Sytuacja dość patowa. Niestety też z mojej winy, chociaż pisząc to "z mojej winy" czuję się dziwnie. Poznaliśmy się z moim obecnym partnerem wiele lat temu, potem nasze drogi zbiegły się w dość trudnym dla mnie momencie. Zabiegał, starał się, było ciężko, głównie dlatego, że nie odwzajemniałam tego uczucia, ale w końcu zobaczyłam w nim wartościowego, mądrego i kochanego człowieka. I tak się przykleiłam. Wszystko było ok, ale to co rozwaliło moje wcześniejsze związki zaczyna powoli niszczyć również ten. Jestem osobą niezwykle zazdrosną i nieufną (tak, nauczyło mnie tego doświadczenie), mimo pewnych starań z mojej strony - nie potrafię (nie, że nie chcę, bo chcę i to bardzo) zmienić tego koszmaru. Do tego wszystkiego dochodzi moja dość kłótliwa natura, albo inaczej, dość wybuchowa natura. Przed większością wspólnych wyjść robiłam mojemu facetowi karczemne awantury, raz też przytrafiła mi się kiedy byliśmy u jego znajomych (wszystkie spowodowane zazdrością, albo obawą przed zdradą, albo pojawieniem się innej kobiety w zasięgu). No i cóż teraz mamy? Nie wychodzimy razem, bo w końcu chyba mu się odechciało; ja siedzę w domu i duszę się. chciałabym gdzieś wyjść, ale najpierw zastanawiam się, czy aby on nie będzie chciał wyjść gdzieś ze mną. Widzę, że to jest chore, dziwne, przez to mój facet zanudzi się ze mną na śmierć, znudzę się mu totalnie. Ostatnio rozmawialiśmy na ten temat, właściwie chciałam ten związek zakończyć (po co męczyć siebie i jego), ale łączy nas dalej dość silne uczucie i nawet błahe rzeczy,które robimy razem sprawiają nam nadal przyjemność. Nadal czujemy, że jesteśmy dla siebie ważni. Zupełnie nie wiem co mam robić, w którą stronę pójść, jak móc odbudować to co zepsułam, żeby mój facet chciał spędzić wieczór też w moim towarzystwie? Co zrobić, żeby zacząć żyć własnym życiem?
Podobne tematy
Żeby zacząć żyć swoim życiem, trzeba to swoje życie mieć. Mieć swoje zainteresowania, swoje pasje, swoje koleżanki.
I realizować to swoje życie samej, bez niego. Czyli wyjść samej z domu, bez niego; spotkać się z koleżankami samej, bez niego; wyjść na spacer samej, bez niego.
Bycie w związku nie polega na spędzaniu każdej chwili razem, we dwoje. Sprowadzę to do absurdu, ale czasem pomaga takie przerysowanie.
Jeśli się tak do niego przykleiłaś i nie potrafisz inaczej, to chodź z nim razem do WC, chodź z nim razem do ginekologa, chodź z nim razem do pracy. Jak przyklejenie, to przyklejenie.
Poza tym hasło "chcę, ale nie potrafię", brzmi bardzo ładnie, tylko nieprawdziwie.
Poza tym hasło "chcę, ale nie potrafię", brzmi bardzo ładnie, tylko nieprawdziwie.
Być może, ale nie do końca wiem jak to zmienić. Po prostu olać to?
Co do wychodzenia, pierwszy krok już zrobiony. Zadzwoniłam do koleżanki z którą dość dawno się nie kontaktowałam. Może to zajmie mi trochę głowę. W końcu:)
Teraz ja nie rozumiem. Co chcesz olać?
Dobrze, że pierwszy krok za Tobą, stawiaj następne też samodzielnie.
Teraz ja nie rozumiem. Co chcesz olać?
Dobrze, że pierwszy krok za Tobą, stawiaj następne też samodzielnie.
