Witajcie!
Przejdę do konkretów od razu, nie chcę Was zanudzić. Chodzi o szwagierkę. Dwa dni temu, kiedy troszkę wypiła powiedziała mi stanowczo, że jeśli spróbuję skrzywdzić jej braCISZKA to pożałuję... Odebrałam to tak, jakgdyby miała jakieś podejrzenia, że może jestem nieuczciwa, albo że uważa mnie za taką, której łatwo przychodzi zdrada i tym podobne zachowania. Nie zna mnie na tyle dobrze żeby tak mnie oceniać i zastanawiam się czy porozmawiać o tym z moim kochanym. Ona tutaj rzadko, na szczęście, bywa. Mieszka za granicą. Stara panna, nie ma swojego kawalera i mojego M* uważa za Pana i Władcę! A to jest okropne!!!! "Bo mój braciszek jest taaaki kochany, dobry, wspaniały, wszystko umie zrobić, jest najpiękniejszy i najmądrzejszy" i jej zawsze pomoże i ona jemu to by siebie całą oddała! Opisywałam kiedyś już tę chorą sytuację w innym wątku, dlatego nie będę powtarzać, ale to jest naprawdę żenujące.
Jestem dumna z mojego M*, bo kiedy tego samego dnia wsiadła na mnie, był za mną i biedna się pofochała.. Boję się brnąć dalej w tą rodzinę, bo jeśli taką mam mieć szwagierkę, która na dodatek będzie w przyszłości mieszkać za płotem to będzie ciężko. Nie zostawię jednak mojego M*, bo to z nim chcę spędzić całe życie, a nie z jego rodzinką.
Co o tym myślicie? Zacząć rozmowę z M* na temat tego, co usłyszałam od szwagiereczki?
Podobne tematy
Zostaw tę sprawę.
Szwagierka wypiła, więc język jej sie rozwiązał nieco...Może mówiła żartem...na pewno z miłości do brata.
Nie wydaje mi się, że związek między rodzeństwem jest chory...
Ty masz rodzeństwo??
Po co masz tworzyc konflikt, którego tak naprawdę nie ma? Truć chłopakowi o byle co??
Rozmowy o rodzinie zawsze są trudne - tym bardziej, ze Twój chłopak wydaje się też związany ze starszą siostrą.
Tak, mam rodzeństwo. Tylko uważam, że co myśli się po trzeźwemu, to mówi się właśnie po pijanemu.. I to mnie martwi. Nie miałam zamiaru robić mu wyrzutów z tego powodu, po prostu pomyślałam, że powinien wiedzieć, bo jest zdania, że ona mnie lubi, a tu masz babo chleb. A ja odnoszę inne wrażenie. Jeśli masz ochotę to przeczytaj mój wątek pt. jak pokonać zazdrość o szwagierki (jakoś tak). Będziesz wiedziała, dlaczego uważam (nie tylko ja) ich relacje za chore. Chłopak jest związany z nią, ale nie przesadza z tym okazywaniem uczuć, bo nie tylko ja właśnie zauważyłam tą jej przesadność. Inaczej mogłabym siebie skarcić twierdząc, że przesadzam. ![]()
4 2011-04-27 02:09:50 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-04-27 02:16:02)
Ja bym dała spokój i nie mówiła. Rozumiem, że uprzykrza Ci życie, ale tak na dobrą sprawę można odebrać to co powiedziała jako zwykłą troskę pomieszaną ze zbyt duża iloscia wypitego alkoholu.
Przeczytałam ten inny wątek i uważam, że wyolbrzymiasz.
Skoro Twój facet Cię kocha, nie jest na każde zawołanie siostrzyczek , to o co chodzi ? Pisałaś tam, że piszą mu, że go kochają , tęsknią itp .. ale co z tego ? Może po prostu są aż tak wylewne, ale przecież to nie zagraża raczej Waszemu związkowi
Nie rozumiem dlaczego Cię to tak denerwuje.
Czyżbyś nie wierzyła, że jesteś dla niego najważniejsza ?
Zachowujesz się jakby inni mieli wielkie znaczenie na wybor Twojego partnera.. tzn , że oczekujesz, że wszyscy będą Cię uwielbiac, a jak uslyszysz od kogos z rodziny jego zle slowo to juz chcesz dezerterowac.. ale przecież to z nim jestes
Nawet jakby Cie nie lubily to raczej nigdy nie ma tak by w rodzinach bylo bezkonfliktowo.
Hmm..może masz rację. Zależało mi na tym, aby zrobić na nich dobre wrażenie. Dużo o nich słyszałam i miałam jakieś wyobrażenie o nich, dlatego chciałam żeby było ok. A sie nie udaje... Teraz może już mniej, ale wcześniej tak było, jak piszesz- miałam wrażenie, że nie jestem dla M* najważniejsza, że one cały czas były i będą na głównym miejscu. Tak fajnie jest, kiedy one są daleko. Chyba się do tego przyzwyczaiłam i teraz ciężko jest się odnaleźć, jak wracają. W mojej rodzinie wszyscy lubią M*, chciałabym żeby z jego strony też tak było. Po prostu, żeby było ok. Nikomu tam nic złego nie zrobiłam, uważam, że zachowuję się w stosunku do wszystkich ok...
Dziewczyny, wiem, że trudno to zrozumieć, ale ja stanę trochę po stronie lool - to nie takie proste żyć z takimi siostrami. To się wydaje banalne, dziecinne, a wcale takie nie jest. To jest jedna z tych sytuacji, w których trzeba być, żeby to zrozumieć. Ja jestem, wiec wiem o co Ci chodzi. Dla mnie nie był to większy problem, bo mojego chłopaka irytuje to bardziej niż mnie, więc zawsze gasi siostrę i jej sztuczną miłość.
jak dobrze (i nie dobrze) ze jest chociaż jedna osoba, która wie o co chodzi! chodzi o to, że mój jest ok, dobrym bratem, ale nie braciszkiem bo chłop ma już ponad 23 lata! (nie podam dokładnego wieku).
traktuje go (ta, o której piszę w tym wątku) jak chłopca z przedszkola!!!! On nie gasi jej, ale też nie mówi o uczuciach. nawet mi zbyt często nie mówi, że mnie np kocha, ale cieszę się chociaż, że nie jest taki wylewny jak ona, bo znudziło by mi się to bardzo szybko.
Kostka.Czekolady, a Ty jak sobie radzisz? mnie to potrafi tak zdenerwować.. kiedy już zaczęłam godzić się z tą jej miłością, znowu wybuchło coś we mnie i już teraz nie będę próbować tego gasić. Myślisz, że mogę porozmawiać o tym, co ona mi powiedziała z M*? nie mam w zamairach robić mu przykrości czy jej wyśmiać do niego, chciałabym tylko żeby wiedział jakie jest moje zdanie o tym, co mnie czeka kiedy go zranię... (a uwierzcie, że nie jestem z tych, co łatwo przychodzi im ranienie ludzi.. i On o tym wie!)
