Witam,
pierwszy raz zwracam się na forum w takiej sprawie, bo można powiedzieć, że sercowej. Przytoczę w skrócie, jak wygląda sytuacja. Jeśli chcecie, oceniajcie, opieprzajcie... Na to jestem odporna. Potrzebuję pomocy, jakiejś dobrej rady, może ktoś mi jej idzieli, stąd nowy wątek na ten temat.
Jestem z chłopakiem prawie dwa lata (we wrześniu będzie druga rocznica), związek niczym bajka. Mieszkamy w dwóch innych miastach. On spokojny, ambitny, perfekcjonista, ja dziewczyna wybuchowa, odważna, choleryczka, mająca zawsze to, czego chce. Przepraszam za nieskromność, ale tak właśnie sądzę (mam na myśli tu Prawo Przyciągania, jeśli wiecie, o co chodzi). Wyprowadziłam się w tym roku na początku lutego z domu, zamieszkałam jako lokatorka ze sparaliżowaną babcią, co ułatwiło mi wiązanie koniec z końcem co do opłat za mieszkanie. Musialam poszukać pracy, więc udało mi się już zaklepać w grudniu w Urzędzie Miasta robotę jako rachmistrz spisowy w Międzynarodowym Spisie Powszechnym Ludności i Mieszkań (ciekawa praca swoją drogą). Wszystko układało się tak, jak chciałam. Mieszkanie prawie, że za darmo, super punkt (bo mieszkałam zdaleka od centrum), praca znaleziona i najlepszy chłopak na świecie. Żyć nie umierać.
W styczniu miałam trzy dni szkolenia w związku ze spisem i tam poznałam pewnego chłopaka. Jestem raczej ładną dziewczyną, choć nie mi oceniać, widziałam, jak faceci się na mnie gapią... Pierwszego dnia nie rozmawiałam z tym chłopakiem, zdawkowe "cześć", tyle. Następnego dnia siedział już naprzeciwko mnie, a trzeciego więcej już rozmawialiśmy. Dostaliśmy jakoś dwa tygodnie później terminale (telefony HTC z programem do spisu) z numerem Orange, gdzie między wszystkimi rachmistrzami i liderem mieliśmy darmowe SMS-y i połączenia. Napisałam do wszystkich rachmistrzów podczas obchodu przedspisowego, jak im idzie. Czysta ciekawość i mała uprzejmość z mej strony. Zaczęłam więcej pisać z tym chłopakiem, że nasze wiadomości naprawdę były długie, a ja... zauroczyłam się. Nie znając kompletnie faceta, mało o nim wiedząc, tyle, co z SMS-ów.
Nie mam prawa jazdy, a niestety obchód przedspisowy nie należy do przyjemnych, bo dostaje się różne tereny do spisu, a że zima pełną parą, to nie uśmiechało mi się jeżdżenie rowerem po kilka kilometrów... Na wioskach też są psy, co dodatkowo mnie demotywowało. Pech chciał, że tacie jakiś koleś wjechał w tył samochodu i samochód na ponad miesiąc był odstawiony (długo, bo kijowego blacharza wziął, ale nie wtrącałam się). Nie mialam czym się przemieszczać, więc jeździłam w trochę cieplejsze dni rowerem, ale jak raz wyskoczył mi pies... o zgrozo, ze łzami w oczach wróciłam do domu, jak szybko tam przyjechałam. Napisałam o tym temu chłopakowi, a on zaproponował mi pomoc, że dwa dni temu kupił samochód, że rozumie. Umówiliśmy się na dany dzień, godzinę, zrobiliśmy najpierw jego teren, potem trochę mojego... Swojemu chłopakowi o wszystkim pisałam, że jadę z kolegą z pracy robić obchód, bo zimno, psy... Był zazdrosny, zawsze jest, ale... ufał mi.
