netkobietyWszystkie działy
Samotność

SAMOTNA W ZWIĄZKU.

26 odpowiedzi5 635 wyświetleńzałożony przez anqa, 05.05.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » SAMOTNA W ZWIĄZKU.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27 ]

1

Temat: SAMOTNA W ZWIĄZKU.

Nawet nie wiem od czego powinnam zacząć...może od tego ,że miałam piękne poukładane życie,że byłam w szczęśliwym związku prawie 7 lat...że wszystko się rozpadło jak domek z kart po jednym dmuchnięciu..
zostałam zdradzona...w podziękowaniu za miłość,wierność,lojalność...w podziękowaniu za wszystkie chwile dobre i złe spędzone przy jego boku jak wierny pies...
Postanowiłam walczyć o ten związek...dać nam jeszcze jedna szansę,by nigdy w życiu nie żałować,że tego nie zrobiłam.I może wszystko bym jakoś sobie w głowie poukładała,być może bylibyśmy jeszcze szczęśliwi ...gdyby nie to ,że miesiąc po zdradzie-w chwili gdy wydawało mi się ,że nasz związek budujemy od nowa,okazało się,,że on dalej do niej jezdzi.W domu mówi jak ogromnie mnie kocha,jest idealnym partnerem...idealnym kochankiem,a za moimi plecami prowadzi podwójne życie...
czuję się w tym tak okropnie samotna...
Jest miłością mojego życia a ja pogubiłam się w tym wszystkim do tego stopnia,że gdy zostaję sama płaczę w poduszkę,gdy on jest usmiecham się ...Kocham go i kocham z nim żyć...ale to tak cholernie boli.I najbardziej boli ta samotność...wydawałoby się ,że zna się kogoś na wylot..że można uwierzyć w te wszystkie obłudne kłamstwa...a tak naprawdę jestem z tym zupełnie sama...okropna samotność...Bo on ma fajne życie...jego nic nie boli..jemu nikt krzywdy nie robi...on nie ma powodu do zmartwień i łez...
A ja zostałam w tym bólu i rozterce sama...Nie wyprowadziłam się żeby ratować związek...on snuje plany na przyszłość...a ja słucham i w głębi duszy płaczę...płaczę bo wiem,że nie jestem w stanie pomóc ani sobie ani nam...bo wszystko w jego rękach...czemu on nie rozumie jaka mi sie krzywda dzieje...czemu jest takim kłamczuchem...???????

2

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.

Bardzo, bardzo Ci współczuję i nawet nie chcę mówić, że rozumiem bo nie byłam w takiej sytuacji jak Ty. Mnie już bardzo boli jak z moim partnerem się nie dogadujemy a co dopiero gdyby tak mnie skrzywdził. Często jest tak, że ludzie których kochamy i którym z całego serca ufamy zdradzają nas i odchodzą. 7 lat to bardzo dużo czasu... Teraz wywrócił Twoje życie do góry nogami ale pamiętaj, że jesteś silna. Podnieś głowę do góry, spójrz mu w oczy i pokaż, że jesteś niezależna i sobie poradzisz. Pamiętaj, że czas leczy rany mimo, że teraz Ci się wydaje niemożliwe, że kiedykolwiek sobie z tym poradzisz. Moim zdaniem powinnaś, mimo całej miłości, wyprowadzić się i spróbować sobie wszystko ułożyć smile
Życzę powodzenia! wink

3

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.

Może przesadziłem rejestrując się na forum dedykowanym kobietom ale mam nadzieję że uspokoję swoim postem kilka złamanych serc.
Siedzę właśnie przed komputerem w mieszkaniu do którego tydzień temu się wyprowadziłem.
Życie - banał, 5 lat związku zapewnień i próśb o wierność, potem zdrada, walka o związek, 2 powroty i znów zdrady. To szaleństwo trwało jakieś 5 miesięcy. I wszystko po to żeby usłyszeć że starałem się nie tak jak należy. Że za dużo czasu spędzałem w pracy, którą notabene rozpocząłem jakieś 2 lata temu w nowej firmie. Może i mało było tego czasu ale wydaje się że powrót do domu w Warszawie ok. g.18-19, nie należy do skrajności. Tym bardziej iż w niedalekiej przyszłości rysował się awans a w konsekwencji znaczna poprawa materialna i więcej czasu (oczywiście że o tym rozmawialiśmy). W perspektywie i konsekwencją awansu prognozowane wyjście z pracy punkt 16. Zacząłem coś dostrzegać i odpuściłem, niestety efekt jest taki że z awansu nici a związek przepadł. Objętościowo ubyło mi jakieś 15%, cała garderoba poszła do PCK i tyle dobrego.
Dziś jestem sam i modlę się o każdy następny dzień i kolejną spokojnie przespaną noc. Mocno wierzę że będę kiedyś szczęśliwy. Znajomi zapewniają mnie że ich koleżanki tylko czekają na takich jak ja. Co zrobić kiedy nawet idąc do sklepu myślami jestem przy ilościach i artykułach które od 5 lat targałem z dedykacją wiadomą..
Zmieniłem to, jadam u "Chińczyków" albo innych pokahontaz. Do domu kupuję tylko coś na przegryzkę.
Ale życie, życie ucieka i zrobię wszystko żeby walczyć o każdą sekundę. Tego właśnie i Wam życzę.
Pisząc ten tekst mam nadzieję, że uratuję w ten sposób również kilku facetów.
Wszystkim Wam życzę powodzenia, spokoju i dystansu.
Ale przede wszystkim życzę żebyście nie przestawały wierzyć w to, że na świecie są faceci których warto pokochać bezgranicznie, szczerze i którzy będą potrafili się tym samym odwdzięczyć.
Ps. z góry przepraszam za składnię ale jeszcze połączenia nerwowe między dwoma półkulami pętlą się w pokraczny sposób nie tam gdzie bym tego chciał.

