netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

99 odpowiedzi10 809 wyświetleńzałożony przez grejs, 25.04.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 100 ]

1

Temat: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Święta zawsze rodzinne , umyte , posprzątane , ogarnięte , wystrojone rodzinka odświętnie ubrana  itd.myślę , że mój świat zwsze taki będzie poukładany i innej opcji nie biorę pod uwagę . Mój mąż jest mój mnie kocha i tak będzie do końc świata tzn. JA TAK MYŚLĘ NIEKONIECZNIE TAK JEST czyli cały czas się łudzę(CHODZI O MOJEGO MĘŻA) , że to jakaś pomyłka , że to jakieś plotki , że ktoś się pomylił , że to co widziałam to przypadek ,że to tylko JEGO koleżanka jechała z moim mężem ,że to tylko przypadek , że nie ma go w domu ,bo dłużej pracuje ... Cały czas jestem o tym przekonana. Uwaga: jak czytam WASZE POSTY , to sobie myślę: no nie! co ona ślepa! no nie! na co ona liczy! itp. Niestety nigdy nikomu się nie skarżyłam , nie opowiadałam , bo byłam pewna , że to coś wszystko wyszło przypadkowo i mój kochany mąż jest tylko mój i tak będzie na zawsze !!!(zresztą teraz, jak tylko okazałby skruchę , po-przepraszał , po-obiecywał zmiękłabym , ale to tylko piszę tutaj ON o tym oficjalnie nie wie ...NO I PISZĘ TUTAJ , BO WRESZCIE DOJRZEWAM , żeby w końcu coś z tym zrobić...). Nigdy mi jeszcze nikt nie powiedział "Kobieto daj sobie z nim spokój wreszcie!" I chyba oczekuję tutaj od WAS porady co mam robić , bo w tej matni nie da się dalej żyć!!! Powoli umieram. Muszę zacząć , że od zawsze wszystkie dziewczyny i kobiety się w nim kochały i nadal właściwie tak jest zaraz będzie miał 50-tkę wygląda świetnie , jest bardzo towarzyski , kawalarz i dusza towarzyska. Ważna sprawa , że jak ja zorganizowałam imprezę, to na niej byłam... jak on organizował, to ja nie zawsze .Tłumaczył tym, że to męska impreza , albo będą tam tylko ludzie z pracy itp. było mi przykro , ale rozumiałam. W to miejsce zawsze zorganizowałam sobie babskie spotkanie i tym się zadawalałam. Muszę napisać bardzo ważną sprawę moi rodzice rozwiedli się z powodu zdrad notorycznych mojego ojca, wraz z siostrami namówiłyśmy Mamę , żeby po 25-ciu latach rozwiodła się ...i tak się stało. Uraz jednak zostaje ...w moim małżeństwie niczego się nie bałam , tylko tego żeby mój M. mnie nie zdradzał ... i tak sobie zakodowałam , że nie ma takiej opcji! Mamy dwie córki już dzisiaj dorosłe , piękny dom w pięknym miejscu stabilność jako taką materialną...ja właściwie czekam na fajnego zięcia lub zięciów i wnuków. Będę najlepszą babcią na świecie...Jednak wrócę do mojego małżeństwa...Któregoś pięknego dnia gdzieś po 10 -ciu latach po ślubie namówiłam mojego M. na wczasy zagraniczne - nie chciał , (zresztą nigdy nie chce nigdzie wyjeżdżać) ale nigdy nie mieliśmy czasu , więc sama podjęłam decyzję wykupiłam wczasy i oznajmiłam , że nie ma wyjścia, jedziemy !!! Hurra ! Było super ! po przyjeździe w sobotę byliśmy zaproszeni na imprezę do znajomych. Szliśmy tam spacerkiem i tak sobie gadaliśmy o banialukach po drodze... i w pewnym momencie powiedziałam jemu , że coś wiem i żeby dalej tego nie krył ( to było dla żartu i nic kompletnie nie miałam na myśli...tak po prostu bawiłam się słowami...) A ON do mnie: A TY SKĄD TO WIESZ? Zamurowało mnie , że był poddenerwowany...myślę sobie ,cholerka chyba ma jakąś niespodziankę dla mnie i myśli , że ktoś się wygadał...chciałam się wycofać ...ale On jakoś dziwnie był zdenerwowany. Nic nie powiedział...doszliśmy do znajomych tam sporo wypił, w drodze powrotnej po alkoholu wszystko od niego wyciągnęłam...płakał przepraszał , a ja po prostu myślałam , że umieram... świat mi się zawalił.. wybełkotał że,.jest w trakcie romansu z 20-to latką , która u nas w firmie ma praktykę !!! Otworzył się i wyciągnęłam jeszcze  od niego , że jak jeszcze nie mieliśmy dzieci przyprowadziłam do naszego domu jego dawną  miłość , a moją dawną sąsiadkę      ( ja oczywiście zrobiłam to dla żartu , bo byłam tak jego pewna) bawiłam się tą sytuacją. Okazało się , że następnego dnia przyszła do niego do pracy kiedy mnie nie było i się przespali!!!...Byłam zdruzgotana myślałam tylko o śmierci. Płakałam w dzień i w nocy. Miałam jakieś omdlenia nawet wezwano do mnie pogotowie dostałam zastrzyk pospałam i dalej płakałam. Wygoniłam go z domu. Nie mogłam żyć bez niego i z nim. Dzieci uratowały moje życie tylko dla nich musiałam przetrwać.Trwało to bardzo długo, ta moja niemoc.  