8 2011-04-27 17:10:49 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-04-27 17:13:11)
No nie wiem jak to jest, bo mój siostr nie ma, ale.. mam na bakier z jego rodziną i np dlatego nie spędzamy świąt i pewnie jeszcze pare ladnych lat tak będzie
Powiem, że przyzwyczailam sie, poza tym i tak wiem, że takie rozwiazanie jest jak na razie najlepsze, a i tak za parę lat się zmieni, a najważniejsze jest dla mnie to co laczy mnie i mojego chlopaka ![]()
Najlepiej jak i Ty tak do tego podejdziesz - ze nie ważne co one o Tobie myślą, ważne co Was laczy ![]()
Jeżeli naprawdę tak to Cię boli, to po prostu powiedz chłopakowi, że może by powiedział siostrze , żeby nie traktowała go jak chłopca z przedszkola, bo przecież to dorosly facet i może on wtedy z nią pogada ![]()
A o tej sytuacji po alkoholu ja bym nie mówiła, bo dla mnie to akurat jest blahostka, ale oczywiscie zrobisz jak chcesz ![]()
U mnie niestety nie ma możliwości żebym była z dala od jego rodziny, bo jeśli będziemy mieszkać, żyć razem to u niego, chociaż zdecydowanie wolałabym u mnie!! tu nikt by nawet nie dotknął jego rzeczy, ani nie wszedł do naszej części domu pod naszą nieobecność a u niego wiem, że mamusia będzie szperać mi w rzeczach.. to jest bardziej niż pewne. nie powinnam zachwalać swojej rodziny, ale wiem to doskonale, bo brat z żoną mieszkają już u nas, ze mną i moimi rodzicami 5 lat i nigdy się coś takiego nie zdarzyło. o oddzielnych świętach też nie ma mowy, bo jeśli ja chcę spędzić jeden dzień u mnie, to drugi należy u niego, z jego rodziną. inaczej byłoby mu bardzo przykro, a tego nie chcę.
spróbuję zastosować Twoją radę i powiem mu, że traktuje go jak małego chłopca. Pewnie się troszkę zdenerwuje, bo nie lubi kiedy zwracam uwagę na czyjeś zachowanie, ale najwyższy czas, aby przejrzał na oczy! Wcześniej nawiązywałam w żartach, że jest takim małym pieścioszkiem siostrzyczki, takim malutkim chłopcem, któremu trzeba zrobić śniadanko i pomóc się ubrać, aby w szkole był czyściutki i świeży.. Ale nic sobie z tego nie zrobił. Teraz muszę to poważnie powiedzieć, musi zadziałać!
a o tej sytuacji po alkoholu mam nadzieję, że nie powiem. (mam nadzieję, bo czasem lubię powiedzieć, potem pomyśleć i żaaaałować;) )
Takie zachowanie jego siostry - to pod wpływem alkoholu. Ale gdyby zdarzyło sie na trzeźwo - to uważaj. Mam takie "jeszczeszwagierki" i one mówią do prawie 40-letniego chłopa "braciszku". Do tej pory tego nie robiły. Mówiły normalnie, a teraz to nawet pocztówki z życzeniami przysyłają. Parodia. On mnie kiedyś pobił i ja mu nie umiem wybaczyć i chce odejść to one chcą za wszelką cenę pokazać, że "ONI" są górą, bo mąż ma wsparcie. Ale to tylko na pokaz. Myślę, że to tylko "dla oka" i powinnaś udawać, że tego nie widzisz. Inaczej będzie jego siostra miała z tego "pożywkę" i będzie sobie z Ciebie robiła podśmie...jki.
Rozumiem lool2, różne są sytuacje w życiu i związkach - u nas oddzielne święta to na razie niestety jedyne wyjście, pewnie jeszcze z 2 -3 lata tak będzie. A jesteśmy 2 lata ![]()
Ok, to porozmawiaj z nim o tym i potem napisz jak zareagował :] Mam nadzieję, że będzie ok.
też chciałabym, żeby było ok:) dzięki za rady! na pewno dam znać jak poszło, ale to aż po maturach, bo ona wraca do siebie na dzień przed rozpoczęciem egzaminów, a potem czeka mnie wielki stres! ![]()
samdra.sandra bardzo słusznie zauważyłaś! sama przeoczyłam taką możliwość, że dla niej moje nerwy spowodowane jej głupiutkim zachowaniem mogą być dodatkowym pretekstem i powodem ciągłego i większego "kochania" (jak to określiłaś- na pokaz). Ona kocha swojego brata, ja kocham swoje rodzeństwo, ale bez przesady, naprawdę żenujące te nasze szwageirki!!!!
I jeśli te Twoje tak nagle zaczęły "kochać" swojego BRACISZKA to rzeczywiście parodia się dzieje. jeszcze po takim świństwie, jakie Ci wyrządził One są za nim?? brat bratem ,ale raczej powinny być obiektywne. Będę miała Wasze, a przede wszystkim Twoje sandra.sandra słowa głęboko w pamięci, bo są baaaardzo pomocne!!!!
też chciałabym, żeby było ok:) !
Nie, nie chciałabyś...
To znaczy chcesz, aby było "po twojemu".
Zastanów się...Po co Ci te skargi? Intrygi??
Zazdrosna jestes o chłopaka czy co??
O co Ci chodzi??
Moja dorosła córka tez mówi do mojego dorosłego syna "braciszku", a on do niej też zwraca sie ciepło. Kochaja sie, bo są rodzeństwem. Nauczylismy ich miłości do siebie. Żyli i mieszkali razem przeszło 20 lat. Wspierają się i mogą na siebie liczyć.
Jeszcze nie jesteś w jego rodzinie, a juz kombinujesz, jak to będzie źle, że będziesz musiała z nimi przestawać...
Przestań kombinować, bo zrobisz przykrość chłopakowi i wszystko kiedyś obróci sie przeciw Tobie.
Co on niby ma poradzić? Zrobić scenę siostrze? Pokłócić sie z nią, namówiony przez Ciebie??
Takie jest moje zdanie - a Ty mieszaj, jak Ci to sprawia przyjemność.
lool2 napisał/a:też chciałabym, żeby było ok:) !
Nie, nie chciałabyś...
To znaczy chcesz, aby było "po twojemu".
Zastanów się...Po co Ci te skargi? Intrygi??
Zazdrosna jestes o chłopaka czy co??
O co Ci chodzi??Moja dorosła córka tez mówi do mojego dorosłego syna "braciszku", a on do niej też zwraca sie ciepło. Kochaja sie, bo są rodzeństwem. Nauczylismy ich miłości do siebie. Żyli i mieszkali razem przeszło 20 lat. Wspierają się i mogą na siebie liczyć.
Jeszcze nie jesteś w jego rodzinie, a juz kombinujesz, jak to będzie źle, że będziesz musiała z nimi przestawać...
Przestań kombinować, bo zrobisz przykrość chłopakowi i wszystko kiedyś obróci sie przeciw Tobie.
