ...

Po pierwsze - trzeba zaakceptować siebie takim jakim się jest. Tak jeżeli chodzi o wygląd, charakter jak i całokształt. Po drugie - uwierz w swoje zalety, używaj ich, emanuj nimi, zarażaj. smile Znaj swoje wady, nie staraj się ich nie wiadomo jak skrywać ale nie epatuj nimi pokazując "jaka ja jestem słaba, chora, zmęczona, beznadziejna, nudna, nieatrakcyjna" i tak dalej i tak dalej. W miarę możliwości staraj pokazywać się z tej dobrej strony, z wad czyń swoje zalety. wink

Po trzecie - staraj się poznawać nowych ludzi, rozmawiaj o czymkolwiek, przebywaj z nimi. Dla mnie również jest to męka gdy mam kogoś "obcego" zaczepić ale prawie zawsze można znaleźć jakiś pretekst do rozmowy. Rozmawiając z ludźmi, tak znanymi wcześniej jak i z nowymi zdobywamy śmiałość, otwieramy się, powoli małymi kroczkami budujemy wewnętrzną pewność siebie. smile

Samemu muszę część z powyższych rad wdrożyć w życie, nie jest mi łatwo ale mam duże chęci i jeszcze większą wiarę w to że trzeba chociaż próbować. smile

10

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

21 zmarnowanych lat i brak, brak nadziei na odmianę - u mnie też tak się rysuje sytuacja. Tez miałam bliską ( tak mi wydawało) przyjaciółkę w podstawówce i gim, ale kiedy poszłysmy do innych liceów kontakt się urwał, choć teraz wiem, że ona kolegowała się ze mną wyłącznie dlatego że dawałam jej prace domowe i odwalałam zawsze najgorszą robotę..i od tego momentu wszystko zaczelo się sypać. Nie potrafię zbudować normalnych relacji z kimkolwiek. Każdego, kto ze mna rozmawia, traktuję w kategoriach" zagadał, bo na pewno czegos ode mnie potrzebuje, a w rzeczywistości mnie nienawidzi". Do tego dochodzi kompletny brak samooceny. Kiedy byłam w gim rówieśnicy często naśmiewali sie z moich włosów, ( fakt, były dość puszyste i krecone, ale teraz już powoli sobie z tym radzę), czasem i wyglądu, teraz nad sobą pracuję. Jednak kiedy rozmiawiam z nowo spotkana osobą, myśle ze ona zwraca uwage tylko na wygląd zwenęrzny, czesto jest tak, ze skupiam się tylko na tym by w czasie rozmowy zachować "ładny wyraz twarzy". Do tego wszystkiego dochodza jeszcze kłopoty z matką, która uważa mnie za starą pannę i dziwaczkę.. to wszystko tak  w telegraficznym skrócie. Coraz bardziej siebie nienawidzę, swojej osobowości, wyglądu. Nie potrafię znaleźć choćby jednej pozytywnej cechy czy to chociażby w charakterze, czy wyglądzie.21 lat - zmarnowanych lat..Nie widzę światełka w tunelu. Ciemność i pustka, i jeszcze przede mną 3 m-sce wakacji, kompletnej beznadziei i ciągłego gapienia się w okno ( kiedyś gapiłam sie w tel, a nuż ktoś sobie o mnie przypomni  i napisze sms-a..teraz przestałam..odzywają się, owszem, jak potrzebują notatek albo jakis kserówek na studia)..ten tunel jest długi, prosty i ciemny, chyba juz nigdy nie przedrze się tam nawet najmniejszy promyk słońca.

11

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.
plain_girl napisał/a:

21 zmarnowanych lat i brak, brak nadziei na odmianę - u mnie też tak się rysuje sytuacja..