Wielokropku, chodziło o zazdrość. Chciałabym przestać być zazdrosna, robić sceny. Przez te akcje mój facet nigdzie ze mną nie wychodzi. Albo inaczej, wychodzi, ale tylko jeśli jesteśmy sami. Jeśli są jego znajomi to ja nie mam prawa wstępu. Strasznie mi z tego powodu przykro:(
Jeśli chcesz przestać być zazdrosną, to przestań.
Właśnie na tym polega cały sekret. Masz nic nie robić. Masz przestać myśleć o tym, czy jest on wierny, czy upatrzył już sobie jakąś inną. Takie wymyślanie to nic innego jak samosprawdzająca się przepowiednia. Jeśli ktokolwiek posądzany jest przez długi czas o nieuczciwość, mimo różnych zapewnień, to w końcu myśli sobie: po co mam być uczciwym, kiedy i tak mi się nie wierzy.
A dlaczego podejrzewasz swojego partnera? Jeśli jest on, jak piszesz, mądry, wartościowy, kochany, to czemu jemu nie wierzysz? To, że inni Cię zdradzali nie oznacza, że ten jest również niewiernym.
Jeśli chcesz przestać być zazdrosną, to przestań.
Właśnie na tym polega cały sekret. Masz nic nie robić. Masz przestać myśleć o tym, czy jest on wierny, czy upatrzył już sobie jakąś inną. Takie wymyślanie to nic innego jak samosprawdzająca się przepowiednia. Jeśli ktokolwiek posądzany jest przez długi czas o nieuczciwość, mimo różnych zapewnień, to w końcu myśli sobie: po co mam być uczciwym, kiedy i tak mi się nie wierzy.A dlaczego podejrzewasz swojego partnera? Jeśli jest on, jak piszesz, mądry, wartościowy, kochany, to czemu jemu nie wierzysz? To, że inni Cię zdradzali nie oznacza, że ten jest również niewiernym.
Ha! No właśnie, przestać myśleć. Kiedyś psycholog (dawno temu), mówiła mi, że ja za bardzo analizuję. Właściwie cały dzisiejszy dzień spędzam na myśleniu "co zrobić", żeby sytuację uzdrowić. I znam tę opcję z samosprawdzającą się przepowiednią, niestety.
Co do zdrad. Niestety mam bardzo złe doświadczenia. Właściwie większość moich partnerów to urodzeni zdrajcy. Miałam nadzieje, że ten jest inny, ale tak czy siak nie ufam i nie wierzę, że może taki być. Co prawda zapewnia mnie, że jest na tyle zaaferowany pracą, że nawet nie ma ochoty spojrzeć się na inne, ale skąd moge wiedzieć co robi na tych imprezach ze swoimi znajomymi?
To jest chore. Sama nie wierzę w to co piszę.
8 2011-06-05 21:00:40 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-06-05 21:04:59)
(...)Właściwie cały dzisiejszy dzień spędzam na myśleniu "co zrobić", żeby sytuację uzdrowić. (...)
Co do zdrad. Niestety mam bardzo złe doświadczenia. Właściwie większość moich partnerów to urodzeni zdrajcy. Miałam nadzieje, że ten jest inny, ale tak czy siak nie ufam i nie wierzę, że może taki być. Co prawda zapewnia mnie, że jest na tyle zaaferowany pracą, że nawet nie ma ochoty spojrzeć się na inne, ale skąd moge wiedzieć co robi na tych imprezach ze swoimi znajomymi?
Cały problem w tym, że to co robisz to nie jest "myślenie" tylko "wymyślanie", "wyobrażanie sobie".
I nikt, poza Tobą, nie może z tym nic zrobić. Wszyscy dokoła, wraz z Twym parterem, są bezradni wobec Twego wymyślania, wyobrażania sobie, które z rzeczywistością nie ma nic wspólnego. Wszystko obracasz w swojej głowie. Stąd moja rada "przestań".
Jeszcze jedno.
Jeśli, mimo różnych Twych usiłowań, nie możesz przestać obracać swoją wyobraźnią, to idź do terapeuty. Nie po tzw. poradę, ale na własną terapię. Może wtedy zobaczysz, że stoisz i to całkiem nieźle, na własnych nogach i przestaniesz bać się tworów swojej wyobraźni.
