Witam,
Piszę do Was ponieważ mam problem, a przynajmniej tak mi się wydaje.. otóż..jestem z chłopakiem 9 miesięcy, Kocham go mówię mu to, ale z jego ust nigdy tego nie usłyszałam, nie wiem dlaczego tak jest..może Wy mi pomożecie rozwikłać tą zagadkę?heh.. tak jak już napisałam jesteśmy parą od 9miesięcy, nigdy się nie kłócimy, ponieważ mamy niekonfliktowe charaktery i zazwyczaj wyjaśniamy sobie po prostu trapiące nas kwestie, tylko tej jednej nie mogę rozwikłać. Dlaczego chłopak, który robi dla mnie wszystko, jest na moje praktycznie każde zawołanie, widzimy się prawie codziennie, u niego w domu czuje się już jak u siebie i jego rodzina też bardzo mnie lubi i ja dla niego jestem w stanie zrobić wszystko.. i ostatnio miałam chwilę podłamania więc zapytałam: dlaczego mnie nie kochasz? odpowiedział, że ''to nie jest tak, że nic do Ciebie nie czuje, tylko nasze uczucia się trochę różnią twoje jest już dozgonne można by rzec, a moje jeszcze takie nie jest.'' co on chciał mi dać przez to do zrozumienia?
Podobne tematy
Może chłopak nie jest jeszcze pewny tego uczucia - tego co właściwie czuje. Może potrzebuje więcej czasu by to zrozumieć. Jak widać słowa te mają dla niego wielkie znaczenie, nie są nieprzemyślane - to dobrze. Jeżeli powie Ci, że Cie kocha przynajmniej będziesz wiedziała, że jest tego pewny i jest szczery.
skoro jest z Tobą to nie bez powodu ![]()
nie da sie wytrzymac tyle czasu bedac z osobą ktora nic dla kogos nie znaczy.Cierpliwości
ja sama powiedzialam to mojemu narzeczonemy po 3 miesiacach... kiedy on wyznal mi milosc juz przy pierwszym pocalunku ![]()
i nie martw sie na pewno nie jesteś dla niego obojetna ![]()
Tak, tak.... sa rozne powody dla ktorych moze z Toba byc.
Moze faktycznie cos do Ciebie czuje, tylko ma problem ze zdefiniowaniem swoich uczuc, boi sie, nie jest pewny bla bla bla.... albo jest wyrafinowany i jest z Toba bo tak mu wygodniej, ma do kogo sie przytulic, ma kto go popiescic, a i sex jest w porzadku - i tak w tym tkwi, bez deklaracji?!
Czas pokarze, dla jednych 9 miesiecy to szmat czasu, dla innych - jedynie chwila... ale nie pozostaje Ci nic innego tylko czekac...
Jestem w podobnej sytuacji, tyle że my jesteśmy razem 13 miesięcy. Z moich ust wyznanie padło raz, z jego jescze nigdy. Na początku byłam lekko podłamana, zadawałam sobie pytanie co on do mnie czuje i czemu po takim czasie nie jest w stanie tego z siebie wydusić, ale powiedział mi że to nie jest tak że on tego nie czuje, tylko ma problemy z wyrażaniem uczuć nie umie o tym mówić i musi się bardziej otworzyć.. Jakoś to zrozumiałam, stwierdziłam że ważniejsze są czyny a w czynach mi to okazuje i czuję się kochana. Być może u Ciebie jest tak samo? Po prostu ciężko mu o tym mówić? Wielu mężczyzn ma z tym problem, tym bardziej jak uczucie jest prawdziwe. Dużo łatwiej przychodzi im mówienie "Kocham Cię" kiedy tak na prawdę tego nie czują. Masz przynajmniej pewność, że Twoj chłopak bierze te słowa na poważnie i jak się wreszcie ich doczekasz ( i ja też ) to będą na 100 % szczere i prawdziwe. Kiedyś przeczytałam na tym forum : " Jeśli mówi, że kocha to znaczy, że mówi a nie kocha". W sumie ono mi pomogło trochę się z tą sytuacją uporać ![]()
Bądź spokojna na pewno niedługo to usłyszysz, podrawiam
Witam Wszystkich...