Droga plain girl, wiedz że nie tylko Ty masz takie problemy ale ... wiedz też że nie ma takich problemów których nie da się rozwiązać. smile Nie od razu, nie "już zaraz" ale da się - serio. Trzeba tylko nieco chcieć. Nie wyglądasz na głupią dziewczynę - wręcz przeciwnie - proszę, poszukaj w sobie zalet, każdy jakieś ma, Ty również. Od tego zacznij poprawę swojego życia. Wygląd? Nie przejmuj się nim bo nie ma czym, jeżeli ktoś chciałby być z Tobą tylko z powodu Twojej urody to znaczy tylko i wyłącznie tyle że nie warto na takiego tracić czasu. Miłość to nie tylko fizyczność. Puszyste i kręcone włosy? Kocham taką fryzurę - ja i dziesiątki, setki innych facetów a pewnie większość lampucer które Ci dokuczały tak Ci cisnęły z zazdrości że one nie mają takiej fantazyjnej i pięknej fryzury. Ja Cię nie znam a już widzę że głupia nie jesteś, ładnie się wysławiasz no i te włosy. wink Wady ma każdy z nas, ja, Ty ... każdy. Ale zalety z pewnością górują - znajdź je a powoli sobie wszystko ułożysz. Długie wakacje? Przerwa od studiów tak? Głowa do góry - może wciągnij się w naszą społeczność, jest tu sporo fajnych osób, dość łatwo się tutaj zżyć, niektórzy poznani tutaj już planują spotkania, tak we dwoje jak i grupowe. smile

12

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

No i beznadziei ciąg dalszy. Chyba nie jestem w stanie nic zmienić w swoim życiu, choćbym nie wiem jak się starała i tak nic z tego nie wychodzi. ;/

Straciłam koleżankę, z którą wcześniej najprędzej miałam jeszcze okazję gdzieś wyjść, pogadać, czy chociaż popisać sms'y. Okazało się, że właściwie NIC nas nie łączy, nic... Zero wspólnych zainteresowań, pasji, inny gust co do wszystkiego i (przede wszystkim) zupełnie inny sposób patrzenia na świat.
Wiele myślałam ostatnio nad tym wszystkim i doszłam do wniosku, że nasze rozmowy (coraz rzadsze) ograniczają się do tego, że ona narzeka na swoją byłą przyjaciółkę jaka to ona jest zła, co to nie robi, a dalej utrzymuje z nią kontakt i nie potrafi tego przerwać. I walczą ze sobą, a za chwilę piszą sobie na gg. Wplątała się też w chorą sytuację ze swoim przyjacielem, z którym przespała się kilkukrotnie i teraz na niego z jednej strony nadaje, a za chwilę i tak do niego leci. A ja ciągle muszę słuchać tych opowieści, aż robi mi się niedobrze od tego, jak ona czasem postępuje. Chyba całkowicie przestała się szanować... ;/ Mam wrażenie, że nie ma już żadnych wartości, ale nie będę się tu wdawać w szczegóły. Już sporo czasu nie pisałyśmy ze sobą (a tym bardziej się nie spotkałyśmy), ale widzę po jej opisach na gg, że dalej w to wszystko brnie i sama sobie życie komplikuje.
Sama już nie wiem co z tym robić, brak mi słów. Mam walczyć o tę znajomość, jeśli od dłuższego czasu praktycznie każde jej zachowanie mnie denerwuje i nie ma innych tematów między nami prócz tych powyższych...? Strasznie dziwna sytuacja, w pełni nie da się tego opisać na forum.


Z kolei druga koleżanka, z którą od czasu do czasu miałam jakiś kontakt, też praktycznie odpadła... Jest pochłonięta studiami, pracą, a swój wolny czas poświęca praktycznie tylko dla swojego faceta... Zorganizować z nią spotkanie choćby raz w miesiącu jest bardzo trudne, bo niestety nigdy nie ma czasu.

I w ten sposób pozostaje mi już tylko siedzieć w pokoju i na przemian: siedzieć przy komputerze, oglądać tv, czytać książkę, leżeć, spać.
I tak moje życia chyba będzie już wyglądało (za przeproszeniem) do usranej śmierci.
Już naprawdę nie mam siły...! ;(

13

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

Jesteś bardzo młoda, zapewne bardzo wartościowa, mądra, piękna - o tym nigdy nie zapominaj.
Pójdziesz na studia, znajdzie się mężczyzna, który pokocha Cię bez granic. Nie staraj się tak bardzo. Ja  również byłam oddana przyjaciółce, a ta starała się zniszczyć mój związek. One nie znają wartości prawdziwej przyjaźni.
Nie zamartwiaj się.
Nie zamykaj się na świat. To niepotrzebne. Żyj chwilą. Ciesz się życiem, chwilą, drobnostkami!