4

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.
Samotn napisał/a:

Może przesadziłem rejestrując się na forum dedykowanym kobietom ale mam nadzieję że uspokoję swoim postem kilka złamanych serc.
Siedzę właśnie przed komputerem w mieszkaniu do którego tydzień temu się wyprowadziłem.
Życie - banał, 5 lat związku zapewnień i próśb o wierność, potem zdrada, walka o związek, 2 powroty i znów zdrady. To szaleństwo trwało jakieś 5 miesięcy. I wszystko po to żeby usłyszeć że starałem się nie tak jak należy. Że za dużo czasu spędzałem w pracy, którą notabene rozpocząłem jakieś 2 lata temu w nowej firmie. Może i mało było tego czasu ale wydaje się że powrót do domu w Warszawie ok. g.18-19, nie należy do skrajności. Tym bardziej iż w niedalekiej przyszłości rysował się awans a w konsekwencji znaczna poprawa materialna i więcej czasu (oczywiście że o tym rozmawialiśmy). W perspektywie i konsekwencją awansu prognozowane wyjście z pracy punkt 16. Zacząłem coś dostrzegać i odpuściłem, niestety efekt jest taki że z awansu nici a związek przepadł. Objętościowo ubyło mi jakieś 15%, cała garderoba poszła do PCK i tyle dobrego.
Dziś jestem sam i modlę się o każdy następny dzień i kolejną spokojnie przespaną noc. Mocno wierzę że będę kiedyś szczęśliwy. Znajomi zapewniają mnie że ich koleżanki tylko czekają na takich jak ja. Co zrobić kiedy nawet idąc do sklepu myślami jestem przy ilościach i artykułach które od 5 lat targałem z dedykacją wiadomą..
Zmieniłem to, jadam u "Chińczyków" albo innych pokahontaz. Do domu kupuję tylko coś na przegryzkę.
Ale życie, życie ucieka i zrobię wszystko żeby walczyć o każdą sekundę. Tego właśnie i Wam życzę.
Pisząc ten tekst mam nadzieję, że uratuję w ten sposób również kilku facetów.
Wszystkim Wam życzę powodzenia, spokoju i dystansu.
Ale przede wszystkim życzę żebyście nie przestawały wierzyć w to, że na świecie są faceci których warto pokochać bezgranicznie, szczerze i którzy będą potrafili się tym samym odwdzięczyć.
Ps. z góry przepraszam za składnię ale jeszcze połączenia nerwowe między dwoma półkulami pętlą się w pokraczny sposób nie tam gdzie bym tego chciał.

Czasami człowiek źle trafia,szkoda tylko że tak późno to wyszło sad mogło być wcześniej
byłoby łatwiej.Zrób wszytko dla Siebie żebyś był szczęśliwy.Będziesz.
Musisz to przejść.Głowa do góry.Szanuj Siebie.Życie mamy wszyscy jedno.
Zło zawsze wraca Twoja ex jeszcze o tym nie wie ....

Dzięki za post !