Co on niby ma poradzić? Zrobić scenę siostrze? Pokłócić sie z nią, namówiony przez Ciebie??Takie jest moje zdanie - a Ty mieszaj, jak Ci to sprawia przyjemność.
Koma, jednak troszkę co innego samo "braciszku" a co innego z dodatkiem "jak mu się będzie działa krzywda, to...".
To jest poniżanie lool2.
Z góry robi z niej wroga, lool2 być może jest kobietą serca ów "braciszka" i to ta 'siostrzyczka" już robi "smród" w rodzinie. Jak ma się czuć Ona, gdy jej jeszcze niedoszła szwagierka (nota bene dorosła kobieta) już jej daje kuksańce? Nie popieram takiego zachowania, sama byłam ofiara intryg własnych szwagierek. Byłam osoba nieśmiałą i nie umiałam się obronić.
Mój wtedy chłopak rozmawiał ze mną przez telefon ze swojego pokoju, np. o 23. Siostra jego miała pokój zupełnie z innej strony domu (osobne wejście). Na drugi dzień dostałam do ręki karteczkę od jego sióstr "jeśli nadal będziesz rozmawiała z moim braciszkiem późnymi wieczorami wymówimy umowę z operatorem telefonii" (normalne??). A po pół roku naszego "randkowania" jego siostra przyszła wręczyć Jemu zaproszenie na swój ślub i dodała "zapraszam cię braciszku, weź sobie blondynkę jakąkolwiek, niekoniecznie Sandrę". Popłakałam się, bo było mi przykro (a nie miałyśmy możliwości poznać się nigdy wcześniej). Ich matka kazała owej szwagierce mnie przeprosić. Rana pozostała.
Dlatego też ostrzegam autorkę wątku, bo w takim zachowaniu niedoszłej jeszcze szwagierki widzę jakby część mojego życia.
A tak na marginesie "siostrzyczko", "braciszku" źle mi się kojarzy, bo ta "siostrzyczka" ma dzieci ze swoim "wujkiem". Może to dlatego jestem tak "uprzedzona".
A dlaczego nikt nie wziął pod uwagę, że istnieją ludzie z poczuciem humoru i pozbawieni tego atrybutu? Są też różne konteksty. Może to wszystko było w zartach powiedziane? Mam wrażenie, że nie raz coś podobnego rzuciłam chłopakowi mojej siostry i nie sądzę, żeby on w tym widział jakiekolwiek zagrożenie... To za mało, żeby ocenić czyjeś intencje. A można niepotrzebnie bagna narobić. Dobre układy między rodzeństwem są bardzo cenne. Zaryzykowałabym nawet twierdzenie, że rodzeństwo powinno być ważniejsze od partnera. Rodzeństwo ma się na zawsze a partnera kto wie?
Dobre układy między rodzeństwem są bardzo cenne. Zaryzykowałabym nawet twierdzenie, że rodzeństwo powinno być ważniejsze od partnera. Rodzeństwo ma się na zawsze a partnera kto wie?
Vingo, dlatego należny obserwować, czy takie zachowanie nie jest nagminne. U mnie stało się tak, że te "dobre układy" obróciły się przeciwko mnie, bo nigdy nic nie powiedziałam, uśmiechałam się. Nie od razu wychodzić "z pazurami". Ale być ostrożnym.
Fakt rodzeństwo ma się całe życie. Ale niech to rodzeństwo uszanuje nasz wybór, naszego partnera.
koma5 żadne intrygi, skargi (może po części), i to, o czym pisałaś. jestem szczera wobec M* i mówię mu, jak to sam określił o głupotach czasem, ale wolę żeby WSZYSTKO wiedział. Przecież nie skłócę go z siostrą, to mi satysfakcji nie da, ba ja nie czekam na żadną 'satysfakcję'. Wiem jak ja bym zareagowała, gdyby któreś z mojego rodzeństwa powiedziało do mojego chłopaka : "spróbuj tylko skrzywdzić ją, a zobaczysz na co mnie stać!". Jemu też byłoby nie w smak na pewno. A uważałam ją za osobę dobrą, serdeczną, ale za bardzo wylewną. Teraz przegięła, bo nie tylko to zrobiła w ten dzień, ale o tym już nie chce pisać..... Nie kombinuje też tylko podejrzewam, a patrzeć do przodu na własną przyszłość to chyba nic złego prawda? Pewnie, że wolałabymaby było bez konfliktów! Kto lubi i chce żyć w niezgodzie? I jeszcze jednego nie rozumiem- gdzie ja napisałam, że chcę ich skłócić?? Przecież to, że powiedziałabym o tej scenie nie byłoby powodem kłótni! Dlatego zresztą tu napisałam, zeby się Was poradzić, czy warto zacząć taką rozmowę, ale już teraz wiem, że nie. Rzeczywiście byłaby bez sensu.
snadra.sandra szwagierka daje mi różne sygnały o tym, że jej braciszek jest jej. Np powiedziała mi (tego samego dnia), że ON JEST JEJ! Potem z ironią zapytała, czy już jej go zabieram, bo mieliśmy wyjazd. I powiedziała, że musi szybko do niej wracać, po czym dodałam, że zostanie na troszkę u mnie. Przez jej pobyt nawet nie mam kiedy się z nim przytulić.
cały czas zajęty niestety. Twoja sytuacja z zaproszeniami bardzo przykra jest. Ja chyba już nie odezwałabym się.. Na pewno nie poszłabym na to wesele. Kurcze, dlaczego one takie są????
vinga ja też mam szwagierkę (znaczy bratową, i 2szwagrów) i ona mieszka ze mną i moimi rodzicami pod jednym dachem. Skoro widzę, że brat jest z nią szczęśliwy to czemu mam sypać takie głupie żarty? Być może kiedyś coś głupiego powiedziałąm, ba nie raz to robię! ale szybko tłumaczę, że to żart i nigdy jeszcze przez tyle lat się nie pokłóciłyśmy. To ja w większości zabiegam o to, by było między nami jak najlepiej, ale ona też jest w porządku! Dlaczego skoro nic złego nie zrobiła mojemu bratu, mam ją "ostrzegac" na wypadek gdyby zamierzała..? Tak, żeby się bała! a powiem Wam, że jeśli ktoś spotka np ten romans na swojej drodze to żadne ostrzeżenie nie pomoże! Rodzeństwo ważniejsze od partnera? To nie z rodzeństwem zakłada się WŁASNĄ rodzinę. Jest ważne, ale nie najważniejsze.
Tak jak napisała sandra.sandra: "niech to rodzeństwo uszanuje nasz wybór, naszego partnera"!
Uważam, że powinnaś z nim bardzo delikatnie porozmawiać. Tematy rodzinne są bardzo trunde i mógłby Cię źle zrozumieć.
Pozdrawiam:-)
Lool2 - ja tak myślę, że nie wiem, dlaczego niektórzy swoje przyszłe szwagierki bądź szwagrów z góry traktują jako zagrożenie. I stąd powstają konflikty. Bo jak się ma czuć "nowa" w rodzinie?