" Nie myśl o szczęściu. Nie przyjdzie - nie zrobi zawodu; przyjdzie - zrobi niespodziankę."

14

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.
As27 napisał/a:

Pójdziesz na studia, znajdzie się mężczyzna, który pokocha Cię bez granic. Nie staraj się tak bardzo.

Właśnie, że raczej nie pójdę sad Tutaj też zawaliłam przez brak pewności siebie, bo chciałam iść na studia dzienne, ale... z góry założyłam, że i tak na pewno się nie dostanę i odpuściłam. Były momenty, gdzie się zastanawiałam, ale stres i kompleksy wygrały. sad Teraz wiele osób cieszy się, że dostało się na UJ czy UEK, a ja jedno wielkie nic...

As27 napisał/a:

Żyj chwilą. Ciesz się życiem, chwilą, drobnostkami!

A jeśli nie ma nawet tych drobnostek żeby się nimi cieszyć...? Wiem, jak to może wyglądać, ale rzecz w tym, że naprawdę ich nie ma... Kolejny tydzień wygląda tak samo: komputer, tv, spanie. I nie mam z kim wyjść. Nawet wchodząc na gadu nie mam za bardzo z kim pogadać - miałam wcześniej kilka kontaktów tylko internetowych, z którymi dużo pisałam, ale teraz nawet to się posypało. Każdy żyje swoim życiem, a dla mnie w niczyim życiorysie po prostu nie ma miejsca. sad I jak mam wychodzić do ludzi, chodząc godzinami sama po mieście? To jeszcze bardziej dobijające, gdy widzę paczki przyjaciół, czy zakochanych, a ja jedna chodzę sama... Nie liczę na cud, że nagle wpadnę na jakiegoś faceta na ulicy, popatrzymy sobie w oczy i okaże się księciem z bajki. Ja już nawet nie muszę mieć faceta, choć od bardzo dawna jestem cholernie samotna, chciałabym po prostu mieć jakąś dobrą koleżankę z którą mogę iść na spacer, na pizze, czy zrobić sobie małą wycieczkę, kogoś, z kim mogłabym pogadać o wszystkim i o niczym, a nie kogoś kto zjawia się wtedy gdy mnie potrzebuje, a potem znika... Kompletny brak nadziei... sad

15

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

Studia to podstawa! ;-)
Tam zaczyna się życie. Kompleksy na studiach? Co to, to nie! Tam są ludzie, którzy kochają wszystkich, którzy szanują, bawią się. Może tędy droga?
A studia zaoczne? I może jakaś szansa na pracę? W pracy na pewno znajdziesz kogoś fajnego :-)

To może pojedź gdzieś na wakacje? Do ciotki, kuzyna, babci?
Za bardzo się boisz, moja droga, a to Cię paraliżuje. Spróbuj się z kimś umówić, z jakąś koleżanką, cokolwiek. Nie staraj się tak, bądź sobą  - zwyczajną, normalną dziewczyną, a wszystko się zmieni, nawet nie będziesz wiedziała kiedy :-)

16

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.
panna_m napisał/a:

A może Twój problem polega na tym, że.. za bardzo się starasz? Już tłumaczę, co mam na myśli smile
Chłopak mógł po prostu poczuć się osaczony; może dla niego były to tylko "miłe chwile", a wystraszył się, że wzięłaś to wszystko zbyt poważnie. Zdystansował Cię. Po drodze jeszcze wypadek i operacja- wtedy nie myśli się o koleżankach i kolegach, tylko skupia się na powrocie do zdrowia. Co do koleżanek.. Izolacja nie jest dobrym sposobem, bo tak nikogo nie poznasz. Ale jak już jakaś sympatyczna dziewczyna się znajdzie to nie "rzucaj" się na nią i nie traktuj jej jak przyjaciółki, przyjaźnie buduje się latami. Dziewczyny, na których się zawiodłaś pewnie wyczuwały Twoje pragnienie bycia akceptowaną i wykorzystały to, nie było to godne pochwały, ale ludzie są różni.
Nic na siłę, samo wszystko przyjdzie, choć czasami trzeba temu pomóc smile Ale nie buduj swojego życia na znajomych, chłopakach, bo to nietrwały fundament.
Jeśli chodzi o poczucie własnej wartości to musisz uwierzyć w siebie, zbudować je "w sobie", a nie opierać na otoczeniu.

