Przekonałam się już kilka razy,że trudno trafić na prawdziwych przyjaciół czy kumpli.Rok temu miałam jak mi się wydawało zgraną grupę przyjaciół.Spotykaliśmy się często wydawało się że tak zostanie.W sierpniu był mały konflikt z jedną koleżanką i zaczęła się od nas oddalać.Hm może trudno w to uwierzyć,ale duży wpływ mieli na to rodzice.Ona się przestała z nami widywać więc tym samym jej znajoma(z którą też czasem gdzieś szłyśmy)też.Potem druga kumpela z paczki też zaczęła się obrażać pokazywać fochy niedawno znów,a jak się dowiedziałam co na mnie wygaduje to po prostu byłam w szoku i stwierdziłam że koniec tego.Z tej paczki została więc jedna bliska koleżanka.Hm tylko często jak ja czegoś nie zaproponuje to ona też nie wyjdzie z inicjatywą.(ostatnio ma problemy to w tym bardziej gadać nie chce)Poza paczką jest jedna z którą widuję się dosyć często,choć nie wiadome jak będzie teraz bo zaczęła się z kimś spotykać.Jacyś znajomi są z którymi czasem się ma kontakt,ale to niezbyt częsty.Dlatego stwierdziłam że trudno w dzisiejszych czasach o PRAWDZIWYCH PRZYJACIÓŁ.Czasem byle kłótnia sprawia że następuje koniec bo ludzie nie potrafią pogadać szczerze.A o obrażaniu się o byle co,obgadywaniu to nie wspomnę.I to niestety częściej między kobietami.Co myślicie?Też mieliście sytuację że straciliście przyjaciela,lub ktoś Was zawiódł?
Podobne tematy
Oj, znam to dobrze. Jedna kłótnia o jakąś i koniec przyjaźni, tak było w moim przypadku. Co prawda miałyśmy wtedy po 15 lat, więc trudno oczekiwać od osób w tym wieku wielkiej dojrzałości, ale jednak... Był brak jakiejkolwiek chęci do porozmawiania o tym co się stało i próby naprawienia. A dziś udajemy, że się nie znamy, albo że nigdy nie łączyła nas bliższa znajomość.
Przekonałam się już kilka razy,że trudno trafić na prawdziwych przyjaciół czy kumpli.Rok temu miałam jak mi się wydawało zgraną grupę przyjaciół.Spotykaliśmy się często wydawało się że tak zostanie. (...)
Dlatego stwierdziłam że trudno w dzisiejszych czasach o PRAWDZIWYCH PRZYJACIÓŁ.Czasem byle kłótnia sprawia że następuje koniec bo ludzie nie potrafią pogadać szczerze.A o obrażaniu się o byle co,obgadywaniu to nie wspomnę.I to niestety częściej między kobietami.Co myślicie?Też mieliście sytuację że straciliście przyjaciela,lub ktoś Was zawiódł?
Mam wrażenie że koleżeństwo i znajomość myli się Wam z przyjaźnią
Przyjaciół ma się przeważnie 1-2 i na długo. Znajomości i koleżeństwo zmieniają się, bo zmienia się środowisko i otoczenie (studia, praca) i to normalne w życiu. Przyjaciel to ten kolega/koleżanka z podstawówki, sąsiedztwa czy liceum, z którą masz wspólny język i tematy, nawet gdy nie widujecie się miesiącami. I wiesz, że to co im powiesz, to kamień w wodę, że możesz zadzwonić o każdej porze dnia i nocy i się wypłakać, mimo, że jest setki kilometrów od Ciebie. Nie ma szczerości i zaufania - nie ma przyjaźni - to tylko kumple do piwa ![]()
Mam wrażenie że koleżeństwo i znajomość myli się Wam z przyjaźnią
Przyjaciół ma się przeważnie 1-2 i na długo. Znajomości i koleżeństwo zmieniają się, bo zmienia się środowisko i otoczenie (studia, praca) i to normalne w życiu. Przyjaciel to ten kolega/koleżanka z podstawówki, sąsiedztwa czy liceum, z którą masz wspólny język i tematy, nawet gdy nie widujecie się miesiącami. I wiesz, że to co im powiesz, to kamień w wodę, że możesz zadzwonić o każdej porze dnia i nocy i się wypłakać, mimo, że jest setki kilometrów od Ciebie. Nie ma szczerości i zaufania - nie ma przyjaźni - to tylko kumple do piwa
Miałam takie "przyjaciołki", myslałam ze po grob. Każda poszła w swoja stronę a ja już nie mam zamiaru sie narzucac. Niby dalej sie spotykamy, ale to przypomina znajomosc, kazdego interesuja wlasne problemy.