Dowiedziałam się , że spał w samochodzie pod firmą , miałam to gdzieś !Minęło kilka miesięcy wypłakałam się i zaczęłam być bardzo samotna. Długo mogłabym pisać jak ten okres w życiu był dla mnie ciężki...ale jednak po kilku miesiącach jego próśb i płaczach uległam i przyjęłam go z powrotem. Obiecał oczywiście , że teraz będzie wzorowym mężem i wszystkie ble ble ble , które na pewno znacie.. . Przed przysięgą jeszcze kazałam przyznać się do wszystkiego jeżeli ma coś na sumieniu żeby zacząć od nowa ...no i wyszło jeszcze , że kiedy pojechałam na zarobek za granicę na kilka miesięcy to przespał się z siostrą mojej koleżanki...ok, powiedział , przyznał się przebaczyłam. Zamknęłam rozdział i zaczęliśmy nowe życie.       I tak minęło 24 lata małżeństwa , a od tego wielkiego przebaczenia 10 la. Obecnie właściwie nie wiem o co chodzi...i ON mówi , że też nie wie o co chodzi. Nie odzywamy się do siebie.  Od roku chodzimy koło siebie jak obcy dla siebie ludzie. Zaczęło się w kwietniu zeszłego roku , widzę , że jest coś nie tak, to wyniosłam , się z sypialni. po trzech miesiącach bez reakcji wkurzyłam się, że śpię na kanapie w salonie i on sobie z tego nic nie robi.To wyrzuciłam jego rzeczy z sypialni i ja się wprowadziłam. Dalej nic. W sierpniu namówiłam mojego M. żebyśmy pojechali pod namiot ze znajomymi.Pomyślałam , że może coś drgnie.Po wielkich oporach zgodził się ...myślałam , że coś tutaj się wydarzy..dzieci zostały w domu...a tu nic ja na swoim materacu , a on na swoim . I tak jest do dzisiaj. W co drugi wekend jeździ do szkoły (dokształca się i dobrze) i wraca po południu (do mojej mamy miałyśmy pretensje , że śledzi tatę i uważałam , że jest to bardzo poniżające ,wtedy myślałam , że ja nigdy tak nie postępowałabym, ale jednak jak ktoś jest zdradzany, to niestety nie ma się zaufania do drugiej osoby i takie zachowania są silniejsze...). Tej soboty (tydzień przed świętami) widzę w przedpokoju ma przygotowaną torbę z rzeczami...zagotowało się we mnie... Po co takie sytuacje , uważam postawić jasno sprawę - NIESTETY NIE MOŻEMY BYĆ RAZEM - TO NIE OSZUKIWAĆ!!! ROZEJSĆ SIĘ , A NIE JAKIEŚ NIE WIADOMO CO... i właśnie dlatego zdobyłam się na śledztwo...czuję się strasznie, to nie w moim stylu , bez honoru...ale było to silniejsze ode mnie... Pojechałam pod szkołę płakałam i łudziłam się , że ubzdurałam sobie w łepetynie jakieś głupoty... Wyszedł ze szkoły i idzie z młodą dziewczyną do samochodu - naszego samochodu- rozpłakałam się i z tego wszystkiego nie mogłam zapalić tego durnego samochodu !!! W desperacji zadzwoniłam do niego , że jestem w tym mieście co ON i zepsuł mi się samochód.Był bardzo zaskoczony. Powiedział gdzie jest I POJECHAŁAM TAM. Byli całą grupą w knajpie. Pytam się co to za rzeczy w samochodzie kobiece, a ON , że wiózł cały samochód ludzi , ale tylko ona zostawiła rzeczy....Dlaczego kłamiesz pytam ,byłam pod szkołą i widziałam !!! A On mnie wyśmiał , że co ja robię śledzę i takie tam , zdarzyło mi się to pierwszy raz , że go śledziłam po 24-tu latach. Po co zostawiła rzeczy w samochodzie jak myślicie, Ośmieszył mnie i poszedł do nich... a ja czułam się JAK SZMATA ,ale do domu wrócił nie został na noc. Po powrocie powiedział , że sobie ubzdurałam wszystko i tak by wrócił , bo plany się zmieniły , że cały rok miał spać w jakieś bursie , ale nie było miejsc... No i to koniec mojej opowieści. Nie odzywamy się dalej. Są  święta , nasze córki muszą się dzielić nami , bo razem nigdzie nie chodzimy . Bardzo cierpię. Uwielbiam towarzystwo, ludzi,siedzę...a niestety siedzę przed komputerem płaczę, piszę i zastanawiam się co dalej.....