Cały problem w tym, że to co robisz to nie jest "myślenie" tylko "wymyślanie", "wyobrażanie sobie".
I nikt, poza Tobą, nie może z tym nic zrobić. Wszyscy dokoła, wraz z Twym parterem, są bezradni wobec Twego wymyślania, wyobrażania sobie, które z rzeczywistością nie ma nic wspólnego. Wszystko obracasz w swojej głowie. Stąd moja rada "przestań".
Chyba dużo pracy przede mną. Juz samo czytanie tego i pisanie o tym potwornie mnie męczy. Nie wiem czy to brzmi wiarygodnie, czy nie, ale chciałabym kiedyś obudzić się i poczuć, że wszystko jest ok, że nie jestem zazdrosna, że ufam, że jestem w fajnym spokojnym związku. Mam nadzieje, że tak kiedyś będzie.
Polecam Ci wiele ciekawych artykułów o zazdrości, poszukaj w googlach.
Często jest tak, że zazdrość wynika z niskiego poczucia własnej wartości. A jak z nią u Ciebie?
Świadoma swojej wartości kobieta rzadko kiedy jest zazdrosna, a już chyba nigdy bez powodu, bo wie, że facet nie znajdzie sobie 'lepszej', a zresztą po co, skoro ma taką kobietę.
Może to brzmiec infantylnie, ale uwierz mi, że to co piszę jest prawdą.
Cigarette to w sumie bardzo dobre pytanie. Jak u mnie jest z tym poczuciem własnej wartości: Słabo. Nawet bardzo. Zastanawiam się czasami nad moimi plusami, ale jestem na tyle krytycznie do siebie nastawiona, że zauważam o wiele szybciej moje minusy niż plusy. Zastanawiam się czy wysokiej samooceny można się nauczyć, czy to jest wyssane z mlekiem matki? Mój chłopak też mi to wypomina, że jakieś tam moje przeświadczenie o tym, że nikt z jego znajomych mnie nie lubi albo, że on chce mnie zdradzić jest tylko i wyłącznie moim wymysłem. No może, ale ja zawsze starałam się chuchać na zimne.
Wracając do samooceny. Nie wiem z czym to jest związane. Być może pierwszy poważny związek tak na mnie wpłynął: mój starszy o 8 lat chłopak (ja miałam 15 jak się poznaliśmy) nie dość, że bawił się ze mną w "Lessie wróć!" to jeszcze na samym końcu naszego związku, po trzech wspólnych ciężkich latach, zdradził mnie z moją "przyjaciółką". Chyba wtedy wszystko się zaczęło. Ta nieufność, przeświadczenie, że wszyscy faceci to dranie albo kłamcy. Pisze to i kręcę głową. Jak w taką głupotę można wierzyć i jak to się stało, że ona niszczy moje relacje z innymi:(
Widzisz, zazdrośc przeszkdadza Ci w relacjach z innymi, nie pozwól na yo, by zaczeła strerowac Twoim życiem!
Namów swojego faceta na wspólne wyjściem, najpierw we dwoje, a następnie zwiększaj liczbę osób, które Wam towarzyszą (jeśli jest taka możliwośc oczywiście)
Musisz uwierzyć, że jesteś w stanie to zmienić, a wtedy będzie Ci łatwiej. Wszystko zaczyna się w Twojej główce, dlatego gdy tylko nadejdą znowu mysli, że on Cie zdradza, czy cokolwiek podobnego, zajmij się czymś i odpędź je, chociażby liczeniem baranków w głowie ![]()
Myślę, że Twój mężczyzna chciałby móc z Toba wychodzić bez obaw, że zrobisz mu scenę i móc czerpać radośc z tego, że jesteście ze znajomymi i świetnie się bawicie.. Zastanów się nad tym..
Wysokiej samooceny można się nauczyć ![]()
Jesteś zbyt krytycznie nastawiona do siebie, wiesz?