kasia5266 napisał/a:Mam wrażenie że koleżeństwo i znajomość myli się Wam z przyjaźnią
Przyjaciół ma się przeważnie 1-2 i na długo. Znajomości i koleżeństwo zmieniają się, bo zmienia się środowisko i otoczenie (studia, praca) i to normalne w życiu. Przyjaciel to ten kolega/koleżanka z podstawówki, sąsiedztwa czy liceum, z którą masz wspólny język i tematy, nawet gdy nie widujecie się miesiącami. I wiesz, że to co im powiesz, to kamień w wodę, że możesz zadzwonić o każdej porze dnia i nocy i się wypłakać, mimo, że jest setki kilometrów od Ciebie. Nie ma szczerości i zaufania - nie ma przyjaźni - to tylko kumple do piwa
A ja myślałam, że ja to napisałam ![]()
Nawet na przyjaźni można się konkretnie ''przejechać''. Są ludzie i ludziska, i tego nie zmienimy za nic. Mi też wydawało się że mam przyjaciółkę na śmierć i życie. Zawsze i wszędzie razem, i tego typu akcje. Ale spotkała tego jedynego, i dużo szczęścia dla nich, jednak mimo wcześniejszych zapewnień że nigdy nie zrezygnuje z przyjaźni ze mną dla faceta, że jak wyjdzie za mąż to jestem pierwszym gościem itd. itp. Mimo wszystko kontakt zaczynał się urywać, ok, nie przeżywałam aż tak bardzo, wiadomo że nowy związek, że chcą być sami. Ale zaczęły się akcje przelotnego ''cześć'' na ulicy, brak czasu na krótką rozmowę. Jak składałam propozycję żeby się spotkać, gdzieś wyjść czy tylko pogadać, mówiła że jest chora, albo że jej MIŚ jest zmęczony i zostaną w domu. Jednak spotykałam ją tego wieczoru z tymże MISIEM na imprezie. Za miesiąc wychodzi za mąż, nie zostałam zaproszona. Zabolało, a kogo by nie zabolało. Zaprosiła wszystkie dawno niewidziane koleżanki z liceum, nawet te z którymi unikała kontaktu. Co się okazało?. Wszystkie są w związkach, więc zero zagrożenia. Tak jakbym to ja miała rzucić się na tego jej jedynego wyśnionego. Nie wiem jak Wy, ale ja nie potrafię już nikomu zaufać na 100%. To nie znaczy że siedzę wieczorami i wyje do poduchy, mam znajomych i nie narzekam na samotność. Tylko jakoś ciągle mam w sobie ten żal. Nie oczekuję wyrazów uwielbienia czy też pokłonów. Ale zwykłej szczerości i prawdy. Czy tak dużo chcę?.
Oczywiście zdarzają się przyjaźnie po grób, ale w większości po jakimś czasie dostrzegamy że to jednak nie ta sama osoba co kiedyś. Wtedy nie wiemy, czy to oni się zmienili czy też my.
moja przyjaźń trwała ponad 10 lat. Poznałyśmy się w liceum. I przypasowałyśmy do gustu. To była jedyna moja koleżanka z która mimo mojego wyjazdu zaraz po maturze za granice utrzymywała ze mną kontakt
. Jeździłyśmy do siebie na nockę ,ona do mnie ja do niej.
Zaraz jak tylko miałam pierwszy urlop odwiedziłam ją. Przywiozłam prezent, wpadłam z butelką wina. Zapraszałam do siebie i mimo 10 lat które jestem w UK nie wybrała się do mnie. Choć nawet byłam jej skłonna kupić bilet w jedną stronę.
Listy, kartki świąteczne, upominki a odwet przyjaciółki zerowy
nawet na pizzę nie zaprosiła jak już szłyśmy każda płaciła za siebie. Jak odwoziła mnie do domu brała pieniądze na paliwo 10 zł ,nawet uprzedzała że może po mnie przyjechać ale muszę jej dać na paliwo.
Kiedy robiłam remanent szafy oczywiście worki z ciuchami dostała przyjaciółka.