5

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.
anqa napisał/a:

Nawet nie wiem od czego powinnam zacząć...może od tego ,że miałam piękne poukładane życie,że byłam w szczęśliwym związku prawie 7 lat...że wszystko się rozpadło jak domek z kart po jednym dmuchnięciu..
zostałam zdradzona...w podziękowaniu za miłość,wierność,lojalność...w podziękowaniu za wszystkie chwile dobre i złe spędzone przy jego boku jak wierny pies...
Postanowiłam walczyć o ten związek...dać nam jeszcze jedna szansę,by nigdy w życiu nie żałować,że tego nie zrobiłam.I może wszystko bym jakoś sobie w głowie poukładała,być może bylibyśmy jeszcze szczęśliwi ...gdyby nie to ,że miesiąc po zdradzie-w chwili gdy wydawało mi się ,że nasz związek budujemy od nowa,okazało się,,że on dalej do niej jezdzi.W domu mówi jak ogromnie mnie kocha,jest idealnym partnerem...idealnym kochankiem,a za moimi plecami prowadzi podwójne życie...
czuję się w tym tak okropnie samotna...
Jest miłością mojego życia a ja pogubiłam się w tym wszystkim do tego stopnia,że gdy zostaję sama płaczę w poduszkę,gdy on jest usmiecham się ...Kocham go i kocham z nim żyć...ale to tak cholernie boli.I najbardziej boli ta samotność...wydawałoby się ,że zna się kogoś na wylot..że można uwierzyć w te wszystkie obłudne kłamstwa...a tak naprawdę jestem z tym zupełnie sama...okropna samotność...Bo on ma fajne życie...jego nic nie boli..jemu nikt krzywdy nie robi...on nie ma powodu do zmartwień i łez...
A ja zostałam w tym bólu i rozterce sama...Nie wyprowadziłam się żeby ratować związek...on snuje plany na przyszłość...a ja słucham i w głębi duszy płaczę...płaczę bo wiem,że nie jestem w stanie pomóc ani sobie ani nam...bo wszystko w jego rękach...czemu on nie rozumie jaka mi sie krzywda dzieje...czemu jest takim kłamczuchem...???????

Nic z tego już nie będzie.Szanuj Siebie to inni będą Ciebie szanować.
Szanuj Siebie i próbuj odbudować zaufanie do facecików sad

6

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.

Czytam o tych waszych dramatach życiowych i przypomina mi sie mój sprzed kilku dobrych lat, kiedy jeszcze jako młodziutka osoba (21 lat) przeżyłam bardzo bolesną historię miłosną. Chłopak, z ktorym byłam ponad 3 lata i bardzo powaznie planowalismy razem przyszlosć, po prostu mnie zostawił odchodząc |w kamasze" i nawet mi tego nie tłumacząc w żaden sposób. Tym większy był mój ból, że wszytko między nami wczesniej układało sie naprawde wspaniale, byłam w nim szaleńczo zakochana i on sprawiał takie samo wrażenie w stosunku do mnie. Po jego zupełnie dla mnie niezrozumiałym "incydencie' myślałam, że świat sie dla mnie juz skończył, bo nie było jego.., rozpaczałam okrutnie i próbowałam z calych sił jeszcze ratowac ten związek i odwieść go od pomysłu na zycie pod tytułem 'wojsko". W tym celu robiłam rzeczy, których teraz szczerze sie wstydzę i żałuję.Z perspektywy czasu jeszcze bardziej mnie one upokorzyły, upodliły i absolutnie nie były warte zachodu. Otóż aby ratowac jeszcze strzępy naszego związku potrafiłam trzema autobusami tarabanic sie do niego tak naprawde nie zaproszona, aby paśc do jego kolan i błagac, skomleć jego miłość.... jakas masakra. Byłam totalnie zamroczona tym uczuciem. Nie potrafiłam racjonalnie myśleć. Sądzę, ze wielu ludzi, którzy "kochaja na zabój" nie potrafia realnie ocenic co dla nich jest lepsze. Z perspektywy czasu (teraz jestem szczęśliwą mężatką) sądzę, że takie sytuacje w zyciu zawsze czemus służą i w 100% sprawdza sie tu powiedzenie "nie ma tego złego..". \wiem, że to można stwierdzić dopiero po długim czasie, ale uwierzcie mi - tak jest. Dlatego sądzę, że zarówno dla "anqa" jak i kolega "samotny" sytuacje, jakie sie Wam przydarzyły w przyszlości nabiorą głębszego wymiaru. Anqa - mogę sie tylko domyślać, co teraz przeżywasz i gorąco współczuję. Sądze, jednak, że powinnas jak najszybciej zostawić czlowieka, ktory tak bardzo cie krzywdzi. Im szybciej to zrobisz tym lepiej a i może jemu to da do myślenia i wtedy on tez troche pocierpi. Trzymam za was kciuki.

7

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.
Efkar napisał/a:

Trzymam za was kciuki.

Anqa a ja trzymam kciuki za Ciebie za zdrajców nie trzymam tongue
Głowa do góry wszystko się ułoży !

Jeśli ktoś chce się"puszczać" niech odejdzie ....

Wraca,walczy itd TEN KTO ZDRADZA nigdy na odwrót pamiętaj

8

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.