Hmmm...masz na myśli taką sytuację, kiedy to moja szwagierka lub Twoja tak myśli? Jeśli tak to mogę teraz z czystym sumieniem stwierdzić, że jest to zagrożenie dla "siostrzyczki", bo "braciszek" już będzie miał swoją rodzinę, własną i tym się przede wszystkim będzie zajmował itp...
A ja tego bardzo pragnę tak na marginesie, bo jeśli wiążę się z tym jedynym na całe życie to po to, aby tworzyć prawdziwa rodzinę, taką jaką stworzyli moi rodzice. O wszystkim decydują wspólnie, zawsze są razem, trzymają sie. Zdarzają się i sprzeczki, ale wiele razem przeszli i wytrwali ponad 30 lat! Ja chciałabym kiedyś z mężem tworzyć taki sam, albo bardzo podobny związek, gdzie nie będzie kombinowania, a szczerośc... Już się rozmarzyłam.... Ale przede wszystkim chciałabym, żeby rodzina którą założę żyła swoim własnym życiem! Bez ingerencji i "dobrych rad" mojej czy to Jego rodziny.
21 2011-04-28 22:53:46 Ostatnio edytowany przez sandra.sandra (2011-04-28 22:57:47)
Lool2, doskonale Cię rozumiem. Równowaga w rodzinę została zachwiana w Szwagierek życiu (twojej i kiedyś moich). Braciszek był od "przynieś, podaj, pozamiataj". Teksty typu "co ja bym bez ciebie zrobiła, braciszku, tudzież syneczku" doprowadzały mnie do mdłości.
U mnie było tak, że jak "siostrzyczka" zadzwoniła, choćby to była druga w nocy, to nieważne, czy ów braciszek spał, był chory, zdrowy, trzeźwy czy pijany, czy może uprawiał seks...ona chciała by ją zawiózł z miejsca na miejsce i musiał być. To było oczywiście załatwiane droga okrężną - przez mamę (Syneczku, siostrzyczkę masz jedną, weź podjedź). I nieważne, że wypił piwo. Miał jechać (no, może cię nie złapie policja, a "ona" w potrzebie"). I jechał. Zaczęłam się buntować, potem już jako żona, to wtedy mamusia robiła takie akcje "w tajemnicy" przede mną (chodź synku na dwa słowa do mnie...A w tym czasie podskoczył do siostrzyczki, bo kot jej w nocy hałasował i lepiej by go trzeba do nas zabrać, bo w bolkach się meczy dzisiejszej nocy). Mnie oszukiwali, że niby u mamy siedzi. A ja się denerwowałam bo o 3 w nocy mieliśmy wyjeżdżać na urlop i musiał być wyspany. Ale kogo to obchodziło? Tylko mnie. On tez nie odmówił.
Stad ta moja ostrożność. Ja z kolei mam siostrę i szwagra i nie wpadłabym na pomysł, by traktować go jako zagrożenie. Ona jest dorosła i skoro z nim jest to widocznie wie co robi. Szanuję jej wybór (a akurat szwagra lubię i on mnie też).
A ślub bierzesz z NIM a nie z jego rodziną. I kultura wymaga, by szanować żonę/męża swojego brata/siostry. Ja niestety nieopatrznie wyszłam za mąż za męża w pakiecie z siostrami (niby starsze a jakie upierdliwe).
lool, ja na szczęście nie muszę sobie z tym za bardzo radzić, bo mój facet jest tego samego zdania co ja. Zresztą, u mnie jest to ewidentne, taka siostrzana zazdrość - bo miłość i braciszkowanie pojawiło się dopiero po tym jak związał się ze mną. w trakcie naszego związku drugi brat tez znalazł dziewczyne i ta sama sytuacja. i siostrzyczka nas obu nie lubi. Ale na Twoim miejscu pogadałabym z partnerem.
Koma, wiem że czasem trudno to zrozumieć, ale to jest specyficzny typ człowieka i ja to akurat znam z własnego życia. Nikomu nie chodzi o miłość siostrzano-braterską. Gdyby tu chodziło o szacunek i przyjaźń między rodzeństwem, to byłoby świetnie. To doskonale, jeśli rodzina sie dogaduje i ma w sobie oparcie. ale lool mówi o takim toksycznym typie. nie potrafię tego niestety jaśniej wytłumaczyć. ja wiem doskonale o co jej chodzi, bo jestem w podobnej sytuacji.
sandra.sandra a mnie teraz teksty o których wspomniałaś doprowadzają nie tylko do mdłości, ale do śmiechu, bo już stało się to zabawne. Bardzo nie podoba mi się zachowanie tych twoich "szwagiereczek".. Ojj...ja cieszę się, że mam tylko 'takie'! Bo Twój problem to na prawdę jest poważny. Napisałaś, że swojego szwagra lubisz wraz ze wzajemnością. U mnie też potrafimy się dogadać, pożartować i powiedzieć co nam nie pasuje i nikt nikogo niczym nie obraża ani nie grozi! Dopiero działać mogłabym zacząć, gdyby moje rodzeństwo przez któregoś z partnerów poważnie się załamało, płakało.. Ale nie kiedy są szczęśliwi!!!
A teraz? Jak się Wasze relacje układają?
Kostka.Czekolady, też nieźle się dzieje u Ciebie. Tak myśle, a pro po tej zazdrości, że może u nas nie ma czegoś takiego (u mnie nie ma), i jest to dla nas dziwne, nowe zjawisko. Nigdy nie zazdrościłam rodzinie. dobrze, że chociaż nie jesteś sama z tym problemem, że jest jeszcze druga dziewczyna, która wie przez co przechodzisz. razem łatwiej! ![]()
Niestety nie wszystkie szwagierki to rozczulające zdrową miłością do brata słodkie siostry, pełne troski i empatii - czyli takie jak opisuje Koma5.
Moja szwagierka - kobieta 49 letnia jest przykładem baby która nie reprezentuje żadnej z wymienionych przeze mnie cech. Czy to klimakterium, czy wredny charakter - trudno powiedzieć. Liczą się efekty, słowa i czyny.
Na szczęście mój mąż zawsze uważał ją za "nawiedzoną", więc dotychczasowe sporadyczne kontakty po ślubie zostały zniwelowane do zera.
Na początku naszej znajomości - jako głupie cielę - też myślałam że kieruje nią troska o brata niefortunnie połączona z nieumiejętnością kultury werbalnej. Po kilku latach wbijania przez nią precyzyjnych szpil - zawsze na osobności i w cztery oczy - postanowiłam ograniczyć kontakty. Mężowi dawałam delikatne sygnały i ocenzurowane sterszczenia moich z nią rozmów - oczywiście nie chciałam ranić jego uczuć, "mieszać" i "mącić" - więc sprawnie łykałam podsuwane przez nią żaby. Czasami popłakałam sobie w samotności, aż w końcu stwierdziłam - dosyć!