Podam tutaj fragmenty z artykuł, który pomaga walczyć z zazdrością, jesteś w stanie ją pokonac. Zamkknij za soba przeszłość, bo tracisz radość z teraźniejszości.
''Zazdrość często wynika z tego, że ukochana osoba nie ma dla nas czasu, bo robi coś innego, najczęściej pracuje. Wtedy często przebywa z innymi ludźmi, uważamy, że to nie my jesteśmy dla niej najważniejsi, czujemy się zepchnięci na dalszy plan. Nie ma na to rady - świat tak funkcjonuje, że czasem trzeba zająć się innym niż ukochaną połówką i tak musi być. Pozostaje tylko samemu wziąć się do roboty - skupienie się na czymś innym przynosi fantastyczne skutki i zdecydowanie uzdrawia sytuację!''
Poza tym polecam lekturę tego artykułu.
http://www.mamazone.pl/artykuly/mamy-siebie/psychologia/partner/2009/w-pulapce-zazdrosci.aspx
No właśnie już jesteśmy wstępnie umówieni na kino i piwo:) Jak zaczniemy od takich prostych rzeczy, to może potem będzie już tylko łatwiej.
Ten cytat, który wrzuciłaś to jakby o mnie zupełnie: też czuję się dziewczyną drugiej kategorii. Teraz do Polski przyjechał w odwiedziny kumpel zza granicy mojego faceta, można powiedzieć, że znają się jeszcze z piaskownicy.
Poszłam w odstawkę.
Z jednej strony - rozumiem to, jego przyjaciel, długo się nie widzieli, ale moja partycypacja w jakimkolwiek spotkaniu nie jest mile widziana i jest to bardzo, bardzo przykre. No, ale...tak jak pisałam wcześniej odezwałam się w końcu do moich starych, zaniedbanych znajomych, odnowiłam stare przyjaźnie (co nie było łatwe) i mam w planach Zumbę, żeby się chociaż wyszaleć i zająć głowę czymś innym:) Zastanawiam się czy uda mi się zmienić. Mam nadzieję, że tak. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dużo pracy przede mną. Do tego też dochodzą inne moje problemy, nie bycia do końca szczęśliwą z samą sobą i z tym jaka jestem, problemy na kolejnych studiach, które zaczęłam zamiast iść do pracy. Jest to bardzo męczące, a brak oparcia w kimś bliskim wcale temu nie pomaga. Co do mojego faceta. On, widzę to, naprawdę bardzo się starał wiele razy wytłumaczyć mi pewne rzeczy, ale jak widać słabo mu to wychodziło, albo ja jestem na tyle tępa, żeby nie zrozumieć. Może tym razem coś dotarło:)
Chciałabym wszystko zmienić. Na pewno mogę. Ostatnie zdanie z artykułu chyba zapamiętam na długo:)
Dzięki Cigarette za wszystko co napisałaś, to dla mnie dużo znaczy.
Bardzo się cieszę, że go przeczytałaś, tak samo, jak z Twoich planów wspólnego wyjścia.
Świetnie, że odnowiłaś nowe znajomości, ale pamiętaj, by je pielęgnowac, żeby nie umarły śmiercią naturalną. Warto mieć poza facetem bliska koleżanke, czy przyjaciółkę, by mieć w kims oparcie.
Hmmm.. co do tego kolegi, który przyjechał. Domyślam się, że to przykre, a Ty go dobrze znasz? Może zaproponuj wyjście, żeby go poznać? albo zaproście go do siebie, zrób cos do jedzonka, a potem zajmij się jakąs robotą, czy poczytaj gazetę, zeby faceci mogli sobie pogadać.
Co do studiów, to uznaj je za inwestycje w siebie, może to właśnie dzięki nim znajdziesz prace, która będzie dawać Ci satysfakcje?
To bardzo ambitne z Twojej strony, że dalej się kształcisz!