Borykam sie z podobnym problemem jak Wasze. MOJ problem zaxczal sie cztery lata temu. Moje malzenstwo bylo bardzo udane,partnerskie tworzylismy zgrany duet.w 2005 roku dopadly nas problemy finansowe w wyniku ktorych maz postaniwil wyjechac do Anglii.Bolesnie przezylismy ta decyzje bo nie potrafilismy bez siebie zyc. Codzienne telefony skype i nadzieja ze bedzie lepiej pozwalaly mi przetrwac.Kiedy przyzwyczailismy sie do nowej sytuacji okazalo sie ze moj maz doskonale poradzil sobie z samotnoscia znalazl kochanke. Byl to cios w samo serce. Przezylam prawdziwy koszmar.Jego pani z Anglii dzwonila i pisala do mnie bardzo obrazliwe sms.przysylala listy i paczki z jego rzeczami itp.On oczywiscie twierdzil ze z nia zerwal.Wracal kilkakrotnie na stale do domu po czym uciekal pod moja nieobecnosc zostawiajac list ze to z milosci.Tak mialam przez dwa lata wszyscy mowili ze to nie ma sensu i mam wziac rozwod.Dalam sie namowic.Wyslalam rozwod i powiadomilam go o dacie rozprawy. No i zaczal sie szantaz. Bardzo sie balam jego powrotu do Polski.Przyjechal dwa tygodnie przed rozwodem i zamieszkal na dzialce rekreacyjnej bez pradu wody i ogrzewania. Byl listopad wymieklam na sprawie rozwodowej wnioskowalam ze postanowilam dac mu szanse na poprawe i zawiesilam rozwod.Nasze malzenstwo zaczelo sie odbudowywac chociaz duzo musialam dusic w sobie widzialam swiatelko nadzieji.Zamieszkalismy razem wykupilismy mieszkanie, on znalazl prace i kiedy stanal na nogi znalazl kobiete swego zycia tutaj na miejscu. Zadne moje prosby moje ponizanie sie nie przyniosly efektu.Mieszkamy razem ale osobno na 32 m2 .Mam syna ktory studiuje i on tez doradza mi rozwod bez wycofania sie.Jestem w kropce nie mam pomyslu co robic? on nie wyprowadzi sie z mieszkania mnie. nie stac by go splacic .Przegralam zycie przez naiwnosc ze on kiedykolwiek sie zmieni. Bardzo chcialabym znowu moc cieszyc sie zyciem.przeciez to tak niewiele.
Pozdrawiam wszyskich serdecznie.

9

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.

DZIEKUJE WAM BARDZO ZA SŁOWA WSPARCIA...NIE JEST MI ŁATWO...ROZUM PODPOWIADA"UCIEKAJ Z TĄD JAK NAJSZYBCIEJ-JESLI KOCHA PRZYJEDZIE PO CIEBIE" A SERCE"TY GŁUPOLU ZOSTAŃ TU I WALCZ".JESTEM W TAK OKROPNEJ ROZTERCE ŻE NIE ŚPIĘ PO NOCACH TYLKO PŁACZĘ I ROZMYŚLAM...POWOLI KOŃCZY MNIE TO OD ŚRODKA...CZASEM ZASTANAWIAM SIĘ CZY POZOSTAŁY MI JAKIEŚ RESZTKI HONORU I AMBICJI...MYŚLE ,ŻE SCHOWAŁAM JE GDZIEŚ GŁĘBOKO DO KIESZENI I SŁUCHAM TYLKO SERCA...PEWNIE TO ZLE...PEWNIE LEPIEJ BY BYŁO SPAKOWAC WALIZKĘ I SIE WYNIEŚĆ Z JEGO DOMU...Z JEGO ŻYCIA.aLE TEN CHOLERNY STRACH...ŻE TO JUŻ NAPRAWDĘ BĘDZIE KONIEC,ŻE ON NIGDY PO MNIE NIE WRÓCI,ŻE UMRĘ Z MIŁOŚCI DO NIEGO TRZYMA MNIE TU W TYM ZAKŁAMANYM DOMU...
SĄ CHWILE GDY WIERZĘ,ŻE NAM SIĘ UDA A ZARAZ PO TYM NADCHODZI HORROR...
OKROPNIE MI Z TYM ZLE...CHCIAŁABYM WZIĄŚĆ GO ZA BETY POTRZĄSNĄĆ I OBUDZIĆ W JEGO GŁOWIE SZARE KOMÓRKI,KTÓRE PRZEZ TĄ PANNĘ GDZIEŚ POSZŁY SPAĆ.
CHCIAŁABYM ZROBIC WIELE ALE NIESTETY NIE WIEM CO....CZY JEST JESZCZE JAKAŚ SZANSA ŻEBY TO RATOWAĆ...CZY JESZCZE COŚ MOGĘ ZROBIĆ DLA TEGO ZWIĄZKU BY POTEM NIGDY NIE ŻAŁOWAC???????