I tutaj musze sie zgodzic z autorka postu,chyba za bardzo szukasz przyjaźni na siłe i zwiazku.Chłopak przyjechał do Ciebie pierwszy raz a Ty odrazu na kolana i wyobrażałaś sobie związek.Poczekaj,chwileczkę jeszcze wszystko przed Toba tylko musisz dać sobie szanse.Na koleżanki też nie mozesz tak naciskac i przyjaźnić sie z nimi na siłe podczas gdy one może tego nie chcą.Co do tego chłopaka to ja też bym nie pisała do nikogo po operacji to chyba nie czas na smsy,chyba ze byłabym z Ta osoba w związku.Kobieta nie powinna tak okazywac meżczyźnie tego ze jej bardzo zależy.Widocznie sie wystraszył i uciekł.Powodzenia!

17

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

Witam,
moje zdanie na temat osób, które mówią, że ciągle ktoś ich wykorzystywał albo nie mają przyjaciół jest takie, że może to w was leży przyczyna, bo np. jesteście za mięccy, nie umiecie się postawić, nie macie haryzmy i charakteru albo faktycznie trafiacie na nieodpowiednich ludzi. Tylko jednego nie potafię zrozumieć jak to możliwe, że nie umiecie ocenić czy osobą z którą się chcecie kolegować, przyjaźnić czy kochać jest tego warta? Naprawde chcecie wmówić, że wszystcy z którymi się zadawaliście są kłamcami, udawaczami i perfidnie udawali przyjaźń czy miłość??? Troche nie chce mi się w to wierzyć. Moja rada jest taka: wyjść z domu, nie bac się ludzi, nie rzucać się jednak jak to już ktoś na pisał na każdą koleżankę czy kolegę jakby był całym światem. Ludzie tego nie lubią, znajomości buduje się powoli nie mówiąc już o przyjaźni czy miłości.
I na litość boską laski to, że facet chce coś z wami robić nie oznacza miłości po grób. Zazwyczaj tylko i wyłącznie przelotny romans albo co gorsze chłopak chce dziewczynę dotykac i całować to normalne ale jak każdemu na to będziesz pozwalać no to nie licz na miłość. Bo prawdziwe zakochanie czy zauroczenie nie polega na wsadzanie komuś rąk pod spódniczkę na pierwszym spotkaniu. no ludzie!!!

18

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.
choinka napisał/a:

Witam,
moje zdanie na temat osób, które mówią, że ciągle ktoś ich wykorzystywał albo nie mają przyjaciół jest takie, że może to w was leży przyczyna, bo np. jesteście za mięccy, nie umiecie się postawić, nie macie haryzmy i charakteru albo faktycznie trafiacie na nieodpowiednich ludzi.

Mój były mąż miał takie nastawienie i faktycznie nie miał żadnych przyjaciół. A to dlatego, że po pierwsze tak jak założycielka wątku od razu rzucał się w każdą znajomość jakby to była wieloletnia przyjaźń czy miłość, a po drugie wyszukiwał sobie w postępowaniu tych osób rzeczy, które według niego świadczyły, że go utrzymują z nim kontakty, bo czegoś od niego chcą i kończył znajomość.
Trzeba wypośrodkować, nie mówić wszystkiego od razu osobie dopiero co poznanej, nie oczekiwać od niej takich rzeczy jak od przyjaciela ale też nie nastawiać się że wszyscy chcą wykorzystać, oszukać, obgadują za plecami itd. Dużo zależy od samooceny, jak ktoś samego siebie uważa za niewiele wartego, to zaczyna myśleć, że ludzie go nie lubią czy kochają, tylko utrzymują z nim kontakty dla jakichś korzyści.
No i ostatnie, nie oczekiwać od ludzi, że będą idealni.

