Nie wiem od czego zacząć bo moja historia jest długa i zawikłana, znalazlam to forum ponieważ mielismy/mamy problemy małżenskie i szukalam pomocy. Nasze problemy są złożone obydwoje mielismy 'dziwne' dziecinstwo - bez przemocy fizycznej ale za to nasi rodzice używali róznych psychologicznych trików by na zawsze odcisnac sie w naszej psychice!!
Chciałam prosić o opinie i rade na temat mojej relacji z mama bo czuje sie miedzy młotem a kowadłem i czuje, że musze wybrać albo mąż albo ona.
Moja mama wychowywała mnie i brata praktycznie sama bo mój tata był ojcem w/endowym i zawsze nas rozpieszczał i pozwalal na wszystko. Moi rodzice z tego co pamietam dogadywali sie bardzo dobrze i byli dobrana para.
Z mama mialam zawsze dobre relacje - ale juz od wczesnych lat wpływala na mnie psychologicznie zebym nie spotykala sie z kolezankami czy nie wychodzila na pierwsze szkolne dyskoteki - zawsze kiedy mialam wyjsc bylo cos waznego do roboty czy musialam jej w czyms w domu pomoc byly miliony powodów dlaczego potrzebowala mnie w domu- czasem pomimo tych argumentow, butnowalam sie i wychodzilam ale nie bawilam sie dobrze dreczona poczuciem winy, że mama mnie potrzebuje!! Po kilku probach buntu poddalam sie i zostawalam w domu z mama. Kiedy mialam 19 lat moj tata zachorowal na nowotwor płuc mial 47lat (moja mama miala 37 wtedy) no i zaczelo sie to ja stalam sie powiernikiem mojej mamy, gdy musiala sie wyplakać to ja jej słuchalam, zwierzala mi sie z postepów a raczej ich braku leczenia..to byl straszny okres -zwlaszcza ze mialam mature i egzaminy na studia w tym czasie - po 3 miesiacach walki mój tata przegrał wojnę z rakiem i stracilismy go!!! Dodam, że byl to szok - moja mama od urodzenia mojego brata nie pracowala byla w domu a teraz na niej spoczal obowiazek utrzymania rodziny!!
Myśle ze w pewnym stopniu zastąpiłam jej partnera zyciowego. Duzo rzeczy załatwiałsmy razem podejmowałysmy decyzje wspolnie itd. i tak toczyło sie życie..mója tata zmarł w 2001 roku.
W 2006 roku poznalam chłopaka mojego obecnego męża - na poczatku wszystko było dobrze - mama niby go akceptowała - ponieważ mieszkamy za granica po jakims czasie wynajelismy dom wspolnie w 3 (na poczatku w 4 ale pozniej moj brat wyjechal na studia do innego miasta)...był ślub.... myślalam, ze mam wymarzona rodzine, mama jest blisko wiec mozemy sobie pomagac itd. no i sie zaczeło!!!! Najpierw - na wieść o tym, że zaszlam w ciąże i moja zostanie babcia zareagowała słowami - A po co Wam dziecko ..O!! Jezu!! i skrzywiła sie tak aż sie popłakałam
((
Liczne kłótnie mojej mamy i męża - mąż twierdzi, że moja mama nas wykorzystuje - pomagamy jej to prawda mój mąż jest mechanikiem wiec pomaga jej przy aucie podczas przeprowadzki moja mam palcem nie kiwnela, nie martwilam sie wynajeciem auta do przeprowadzki, kto nam pomoże ( moja mama ma mnóstwo rzeczy duzo rzeczy zbiera wiec miala ich wiecej niz nas dwoje) mąż przenosił jej meble, rzeczy ze swoim kolega!! Wypozyczylismy auto by przewiezc rzeczy mama nigdy nie spytala ile to kosztowalo i czy ma cos oddac!! Mąż strasznie sie o to złości...bo mowi, że nawet dziekuje nie usłyszał!
Moja mama mieszka w mieszkaniu obok nas - wiec mamy blisko do siebie ale jak cos potrzebuje to nie poprosi mojego męża tylko przekazuje to przez mnie - typu - POWIEDZ SWOJEMU MEZOWI ZE POWINIEN MI JUZ ZMIENIC OLEJ ITP.