2

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
grejs napisał/a:

Obecnie właściwie nie wiem o co chodzi...i ON mówi , że też nie wie o co chodzi. Nie odzywamy się do siebie.  Od roku chodzimy koło siebie jak obcy dla siebie ludzie.

Grejs....współczuję ci bardzo
Mam taki sam staż małżeński, kilka kryzysów za sobą.... wiem jak to jest, kiedy ludzie oddalają się od siebie..... wiem jak trudno jest do siebie wrócić

ja jednak nigdy nie zdecydowałam się na osobne sypialnie..możemy ze sobą nie rozmawiać, ale śpimy w jednym łóżku.... po czasie złość przechodziła...małymi kroczkami zaczynaliśmy rozmowy, dochodziliśmy do porozumienia....

powinnaś wyciągnąć męża na spacer.... albo zaprosić go do stołu na poważną rozmowę..... jeśli jednak z różnych przyczyn nie jesteś jeszcze na to gotowa, napisz do niego dłuuuugi list....

"Kochanie,
właśnie mija 24 rocznica naszego ślubu, z czego 23 lata były całkiem fajne.... a ostatni rok ....."

podsuwam ci taki pomysł.... bo mnie kiedyś taki dłuuugi list do męża ....uratował

pozdrawiam cię ciepło.... będę trzymać kciuki

3

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

...Myślisz , że jeszcze jest szansa? Ja, raczej myślę , że powinnam zakończyć to małżeństwo ...jestem ciągle smutna , płaczę (w ukryciu), a zawsze byłam pozytywnie zakręcona...ON bawi się dobrze... Wygląda , że ta sytuacja jemu pasuje , pilot  i kanapa w jego dyspozycji i wielkie szczęście - wszystkie programy świata jego !!! Dzięki , że przeczytałaś moją historię i trzymasz za  mnie kciuki. Bardzo mi brakuje przyjaznych dusz. Większość znajomych jest w tej chwili na wielki dystans, myślę , że czekają co będzie dalej...

4

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
grejs napisał/a:

Święta zawsze rodzinne , umyte , posprzątane , ogarnięte , wystrojone rodzinka odświętnie ubrana  itd.myślę , że mój świat zwsze taki będzie poukładany i innej opcji nie biorę pod uwagę . Mój mąż jest mój mnie kocha i tak będzie do końc świata tzn. JA TAK MYŚLĘ NIEKONIECZNIE TAK JEST czyli cały czas się łudzę(CHODZI O MOJEGO MĘŻA) , że to jakaś pomyłka , że to jakieś plotki , że ktoś się pomylił , że to co widziałam to przypadek ,że to tylko JEGO koleżanka jechała z moim mężem ,że to tylko przypadek , że nie ma go w domu ,bo dłużej pracuje ... Cały czas jestem o tym przekonana.
...NO I PISZĘ TUTAJ , BO WRESZCIE DOJRZEWAM , żeby w końcu coś z tym zrobić...). Nigdy mi jeszcze nikt nie powiedział "Kobieto daj sobie z nim spokój wreszcie!" I chyba oczekuję tutaj od WAS porady co mam robić , bo w tej matni nie da się dalej żyć!!! Powoli umieram.

Muszę zacząć , że od zawsze wszystkie dziewczyny i kobiety się w nim kochały i nadal właściwie tak jest zaraz będzie miał 50-tkę wygląda świetnie , jest bardzo towarzyski , kawalarz i dusza towarzyska. Mamy dwie córki już dzisiaj dorosłe , piękny dom w pięknym miejscu stabilność jako taką materialną...ja właściwie czekam na fajnego zięcia lub zięciów i wnuków. Będę najlepszą babcią na świecie...

I tak minęło 24 lata małżeństwa , a od tego wielkiego przebaczenia 10 la. Obecnie właściwie nie wiem o co chodzi...i ON mówi , że też nie wie o co chodzi. Nie odzywamy się do siebie.  Od roku chodzimy koło siebie jak obcy dla siebie ludzie.
Tej soboty (tydzień przed świętami) widzę w przedpokoju ma przygotowaną torbę z rzeczami...zagotowało się we mnie... Po co takie sytuacje , uważam postawić jasno sprawę - NIESTETY NIE MOŻEMY BYĆ RAZEM - TO NIE OSZUKIWAĆ!!! ROZEJSĆ SIĘ , A NIE JAKIEŚ NIE WIADOMO CO...

Są  święta , nasze córki muszą się dzielić nami , bo razem nigdzie nie chodzimy . Bardzo cierpię. Uwielbiam towarzystwo, ludzi,siedzę...a niestety siedzę przed komputerem płaczę, piszę i zastanawiam się co dalej.....

Kochana - bardzo Ci współczuję.
Przerabiałam analogiczną sytuację przez ostatnie 4 lata (2 od momentu uświadomienia sytuacji). Wiem jak Ci ciężko - stanęłaś właśnie na rozdrożu, nie poznajesz człowieka, z którym spędziłaś większość życia.
Niestety drogi Wam się rozeszły - Ty szykujesz się do bycia babcią a On przeżywa drugą młodość w otoczeniu kolegów i koleżanek ze studiów.
Dużo pracy przed Wami, czy chcecie czy nie, będziecie musieli nauczyć się z powrotem porozumiewania.
Sugerowałabym byś skorzystała z pomocy psychologa - na początek dla samej siebie. Potem może uda się podjąć terapię partnerską? Nie wszystko przesądzone, może uda się odbudować wasz związek od nowa albo ułożyć życie od nowa. Obawiam się tylko, że sama nie dasz sobie z tym rady, dlatego przydałaby się pomoc fachowca. Trzymaj się

5

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
grejs napisał/a:

...Myślisz , że jeszcze jest szansa? Ja, raczej myślę , że powinnam zakończyć to małżeństwo ...

skoro tak myślisz.... nic mi do tego
ja jednak myślę (po moich osobistych doświadczeniach).... że jest jeszcze szansa....

jestem ciągle smutna ,płaczę (w ukryciu), a zawsze byłam pozytywnie zakręcona...

i tego faceci nie lubią najbardziej..... tu są bezradni.... wiem jak to przeżywasz, ale on się nie domyśli, że chcesz, żeby cię przytulił....

ON bawi się dobrze... Wygląda , że ta sytuacja jemu pasuje , pilot  i kanapa w jego dyspozycji i wielkie szczęście - wszystkie programy świata jego !!!

a może to tylko pozory?
przełam się i uśmiechnij się do niego.....
daj mu kartkę i poproś, żeby zaznaczył na niej właściwą odpowiedź:

zależy mi na tobie/ nie zależy mi na tobie

chcę być z tobą/ nie chcę być z tobą

.... to zawsze jakiś początek.... do dyskusji
przynajmniej będziesz wiedziała na czym stoisz....

6

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Wyraźnie widać, że Wasze drogi się rozeszły. Wydaje mi się, że ciężko będzie odbudować to uczucie od nowa. Współczuję Ci bardzo.