Porozmawialam szczerze z mężem - facetem też pod 50tkę, powiedziałam że absolutnie nie życzę sobie takich komentarzy jakie artykuuje jego siostra, pouczeń, przytyków etc. Przestaliśmy się spotykać - proste.
Dopiero niedawno oświeciłam go - jakoś przy okazji rozmów na temat stosunków w różnych rodzinach - co dokładnie mówiła, na jaką okoliczność i podczas której z wizyt.
Mąż opierdzielił mnie że tak późno o tym powiedziałam - gdyby wiedział rozniósłby ją na strzępy. Na szczęście teraz nie ma okazji.
No zgadzam się , że nie wszystkie szwagierki są ok. Wprawdzie więcej mówi się o teściowych z piekła rodem, dlatego może na początku uważałam podobnie jak koma, że lool2 wyolbrzymia i szuka dziury w całym , ale różne są historie. Współczuje Sandrze.
Doskonale rozumiem, że każdy chciałby być normalnie traktowany.
Moim zdaniem wszystko zależy od człowieka - jaki jest. Kobiety są jednak znacznie "lepsze" w intrygowaniu - myślę że ma to związek z tzw. płcią mózgu. Akurat wiek nie gra tu roli.
I pewnie - są rodzeństwa super, partnerskie, zdrowe emocjonalnie - nie zazdrosne. Niestety ja się spotkałam - podobnie jak autorka wątku i z teściowymi (doszłymi i niedoszłymi) i ze szwagierką "z piekła rodem".
Oczywiście wielokrotnie zastanawiałam się czy wina nie leży przypadkiem po mojej stronie - w końcu ich w sumie było więcej. I doszłam do wniosku, że TAK!
Moją winą była chęć nawiązania przyjaznych kontaktów, byłam miła, sympatyczna i uczynna. Zachwycałam się nad dokonaniami dekoratorskimi, wychowawczymi czy kulinarnymi pań domu - odczytane zostało jako lizusostwo połączone z głupotą. Plus ładna buzia i długie nogi = brak rozumu = duża umiejętnoość w rozkładaniu nóg. No bo dlaczego facet nie wybrał sobowtóra mamusi tudzież siostrzyczki, tylko osobę diametralnie inną? No przecież że nie dla inteligentnych rozmów nie? I jeszcze 14 lat młodszą. Sodomia i Gomoria pani Goździkowa!
Przykre ale prawdziwe.
Natomiast na marginesie - dziwne jest dla mnie mieszanie mamuś, tatusiów czy rodzeństwa w hierarchię kto jest ważniejszy w małżeństwie. Po pierwsze mąż/żona + dzieci, po drugie - cała reszta. Jeśli te proporcje są zaburzone dochodzi do patologii - nikt nie zna swojego miejsca w szeregu i tworzy się sztuczny tłok. A wspaniałą pożywką na której ów tłok się rozwija jest mieszkanie "na kupie". Totalna farsa dorosłości.
Także uważam, że na pierwszym miejscu dla męża powinna być jego żona i ich dziecko/ dzieci, a potem jego mama itd. Nie znaczy to, że jest niewdzięczny czy coś. To prawda, że jeśli równowaga jest zaburzona , to się sypie - np szwagierki na pierwszym miejscu, mamusia na 1 miejscu, to jest po prostu chory układ.
A najgorsze jest po prostu to, że zazwyczaj, gdy mamusia lub takie szwagierki chcą być najważniejsze, to zazwyczaj mąż się na to godzi, bo pewnie został wychowany, że "tak trzeba", że inaczej okaże się niewdzięczny i wtedy to ja tej żonie nie zazdroszczę ![]()
Lool2, i jak dalej rozwija się Twoja sytuacja ? ![]()
HEJ!!!! Wybaczcie, że opuściłam swój własny wątek, ale niestety nie mogłam znaleźć nawet chwili czasu na odpisanie.
Tak więc u mnie się trochę (tymczasowo) uspokoiło, tzn. szwagiereczka wyjechała do swojego domku i pracy, daaaleko no i nie powiem, bo próbowałyśmy rozmawiać jak gdyby nic. W końcu ja nie chcę żyć w niezgodzie z Jego rodziną.. No nic. A! Oferowała mi w pewnym dniu nawet swoją pomoc, dopóki jeszcze była, ot co!
Tak czytałam Wasze wypowiedzi teraz i przestraszyłam się.. Bardzo mądrze Kriss ujęłaś to wszystko. No ale cóż nam biednym pozostaje- żyć i znosić humory i napady tych..szwagierek i teściowych.
Kiedyś w ogóle wychodziłam z założenia, że to osoba, która chce wejść do mojej rodziny (np. szwagier) musi starać się o względy i być miłym. Teraz, kiedy jestem na miejscu tej osoby, wiem co to znaczy i naprawdę nie podoba mi się to! Nie to, żebym ja kiedyś była taka niemiła dla przyszłych szwagrów, szwagierek, ale takie było po prostu moje zdanie. Za młoda jeszcze byłam, żeby rozumieć takie sprawy i żeby mi się ktoś 'podlizywał'.
Jak tak Was czytam, to też widzę, że to "moja" wina. Od zawsze próbowałam walczyć o względy w tej rodzinie. Pomagałam przyszłej wtedy teściowej na działce - tyle ile umiałam. Jednak byłam skrytykowana, a to nierówno, a to źle pielę... W tym samym czasie "krytykantki" spacerowały po podwórku. Teściowa mówiła - mają małe dzieci to nie mogą pomagać. No i przyszedł czas, gdy ja miałam małe dzieci. A co tam! Wszystko robiłam sama, ani 5 minut nikt mi nie pilnował dziecka. I wtedy też nie pomagałam na działce, bo w końcu byłam jak niegdyś moje szwagierki - Mamusią. I toi się przestało podobać. Przyszła jedna z nich w odwiedziny do teściowej i mówi "niech Sandra lepiej się weźmie do roboty, a nie tylko spaceruje z wózeczkiem". I tak się zaczęło. Zaczęłam spędzać wolny czas zamiast przy domu na własnym podwórku to na chodniku - tam spacerowałam. Bo przecież wtedy moje szwagierki (a miały dzieci już podrośnięte) zaczęły zamiatać podwórko "za mnie" i kurzyły mi na dziecko i pranie.
Ja po zrobieniu obowiązków siadałam przed domem (gdy ich nie było) i np. moczyłam nogi, malowałam paznokcie - bo chciałam się dobrze czuć po porodzie, jako zadbana kobieta. Moje szwagierki to denerwowało.
Teraz jest okropnie. Wcale ze sobą nie rozmawiamy. Doszło do wymiany zdań po tym jak mój mąż mnie pobił a ja to zgłosiłam na policję.
Potem poznałam kogoś i chcę odejść. Szwagierki nazywają mnie "ku..." bo widzą, że "zdradzam", ale udawały, że nie widzą jak on mnie pobił. Uważają, że mi się należało itp. Więc jest źle.