Liczyłam ze kiedyś się mi odwdzięczy. W końcu tyle lat znajomości co nas może poróżnić a jednak
Zauważyłam że tak jest od kąt pojawiły się w naszym życiu dwie koleżanki Alina i Bogusia(tak je nazwijmy). Starsze od nas prawie ponad 10 lat. Znajome ze studium. (w czasie moich 10 lat za granicą zjechałam na 2,5 roku by zrobić jakas szkołe, moja przyjaciolka wybrala sie ze mna
)
W ostatnich miesiącach dość mocno się poróżniłyśmy... ciągle wywierałam na niej presję albo mówiłam co mnie boli. hmm... próbowała to załagodzić pisząc : ah pewnie masz zły dzień po co się kłócić, presja z tym całym twoim powrotem do Pl i slubem itp. co ty masz do mnie tak na prawdę, dlaczego się kłócimy.
Odpuściłam i po jakimś czasie pisałyśmy sobie znowu na luzie. Ale przed samymi świętami już nie wytrzymałam.
Nie całe 2 lata temu przyjaciółka wyjechała za granicę do pracy. Ona studiowała przez ten cały czas a ja od początku nastawiłam się na pracę.
Kiedy ja mogę zjechać do kraju ze swoim nażeczonym ona w tym czasie zaczyna wszystko od początku. Mimo wykształcenia musi myć podłogi. Jest tam szczęśliwa ma całą rodzinę pod nosem. Ja znam życie za granicą i nie ma takich kokosów jak by się mogło zdawać.
Przyjaciółka zaraz po wyjeździe zapraszała mnie do siebie (ale to ja ciągle inwestuje w nasza przyjaźń pod względem kasy, odpuściłam sobie przyjazd bo kupiłam dopiero co mieszkanie na kredyt) , była mega szczęśliwa i to że tutaj się tak dużo zarabia.
Kupowała już dom na kredyt za granicą i gadała że w rok czasu postawi swój własny. Na wakacje jechała z 10 razy i nie wiadomo gdzie bo nie mogła podjąć decyzji a w ostateczności to nie pojechała nigdzie. Gada że kasa to jej teraz nie robi różnicy, że prawie w ogóle nie oszczędza tylko sobie fajnie żyje. Że przestała planować życie itp pieprzenie.
Kiedy tylko wyjechała zapytałam o adres za granicą, wysłałam pocztówkę. Jakiś upominek. Koleżanki reakcja: ojj dzięki za kartkę ,wiesz ,tutaj daleko na pocztę ja nawet nie mam czasu sie wyrwać z pracy bo do miasta daleko.
Zawsze mogła to zrobić po nowym roku ,nie prawda ?
Ogólnie jakiś odwet, nawet kiedy spotykała się ze mna na urlopie (wrzesień 2015 bo razem nam się zgrał czas) to mogła coś przywieść. Ja wiem że przyjaźni się nie przelicza ale na tyle rzeczy co ona ode mnie dostała nie było nawet : JAK JA CI SIĘ ODWDZIĘCZĘ
Nawet pieprzonej kartki na święta.
Kiedy pojechałam ostatnio do niej na nockę ( to był ostatni nasz wspólny czas) zaproponowała że może wyskoczymy sobie na obiad do miasta. Ja płaciłam za siebie a koleżanka za siebie.
No i wracając do tego wspólnego urlopu. Gdyby nie Alina nawet nie miałabym jej numeru telefonu. Kiedy już się dodzwoniłam odsypiała wesel i miała się ze mną skontaktować. Czekałam na telefon lub sms jak od kogoś mi bliskiego (np chłopaka)
Spotkanie odbyło się u mnie pod blokiem na 20 min
,na drugi dzień mnie odiwedziła też tylko tak na chwilę w przelocie bo wracała od lekarza.
Na początku miałam to w dupie ale później zrobiło mi się przykro i czułam że to przyjaźń w jedną stronę. I chyba się nie pomyliłam
Kiedy dowiedziała się że biorę ślub z moim facetem a raczej planujemy jej reakcja:
- jesteś pewna że to ten jedyny ? że chcesz tego,
- a no w sumie masz rację już tyle lat jesteście razem to już możesz...
Hmm... chyba nie chodzi tutaj ile lat ale to że mega dużo razem przeszlismy i w ogóle. O czym przyjaciółka wie, o tych wszystkich kłótniach naszych i nieporozumieniach. Sama wyciągała mnie z opresji, od kiedy układa się u mnie chciałabym tego samego dla niej !
Poróżniło nas chyba też to że ona planuje dziecko na oślep ,co ma faceta to planuje dziecko a nawet nie wiem czy będzie z tym facetem.