7

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Robiłam różne ruchy...chciałam go sprowokować. Powiedziałam , że mam dosyć . Muszę mieć swój kąt nie mogę się ukrywać non stop w sypialni. Powiedziałam , że powinniśmy sprzedać dom i się rozdzielić. On na to : OK
Dalej brnęłam i zaprosiłam do domu osobę z biura nieruchomości. Myślałm , że zaprotestuje, niestety nie. Oficjalnie zgłosiliśmy dom na sprzedaż. Nie wiem co siedzi w jego głowie. Wyciągnęłam go na spacer i mówię , żeby mi pomógł , bo dłużej nie dam rady żyć w milczeniu i w jednym domu. To mi odpowiedział , że nie ma pieniędzy żeby mi kupić mieszkanie...a ja znowu myślałam , że powie : KOCHANIE DAJ SPOKÓJ. Wczoraj święta spędził u swojej rodziny(jego rodzina jest cudowna - tęsknię za nimi) beze mnie z naszymi dziećmi przy ogromnym stole (tak mi tego brakuje). On to wie . Muszę się odbić od dna...bardzo cierpię. Dzisiaj znowu święta...niech to szlag !!!

8

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
grejs napisał/a:

Wczoraj święta spędził u swojej rodziny(jego rodzina jest cudowna - tęsknię za nimi) beze mnie z naszymi dziećmi przy ogromnym stole (tak mi tego brakuje). On to wie . Muszę się odbić od dna...bardzo cierpię. Dzisiaj znowu święta...niech to szlag !!!

Dlaczego nie pojechałaś z rodziną? Ty nie chciałaś czy on tak zadecydował?
Może trochę przystopuj z tymi prowokacjami, bo jak się zagalopujesz, możesz tego żałować a jeszcze się dowiesz, że sama TAK chciałaś. I skąd wiesz, że on wie, jeżeli nie wyrażasz jasno i wyraźnie swoich oczekiwań, tylko każesz mu interpretować swoje czyny. Być może on interpretuje wprost, nie chce się domyślać, że to takie twoje wołanie o pomoc.

9

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Nie ukrywaj w sobie wszystkiego, rozmawiaj, nie na sile ale sprowokuj powazna rozmowe, powiedz mu o swoich lekach i odczuciach, to podstawa...duzo facetow goni do przodu za nowymi doznaniami i nie zwracaja uwage na osoby/rzeczy do ktorych przywykli... ale nie sadze zeby chcial Cie ranic umyslnie... szczera spokojna rozmowa to podstawa.
Pozdrawiam.

10

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
grejs napisał/a:

Wczoraj święta spędził u swojej rodziny(jego rodzina jest cudowna - tęsknię za nimi) beze mnie z naszymi dziećmi przy ogromnym stole (tak mi tego brakuje).

dlaczego nie poszłaś z nimi?

zgadzam się z Anhedonią i Arbim...... powiedz wprost, o co ci chodzi...... jeśli będziesz oczekiwać, że on się domyśli...... możesz się nie doczekać.... a dowiesz się kiedyś:
"...dlaczego nie powiedziałaś?..."

11

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Jesteśmy 24 lata razem , przez 23 lata jasno mówiłam co chcę. Mówiłam o wspólnych wczasach o wspólnych wyjściach. Zawsze było mi mało jego towarzystwa.  Chodziliśmy w latach młodzieńczych do szkoły w której były same dziewczyny , a na roku dwóch chlopaków ( on jeden z tych dwóch). Były zjazdy absolwentów , on nie chciał żebym w nich uczestniczyła. Rezygnowałam , myślałam , że doceni . Mówiłam idź się baw ...niech sobie poflirtuje , nie będę tam przeszkadzała. Np. organizowane wycieczki z pracy zawsze zapisywał sie sam beze mnie i bez dzieci co mnie wkurzało i jasno mówiłam o tym , a ON zwsze bo miejsc tyle niema. Ale inne rodziny jechały. Każde wczasy , na które zmusiłam go żeby jechał ze mną i dziećmi zaczynały się wielką awanturą. Ja musiałam posprzątać i przygotować samochód , zapakowć go i jeszcze w połowie drogi np. do Chorwacji pyta czy coś tam zapakowałam. Nigdy wcześniej nie zapytał. Kilka lat temu po awanturze , że nigdzie nie wyjeżdżamy , prowokacji i buntu zaczął niby w tajemnicy załatwiać bilety na koncert Jean Michaela Jara (nie wiem czy poprawnie napisałam sorki). I to był jeden jedyny wyjazd zorganizowany przez 23 lata przez niego dla nas. Po prostu jestem zmęczona organizowaniem wszystkiego i od roku po wyjeździe pod namiot latem ze znajomymi  postanowiłam(tym niewypałem) . Koniec.Postanowiłam. Dam nam czas ...czas pokaże co będzie się działo. No i nic się nie dzieje.  Nie będę organizowała życia mojemu mężowi. Właśnie pierwsze święta Bożego Narodzenia 2010r postanowiłam , że jadę do swojej rodziny z córkami , a już do jego rodziny ja nie jade (a rodzinę ma super i teściowa też super). Nie zmartwił się i poszedł. I ta Wielkanoc tak samo wygląda. Ja pojechałam z dziewczynami do swojej w sobotę , a wczoraj ON pojechał z dziewczynami do swojej. Teraz leży na kanapie. Oczywiście w tygodniu pracuje długo , wychodzi sobie tu i tam bez planów ze mną czy z dziećmi . Ja nadal rodzinne życie planuję tylko bez niego Jeździmy z córkami na basen , na wycieczki rowerowe z psami , na aerobik, na zakupy do pobliskich miejscowości . Normalnie tylko bez niego. Dlaczego, to my kobiety mamy całe życie walczyć o facetów. ja walczyłam o niego 23 lata , przebaczałam zdrady. prałam , gotowałam. organizowałam imprezy , wyjścia , wyjazdy. A gdzie walka faceta o mnie...No tak już teraz jestem stara i nikt mnie nie chce tylko może będzie raczył mój mąż przychylnie na mnie spojrzeć...  PRZEZ TEN ROK NAUCZYŁ SIĘ PRAĆ - NIE PIORĘ , DLA MNIE LEPIEJ , A JEMU TEŻ LEPIEJ , BO NIE MARUDZĘ , ŻE LEŻY NON STOP NA KANAPIE MA LUZIK. Dzieci dorosłe , nie myślę , żeby dużo odczuły jak się rozejdziemy , a może nawet trochę się postara. Przedwczoraj sama namówiłam żeby tatę wyciągnęły na spacer i poczłapał, ale sam na ten świetny pomysł nie wpadłby nigdy!!!

