Witam Forumowiczów:)
Widzę, że dobrze trafiłam na to forum z moimi problemami. Może będzie ktoś, kto pomoże mi chociaż w ich rozwiązaniu...
moja przyszła-niedoszła teściowa uzależniła mojego faceta od siebie. Przez kilka lat tego nie widziałam, bo tłumaczyłam sobie, że tak musi być - on musi jej pomóc, bo zdrowie już nie to, bo jest samotna...ale po pewnym czasie zaczęło mnie to drażnić i ostatnio powiedziałam mu o tym głośno. A że dodatkowo się pokłócili, otworzyło mu szerzej oczy na to, co ona z nim robi, i wysłuchał moich, myślę, że uzasadnionych, pretensji. Przedtem tłumaczyliśmy sobie obydwoje, że to matka, matce nie można się przeciwstawić, a na dodatek on u niej mieszka, więc musi godzić się na jej warunki. No ale jak np. chcemy wspólnie spędzić u mnie wieczór, czar pryska, bo on przed 22 musi być w domu...nieważne, czy na drugi dzień idzie do pracy czy nie. Ona się martwi, czy on się wyśpi...i potrafi napisać wrednego sms-a typu czy pamiętasz adres czy coś w tym stylu. Facet nie jest nastolatkiem przecież!w domu nie raz traktowała go jak człowieka drugiej kategorii...nie umiem tego zrozumieć - niby kocha, a z tej miłości także poniża i gnębi drugą osobę?ja też nie raz usłyszałam od niej gorzkie słowa, ale uznałam, wmówiłam sobie że ma rację i to ja powinnam się zmienić. Z perspektywy czasu doszłam do wniosku, że to z nią jest coś nie tak. "Umila" nam życie na wszelkie możliwe sposoby - on ma wolne, to ciach! jedziemy na zakupy, a to sprzątanie jakieś, a to coś tam...ja na drugi plan, dla mnie nie ma dziś czasu. Zostaje u mnie na noc - potem ma ciche dni w domu. Czuję się jak konkurentka, zaczynam się dusić. Dobrze, że on wreszcie przejrzał na oczy, ale wątpię, czy zdoła się jej przeciwstawić...
Do mnie była w miarę ok, wydawało mi się, że mnie polubiła. Nie raz były jakieś zakupy wspólne czy kosmetyczka nawet. I pomyśleć, że o mały włos miałam się wprowadzić i mieszkać z nią pod jednym dachem. Kobieta jest niekiedy do rany przyłóż, ale nie wiem czemu ma takie napady nie wiem jak to nazwać?zaborczej miłości? Nie wiem, czy on jej coś mówił o planach w stosunku do mnie i poczuła zagrożenie, że zabiorę jej jedynego syna? bo ostatnio wiele się zmieniło, ochłodziło w kontaktach między mną a jego matką. Kochamy się z moim mężczyzną, ale nie chcemy, żeby ona sterowała naszym życiem...on obiecał, że z nią porozmawia...macie jakieś propozycje jak wybrnąć z tego chorego układu?