Chyba jedynie tutaj mogę się wygadać i dostać kilka słów wsparcia...
Jesteśmy małżeństwem od prawie 2 lat...Przed ślubem byliśmy wzorem miłości, szacunku, słowem troszkę jak papużki-nierozłączki...
A teraz???No właśnie...
Dlaczego tak to jest ,że na serce ofiarowywane każdego dnia otrzymuję oschłość, obojętność,słyszę jedynie słowa,że on tego nie potrzebuje?
Stoję w kuchni,żeby przygotować coś pysznego, a w zamian dostaję tylko zimne słowa,że on na to dziś nie ma ochoty...
Jestem w ciąży,a słyszę,że na darmo robię cokolwiek ,aby ugościć jego gości, zamiast serca znów puste słowa,że pożali się ludziom,jak to "skaczę w ciąży",żeby jego znajomym dogodzić...
Zamiast spokoju w ciąży są ciągłe kłótnie, nerwowa atmosfera,brak przytulenia i ciepłych słów...
Zawsze wydawało mi się,że za dobre serce jest chociaż uśmiech, odrobina docenienia, a nie tylko ochłapy mężczyzny i obojętne wzruszanie ramionami...Zawsze patrzę najpierw na wszystkich,a dopiero na siebie i taką właśnie mam zapłatę - nawet gdybym się na nogach słaniała, staram się być dobrą i kochającą żoną, ale wychodzi na to,że mojemu mężowi nie jest to do niczego potrzebne...bo najwyżej obiadu nie zje, pójdzie w niepoprasowanej koszuli, wyjdzie z domu sam a nie ze mną...Totalna obojętność...
Strasznie mi z tym źle...Nie doceniał mnie jako młodej żony, teraz nie liczy się z tym ,że potrzebuję odrobiny szacunku,miłości i dobrego słowa chociażby ze względu na ciążę...
Czy ja jestem aż tak bardzo wymagająca, skoro chciałabym móc czekać na męża z otwartymi ramionami i widzieć szczęście i radość z tego,że dbam o niego lepiej niż o siebie samą??Że zaspokajam jego wybredne podejście do wielu spraw rezygnując z wielu rzeczy, które mnie sprawiają radość, a w zamian dostaję jedynie oschłość???
Chciałam mieć kochająca się rodzinę,chciałam być doceniana,kochana...a tak naprawdę czuję,że przy mężu stałam się gorszym i uboższym o wiele pozytywnych emocji człowiekiem...
On nie potrafi się cieszyć, nie potrafi się wzruszyć, całe życie traktuje jak jeden wielki dowcip...
Chyba już nie mam sił,żeby tłumaczyć coś, czego on w ogóle nie ma w sercu...To walka z wiatrakami...
Do dlaczego34,
Zaczne od tego, ze strasznie Ci wspolczuje. Pisalas, ze Twoj maz diametralnie zmienil sie po slubie - wydaje mi sie, ze jego postawa spowodowana jest przesadna pewnoscia, ze teraz juz nalezysz do niego - dodatkowo jestes w ciazy, wiec nie musi sie juz starac. Bo i po co? Kto Cie zechce w takim stanie? Ba! - jak moglabys w ogole kogos szukac, skoro jestes mezatka w stanie blogoslawionym. Zaloze sie, ze takie mysli przewalaja sie przez jego glowe. Zdobyl, zaznaczyl teren i na tym skonczyla sie jego inicjatywa... Przychodzi mi tylko jedno, zdanie do glowy...: CO ZA EGOISTYCZNY SKU*****N!!!!!!!!!!! Szlag mnie trafia, krew zalewa jak slysze takie historie....od razu przed oczami pojawia sie obraz mojej "cudownej" rodziny.... no nic... Zycze sily...