12

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
grejs napisał/a:

... raczej myślę , że powinnam zakończyć to małżeństwo ...jestem ciągle smutna , płaczę (w ukryciu), a zawsze byłam pozytywnie zakręcona...ON bawi się dobrze... Wygląda , że ta sytuacja jemu pasuje

Zatem jeśli Ty przez 23 lata organizowałaś czas waszej rodzinie, a ON zawsze taki był - to nihil novi - i nie dziwota, że jemu dobrze tak jak dotychczas smile
Mnie też uwierało życie takie jakie prowadziliśmy, bardzo podobne do opisanego przez Ciebie w pierwszym poście. Też nasze drogi się rozeszły, nasze oczekiwania okazały się rozbieżne. Rozstaliśmy się 21 miesięcy temu. Czy jestem szczęśliwa? Nie jestem pewna - ale jestem pewna, że wolę żyć po swojemu. Jestem spokojniejsza, pewniejsza siebie, nie muszę czekać na niego, jego decyzje i pomysły ani ponosić ich konsekwencji. Utrzymujemy poprawne kontakty ze względu na córkę, uczestniczę w imprezach rodziny z jego strony (dalsza rodzina może nawet nie wie, że się rozstaliśmy). Jest lepiej smile
Więc twoje życie w twoich rękach. Nie liczyłabym jednak, że on pod presją się zmieni. Jemu jest dobrze. Jeżeli Tobie nie jest, zmień to życie dla SIEBIE

13 Ostatnio edytowany przez grejs (2011-04-25 13:54:43)

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Właśnie, moja wielka miłość do niego to zniszczyła. Chciałam wszystko zrobić dla niego , a nie zdawałam sobie sprawy , że robię ZA NIEGO. PRZYZWYCZAIŁ SIĘ. DLA MNIE JUŻ NIE POTRAFI NIC ZROBIĆ , OBSERWUJĘ , ŻE DLA KOGOŚ CHĘTNIEJ JEST AKTYWNY,Sama zniszczyłam tą miłość. Myślę , że gdybym wzięła sprawy w swoje ręce to znowu byłoby jak wcześniej. Tylko , że ja już tak nie chcę, chciałabym żeby ktoś coś dla mnie zrobił. Najlepiej chciałbym żeby to był mój mąż , ale jemu po prostu się nie chce. Dzięki , że  Alhedonia poświęcasz dla mnie czas. Rzadko ktoś coś robi dla mnie. Zawsze wszystko robię za wszystkich chyba przychodzi czas żebym wreszcie coś zrobiła dla siebie i chciałabym poczuć jak to jest... Tylko czy dam  radę?

14

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

PRZEZ TEN ROK NAUCZYŁ SIĘ PRAĆ - NIE PIORĘ , DLA MNIE LEPIEJ , A JEMU TEŻ LEPIEJ , BO NIE MARUDZĘ , ŻE LEŻY NON STOP NA KANAPIE MA LUZIK

Nigdy, ale przenigdy już nie będzie tak jak kiedyś.
Małżeństwo już się skończyło, bo on nie zabiega
o Twoje przebaczenie, a jest mu po prostu wygodnie
z Tobą i ma nadzieję, że wybaczysz i wrócisz
do dnia codziennego, a Tobą stale będą szarpały
podejrzenia, czy dalej się z nią/nimi nie spotyka.
Wieczne napięcie zniszczy Ciebie dokumentnie,
bo już mu nie wierzysz, a nie chcesz być dalej oszukiwana
i zacznie się błędne koło, w którym najlepiej będzie jemu.

15

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Jeszcze dodam , że właściwie nikt nie wie co się dzieje u nas tak jak było u Ciebie Alhedonia . U mojej rodziny w tym roku  wymyśliłam jakąś wymówkę dlaczego nie przyjechał ,  i odwrotnie. Na pewno czegoś się domyślają  , ale oficjalnie nikt nic nie wie. Znajomi też nie wiedzą (gdybają) . Na weselu rodzinnym pojawiliśmy się razem , jak gdyby nigdy nic.  Sam oczywiście wrócił , ale to już inna bajka. Jednak dłużej już nie można, bo po prostu mam dość. Przez rok wyłączona byłam z Sylwestra , karnawału i wszelkich rozrywek , a to nie w moim stylu. Jestem towarzyska , lubię gości , spotkania , towarzystwo , wyjazdy...ON o tym wie i wie , że cierpię z tego powodu i ma to gdzieś. Po prostu jego miłość do mnie dawno wygasła...a ja bez przytulania , bliskości , dobrego słowa nie dam rady dłużej...