10

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.

Witaj dziewczyno uciekaj od niego,zdradzil raz i drugi i nie przestanie , Bellew dobrze powiedzial zycie jest jedno!!! i szanuj sie

11

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.
Samotn napisał/a:

Może przesadziłem rejestrując się na forum dedykowanym kobietom ale mam nadzieję że uspokoję swoim postem kilka złamanych serc.
Siedzę właśnie przed komputerem w mieszkaniu do którego tydzień temu się wyprowadziłem.
Życie - banał, 5 lat związku zapewnień i próśb o wierność, potem zdrada, walka o związek, 2 powroty i znów zdrady. To szaleństwo trwało jakieś 5 miesięcy. I wszystko po to żeby usłyszeć że starałem się nie tak jak należy. Że za dużo czasu spędzałem w pracy, którą notabene rozpocząłem jakieś 2 lata temu w nowej firmie. Może i mało było tego czasu ale wydaje się że powrót do domu w Warszawie ok. g.18-19, nie należy do skrajności. Tym bardziej iż w niedalekiej przyszłości rysował się awans a w konsekwencji znaczna poprawa materialna i więcej czasu (oczywiście że o tym rozmawialiśmy). W perspektywie i konsekwencją awansu prognozowane wyjście z pracy punkt 16. Zacząłem coś dostrzegać i odpuściłem, niestety efekt jest taki że z awansu nici a związek przepadł. Objętościowo ubyło mi jakieś 15%, cała garderoba poszła do PCK i tyle dobrego.
Dziś jestem sam i modlę się o każdy następny dzień i kolejną spokojnie przespaną noc. Mocno wierzę że będę kiedyś szczęśliwy. Znajomi zapewniają mnie że ich koleżanki tylko czekają na takich jak ja. Co zrobić kiedy nawet idąc do sklepu myślami jestem przy ilościach i artykułach które od 5 lat targałem z dedykacją wiadomą..
Zmieniłem to, jadam u "Chińczyków" albo innych pokahontaz. Do domu kupuję tylko coś na przegryzkę.
Ale życie, życie ucieka i zrobię wszystko żeby walczyć o każdą sekundę. Tego właśnie i Wam życzę.
Pisząc ten tekst mam nadzieję, że uratuję w ten sposób również kilku facetów.
Wszystkim Wam życzę powodzenia, spokoju i dystansu.
Ale przede wszystkim życzę żebyście nie przestawały wierzyć w to, że na świecie są faceci których warto pokochać bezgranicznie, szczerze i którzy będą potrafili się tym samym odwdzięczyć.
Ps. z góry przepraszam za składnię ale jeszcze połączenia nerwowe między dwoma półkulami pętlą się w pokraczny sposób nie tam gdzie bym tego chciał.

Samotn, zrobiłes coś fantastycznego pisząc ten post. jestem pod wielkim wrazeniem. mam wiele słów uznania dla Ciebie.
1) piszesz z nadzieja, mimo, ze jestes w trudnej sytuacji - nie ma w Tobie złosci, ani niepotrzebnej desperacji (która wyjatkowo byłaby tu uzasadniona)
2) dopisuje Ci poczucie humoru
3) udowadniasz, ze nie tylko faceci to swinie - babki są takie same,
4) udowadniasz, ze nie wszyscy faceci to swinie - wzbudzasz zaufanie
5) bezinteresownie pomagasz innym, robisz cos konstruktywnego, zamiast stereotypowo siedziec i plakac
6) piszesz pozytywnie na forum porad dla kobiet, co tym bardziej dziwi.
w ogole mozna sie w Tobie zakochac po tej wypowiedzi smile
chciałabym podac Ci swojego maila, bo mam ogromna ochotę pogadac z Tobą. niestety pojawil sie komunikat ?Nowy użytkownik nie ma uprawnień do umieszczania linków , obrazków , adresów e-mail ten przywilej pojawi się wraz ze wzrostem Twojej aktywności na forum netkobiety.pl:(

12

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.
anqa napisał/a:

Nawet nie wiem od czego powinnam zacząć...może od tego ,że miałam piękne poukładane życie,że byłam w szczęśliwym związku prawie 7 lat...że wszystko się rozpadło jak domek z kart po jednym dmuchnięciu..
zostałam zdradzona...w podziękowaniu za miłość,wierność,lojalność...w podziękowaniu za wszystkie chwile dobre i złe spędzone przy jego boku jak wierny pies...
Postanowiłam walczyć o ten związek...dać nam jeszcze jedna szansę,by nigdy w życiu nie żałować,że tego nie zrobiłam.I może wszystko bym jakoś sobie w głowie poukładała,być może bylibyśmy jeszcze szczęśliwi ...gdyby nie to ,że miesiąc po zdradzie-w chwili gdy wydawało mi się ,że nasz związek budujemy od nowa,okazało się,,że on dalej do niej jezdzi.W domu mówi jak ogromnie mnie kocha,jest idealnym partnerem...idealnym kochankiem,a za moimi plecami prowadzi podwójne życie...
czuję się w tym tak okropnie samotna...
Jest miłością mojego życia a ja pogubiłam się w tym wszystkim do tego stopnia,że gdy zostaję sama płaczę w poduszkę,gdy on jest usmiecham się ...Kocham go i kocham z nim żyć...ale to tak cholernie boli.I najbardziej boli ta samotność...wydawałoby się ,że zna się kogoś na wylot..że można uwierzyć w te wszystkie obłudne kłamstwa...a tak naprawdę jestem z tym zupełnie sama...okropna samotność...Bo on ma fajne życie...jego nic nie boli..jemu nikt krzywdy nie robi...on nie ma powodu do zmartwień i łez...
A ja zostałam w tym bólu i rozterce sama...Nie wyprowadziłam się żeby ratować związek...on snuje plany na przyszłość...a ja słucham i w głębi duszy płaczę...płaczę bo wiem,że nie jestem w stanie pomóc ani sobie ani nam...bo wszystko w jego rękach...czemu on nie rozumie jaka mi sie krzywda dzieje...czemu jest takim kłamczuchem...???????

13

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.

Trzeba pamiętać zasadę - iloczyn znajomości przeciwny odległości. Im człowiek dalej tym szanse na zapomnienie, na nową znajomość większe.
Poza tym faceci to jednak faceci. Czemu zdradzają? Wszystko zaczyna się od początku. A początkiem uczucia. Uważam, że generalnie 99% mężczyzn jest wiernych. Ale. Ale tylko jeśli pokochali partnerkę z którą żyją. Wielu mężczyzn wiąże się z kimś, bo Ona da dom, dziecko, opiekę, bo po prostu jest. Po czasie gdy poznajemy kogoś innego, okazuje się że ten ktoś ciekawszy. Co robić? Ciągnie, bo my ciekawi, zostać z żoną i dziewczyną? Nie, bo wypada blado. Wtedy zaczyna się kombinowanie. A że kłamstwo ma krótkie nogi, to wychodzi wszystko na jaw. I co facet myśli? Nic. Winny się nie czuje, bo żony nie kochał, a inna daje mu coś i nawet nadzieje. A żona naiwnie czeka. Cóż wybór prosty - masz kogoś kto nie będzie kochał, bo  będzie szukał, albo sama zaczniesz szukać.

14

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.

Zdrada to coś najohydniejszego co można zrobić drugiemu człowiekowi i tym samym nigdy nie mogłabym zdrady wybaczyć , nawet gdybym tego człowieka darzyła ogromnym uczuciem . Byłby dla mnie bez żadnych wartości które są w moich oczach niezbędne do poszanowania drugiej osoby , a z uczuciami łatwiej jest wygrać , więc sprawa jest jasna . W dodatku moje zaufanie spadłoby do zera , które odbudować byłoby ogromnie ciężko - podejrzewam, że jest to nawet słabo prawdopodobne - a to już jest jeden z konkretniejszych powodów . Dlatego jestem pełna uznania dla kobiet, próbujących to wszystko ratować . Współczuję im zranionych uczuć , rozczarowania i żalu , kiedy próbują coś odbudować , a to znowu się wali . Bo przecież rzadko kiedy jest tak, że zdrada jest jednorazowym incydentem.

15

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.
Iśśka napisał/a:

. Dlatego jestem pełna uznania dla kobiet, próbujących to wszystko ratować . Współczuję im zranionych uczuć , rozczarowania i żalu , kiedy próbują coś odbudować , a to znowu się wali . Bo przecież rzadko kiedy jest tak, że zdrada jest jednorazowym incydentem.

Zauważ, że kobiety próbują odbudować, ale co? Miłość męża? Nie, tylko chcą żeby było jak dawniej. A przede wszystkim żeby była rodzina.
Samotność dla wielu straszniejsza niż prawda...

16

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.