Kurcze, ostre lalunie.. Szkoda mi Ciebie, bo naprawdę masz prze... Ale jedna z moich teraz po wyjeździe wcale się już nie odzywa. Nie wiem czemu, co ja zrobiłam. Czy znowu dlatego, że jej się nie podoba mój sposób zywieniowy, moja figura... A może coś innego ją biedulkę męczy?? Jak ja nienawidzę słowa i samego znaczenia SZWAGIERKA! Też starałam się przypodobać, ale rzeczywiście odnosi to fatalne skutki. Tylko nie potrafię inaczej. Nie umiem przy nich być sobą! Nie wiem dlaczego tak sie dzieje, bo nigdy nie miałam jeszcze tak, że kogoś znałam i... Ehh...
Opiniami tych swoich "panienek" się nie przejmuj. Wiesz najlepiej jak było, a one mają G* do powiedzenia! Ty dalej trwasz w tej rodzince? Bo ja albo zwariowałabym, albo nie wiem... Zastanawiam się czy jest sens bycia z Moim, bo jeśli już teraz się z jego "SIOSTRZYCZKAMI" nie możemy dogadać i złapać neutralnego tematu, to obawiam się, ze z czasem będzie podobnie jak u Ciebie...
Zastanawiam się, po co Bóg mnie stworzył? Łapię takie doły przez tą sytuację, bo chciałabym jak najlepiej, chciałabym mieć z nimi takie relacje, jak Mój z moją rodziną, ale teraz to już nierealne... Wiadomo, że nie odebrałabym im braciszka na zawsze, że nie ograniczyłabym relacji do minimum, ale przez ich takie słodkie zachowanie, kiedyś mogę nie wytrzymać i unikać kontaktów...
Co robić?
Kurcze, ostre lalunie.. Szkoda mi Ciebie, bo naprawdę masz prze... Ale jedna z moich teraz po wyjeździe wcale się już nie odzywa. Nie wiem czemu, co ja zrobiłam. Czy znowu dlatego, że jej się nie podoba mój sposób zywieniowy, moja figura... A może coś innego ją biedulkę męczy?? Jak ja nienawidzę słowa i samego znaczenia SZWAGIERKA! Też starałam się przypodobać, ale rzeczywiście odnosi to fatalne skutki. Tylko nie potrafię inaczej. Nie umiem przy nich być sobą! Nie wiem dlaczego tak sie dzieje, bo nigdy nie miałam jeszcze tak, że kogoś znałam i... Ehh...
Opiniami tych swoich "panienek" się nie przejmuj. Wiesz najlepiej jak było, a one mają G* do powiedzenia! Ty dalej trwasz w tej rodzince? Bo ja albo zwariowałabym, albo nie wiem... Zastanawiam się czy jest sens bycia z Moim, bo jeśli już teraz się z jego "SIOSTRZYCZKAMI" nie możemy dogadać i złapać neutralnego tematu, to obawiam się, ze z czasem będzie podobnie jak u Ciebie...
Zastanawiam się, po co Bóg mnie stworzył? Łapię takie doły przez tą sytuację, bo chciałabym jak najlepiej, chciałabym mieć z nimi takie relacje, jak Mój z moją rodziną, ale teraz to już nierealne... Wiadomo, że nie odebrałabym im braciszka na zawsze, że nie ograniczyłabym relacji do minimum, ale przez ich takie słodkie zachowanie, kiedyś mogę nie wytrzymać i unikać kontaktów...
Co robić?
Sandra mąż Cię bił ? Bardzo Ci współczuję, dobrze, że od niego odeszłaś i nie przejmuj się tym co mówi jego rodzina, Ty dobrze wiesz jak było i nie daj wzbudzić w sobie poczucia winy.
Lool szwagierka się nie odzywa ? To znaczy...? Nie odzywa się do Twojego faceta .. czy jak ? Dlaczego myślisz, że nie podoba jej się Twoja figura etc.. ? Robiła jakieś uwagi na ten temat..? A może tu przesadzasz.?
Nie snuj takich czarnych scenariuszy, bo się wykończysz. U Ciebie wcale nie musi tak być. Wyznaczaj granice, jak będą dla Ciebie niemiłe, to zawsze możesz nonszalancko odpowiedzieć coś i pokazać , że tym się nie przejmujesz, wtedy pewnie odpuszcza. Wiem, że to trudne, ale czasem trzeba. A kontakty, to wiadomo, że będzie miał Twój facet, bo to bliskie mu osoby.
Lool2 ja nadal tu trwam, bo mam dzieci w wieku przedszkolnym. Nie sypiam z mężem od kilku lat i chce się rozejść, ale tego nie można zrobić z dnia na dzień. Pisałam w innych watkach...że mąż straszył rozdzieleniem moich dzieci. Ja nie chciałam, ale nie czułam się na siłach złożyć pozew bo nie mam aktualnie dochodów i boję się, że mężowi przyznają dzieci. Dłuższa historia. W kazdym razie marzy mi się stad odejść.
Nie wiem co poradzić na takie kobiety. Wiem jedno - 100% sukcesu (no może niecałe, ale wiele) zależy od "łącznika" czyli Twojego faceta. Jesli Szwagierka zobaczy, że On Cie szanuje, to one zrobia to samo, bo nie będą chciały urazić brata.
Mój mąż nie reagował na ich zaczepki więc nie miałam się jak obronić. Gdy sie broniłam, to on mówił ze się czepiam. One to widziały i nie raz widziała szyderczy usmiech na twarzy szwagierki, gdy mąż mi zwrócił uwage, że niepotrzebnie podnoszę dyskusję na jej zaczepki. Więc byłam na spalonej pozycji. A one to wykorzystywały.
Zgadzam się - postawa jej faceta jest ważna. A jeśli nawet postawa nie pomoże, to olewać lub pokazywać, że to nie rusza ![]()
truskaweczka19 nie odzywa się do mnie, z Moim się kontaktuje. Poprosiła mnie o coś, żebym podczas jej nieobecności wykonała za nią, więc chcąc się dowiedzieć czy wg niej należy coś poprawić, nawet nie dała znaku życia. A przecież to w jej interesie chyba leży, żeby się dowiedzieć, jak sprawy się mają. No nic, tym się nie przejmuję, bo to nie moja wina.
Podczas swojego pobytu cały czas "wsiadała na mnie", że jestem za chuda i wciskała mi na siłę jedzenie. Początkowo się z tego śmiałam, jak wszyscy, ale z czasem stało się żenujące. W żartach powiedziałam, żeby zmieniła temat bo to robi się nudne i denerwujące, ale jak grochem o ścianę! W końcu zaszła potrzeba interwencji Mojego M* i wtedy się pofochała. Za co? Za to, że nie mogę na SIŁĘ jeść? Zresztą- co jej do tego, jak wyglądam? Jeśli M* to odpowiada, to czemu ona się wtrąca? Nie odebrałam tego jako troskę o mnie, bo jeśli moja rodzina tak nie przesadza w tej sprawie, to nie wierzę żeby szwagierka się "martwiła". Poza tym jeśli naprawdę miała to być forma troski, to nie w ten sposób, bo chyba wiecie jak to jest, kiedy siedzicie przy stole, jecie ile możecie, a ktoś podchodzi i mimo sprzeciwu ładuje na talerz ile wejdzie... To już przegięcie.
