Czasami to, co miało dać nam przyczynę żyć długo i szczęśliwie, oraz umrzeć w jeden dzień kończy się nie spodziewanie. Dziwne to jest, gdy się rozpada związek. Przyczyny są różne, a efekt jeden: ludzie od siebie odchodzą. Znów startują samodzielnie, znów uczą się być sami i sami sobie radzić? Najczęściej to bardzo nie prosty czas. Wtedy się rozpoczynają obiecanki dotyczące ?Nowego, niesamowitego życia?. Ile razy je rozpoczynałam? Nawet nie wiem. Czasami związek kończy się raz, a z niego wychodzimy bardzo trudnymi etapami. Tak już jest, że do dobrych rzeczy zbyt szybko się przyzwyczajamy. Jednocześnie, sami zamykamy się we wspomnieniach albo od nich uciekamy, a one gonią, męczą?. (nie będę mówiła dużo na ten temat, w skrócie: inne mało pozytywne stany)
Jak sobie pomóc, jak wyjść ze strefy przygniatania i dołowania siebie natarczywymi myślami? Jak uwolnić się od żałości czy bezradności w tym okresie? Nauczyć się szybciej być ze sobą, bez tej drugiej osoby? Podzielcie się doświadczeniem Moje Drogie! Może ktoś rzuci receptę praktyczną jak z tego łatwiej wyjść. Choć teorie o tym, że życie nie kończy się na jednym mężczyźnie, czy to, że w wolne miejsce, zawsze przyjdzie coś nowego są szeroko znane, jednak? Potrzebujemy praktyki!
Podobne tematy
Najlepiej chociaż nikt nie mówi, że najłatwiej jest znaleźć sobie inne zajęcie. Zająć czymś ręce i rozum tak aby nie myśleć nie analizować i nie zastanawiać sie co robi były partner, jak mu się wiedzie i co będzie dalej. Trzeba tak jakiś czas po prostu egzystować, przeżyć bez większego wkładu emocjonalnego. Takie bierne, odbębnienie dnia- wstanie, praca, coś do zrobienia w domu, znajomi, kino i sen. Taki scenariusz jest najbardziej bezpieczny a i tutaj może coś zaskoczyć. Przecież nigdy nie wiadomo co się może zdarzyć.
Można robić wiele różnych rzeczy, aby sobie pomóc. Poznawać nowych ludzi, chodzić na imprezy, bawić się, skupić na swoich zainteresowaniach i dużo dużo innych. Według mnie, na pewno warto zmusić się do takiej aktywności, bo to pomaga, jednak i tak najważniejszy jest CZAS. To on nas leczy i sprawia, że zaczynamy patrzeć na skończony związek z innej perspektywy, dostrzegamy dlaczego stało się tak, a nie inaczej i że był w tym sens. Dla mnie znalezienie tego sensu jest kluczowe w odzyskaniu spokoju.
Można robić wiele różnych rzeczy, aby sobie pomóc. Poznawać nowych ludzi, chodzić na imprezy, bawić się, skupić na swoich zainteresowaniach i dużo dużo innych. Według mnie, na pewno warto zmusić się do takiej aktywności, bo to pomaga, jednak i tak najważniejszy jest CZAS. To on nas leczy i sprawia, że zaczynamy patrzeć na skończony związek z innej perspektywy, dostrzegamy dlaczego stało się tak, a nie inaczej i że był w tym sens. Dla mnie znalezienie tego sensu jest kluczowe w odzyskaniu spokoju.
Dokładnie CZAS. Żadne zamiatanie pod dywan, żadne kliny, bo wylezie jak diabeł z pudełka.
Witajcie,
dlugo tu nie zagladalam. Wlsaciwie moj zwiazek rozpada sie od dwoch lat do dzisiaj ... nie wiem jak to sie moglo stac. Jestesmy malzenstwem, to nie byla milosc wielka, wspaniala, taka od pierwszego wejrzenia. Raczej szalenstwo, burza hormonow, imprezy i ... jak to czesto bywa ciaza. Potem slub i po kilku latach kryzys. Maz zaczal byc opryskliwy, wciaz wypominla- to ze nie pracuje, potem jak pracowalam ze za malo zarabiam, pojawila sie przemoc. Nie jakas tam patologia ale jakies uszczypnioecie, pociagniecie za wlosy, przycisniecie piescia. Wciaz bila sie z myslami - odejsc, nie odejsc ... Zostalam bo tlumaczylam sobie to dobrem dziecka. Potem p[ojawilo sie drugie dziecko. Myslalam ze go zmieni. Mylilam sie. I wciaz wciaz wciaz jak bumerang wraca do mnie jego ponizanie, jego szarpanie. Mecze sie niesamowicie, pragne wolnosci ale jestem z nim dla dzieci. Ale nie wiem czy dlugo dam rade. Jest mi ciezko. Mecze sie w tym rokldajacym zwiazku juz tyle lat. A tak pragne na nowo ulozyc sobie zycie. Byc wolna, tak po prostu...
Jak sobie pomóc, jak wyjść ze strefy przygniatania i dołowania siebie natarczywymi myślami? Jak uwolnić się od żałości czy bezradności w tym okresie? Nauczyć się szybciej być ze sobą, bez tej drugiej osoby?
Mozna taka sytuacje wykorzystac na swoja korzysc.Jak? Stworzyc ulepszona wersje siebie.
Rozwijac sie ,realizowac,odnosic sukcesy.Kazdy zwiazek troche jednak ogranicza,jego rozpad sprawia ze otwieraja sie nowe perspektywy. Robmy to na co w zwiazku nie mielismy czasu,ochoty,mozliwosci.Zmieniajmy sie zeby byly partner/partnerka zobaczyli co stracili , to zupelnie niezle dzialajaca motywacja.Moj przyjaciel,niczym nie wyrozniajacy sie i pozornie pozbawiony ambicji naukowo zawodowych czlowiek skutkiem zlamanego serca zrobil doktorat i stal sie autorytetem w branzy. Co do czasu-on nie leczy ran,tylko przyzwyczaja do zycia z tym naszym klopotem.Rany leczy dobra pielegniarka / pielegniarz wiec badzmy otwarci na nowe znajomosci ![]()
Związek gdzie pojawia się przemoc nie jest czymś dobry w moim mniemaniu. Sama w takim związku nie byłam ale byłam przyjaciółką przy takim związku. Widziałam, jak trudno było z tym wszystki z mnóstwem pytań i dylematami w postaci a co teraz? a co ze mną? jak to będzie dalej? czy powinnam odejść a może walczyć zmieniać siebie i jego? Na szczęście nie było w tym związku dzieci ale i tak było trudno. Moim zdaniem kiedy pd kilku lat nie widzisz chęci chociaż jakiejś zmiany to nie zasłaniaj strachu przed podjęciem decyzji dobrem dzieci. Myślę, że dzieciom będzie lepiej z ojcem na kilka razy w tygodniu niż z kłótniami w domu i tatą który bije mamę.
zawsze kiedy coś sie kończy jest nam bardzo zle,boimy się,że nie damy rady,że nasze życie będzie do niczego,ale to nie prawda,musimy być silne,twarde,zacząć żyć własnym życiem,zająć się swoimi sprawami,tymi o których często zapominamy będąc z drugim człowiekiem.A ponad to,czas na prawdę leczy rany.