16

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
f??????? napisał/a:

Wieczne napięcie zniszczy Ciebie dokumentnie,
bo już mu nie wierzysz, a nie chcesz być dalej oszukiwana
i zacznie się błędne koło, w którym najlepiej będzie jemu.

Zgadzam się z tym całkowicie. Ratuj dziewczyno siebie i nie opowiadaj, że "za późno". Nigdy nie jest za późno by zmienić swoje życie na lepsze.

17

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

f??????? - No właśnie. Wszyscy kochają mojego M i myślę , że za mną nikt nie pójdzie i nikt mnie nie wysłucha. Dobrze , że tutaj trafiłam . Dzięki za słowa , których wśród swoich nie usłyszałabym, a już myślałam , że zwariowałam. Wczoraj co przeżyłam sama w domu, to tylko ja wiem . wielka rozpacz. Dobrze , że mam psa to byłam  na spacerze, ale też wyłam , tyle , że nie w domu , a w lesie... Też, tak myślę , że nie przeprasza , bo po prostu jest jemu tak wygodnie i nie zależy już na mnie. DZIĘKI !!! Teraz muszę zebrać siły i zacząć myśleć o sobie... umiecie tak?

18

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Zajrzyj kochana do wątku "grupa wsparcia dla kobiet kochających za bardzo".

19

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Anhedonia, ja sie z Toba nie zgadzam... Generalizujesz... ja podobnie patrzylem na swiat jak maz Grejs i uwierz mi ze zmieniam siebie bo tego chce... z czasem czlowiek zaczyna przymykac oczy az w koncu nic nie widzi... A wystarczy te oczy otworzyc....
pzdr

20

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
grejs napisał/a:

Rzadko ktoś coś robi dla mnie. Zawsze wszystko robię za wszystkich chyba przychodzi czas żebym wreszcie coś zrobiła dla siebie i chciałabym poczuć jak to jest... Tylko czy dam  radę?

Obawiam się, że Ty sama dla siebie też rzadko coś robisz smile Wszystko dla dobra rodziny, dzieci, pracy, męża... czyż nie? SAMA postawiłaś się na końcu listy priorytetów? Skąd ja to znam? Ano z autopsji sad
DASZ radę - uwierz mi smile będzie to trudne, ale wykonalne. Będziesz musiała sama nie raz dać sobie samej "po łapach". Nagle zobaczyłaś, że jesteś sama ze swoimi dobrymi chęciami i w zamian nie otrzymujesz nic. Wypaliłaś się, wyschłaś jak studnia.
Ano, my też JESZCZE żyjemy. Mamy prawo, jak nasi bliscy czerpać z życia to, co sprawia nam satysfakcję. TYM bardziej MY, bo szkoda tracić resztę naszego życia, skoro dotychczasowe "poświęcenie" nie przyniosło nam szczęścia.
Więc droga grejs - jak w haśle reklamowym - TERAZ MY!
Ja przewróciłam nasze życie do góry nogami, bo dogadać się nie miałam szans (nie chciał rezygnować dla mnie ze swojej przyjaźni z młodą przyjaciółką, platoniczną, żeby nie było podejrzeń. Ale dla mnie to i tak była zdrada emocjonalna). Trudno. Od września idę na studia - dla siebie.
A co Ty chcesz grejs zmienić dla siebie?

21

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Tylko jak jemu otworzyć TE OCZY...ON sam ze swoich chęci nie otworzy , bo nie ma chęci...a już dla mnie nie myślę. Próbowałam go zaktywizować emocjami prośbą , krzykiem , awanturą , wjeżdżałam na ambicję nic...po prostu nic zupełna obojętność. Jest wielką gadułą , ale wśród obcych a przy mnie niemowa....

22

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Chcę zmienić...jejku nie wieM od czego zaCząć...myślę , że muszę mieszkać osobno , bo nie dam rady robić cokolwiek w takiej atmosferze i szkoda mi dziewczyn jak patrzą na mnie smutną. Wcześniej ciągle coś się działo , coś wymyślałam a terAz w tej milczącej atmosferze umieram duchowo. Tak chcę ...jeszcze znajdę siły na zmiany , MUSZĘ !!!

23

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
grejs napisał/a:

Tylko jak jemu otworzyć TE OCZY...ON sam ze swoich chęci nie otworzy , bo nie ma chęci...a już dla mnie nie myślę. Próbowałam go zaktywizować emocjami prośbą , krzykiem , awanturą , wjeżdżałam na ambicję nic...po prostu nic zupełna obojętność. Jest wielką gadułą , ale wśród obcych a przy mnie niemowa....

Kochana, on musi chcieć sam sobie te oczka otworzyć.
Zrobiłaś dla niego już wystarczająco dużo. Teraz skup się na sobie. bo niedługo znikniesz.

24

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Grejs, musisz zdać sobie sprawę z tego, że po prostu coś się skończyło.
Wiem jakie to było i jest ważne dla Ciebie i chyba tylko dla Ciebie.
Wiem jaki masz wielki żal w sobie pomieszany ze złością i tysiącem pytań, dlaczego ja?
Nie będę Ciebie pocieszała, bo może chcesz jeszcze spróbować poskładać,
ale czy to ma sens dla niego?
Musi minąć sporo czasu, aż pogodzisz się z sytuacją, a do tego czasu będzie bolało.
Mnie pomogła psychoterapia, bo sama nie dawałam rady. Po niej wróciłam wzmocniona
i inaczej na to wszystko spojrzałam. Zrozumiałam, że mam męża drania, nieodpowiedzialnego
drania, który nie wstydził się swoich dzieci, bo o sobie już nie wspominam.
Jesteśmy dalej razem, ale jest we mnie ból i nadal zdarzają się sytuacje, że pytam się sama siebie
- co ja tutaj robię.
Okoliczności sprawiły, a zwłaszcza zdrowotne, że tkwię w tym zranionym związku, ale potrzebowałam
czasu, aby się przkonać, że brał sobie do łóżka kobiety głupie, liczące na to, że mnie zostawi.
Nie mam z tego powodu satysfakcji, ale mam przynajmniej zaplecze finansowe.