19

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.
As27 napisał/a:

Studia to podstawa! ;-)
Tam zaczyna się życie. Kompleksy na studiach? Co to, to nie! Tam są ludzie, którzy kochają wszystkich, którzy szanują, bawią się. Może tędy droga?

Większej bzdury w życiu nie czytałam. Ludzie, którzy kochają wszystkich? Tak, ale tylko wszystkich na swoim poziomie, swojego p[okroju. Nie imprezujesz, nie bywasz w popularnych klubach-nie istniejesz. Nie możesz się pochwalić ciekawą opowieścią z imprezy w akademiku - nikt cię nie zauważy w towarzystwie. Na studiach widać to szczególnie. Liczą się tylko ci którzy imprezują.
Ja znalazłam swoją "niszę". mam grupkę znajomych imprezujących, że tak powiem umiarkowanie. Naszym jedynym tematem rozmów nie jest ostatnia impreza. Jest mi z tym dobrze.

20

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.
Małgorzatka napisał/a:
As27 napisał/a:

Studia to podstawa! ;-)
Tam zaczyna się życie. Kompleksy na studiach? Co to, to nie! Tam są ludzie, którzy kochają wszystkich, którzy szanują, bawią się. Może tędy droga?

Większej bzdury w życiu nie czytałam. Ludzie, którzy kochają wszystkich? Tak, ale tylko wszystkich na swoim poziomie, swojego p[okroju. Nie imprezujesz, nie bywasz w popularnych klubach-nie istniejesz. Nie możesz się pochwalić ciekawą opowieścią z imprezy w akademiku - nikt cię nie zauważy w towarzystwie. Na studiach widać to szczególnie. Liczą się tylko ci którzy imprezują.
Ja znalazłam swoją "niszę". mam grupkę znajomych imprezujących, że tak powiem umiarkowanie. Naszym jedynym tematem rozmów nie jest ostatnia impreza. Jest mi z tym dobrze.

Kto to wymyślił ze na studiach wszyscy sie kochaja?ha,jak nie trafisz na grupe ludzi z swoimi pogladami,którzy np.tak jak Ty nie chodza na imprezy i nie pija a wrecz odwrotnie to masz jednym słowem nie ciekawie.A to że nie ma tam żadnych problemów i zwartwien to juz taka glupota ze naprawde szkoda pisać.Chyba ze cały czas chodzisz pijany to juz co innego wtedy to juz o niczym nie myslisz.

21

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.
Dorin92 napisał/a:

Ogólnie z facetami klęska do kwadratu, byłam tylko w 3 oficjalnych związkach (...). W "nieoficjalnych związkach"...

Jeżeli to jest klęska do kwadratu to czym jest sytuacja osoby o niku maciekanonim który jest o rok starczy i nigdy nie miał dziewczyny, nigdy się nie całował.

Dorin92 napisał/a:

Ponoć mowa ciała mówi wiele o człowieku, może właśnie tym skrępowaniem dużo tracę i nie umiem nad tym zapanować.

Jak te skrępowanie objawia się uciekaniem no to niedobrze.
Ja się tam nie znam, ale takie skrępowanie polegające na zarumienieniu się, wydaje mi się urocze i pociągające.

Mówię: nie znam się, specjalnie moją opinią w tym temacie nie ma co się sugerować, mam małe doświadczenie, a te które mam jest nietypowe, ale dziewczyna która przy mnie się zawstydza to cudo. Jak jeszcze widzę że chce tylko walczy z nieśmiałością to już kompletnie. Nie ma nic lepszego.

Mi się wydaje że Dorin92 powinno samo od siebie bez starania w końcu się wszystko ułożyć. Raz na wozie raz pod wozem, chyba akurat jest w gorszym momencie i tyle.

22

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

Witam,mogę się do was przyłączyć????Bardzo chętnie porozmawiam na różne tematy...

Pozdrawiam Was Serdecznie:)

23

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

Zapraszamy:)

24

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.
choinka napisał/a:

I na litość boską laski to, że facet chce coś z wami robić nie oznacza miłości po grób. Zazwyczaj tylko i wyłącznie przelotny romans albo co gorsze chłopak chce dziewczynę dotykac i całować to normalne ale jak każdemu na to będziesz pozwalać no to nie licz na miłość. Bo prawdziwe zakochanie czy zauroczenie nie polega na wsadzanie komuś rąk pod spódniczkę na pierwszym spotkaniu. no ludzie!!!