Junior Przede wszystkim większość ludzi która zdradza , nie koniecznie zdradza dlatego , że nie kocha swojego partnera . Wydaje mi się, że są to pobudki bardziej fizyczne niż emocjonalne , które powstają w momencie gdy w związku coś nie styka , wkrada się rutyna. To co jest spełnieniem marzeń jednej połowy , nie koniecznie musi być spełnieniem drugiej . No i jak tak nad tym myślę , w ruiny zamienia się moje pojęcie o szczerości w związku . Dwoje dorosłych ludzi , którzy są ze sobą , powinni rozmawiać o tym co się dzieje , co ich trapi, a nie "załatwiać" problem poprzez seks z kimś zupełnie innym . W takim momencie szlag trafia : szczerość , lojalność , zaufanie , partnerstwo , uczucie . No ale osoba zdradzana mimo wszystko próbuje naprawić to , co powinna wraz z partnerem naprawić sporo czasu wstecz. Próbuje mu wybaczyć zdradę , kłamstwa i oddalenie się od siebie . Chyba tak do końca nikt nie wybaczy tego wszystkiego, ale być może da się z tym żyć po paru miesiącach, latach ? Dlatego z mojej strony pełen podziw dla tych ludzi , że jednak cierpliwie trwają przy boku osoby bez wartości .

17

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.

Ja wiem i rozumiem,że postępuję zle...moje serce czuje,że ja go tracę na zawsze...ta cholerna bazsilność...zawsze wydawało mi się ,że na wszystkie problemy potrafię znalezc rozwiązanie...a tu nagle okazuje sie nie ,że choćbym przeniosła swiat na inna planetę niczego nie wskóram....
Jestem już na pograniczu wytrzymalości...już nie wiem co to śmiech...nie wiem co to radość...nawet nie wiem czy ja wogóle jeszcze jestem...powinnam odejść...zapomnieć...życ dalej...ale ja nie chce...nie umiem...kocham go nad życie,dzień kiedy go poznalam był spełnieniem moich marzeń...przez te wszystkie lata bylismy taka swietna parą...
czuje ze za niedługo zgłupieję...że zrobie cos głupiego,bo nie moge sobie z tym poradzic.probowalam z nim rozmawiac...on twierdzi ze kocha tylko mnie i tylko ze mna bedzie ale ona nadal jest...mowi,ze musi znalezc pretekst,ze ja zostawi...ale cholera ona nadal jest....
czuje ze on sie mna bawi...mna i nią...i chyba nikogo nie chce zostawic...
blagam pomozcie...jakies madre wyjscie z tej sytuacji,nie chce sie z nim rozstawac....i to na pewno nie dla tego ze sie przyzwyczailam,ale dla tego ze jest miloscia mojego zycia.

18

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.

Przeżyłam to i ja. Powiem krótko i banalnie, że czas leczy rany, a poznana nowa osoba pozwala zapomnieć (przynajmniej częściowo).

19

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.

Również czuję się samotny w związku. Choć (chyba) nie zostałem zdradzony to czuje się niedowartościowany, poniżony przez to, że jestem dla mojej partnerki (narzeczonej, od 6 lat w związku) platonicznym przyjacielem, a nie mężczyzną....


Także problem tego uczucia dotyczy obydwu stron.

20

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.

anqa,

jeżeli chcesz sobie pomóc, proszę Ciebie o jeden malutki kroczek, który w dystansie czasu przynosi ogromną ulgę:
przez 4 kolejne dni, radykalnie urwij kontakt z.. i choćbyś miała zwariować broń Panie.. tykać telefonu..
Dla ułatwienia, nalej sobie do dużej szklanki (takiej przynajmniej 300ml. to taka do drinków) wody mineralnej, koniecznie gazowanej i jak przyjdzie taki dół nad doły, wypij ją duszkiem..
trzymam kciuki..

21

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.

JA kiedyś też dałam szansę i wiem, że to nie ma sensu... Wpadłam w błędne koło.. i być może dlatego po półtora roku po rozstaniu nadal mam "zrytą" psychę.... ale cieszę się że uwolniłam się chociaż od kłamstw.
Wiadomo każdy może radzić itp ale zwróć uwagę ile osób potwierdza teorię, że nie warto .

22

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.

...wyprowadzam się...nie wiem co będzie dalej,ale podjęłam decyzję...z wielkim bólem serca...z morzem łez spakowałam już walizkę.jego w domu nie ma...pewnie jest u niej albo bóg wie gdzie...
To co teraz przeżywam okropnie boli...nie umiem nad sobą zapanować,ale też nie chce już dłużej być oszukiwana...nie zasłużyłam na to...dałam nam dwa miesiące...dwa pełne miesiące przez które próbowałam ratować ten związek.Nic to nie dało...cholera ale człowiek może się przejechać na drugim człowieku...
Codziennie mi mydlił oczy...codziennie zapewniał o swojej miłości...a ja mu wierzyłam...co ja gadam...nie wierzyłam-chciałam na siłę wierzyć...zagłuszałam w sobie te cholerne myśli  tym co on mi zrobił w podziekowaniu za miłość,szczerość i lojalność od 7 lat...
Posłucham waszych rad...wyłacze telefon na 4 dni,i choćby nie wiem co nie włączę go,a tą szklanke wody o której pisaliście to wyleję sobie na głowę jeśli przyjdą mi jakieś głupie myśli do głowy,żeby może właczyć telefon albo do niego zadzwonić...
Cholernie się boję...ale nie umiem już tak dłużej bo mnie to ogromnie boli....