Kurczę, znam tego chłopaka, ale boję się trochę proponować takie spotkanie. Jest to dość specyficzna osoba, nie do końca też sie dogadujemy, albo inaczej, jakoś nigdy nie próbowałam nawiązać z nim kontaktu. Zaproponuje to mojemu facetowi, ale chyba jeszcze za wcześnie na takie "drastyczne" zmiany:) Na razie cieszę się z tego kina i piwa, zobaczymy jak to wszystko wyjdzie w praniu.
Gdzieś przeczytałam takie zdanie (chyba na blogu u Kominka), że "Nie ma nic głupszego i upodlającego niż walka o czyjąś miłość." To jest też jeden z problemów. Zastanawiam sie czy nie będzie tak, że jak zacznę się za bardzo starać to nie przedobrzę i nie strace szacunku tego człowieka. Chyba powinnam przestać czytać Kominka:)
Wydaje mi sie, ze ten cytat nie do końca pasuje do Twojej sytuacji ![]()
Bardziej jest adekwatny, gdy jedna ze stron walczy i robi wszystko dla drugiej osoby, a druga, krótko mąwiąc ma to gdzies. Bynajmniej ja to tak odbieram.
Jeśli nie jesteś przekonana do tego pomysłu, to faktycznie wstrzymaj sie, zmiany, ktore chcesz wprowadzic do swojego życia i tak są juz imponujące i życzę Ci wytrwalości w ich realizowaniu ![]()
cocodrillo
Wiesz wiele latr miałem takie samo podejście. Byłem dość niesmiały. Kłociłem sie z dziewczynami i jak jakąś juz udawało mi sie uziemić to zawsze panicznie bałem sie zdrady. Była dla mnie tak atrakcyjna ze miałem poczucie ze kazdy facet który na nie patrzył chce mi je mi je odebrać.
Zazdrość i nieufność bierze sie z niskiego poczucia własnej wartości i brak wiary we własną atrakcyjność wewnetrzna i zewnetrzna. Istnieją 2 drogi wyjścia z tego. Pierwsza to awantury i zamkniecie w klatce. Rodzi to toksyczność i poczucie bycia kontolującym. Zamiast kochankiem jestes sledczym
Druga to praca nad soba. Konkretnie co ja moge zrobic zeby byc dla niego tak atrakcyjna zeby nie mógł mysli ode mnie oderwać. Wymaga ona duzo prac i rewolucji w głowie i sposobie myslenia... Ciezkie do zrealizowania ale polecam i zapewniam że warto:)
Cigarette: Myślisz, że to nie o mnie?:) Mam nadzieję, że wszystko się uda. Mój chłopak przy okazji zaprosił mnie na kolację (na zaś), więc chyba nie jest tak źle. Coś tam się nim jeszcze tli:)
Markos: Dziękuję za te słowa, faktycznie kłótnie to moja specjalność. Zdaję sobie sprawę, że czeka mnie ciężka walka z samą sobą, ale wiem, że nawet jeśli miałaby się zakończyć nie najlepiej dla tego właśnie związku to być może, zakończy sie dobrze dla mnie samej, dla moje psychiki, spokoju wewnętrznego...może uda mi się stworzyć coś trwałego w przyszłości. I właśnie zaczęłam się zastanawiać co jest w nim takiego, że jest dla mnie atrakcyjny i co ja mogłabym z tego wykorzystać dla siebie, żeby stać się interesującą partnerką dla niego. Na razie pierwsze kroki poczynione, musze oderwać się, po-spotykać ze znajomymi, odetchnąć. Spisałam sobie do kajeciku wszystko Wasze rady i codziennie będę je sobie przypominać:) Zapowiadają się ciekawe wakacje:)
cocodrillo i pamietaj ze zwiazek z kłótniami i tak jest lepszy niż monotonny, nudny i pozbawiony huśtawek:)
No tak, ale jeśli sa to kłótnie konstruktywne. Poza tym mój facet nie znosi się kłócić, potem zamyka się jeszcze bardziej. Z nim to raczej tylko szczera rozmowa. Aczkolwiek tez uważam, że lepiej sobie pewne rzeczy wyjaśniać od razu, nawet w kłótni niż dusić w sobie a potem wybuchać.