Tak, wiem. Tylko gdzie ja napisałam, że sobie pozwalam na wszystko na pierwszej randce? Jakie wkładanie rąk pod spódnicę, jakie całowanie? To, co napisałaś jest bardzo obraźliwe i sprowadzasz mnie do jakiejś *****. Nie mam nic wspólnego z Twoim wyobrażeniem. Zresztą w ogóle lepiej pozostawić to bez komentarza...

Małgorzatka napisał/a:

Ja znalazłam swoją "niszę". mam grupkę znajomych imprezujących, że tak powiem umiarkowanie. Naszym jedynym tematem rozmów nie jest ostatnia impreza. Jest mi z tym dobrze.

Zazdroszczę. Też chciałabym znaleźć taką grupę, ale jakoś nie udaje mi się tego osiągnąć.
W ogóle często byłam wyśmiewana przez ludzi, że nie potrafię pójść na imprezę w mini i dużym dekolcie i tak po prostu się upić, przetańczyć całą noc. Albo z tego, że nigdy nie paliłam zioła i nie brałam się za tego typu rzeczy. Mnie to wszystko po prostu nie pociąga, kompletnie nie mój styl. Mogę iść na symboliczne piwo do niedużego baru/pizzerri żeby posiedzieć, pożartować, poplotkować przy stole, ale to wszystko. Wielkie dyskoteki z chlaniem nie są dla mnie i nie sądzę, by kiedykolwiek to się zmieniło.
Swego czasu gdy jeszcze miałam jakichś luźnych znajomych i wychodziłam z domu, to tak naprawdę i tak nie miałam z nimi o czym gadać. Tematy zawsze były te same:
a) kto był na jakiej imprezie, ile wypił, jakie były akcje, gdzie się kto wywalił (i gdzie ma teraz siniaki) i kto najmniej ze wszystkiego pamiętał.
b) kiedy i gdzie jest następna impreza na którą idą --> ile będzie na niej wódki, kto będzie, co się będzie działo, itd.
Gdy próbowałam zmienić temat na inny, np. o jakimś fajnym filmie, który leciał w TV, czy coś w tym stylu, to raczej nic z tego nie wychodziło (bądź szybko się kończyło) i znów wkraczał jakże sprawdzony temat chlania...

W ogóle wydaje mi się, że ja mam jakieś skrzywienie i nie jestem do końca normalna... Coś chyba jest ze mną nie tak, skoro nic mi się nie układa i nawet nie mam z kim wyjść na spacer (co najmniej z miesiąc nie przekroczyłam progu domu, bo nie ma gdzie iść, ani z kim, a samemu ciągle chodzić w kółko jest jeszcze bardziej dobijające, gdy wokół widzi się szczęśliwe paczki przyjaciół, czy pary). Oczywiście można mówić, że jak nie wychodzę to źle, ale od jakiegoś czasu straciłam chęć kręcenia się w kółko w samotności, bo tego typu wychodzenie i tak nic nie zmieni.

Nie jestem zamknięta na ludzi i poszukuję znajomości. Np. rejestrowałam się na różnych forach tematycznych (związanych z muzyką, książkami, siatkówką, itd) w nadziei, że znajdę tam ludzi o podobnych zainteresowaniach, że może trafię na kogoś, kto mieszka w pobliżu mojej małej mieścinki. Niestety nic z tego nigdy nie wychodziło (jak już udało mi się z kimś trochę pogadać to zawsze okazywało się, że mieszka na drugim końcu Polski). Chciałabym znaleźć koleżanki, które mają jakieś zainteresowania prócz imprezowania, z którymi mogłabym fajnie spędzić czas (pojechać na koncert, mecz, zrobić seans domowy) i pogadać na różne ciekawe tematy. Tylko gdzie szukać? Niby jest internet, są telefony, a jednak tak trudno coś zdziałać w praktyce...

Paweł24 napisał/a:

Mi się wydaje że Dorin92 powinno samo od siebie bez starania w końcu się wszystko ułożyć. Raz na wozie raz pod wozem, chyba akurat jest w gorszym momencie i tyle.