23

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.

bardzo słuszna decyzja! Jeśli będziesz potrzebowała wsparcia, rozmowy i wyżalenia się- napisz maila do mnie, z chęcią stanę się Twoją podporą w takiej sytuacji.
POWODZENIA KOCHANA!!!!!!!!!!!!!

24

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.
anqa napisał/a:

...wyprowadzam się...nie wiem co będzie dalej,ale podjęłam decyzję...z wielkim bólem serca...z morzem łez spakowałam już walizkę.jego w domu nie ma...pewnie jest u niej albo bóg wie gdzie...
To co teraz przeżywam okropnie boli...nie umiem nad sobą zapanować,ale też nie chce już dłużej być oszukiwana...nie zasłużyłam na to...dałam nam dwa miesiące...dwa pełne miesiące przez które próbowałam ratować ten związek.Nic to nie dało...cholera ale człowiek może się przejechać na drugim człowieku...
Codziennie mi mydlił oczy...codziennie zapewniał o swojej miłości...a ja mu wierzyłam...co ja gadam...nie wierzyłam-chciałam na siłę wierzyć...zagłuszałam w sobie te cholerne myśli  tym co on mi zrobił w podziekowaniu za miłość,szczerość i lojalność od 7 lat...
Posłucham waszych rad...wyłacze telefon na 4 dni,i choćby nie wiem co nie włączę go,a tą szklanke wody o której pisaliście to wyleję sobie na głowę jeśli przyjdą mi jakieś głupie myśli do głowy,żeby może właczyć telefon albo do niego zadzwonić...
Cholernie się boję...ale nie umiem już tak dłużej bo mnie to ogromnie boli....

ANQA, GRATKI!!!  ZOBACZYSZ:JESZCZE BEDZIESZ SIE SMIALA KIEDYS ZE SWOICH DYLEMATOW - WSZYSTKO SIE ULOZY, WKONCU KAZDY Z NAS ZASLUGUJE NA SZCZESCIE!!! SERDECZNIE POZDRAWIAM!

25

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.

przeżywasz to niesamowisie. doskonale cie rozumiem i wiem przez co przechodzisz. Moim zdaniem takiej kobiety można tylko pozazdroscic, skoro wierność była dla ciebie tak ważna to i prawda też wiec trzymaj sie jej do końca. jesli zdradził cie i sie z tym pogodził i zaakceptował to bedzie to robił zawsze, jesli bedziesz zyć nadzieja minie wiele lat a z toba bedzie coraz gorzej, powoli zaczniesz sobie wmawiać ze tak powinno byc i ze ma prawo zyc z innymi kobietami. nie pozwol na to skoro jesteś osoba ktora potrafi zyc z wartosciami, ktora potrafi tak kochać odejdź dumnie z glową podniesioną do gory, niemasz nad czym płakać bo nad takim upadkiem nie warto tracić łez. wiem ze jest ciezko i bedzie cieżko jeszcze przez jakiś czas ale pozniej bedziesz zadowolona z tej decyzji.. jesli na poczatku nie bedziesz mogla sobie poradzić postaraj sie wypłakac komus na ramieniu. nie dopusć do siebie złudnej mysli że teraz moze bedzie lepiej i dasz kolejna szanse. pamietaj że honor i prawda sa ważniejszy od miłości, dla tych wartości ludzie oddają życie jesli o tym zapomnisz bedziesz widziec tylko to co masz przed soba. pozdrawiam i wirze że dasz sobie rade

26

Odp: SAMOTNA W ZWIĄZKU.
Junior napisał/a:

Wielu mężczyzn wiąże się z kimś, bo Ona da dom, dziecko, opiekę, bo po prostu jest. Po czasie gdy poznajemy kogoś innego, okazuje się że ten ktoś ciekawszy.

moim zdaniem to bzdura, nie wiekszość meżczyzn a tylko ci ktorzy niemaja jaj i charakteru. (przepraszam za prymitywne i bezposrednie okreslienie ale czasem nawet przeklenstwo ma brzmienie jesli n jest synonimem braku słow) Meżczyzna wiąże sie z kobieta ktora jest dla niego idealna i podejmuje przemyslane decyzje, wiec niema mowy o tym ze po czasie zmienia zdanie i ma jakies widzi mi sie

Posty [ 27 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » SAMOTNA W ZWIĄZKU.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026