Prosto w twarz, jak w przypadku sandry nie usłyszałam narazie ani słowa. No pomijając kilka wypadków, ale teraz nie o tym. Zrobią to tak sprytnie, że nikt się nie zorientuje jaki był cel "żartu". A ja nie potrafię jak to określiłaś- nonszalancko odpowiedzieć, bo jestem zbyt porywcza i mogłabym za dużo lub zbyt 'groźnie' odpowiedzieć....
A nie o to chodzi..
Sandra.sandra rozumiem czemu jeszcze trwasz w tej ... rodzinie. W dzisiejszych czasach naprawdę trudno o utrzymanie się, o pracę. Szkoda tylko Ciebie, bo widać, że szczęśliwa tam nie jesteś. Piszesz, że kogoś poznałaś. On wie jak się przedstawia Twoja sytuacja? Co o tym myśli? może pomógłby znaleźć Ci jakaś pracę? Rozejrzyj się, musi być coś w Twojej okolicy, co mogła byś robić. A może poszukaj dalej, żebyś mogła w spokoju odetchnąć od ... tej rodzinki..?
Mój M* mnie szanuje i one to (chyba) widzą, więc nie wiem jak to do końca z tym jest... Wiem, że ta o której głównie mowa w tym wątku jest zazdrosna, że nie może znaleźć nigdzie takiego mężczyzny, jak M*. Kiedyś mi powiedziała, ze jak ma być z kimś, to tylko z takim jak M*, bo on jest taki i taki itd..! Nie uważacie, ze to już naprawdę chore?
Lool rzeczywiście 'szwagiereczka' przegięła . Moim zdaniem to Twoja sprawa ile jesz, jeśli nie możesz więcej, to kulturalny człowiek powinien zrozumieć i nie gniewać się - przynajmniej moim zdaniem. Każdy je inaczej, inne porcje i to dla mnie naturalne. A wmuszanie na siłę to nietakt, więc zgadzam się z Tobą, że przesadziła. A to jaką masz figurę to bez dwóch zdań Twoja sprawa i najwidoczniej chciała Ci na siłę dogryźć. Nie wiem co więcej powiedzieć, po prostu Twój M musi ją trochę ukrócić, skoro tak kocha braciszka, to niech się go posłucha i zacznie normalnie traktować jego dziewczynę.
żeby On też to potrafił tak zrozumieć jak Ty... I tak nie mogę na Niego narzekać, bo zareagował, ale trochę minęło zanim to zrobił.
żeby On też to potrafił tak zrozumieć jak Ty... I tak nie mogę na Niego narzekać, bo zareagował, ale trochę minęło zanim to zrobił.
No tak, pewnie myślał, że ona zaraz będzie cicho i będzie ok, ale następnym razem wiadomo, że lepiej, gdyby od razu mówił jej co myśli.
39 2011-05-12 09:20:25 Ostatnio edytowany przez sandra.sandra (2011-05-12 09:27:32)
Strasznie mi ta sytuacja przypomina moją. Ta dziewczyna ma problemy z psychiką - mówię o szwagierce. Żeby Ci nakładać na talerz?? Ona potraktowała Cie jak gówniarę i to mało powiedziane. Gdyby to trafiło na moja koleżankę, to to jedzenie trafiłoby na jej głowie. Ale Ty taka nie jesteś, podobnie jak ja.
Może przy tego typu zachowaniach powiedz tak "Słuchaj...Czy nie uważasz, że przesadzasz? Twoje zachowanie jest idiotyczne i nie będę tego tolerowała". Coś w tym stylu, czyli bardzo wprost i nie bądź delikatna. Wcześniej porozmawiaj z M*, bo to zachowanie Cie poniża. Przykro mi to mówić, ale ona jest w stanie zepsuć relacje między Wami, o ile Twój M* nie będzie murem stał za Tobą. On jest między młotem a kowadłem. I jeśli On Cię nie obroni stanowczo, to zostaniesz na swojej "łasce". Jeszcze się zastanawiam, czy ignorancja wobec jego siostry nie byłaby lepsza. Po prostu przechodzić bez słowa, gdy Ci nałoży coś na talerz, to tak jakbyś tego nie widziała. Weź nowy talerz i tyle.
Należałby się jej ten obiadek na twarzyczce. Boże jak ja nie nawidzę takich osób.
I dodam jeszcze, że na nic będzie Twoja postawa taka, że będziesz udawała, że wszystko jest OK, bo wejdzie Ci na głowę. Jej chyba chłopa brakuje. Powiedz jej znajdź sobie faceta, bo ci hormony szaleją.
A u mnie...tak, mam kogoś i On wie. Jednak pracuje za granicą (odpracowuje mieszkanie) i zejdzie jeszcze kilka miesięcy. Bardzo chce mi pomóc i dziwi mi się, że daję radę tu mieszkać. Ale rozumie, ze to przez dzieci. Szykuje mieszkanko (ciężko z remontem bo mało kasy) i mam nadzieję, ze za około rok już tu nie będę. On mieszka 3-4 godziny jazdy ode mnie więc to nie tak łatwo się spakować i wyprowadzić.. Są dzieci i potrzebują ojca i przy tej odległości są utrudnione kontakty...spory problem ![]()
sandra.sandra fakt, jestem od niej sporo mlodsza (jakies 8 lat) więc też odnoszę wrażenie, że traktuje mnie jak gówniarę. Ale akurat w tym trafiłaś, bo nie wiedziałaś, że jest po między nami taka różnica wieku.
Gdyby to jedzenie wylądowało na jej głowie, to wydaje mi się, że miałabym problemy z M* i z przyszłą teściową. Ale już teraz wiem jak "podziękować", na pewno to zastosuje przy najbliższej okazji. Nie wpadłam na to, żeby tak dobitnie to powiedzieć. Tylko, ze ona pewnie już nie będzie nakładać, bo strzeliła takiego focha, po tym, jak M* jej wytłumaczył, że ma tego nie robić, więc pewnie będzie chciała tego uniknąć. Mam nadzieję!
Masz rację- M* jest między młotem a kowadłem, bo sam mi nawet powiedział, że nie potrafiłby wybrać między mną, a którąś z sióstr. Ja rozumiem, ale też uważam jak Wy, że powinien mnie MUREM bronić, a to nic złego.
Piszesz, że brakuje jej chłopa. Tak, ma prawie 30 na karku i z nikim nie jest związana. Moja siostra stwierdziła, że dlatego traktuje tak mojego M*. W sumie to racja, bo nie ma na kogo przelać miłości, ale no bez przesady, żeby z 25-letniego faceta robić kilkuletniego chłopca...