25

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Faktem jest ze do zmian potrzebne sa checi... prawdziwe, nie chwilowe...

26 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-04-25 14:40:52)

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
arbi napisał/a:

Anhedonia, ja sie z Toba nie zgadzam... Generalizujesz... ja podobnie patrzylem na swiat jak maz Grejs i uwierz mi ze zmieniam siebie bo tego chce... z czasem czlowiek zaczyna przymykac oczy az w koncu nic nie widzi... A wystarczy te oczy otworzyc....
pzdr

Ależ proszę Cię arbi bardzo - nie zgadzaj się, ile chcieć, takie twoje prawo.
Mądrze rzeczesz - trzeba tylko otworzyć te oczy big_smile
Przekonaj tylko mojego i grejs partnera, że TRZEBA. Bo my nie umiemy sad
Jak to zrobić? Gdy im jest dobrze, tak jak jest? Nam, to już NIEKONIECZNIE.
Moja znajoma w akcie desperacji targnęła się na swoje życie i wylądowała w psychiatryku. Owszem, im to pomogło. Ale ja tak nie umiem. Chyba jestem za duży tchórz? Ponadto takie metody napełniają mnie niesmakiem, chyba bym uważała, że mi to uwłacza smile
BO W TYM CAŁY JEST AMBARAS, ŻEBY DWOJE CHCIAŁO NA RAZ big_smile

27

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
Anhedonia napisał/a:

Ale ja tak nie umiem. Chyba jestem za duży tchórz? Ponadto takie metody napełniają mnie niesmakiem, chyba bym uważała, że mi to uwłacza smile

Za mądra jesteś, kochana na takie desperackie numery, które świadczą niestety o poddaniu się.
Siłaczki jesteśmy i byle gó**o nas nie zniszczy tongue

28

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
niekochana72 napisał/a:

Za mądra jesteś, kochana na takie desperackie numery (...)
Siłaczki jesteśmy i byle gó**o nas nie zniszczy tongue

Dziękuję za dobre słowo smile brakowało mi Ciebie na forum smile

Grejs zajrzyj w wątek proponowany przez Niekochaną; "grupa wsparcia dla kobiet kochających za bardzo" albo "dlaczego zdradzani są głupi". Tam są historie podobne do twojej i wiele rozważań nt. rozwoju wydarzeń w analogicznych sytuacjach. Może to doda Ci sił do zmian a zawsze jest pożytek z poznania różnych opcji i możliwości big_smile

29

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Dzięki, nawet nie wiecie , że już mi lepiej. Zapooznam się wieczorem z wątkami , które mi proponujecie. Jadę z dziewczynami do Kina..a on leży z pilotem i śmieje się do niego na głos. Już dzisiaj byłam w lesie nad jeziorem z dziewczynami i psem. Obiadek i teraz wyruszam , a On leży. Gdybym tylko się odezwała żeby się ruszył to byłoby ciężko , ale wstałby... i pojechał z nami (nigdy swojej inwencji cholerka)ale nie ruszam. niech leży... Dzięki wszystkim , którzy poświęcili mi czas ... do wieczora
  Pozdrawiam świątecznie

30

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
Anhedonia napisał/a:

brakowało mi Ciebie na forum smile

Mam kiepskie Święta. sad Okoliczności nie są sprzyjające, ale ja już znam tą "sinusoidę". Będzie lepiej. big_smile

31

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Grejs,
zawalcz o siebie. Nie warto tkwić w takim związku, piszę z własnego doświadczenia. Mam co prawda krótszy staż (19) i potrzebowałam sporo czasu, aby zrozumieć, co złego dzieje się ze mną w moim związku, ale postanowiłam złożyć pozew.
Życie przed nami.

Niekochana,
trzymaj się. Nie zawsze jest pod górkę. Na niektóre sprawy nie mamy żadnego wpływu. Tak to już jest.

32

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Jestem w trakcie czytania KOBIET , KTÓRE KOCHAJĄ ZA BARDZO... jakie podobne sytuacje. Przed wejściem na to forum , myślałam ,że to tylko ja mam takie problemy...nie fajnie pisać , że jak się okazało , że nas jest więcej i  że moje problemy są mniejsze niż niejednej z nas...TO JET MI ŁATWIEJ..Taka prawda, Zajmie m to jeszcze czasu (czytanie) , ale zadaję sobie pytanie - jak faceci czują? inaczej? Ja płaczę ...a on siedzi przy telewizorze i śmieję się do niego i z nim ...z nim rozmawia po prostu  pokazuje emocje..a u nas emocji nie ma. Chciałabym żeby uśmiechnął się , śmiał się , krzyknął ...o prostu wyrażał emocje w stounku do mnie , dzieci ...a tu nic...

33

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Moja znajoma usiłowała 2 razy popełnić samobójstwo, po tym jak mąż po 30latach małżeństwa i to bardzo zgodnego zmienił ją sobie na 30letnią pannę, zabiegała, błagała, ponizała się i nic to nie dało, po roku wreszcie zrozumiała, że nie warto bo kawałek po kawałeczku zabija siebie.