Jeździłam z nim trzy dni, już po drugim dniu... chciałam go. Nie chciałam zranić mojego chłopaka, ale to było silniejsze ode mnie... Super nam się rozmawiało, choć nie był na pewno lepszy od mojego chłopaka. Nawet urodą nie zachwycał. Sama nie wiem, co w nim zobaczyłam. Zaprosiłam go do siebie po ukończeniu spisu, żeby uczcić, że zakończyliśmy obchód. Śmiałam się, że musimy razem wypić wino. Chciałam oddać za paliwo, a on, żebym zatem kupiła to wino, że nie chce pieniędzy. Zakupiłam dwie butelki słodkiego wina... Ciągnęło mnie do niego, ale wmawiałam sobie, że przecież mam chłopaka, po prostu pogadamy i tyle, wypijemy trochę, obejrzymy film na komputerze... Zwierzyłam mu się, że coś do niego czuję, że to na pewno nie jest miłość, że pociąga mnie w jakiś sposób... Zaczęłam się bać, że jak to możliwe, nie chciałam tego czuć! Chciałam, żeby to mój chłopak był najważniejszy! Nie umiałam czuć tego, co chciałam, to było ponad mnie... Długo rozmawialiśmy, dziwił się, że nic nie mówię o chłopaku, ale jak zaczęłam, nie mogłam skończyć. Zaczęłam wątpić, czy to, co czuję do swojego chłopaka jest prawdziwe, bo jak to możliwe, kochać i zauroczyć się w kimś innym? Nie przestałam go kochać, ale pojawiły się wątpliwości. Chłopak NIGDY mnie nie skrzywdził świadomie, mieliśmy male spięcia, ale nigdy nie były to kłótnie, awantury. Jak w bajce... Zaczęłam się martwić, mieć straszne doły, nie umiałam skupić się na niczym, zero apetytu - co się ze mną dzieje? Tej nocy, kiedy piliśmy wino, rozmawiałam z tamtym chłopakiem (przepraszam, że nie używam imion, może to trochę komplikuje, ale wolę, żeby tak zostało), powiedziałam, co się dzieje, mam słabą głowę i kołowało mi się w niej. Umysłowo byłam jak najbardziej trzeźwa, tylko jak chodziłam, to trochę gorzej, a tylko dwie lampki wypiłam... Wytrzeźwiałam, bo więcej już nie piłam, film się skończył. Właściwie więcej gadania było i już wiedziałam, że zaproszę go kolejny raz, jeszcze jedna butelka została. Tej pierwszej nocy pocałowałam go. Tak, zdradziłam. Szybko odunęłam się, ale co z tego?
Był kolejnej nocy, zaszliśmy dalej i w sumie było ich cztery. Zdradziłam mojego chłopaka, coraz więcej wątpliwości... Zaczęłam myśleć, czy nie zerwać. Nie dla tego drugiego, bo on nic do mnie nie czuł. Od samego początku wiedziałam na czym stoję i świadomie, głupia, brnęłam w to dalej! Wiedziałam, że mnie nie pokocha, ale tak mnie pociągał! Wiedziałam, że nie mogłabym z nim być w przyszłości, nie wyobrażam sobie nawet tego. Traf chciał, że wyjechał do kolegi (jak się okazało, to również mój kolega) za granicę i miałam czas na przemyślenia. Powiedziałam też chłopakowi, że potrzebuję czasu, że jest źle, że wątpię. Wtedy mieliśmy półtora roku związku za sobą i to było... straszne. Oboje płakaliśmy, nie wiedziałam, co robić, bo nadal kochałam swojego chłopaka, ale nie umiałam spojrzeć na niego, jak wcześniej. Miał też inne kłopoty, z których ciągle mi się zwierzał, w ogole nie widziałam go wesołego, za każdym razem, kiedy się spotykaliśmy, był smutny, a ja przez to też się w to zagłębiałam i nie miałam humoru...
Więc tak, tamten wyjechał, chłopakowi powiedziałam, że potrzebuję czasu, że wszystko muszę przemyśleć. Zaczął podejrzewać, że chodzi o kogoś trzeciego, podejrzewał też właśnie tego, co z nim pracuję. Mówiłam, że to nie to, kłamałam, a raczej okłamywałam siebie, bo wiedziałam, że nie mogę być z tamtym facetem. Mijały dni, a ja stan depresyjny... zero chęci do życia, łzy, nieprzespane noce, bo co ja głupia robię i co mam robić dalej? Chłopak nie wie, że go zdradziłam...