Fajnie, że masz kogoś kto wie o całej Twojej sytuacji i trwa z Tobą. Na pewno inaczej się czujesz. Skoro wytrzymałaś już tyle, to wytrzymasz jeszcze rok, widać że jesteś silną kobietą i ja w Ciebie wierzę! Jak już będziesz miała mieszkanie to myślę, że będzie łatwiej zacząć coś działać w stronę rozstania z tym... i z jego siostruniami! Ciekawa jestem, jak wyglądają i gdzie pracują, czym się zajmują, bo może niczym szczególnym, ale mądrzą się jak profesorki..!
He, he. Domyślałam się, że brakuje jej chłopa
Moje tez były samotne. Mój mąż był (zanim mnie poznał) od wszystkiego. Śmieszny temat i pewnie jak któraś z nich to przeczyta to siebie rozpozna, bo takie przypadki to naprawdę "zjawisko".
Jedna z nich mieszka blisko. Była samotna. Miała w domu kota. Na weekendy przyjeżdżała do mamy w tym samy mieście. Ona o 15, a potem pod wieczór mój "wtedy narzeczony" jechał po kota i wiózł go również do mamy. Szlag mnie trafiał, bo to dla mnie śmieszne. Ona stwierdziła, że nie potrzebuje faceta, bo ma kota. Minęły może 2 miesiące, a ona opowiada o jakimś X. Pytam -kto to? Ona odpowiada "wynajmuje komuś, żeby zarobić". Parsknęłam śmiechem. Jak to wynajmujesz, jak masz 1 pokój?? To wersja dla twojej mamy czy mnie uważasz za głupią?? Powiedz po prostu, że kogoś poznałaś. Ona jednak obstawała, ze to lokator. To był maj. Długi week. Przyprowadziła ów lokatora na "majówkę". Z całej skrzynki piwa on sam wypił 3/4, z czego 2 ostatnie piwa zdążył wychłeptać na 10 minut przed autobusem. No ale co komu do tego ![]()
Koniec sierpnia...Wchodzę z narzeczonym do domu, one wszystkie łącznie z teściową siedzą w pokoju. Sytuacja wygląda na poważną... ów szwagierka przyznaje się do ciąży... Spytałam czy z lokatorem (nie umiałam się powstrzymać). Po 2 miesiącach ślub i potem siniaki co miesiąc. Tak mija około 10 lat a ona nadal tam tkwi "bo taka jej rola od Boga".
Sorki, że się tak rozpisałam...Druga z nich wyszła za mąż "w rodzinie", co dla mnie jest i będzie hiciorem.
Ja ze swoim wujkiem dokładnie tego samego pokrewieństwa, co ona z mężem jesteśmy podobni jak rodzeństwo!!
Dla mnie to obrzydliwe. Powiedziałam jej to, po tym jak mnie określiła brzydkim wyrazem na "K". Od tamtej pory obie się nie odzywają.
Bardzo żałuję tego małżeństwa. Owszem, dzieci są świetne. Ja wtedy mając dwadzieścia-kilka lat myślałam, że miłość wszystko zwycięży. Niestety...Wychodzi na to, że mąż mnie nie kochał, bo wybrał rodzinę...
O kurcze, smutne to, o czym piszesz...
Tzn. końcówka, że Twój mąż Cię nie kocha i wybrał rodzinę. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego jedna z nich jest bita przez męża nie uwierzyła Tobie, kiedy Twój też Cię uderzył?! Co ona, głupia czy jak? Sorki za określenie, ale nie umiem inaczej napisać o niej.. Ehh, są ludzie i taborety, ale żeby urodzić się klamką to naprawdę trzeba być wybitnie uzdolnionym.
Piszesz, że ta druga nazwała Cię "K"? A mogę spytać na jakiej podstawie?
Ty masz tam naprawdę prze...! Ja Cię podziwiam, bo mimo iż wydaje mi się że to ja jestem silna i dużo wytrzymam, to już takich rzeczy niestety nie....
Lool2, jedna z nich nie tyle, że mi nie uwierzyła. Ona to widziała. Ona była przyczyna do tego, bo pierw mnie kopnęła, potem - skoro nie zareagowałam - to przyszła mnie szarpać do łazienki, a jak poprosiłam męża o interwencję to zaczął mnie bić. Pokazałabym te zdjęcia, ale wiadomo - anonimowość... Ta druga natomiast powiedziała, że z tego co słyszała to zasłużyłam a i tak miałam za małe siniaki. A co najśmieszniejsze - wszystkie one łącznie z teściowa latają co tydzień do komunii ![]()
Poważnie, będąc w Twojej sytuacji... Mysleć się boję, na co byłoby mnie stać! A kto zrobił te zdjęcia o których piszesz? byłaś z tym na policji? Za co ona w ogóle śmiała podnieść na Ciebie ręke? A ten pożal się Boże Twój mąż????! Za co on Ciebie w tej sytuacji pobił? Bo co, bo bolały Cię tamte uderzenia i nie byłaś w stanie sama się obronić, czy dlatego że POPROSIŁAŚ go o interwencje? Boże dziewczyno Ty uciekaj stamtąd jak najprędzej!!!!!!
Naprawdę chorzy!
45 2011-05-14 20:03:48 Ostatnio edytowany przez sandra.sandra (2011-05-14 20:12:21)
Lool2 ja zrobiłam te zdjęcia sobie "na dowód". Pojechałam na policję na drugi dzień dopiero bo z domu nie miałam jak zadzwonić. On spał a policja powiedziała mu "dzień dobry". Przyznał się, ale nie założyli niebieskiej karty. Ale dowody mam.
Miedzy nami wyszła wymiana zdań i w konsekwencji ona mnie kopnęła. Nie oddałam jej, poszłam do domu. Ona poszła za mną i dopadła mnie. Próbowałam zamknąć przed nią drzwi, ale nie dałam rady i wtedy poszłam po męża by się wtrącił i ja wyprosił (mogłam ją uderzyć, ale nie chciałam). No i wtedy wpadł w szał i zaczął mnie okładać. Przy całej rodzinie. W pewnym momencie myślałam, że mi mózg wypływa, bo dostałam w skroń i w tym miejscu zrobiła mi się w 2 sekundy gula wielkości jaja kurzego i tak wisiała na skórze. Myślałam, że schodzę z tego świata. Najgorsze jest to, że on mnie bił a mnie trzymała córka za rękę.
Stała tam jego matka, siostra, kuzynka z mężem i kolega. Osłaniała mnie teściowa i kuzynka (ale nie dali rady). Największy żal mam do mężczyzn tam obecnych, bo żaden nie próbował go powstrzymać. Oni stali i patrzyli "w dal" jakby nas tam nie było. A teraz ten kumpel przyłazi do męża na pogaduchy. Ja śpię, a oni siedzą i gadają w moim pokoju. Nie odzywam się, bo mąż tylko powie "zamknij się" i dalej będą siedzieć.
Nie żałuję, że sobie kogoś znalazłam, nie uważam tego za zdradę, bo jak można zdradzić "obcego człowieka".