Pierwszy związek nie nauczył ją niczego, zaraz jak była w drugim robiła to samo ,aż jej nagadałam może i kopałam leżącego bo miała rozdarte serce a ja jeszcze dolałam oliwy do ognia o jej zachowaniu. Myślałam że mi nie wybaczy tego, później przepraszałam ale nie chciałam pisać że się ułoży że jest ok bo widziałam w jej osobie dawną siebie " takie niedojrzałe podejscie do faceta ,zwiazku"
I choć gadałyśmy wiele razy na skypie to myslę że to spotakanie na 20 min pod blokiem to był wynik tej moje szczerości.
Kiedy zapytałam czy będzie jedną z moich druhen odp: yhy
i to tyle zero gadki o panieńskim że ci wyprawię, a jak zaczelam przesylac motywy przewodnie i pisalam ze jestem wybredna. jej odp: znam bardziej wybredne od ciebie.
Nie zawsze ją rozumiałam, bo cześto choruje ma komplikacje różne i lata po lekarzach. Więcc też bywałam nie wyrozumiała.
Teraz ma 3 faceta z którym w końcu zamieszkała.
Chce starać sie o dziecko ale podczas rozmowy na skypie mówiła: ja wiem że nie mogę mieć dzieci, ja to wiem na 100% bo juz 3 facet i nic nie wychodzi.
Zaczęła mnie irytować (jestem po przejsciach w tym temacie)
Zawsze błedy widzi u kogos a nie u siebie samej ,nie potrafi przeprosić a teraz mnie nawet usuneła z facebooka. Skłóciła się ze szwagierką i jej rodziną po czym brat usunął ją z pracy, na początku była mega zadowlona mówiła że maja pełno gości, że ciagle ktos przyjeżdża ,że rodzina Kamili (szwagierki) to drzwiami i okanmi wchodza w pozytywnym slowa tego znaczeniu. Pare tyogdni pozniej czar prysł ,wszyscy skłoceni.
Obwiniłam przyjaciółkę że jest wybuchowa i kłóci sie o pierdoły jeszcze Boguśka dolała oliwy do ognia bo wiedziala o tej sytuacji, i pisała że nasza koleżanka jest chytra że chce wszystko dla siebie wiec oczywiscie na mnie to wszystko spoczęło i ja pisałam całą prawdę.
Przed świętami bożego narodzenia zaczela sie czepiać że ja i moj facet nie mamy studii i jakas pusta gadka o wyksztalceniu, i pytanie o powrot do PL o wakacje gdzie jedziemy.
Napisałam tak: nie wiem gdzie na wakacje chyba nigdzie bo chcemy ten zjazd do PL zaplanować, i wesle i rodzine założyć. A co do studii to teraz kasa sie liczy sama wyjchalas za granice a masz studia wiec co sie czepiasz.
Kolezanka odp: naćpałaś się hahha co ty tak dziwnie odpisujesz hahha,
pocisnełam jej: niski poziom konwersacji jak na nasz wiek nie sadzisz, co sie ugryzło brak sesku ,hahah i takie tam o życiu za granicą jej napisałam co myślę itp że ciągel gada o tym że jedzie na wakacje, na sylwestra miała być w Egipcie, później z mama jechać na Cypr itp
do szkoły na język wybiera się od kąt tylko wyjechała i jeszcze nie poszła.
Jakoś tak nazbirało się i jej napisałam to wszystko
Nie wiem czy rozsądnie i może to ja wyszłam na mało inteligentną ?
W każdmym razie 3 dni później wysłałam jej życzenia świąteczne i napisałam że bywam wredna i złośliwa ale jest moją dobrą koleżanką.
Dzisiaj patrzę że nie jestem już w jej znajomych na fb.
Czy to była prawdziwa przyjaciółka ?
Dlaczego jest mi dopiero teraz przkkro jak bym straciła kogoś bliskiego, np chłopka.
Czy ona była mi szczera a może jest jeszcze nie dojrzała i za bardzo wymagam od niej dorosłego podejscia od życia ?
Żeby nazwać kogoś przyjacielem musi minąć mnóstwo czasu i trzeba dużo przeżyć. Na pewno przychodzi taki czas, gdy jest potrzebna pomoc drugiej osoby i wtedy widać czy faktycznie ktoś jest przyjacielem. dzisiaj słowo "przyjaciel" jest nadużywane, podobnie z resztą jak "kocham" i mówione pochopnie.