Nie sądzę. To trwa odkąd pamiętam i jest tendencja spadkowa (pocieszam się tym, że obecnie chyba gorzej już być nie może), także nie jest to "akurat pod wozem". Obecnie świat zapomniał o moim istnieniu = zero kontaktu z ludźmi. smile W sumie zaczynam się z tym coraz bardziej oswajać. Może kiedyś się odmieni i jakimś cudem ktoś mnie polubi z wzajemnością. Ale raczej wątpię.

25

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

Zaczęłaś mieć zmarnowane życie od chwili urodzenia? Nie miałaś chwil radości? Jakiegoś okresu w życiu w którym byłaś szczęśliwa?

26

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

Solo Lee, przeiecież widzisz że ona przesadza. Ma chwilowy dołek. Parę miesięcy to nic. Za parę lat nie będzie nawet o tym za bardzo pamiętać.

27

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.
Solo Lee napisał/a:

19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

Zaczęłaś mieć zmarnowane życie od chwili urodzenia? Nie miałaś chwil radości? Jakiegoś okresu w życiu w którym byłaś szczęśliwa?

Właściwie można tak powiedzieć, bo byłam niechcianym dzieckiem, owocem wpadki.

Paweł24 napisał/a:

Solo Lee, przeiecież widzisz że ona przesadza. Ma chwilowy dołek. Parę miesięcy to nic. Za parę lat nie będzie nawet o tym za bardzo pamiętać.

Jasne, parę miesięcy, oczywiście wiesz lepiej ode mnie ile czasu to trwa. Gdyby to było przejściowe, to bym nie pisała tego na forum, bo nie mam zwyczaju panikować z każdą głupotą. A że te dziadowskie lata trwają odkąd pamiętam, to w końcu wybuchłam i musiałam wyrzucić to z siebie (nawet najtwardsi czasem pękają). Choć teraz widzę, że było to kompletnie bez sensu i najchętniej usunęłabym swoje konto wraz ze wszystkimi postami. roll

28

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.
Dorin92 napisał/a:

ja przystępuję do matury, a jej nauczycielka nie dopuściła...

Przecież nauczycielka nie może niedopuścić do matury, nie ma nic do gadania

29

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

udaj sie do psychologa, psychoterapia Ci sie przyda. naprawde bedzie lepiej. wierze w Ciebie smile

30

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

Odbieram Twoje zachowanie jak nic innego tylko użalanie sie nad soba..Ludzie maja wieksze problemy..dobrze tutaj niektórzy pisza,tragedia...Na forum powinny byc prawdziwe problemy moim  zdaniem a nie typu"O jej jaka ja jestem nieszczesliwa,napisałam mu sms a on nic nie odpisuje" lub "dzis na mnie spoglądał myślicie ze mnie kocha?"Prosze,litości..

31

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

Paweł a nie słyszałeś o takich niepisanych umowach miedzy nauczycielem a uczniem - ja cię przepuszczam z danego przedmiotu ale ty nie przystępujesz do matury? niektórzy nauczyciele bardzo dbają o swoją reputację i nie chcą dopuścić żeby jakiś uczeń z klasy którą prowadzi nie zdał matury.
Fascynacja może i masz rację bo są  o wiele większe tragedie ale według mnie tragedia to pojęcie względne i dla danego człowieka w danym momencie życia tragedią może być to ze zostawiła go dziewczyna czy to że jest samotny a inny człowiek powie że tragedią dla niego jest to że usechł mu kwiatek na parapecie a to wszystko dlatego że ostatnio nie przydarzyło mu się nic gorszego.
Każdy człowiek jest inny i każdy  mierzy swoja miara problemy z jakimi się spotyka w codziennym życiu.

32

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

Niedopuścić do matury można wystawiając 1. smile Wtedy nie zdajesz i jesteś nie dopuszczony. Przynajmniej tak było gdy ja zdawałam 3 lata temu.