Odkad mieszkamy osobno to mąż i moja mama praktycznie wogole nie gadaja ze soba...
Kiedy nasze małżenstwo wisialo na włosku moja mama doradzala mi rozwód mowiac - wiedzialam od poczatku ze on nie jest dla Ciebie!!! Stać Ciebie na kogos lepszego!!!MArnujesz sobie zycie..masz nieudacznika itp.
Podczas wszystkich kłótni mojej mamy i męża nie potrafilam wydusic z siebie słowa - nie stanelam po jego stronie ani nic...moja mama nie wiem czy swiadomie czy nie ale potrafi tak ciebie podejść psychologicznie, że nie potrafie odeprzeć jej argumetów czuje sie jak małe dziecko i czuje sie winna ze jej nie pomagam ciagle potrzebuje jej aprobaty!! Ostatnio prosiła, zebym jak bede wysyłać kartki na Wielkanoc podpisała rowniez od niej (ponieważ w tym czasie bedzie w Polsce) mąż wypisywał kartki i podpisał rowniez moja mame - dzis przez telefon usłyszałam, że ona sobie nie życzy by mój mąż wypisywał jej kartki świateczne!! Już wiem, że sobie nie życzy by wchodził do jej mieszkania itp. Jak ide w odwiedziny do mojej mamy to zawsze sama bo mąż nie jest zaproszony zreszta nie ma ochoty tam iść...po rozmowie z moja mama czesto sie zastanawiam nad rozwodem i czuję sie winna ze np spedzam czas z mężem a nie z mama - dosłownie jak małe dzicko reaguje (a normalnie w życiu jestem zaradna i umiem sobie radzic w różnych sytuacjach) ale przy mamie wariuje dosłaownie czuje sie jak po praniu mózgu!! Próbowala z nia gadać o tym ale ona nie rozumie dlaczego ja mam takie poczucie winy bo ona mowi ze mnie dobrze wychowala i nigdy taka nie byłam...i chyba na prawde nie wie o co chodzi!!
Czy mozna wyrzadzic taka krzywde psychiczna dziecku nieświadomie??? Co robić?? W czwartek mama wraca z Polski a ja doslownie sie tego boje!! boje sie tego gadanie tych gierek psychologicznych..dosłoanie nie chce żeby wrócila...nasze relacje z mężem sa zupelnie inne gdy nia ma mamy!! Czuje sie wrecz zobowiazana isc do niej w odwiedziny - bo ona jeszcze nigdy nie przyszła a mieszkamy tu od grudnia!! Jak juz pojde to spedzam tam duzo czasu a jak wracam to mąż mówi ze mam juz zupelnie inne do niego zastawienie
((
POMOCY!! Czy musze wybrac czy zawsze bede czula sie winna gdzie tkwi błąd we mnie ?? Czy w mamie??
PORADZCIE COS BO ZWARIUJE
((
Dodam, że mama miala jeden związek odkad tata zmarł - trwał z przerwami rok - facet w koncu ja zostawił - wiem, że ciagle go krytykowała wszystko musialo byc zrobione na jej modłę...nawet w złym garnku gotował zupe i juz miał 'wyklad'....ja bardzo sie cieszylam ze kogos znalazla bo sadzilam, że bedzie znów szczesliwa - teraz stwierdzila, że facacie to świnie - i nadaja sie tylko do pracy i do tego by dawac kobiecie tego czego potrzebuje, że facet powinien byc bogaty i dbac o kobiete..krytykuje mojego meza za to ze ja musze pracowac na (3/5) etatu bo on nie jest wstanie zapewnic mi utrzymania mi i naszemu synkowi...mój mąż mowi, że moja mama znienawidzila cały gatunek męski
(ostatnio ulubionym powiedzeniem mojej mamy jest, że facetowi nie wolno nigdy pokazać całej d**y i nie wolno z nim byc szczerym!!!Facet ma pracować itd. To nie sa wartości w których zostalam wychowana...ja wierze w rozmowe i szczerość!!
Ale sie rozpisałam!!! Przepraszam za dłuuugi post!!!