Tak, myślę, że to nie o Tobie. Widac jak na dłoni, że Twojemu facetowi na Tobie zależy, bo (wybacz), gdyby mu nie zależało, juz dawno posłałby Cie do diabła, Zazdrośnico ![]()
Mam wielką nadzieję, że nastąpią w Tobie zmiany.
Z tego co piszesz, zazdrość miała nad Toba kontrolę, może nawet kierowała Twoim życiem..
a jak dziś się czujesz? Jest siła wewnątrz Ciebie, taki ''motorek'' do zmian?:)
Wczoraj było dość średnio. Nie próbuję się oszukiwać, że z dnia na dzień stanę się inną osobą. Spotkałam się ze znajomymi, ale były momenty w których zaglądałam do telefonu (bo może się odezwał), sprawdzałam maila (bo może napisał), gdzieś tam na chwilę się zawieszałam. Nie było to przyjemne uczucie. Wieczorem znowu wpadłam w jakieś otępienie i zastanawiałam czy to wszystko ma sens. Nie lubię takiej mnie. Emocje co raz częściej biorą górę i nie jest ot nic dobrego, wstyd mi za to. Tak więc, wróciłam wczoraj wieczorem do domu i znowu się poryczałam. Nie wiem jak to zabrzmi, zakładam, że słabo, ale czuję się nieszczęśliwa, nieszczęśliwa z sama sobą, z taką jaka jestem. Dziś rano jest już trochę lepiej, może po prostu powinnam przestać analizować i zając się swoimi sprawami.
(...) może po prostu powinnam przestać analizować i zając się swoimi sprawami.
100% racji.
Przykro mi, że masz gorszy nastrój, mam nadzieję, że on minie.
A to co robiłaś (zagładałaś do telefonu itp) to nie jest moim zdaniem nic złego. Gorzej, gdybyś zaczęła wydzwaniać itp.
Masz racje, lepiej przestan analizować i zajmij się czyms 'pozyteczniejszym' ![]()
Wczoraj było już zdecydowanie lepiej. To chyba jak odstawienie cukru - trzy dni i organizm zaczyna się przyzwyczajać:) Zajęcie się sobą wcale nie jest takie złe. Wystarczy tylko chcieć. Wczoraj wieczorem spotkałam się z moim facetem i...pierwszy raz od wielu miesięcy mieliśmy masę (dosłownie!) tematów do rozmowy. Nie wiem czy wspominałam wcześniej, że mój chłopak jest raczej bardzo zamknięty w sobie, nie mówi o swoich problemach, nie ma zwyczaju zwierzać się i rozdmuchiwać jakiś niepowodzeń, czy porażek, raczej woli je rozwiązywać. A tym razem...hmm...sam z siebie zaczął o pewnych sprawach mówić, również o tych, które nie do końca działają w naszym związku. Nie wiem jak dla niego, ale dla mnie to było prawdziwe katharsis. Mam nadzieję, że wyjdziemy na prostą:)
Przykro mi, że masz gorszy nastrój, mam nadzieję, że on minie.
A to co robiłaś (zagładałaś do telefonu itp) to nie jest moim zdaniem nic złego. Gorzej, gdybyś zaczęła wydzwaniać itp.
Masz racje, lepiej przestan analizować i zajmij się czyms 'pozyteczniejszym'
Nie, nie dzwoniłam. Nigdy tego nie robię, tylko sprawdzam swoją komórkę. Nigdy też nie zaglądałam nikomu do telefonu, czy nie sprawdzałam poczty, nie wąchałam koszul. Dziwna zazdrośnica ze mnie:)
Masz rację, że dziwna, ale w takim razie nie jest jeszcze źle. Ile to kobiet robi właśnie tak jak napisałaś, czasami powstają z tego niepotrzebne kłotnie.. ![]()
3maj się i życzę raz jeszcze powodzenia, pisz tutaj, jak sobie radzisz, będę zaglądać:]