Droga Autorko. Doskonale Cię rozumiem. Tylko , że zgadzam się także z wcześniejszą opinią- użalasz się.
Moja jedna przyjaciółka ta , która rozumiałam bez słów zstawiła mnie i wyzywała d wariatek gdy zachorowałam na anoreksje bo - nie mogłam ułożyć sobie życia z płcia męską i w ogole z ludzmi bo byłam grubsza troszkę. W dodatku nie miałam oparcia w matce, która tylko popychała mnie do takich zachowań. Z dnia na dzień z uzależnienia od jedzenia przestałam jeśc.

Hmm poznałam faceta potem...już wyszłam w miare z choroby. Był moim przyjacielem i facetem. Zdradzał mnie przez cały związek z dziewczyną swojego najlepszego przyjaciela.

Potem poznałam swojego TŻ , a na studiach obecną przyjaciółkę i wiesz co. Sama zaczełam robić te rzeczy które robiono mi. Faceta zdradziłam razy 2 ( raz pocałunek , raz seks) i jedna ze zdrad była z ex facetem przyjaciółki do którego ona zawsze coś czuła poza przyjaźnia.
Zresztą miałam niedawno depresje, bo dla matki moje oceny ( głównie 4 ) to nie to bo mogłabym mieć stypendium, facet nie ten do kościoła nie chodze, odwiedziałam wszystkich lekarzy bo matka mi kazała. A mam lat 21.
Ale wiesz co... moje problemy są niczym w porównaniu z problemami innych ludzi, nie będę się użalać nad sobą. Bo co mi to da? Ty siedząc w pokoju wcale nie polepszysz swojego stanu. Jesteś tchórzem. Bo gdybyś miała na tyle odwagi, poszła byś na jakiś kurs : jezykowy, tańca czy cokolwiek. Poznałabyś ludzi, twoja samooocena by wzrosła. Stań przed lustem mów , że jestem zajebista. Jak anorektyczne i bulimiczce( a to zostaje całe życie) to pomaga tobie tym bardziej,Trzeba tylko czasu. Realizuj się, a nie płaczesz.

33

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.
Dorin92 napisał/a:
Solo Lee napisał/a:

19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

Zaczęłaś mieć zmarnowane życie od chwili urodzenia? Nie miałaś chwil radości? Jakiegoś okresu w życiu w którym byłaś szczęśliwa?

Właściwie można tak powiedzieć, bo byłam niechcianym dzieckiem, owocem wpadki.

Paweł24 napisał/a:

Solo Lee, przeiecież widzisz że ona przesadza. Ma chwilowy dołek. Parę miesięcy to nic. Za parę lat nie będzie nawet o tym za bardzo pamiętać.

Jasne, parę miesięcy, oczywiście wiesz lepiej ode mnie ile czasu to trwa. Gdyby to było przejściowe, to bym nie pisała tego na forum, bo nie mam zwyczaju panikować z każdą głupotą. A że te dziadowskie lata trwają odkąd pamiętam, to w końcu wybuchłam i musiałam wyrzucić to z siebie (nawet najtwardsi czasem pękają). Choć teraz widzę, że było to kompletnie bez sensu i najchętniej usunęłabym swoje konto wraz ze wszystkimi postami. roll

Dokładnie to co napisałaś świadczy , że Solo Lee ma rację;)

34

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.
panna_m napisał/a:

A może Twój problem polega na tym, że.. za bardzo się starasz?

Nic na siłę, samo wszystko przyjdzie, choć czasami trzeba temu pomóc smile

Zgadzam się z panną_m-myślę,że za dużo się starasz.Niektórzy faceci są wystraszeni jeśli kobieta staje się zbyt "nachalna"(ale np dla mnie jest to pozytywny przejaw zainteresowania drugą osobą,jeżeli nie przeradza się to w ciągłe kontrolowanie).Pozdrawiam i życzę powodzenia

35

Odp: 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.
Paweł24 napisał/a:
Dorin92 napisał/a:

ja przystępuję do matury, a jej nauczycielka nie dopuściła...

Przecież nauczycielka nie może niedopuścić do matury, nie ma nic do gadania

A co Ty tu za brednie opowiadasz??Jasne że może nie dopuścić, wystawia jedynkę i nie przystępjuesz do matury! Chodziłeś do szkoły?

Posty [ 36 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » 19 zmarnowanych lat i brak nadziei na odmianę.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026