cześć ![]()
mój problem przedstawia się następująco.
facet z którym spotykam się od ponad pół roku (nie nazywam go chłopakiem, choć wszyscy wokół uważają nas za parę a i on sam tak uważa) był wcześniej mocno zakochany w innej dziewczynie. byli przyjaciółmi, ona zmieniała facetów jak rękawiczki, on mimo to był cały czas obok niej. w końcu on zerwał z nią kontakt (to było mocno burzliwe) i niedługo później byliśmy niby - razem.
jednak cały czas odczuwalne był dla mnie pewien dystans, może lęk (jego). parę razy się pokłóciliśmy i powiedziałam mu wprost co ze sobą może zrobić jeśli nasze relacje będą tak wyglądały. od tamtego czasu nie mogę mu nic zarzucić, a wręcz przeciwnie, troszczy się o mnie, pomaga mi, mimo że o nic go nie proszę itd. cały czas czuję dyskomfort po tych dziwnych początkach, przestałam mu wierzyć, ufać, czasami wiem że jestem wobec niego naprawdę nieuprzejma, mam humory itd. czuję się jak zastępstwo, klin, czy jak to nazywać. mimo że obecnie nie mam chyba do tego podstaw.
aha - na dokładkę wiem, że mimo miłości do tamtej dziewczyny nie miał oporów by zacząć spotykać się z kimś innym - ze mną.
wydaje mi się, że wiem co odpowiecie, ale proszę napiszcie, co o tym myślicie.