Odcięliśmy się od siebie telefonicznie, bo mieszkamy w innych miastach, zwierzył się jednej koleżance, bo nie miał w sumie nikogo prócz mnie, że wyjeżdża nad morze. Nic o tym nie wiedziałam, dowiedziałam się dopiero od siostry tej koleżanki przypadkowo i doznałam szoku. Tak to mną wstrząsnęło, że momentalnie sięgnęłam za telefon, a tu poczta... Dzwoniłam co pół godziny, dopiero w nocy włączył telefon, odczytał pewnie moje wiadomości, ale cisza tylko się odzywała do mnie po sygnale. Odpisał, było naprawdę źle... żałowałam wszystkiego, co zrobiłam, dotarło do mnie, jak go kocham. Spotkaliśmy się po jego powrocie, powiedziałam mu wszystko, co zaszło... Tylko że on już nie płakał, tylko ja, że ten wyjazd dodał mu sił, że wie, że jest kimś i że byłby w stanie beze mnie żyć, a ja wiedziałam, że byłoby mi ciężko. Mówił, że nadal mnie kocha, ale nie ufa. Nie wiem, jak to nazwać, bo nie wierzę w przypadki, ale przed wyjazdem na uczelni miał temat zdrady na psychologi i dzięki temu... wybaczył mi. Dziewięc godzin musiał słuchać wykładów i to mu pomogło zrozumieć moje zachowanie. Do tej pory nie wiem sama, dlaczego to zrobiłam, bo nie chciałam nikogo zranić...
Od tamtego momentu minęły 3 miesiące, jesteśmy ze sobą nadal, ale to, co przeszliśmy przez pierwszy miesiąc po mojej zdradzie... piekło. Nie, nie były kłótnie, on nie krzyczał na mnie, nawet mnie nie winił, bo patrzył na to wszystko psychologicznie, że to jego trochę też wina, że nie dał mi tego, czego potrzebowałam... Wolałam już momentami, żeby wydarł się na mnie. Jestem taka beznadziejna, jak to możliwe, że spotkałam takiego mężczyznę? Ciągle mi teraz mówi, że jeśli mi nie zaufa, to nikomu innemu. Były momenty, że było lepiej, niż na początku. Powtarza, że mnie kocha, że jestem piękna... Chcę, żeby było dobrze, ale on nie potrafi sobie poradzić z tym, co zrobiłam. Tłumaczy sobie, ale ciągle o tym myśli. Mam również z tym problem, bo przestałam czuć do tamtego chłopaka, co czułam. Poszłam na domówkę, bo wrócił do kraku ten kolega nasz wspólny i zobaczyłam, jak on się zachowuje (ten, z którym zdradziłam chłopaka, bo też był na dowówce). Wiedziałam, że jara, ale nie że aż tyle! To mnie tak zaskoczyło... W ogóle w towarzystwie był inny niż przy mnie. Zaślepiona byłam. Możecie mnie opieprzyć (nie będę przeklinała), bo byłam głupia i to bardzo. I mam szczęście, że chłopak nadal chce ze mną być. Byliśmy ostatnio oglądać pierścionki zaręczynowe. Gdybym nie zrobiła tego, co zrobiłam, byłabym już jego narzeczoną, powiedział, że chciał mi się oświadczyć w święta wielkanocne. Spieprzyłam wszystko. Nie mogę sobie wybaczyć, nadal płaczę, bo chcę dać jemu szczęście... Nieważne już to, co ja czuję, ale byle on był szczęśliwy! Chciałabym, aby na nowo zaczął mi ufać. Wiem, że jest potrzebny czas, muszę być cierpliwa, ale może doradzicie mi, może powinnam coś zrobić, aby pokazać mu, jak bardzo mi zależy? Naprawdę go kocham! Nie jest to moje "koło ratunkowe", bo tamten mnie olał, czy ja jego. Wiem, że zrobiłam największy błąd, jaki mogłam zrobić... Obecnie szanujemy się, spotykamy, ale wiem, że nie ufa mi, bo mówi, co czuje. Szczerość to podstawa, której wcześniej zabrakło... Obecnie jest inaczej. Zaufanie to fundament, który podburzyłam... Wiem, że będziemy razem dalej, ale chcę, żeby było lepiej. Nie popełnię już żadnego błędu świadomie w taki sposób, nie chcę go krzywdzić. Nie pisałam wcześniej, bo było już lepiej, a teraz zaczynają się powroty jego wspomnień i chcę to zaleczyć. Czy jest jakiś sposób, abym mogła szybciej odzyskać jego zaufanie? Uważacie, że jeśli się zdradzi, to nie można kochać? Otóż można. Sama byłam osobą z zasadami, że jeśli zdrada - won! Jak widać, sama ją złamałam i zupełnie inaczej na to patrzę. Nie puszczam się, nie jestem dziewczyną z dyskotek. Moja wypowiedź jest bardzo długa, przepraszam. Może jednak ktoś odpisze, pomoże.