34

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

...Jestem cały czas w trakcie "Kochające za bardzo..." przykre , co przechodzimy...ale mam pewne przemyślenia dla siebie, a do WAS pytanie. Nie rozmawiam około roku z moim M. i tyle samo nie śpimy razem. Dowodów nie mam , że obecnie mnie zdradza, bo go nie szpieguję. Często gdzieś wybywa , ale w nocy jest, poza drobnymi wyjazdami służbowymi - dowodów brak. Często mam ochotę żeby wynająć jakiegoś Scherlocka Holmesa , ale tego nie robię. Mieszkamy razem w  wspólnym domu i chodzimy obok siebie jak Mumie . Zastanawiam się ile można? Cierpię niesamowicie , płaczę w ukryciu (tak żeby nasze córki tego nie widziały, ale głupie nie są). On leży w salonie z pilotem i co? Czeka...na co? W końcu pytam M. : musimy coś postanowić! Jego odpowiedź : to postanawiaj ! Więc upłynęło znowu trochę czasu , dalej nic , więc postanowiłam  , że sprzedamy dom. Jego odpowiedź : OK! Przyjechała Pani z nieruchomości spisała , opisała , wzięła dokumenty i czekamy na kupca. Nie było protestu , nie było rozpaczy, czyli wiem naprawdę chce tego . Teraz pytanie do WAS , cierpię , może być tak , że domu nie sprzedamy jeszcze jakiś czas. Co mam robić? Wyprowadzić się? Nie mam gdzie , musiałabym wynająć mieszkanie, miałabym spokój i mogłabym zacząć myśleć o sobie i znowu uczyłabym się być energiczną wesołą , optymistyczną kobietą i matką. Jak się mają  sprawy prawnie? On zostaje w domu ( mamy jeszcze na nim kredyt) , rachunki i cały do dyspozycji, nie wiem czy zniosłabym gdyby nie daj BOŻE wprowadziłaby się jakaś narzeczona M. Co zrobić? naprawdę mam tego serdecznie dosyć!

35

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Grejs - więzienie jest w Twojej głowie. I tam też musisz poszukać swojej wolności.

36

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Ok, próbuję. Włąśnie próbuję za Wasza pomocą pomóc swojej głowie. Jeżeli będę tkwiła tutaj , ( w moim kochanym domu) nie wyjdę z dołka. Udajemy , że jesteśmy razem. Opuścić dom ...czy to On powinien...dziewczyny co? będą musiały zadecydować.... jakaś wielka dziura z której nie można się wygrzebać...

37

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
grejs napisał/a:

Ok, próbuję. Włąśnie próbuję za Wasza pomocą pomóc swojej głowie. Jeżeli będę tkwiła tutaj , ( w moim kochanym domu) nie wyjdę z dołka. Udajemy , że jesteśmy razem. Opuścić dom ...czy to On powinien...dziewczyny co? będą musiały zadecydować.... jakaś wielka dziura z której nie można się wygrzebać...

Hmmm... powiem tak: mam niestety doświadczenie w tej  "kategorii" sad
Jeśli masz możliwość, środki by się wyprowadzić - zrób to, bo będzie Ci łatwiej złapać dystans. Ale sama wyprowadzka nie załatwi sprawy - to już musisz załatwić sama.
Jeśli nie masz warunków do wyprowadzki - będzie trudniej, ale dasz radę, jeśli naprawdę chcesz to zakończyć.

38 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-04-27 00:39:09)

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

tak zwyczajnie na swiecie nie da sie kogos namowic by chial chciec...
Z tego co napisalas Grejs, on nie chce... i Twoje chcenie nie ma tu nic do rzeczy.
Pewnie, ze boli... ale czas zabrac sie za siebie.
Jesli bedzie mu zalezalo to na pewno to odczujesz, zapewniam smile..

grejs napisał/a:

Jestem w trakcie czytania KOBIET , KTÓRE KOCHAJĄ ZA BARDZO... jakie podobne sytuacje. Przed wejściem na to forum , myślałam ,że to tylko ja mam takie problemy...nie fajnie pisać , że jak się okazało , że nas jest więcej i  że moje problemy są mniejsze niż niejednej z nas...TO JET MI ŁATWIEJ..Taka prawda, .

och, Kobieto big_smile te historie sa jednakowe... kazda z nas ma jednak inne "dno" big_smile
Czy doszlas juz do swego dna, czy jeszcze mozna Cie ponaginac?

39

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

DNO...właśnie jestem bardzo oporna i coś do tego dna nie spadam , bo nie chcę. Jeszcze wczoraj myslałam, że miałam posadzić w naszym ogrodzie drzewka owocowe , bo jak będą wnuki muszą być, że mieszkam na wsi i moje wnuki będą bezpiecznie spędzały u dziadków wakacje, że moje skalniaki...i ...a tu koniec...nie ma już nic...Skąd wziąć siły? Ukrywałam wszystko, moje siostry , mama , tata nikt nic nie wie...zawsze myślę o innych..CHOLERA!!! .. . WŁAŚNIE ,A GDZIE W TYM ŚWIECIE JESTEM JA?!

40

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

właśnie grejs... gdzie w tym wszystkim jesteś TY?

gdzie w tym wszystkim jestem JA? jestem dla dzieci, jestem dla ojca po śmierci mamy, byłam przez prawie 20 lat dla męża alkoholika, potem przez ponad 3 lata dla faceta, który mnie zdradzał... a gdzie jestem, gdzie byłam JA? kto był dla mnie tak, jak ja byłam dla niego?

grejs, nie poradzę Ci co masz zrobić, bo to musi byc Twoja decyzja, ale powiem Ci, że ja, gdy w końcu po latach podejmowania decyzji opuściłam męża alkoholika i wyprowadziłam się z dziećmi do wynajętego mieszkania to właśnie tam poczułam się wolna i szczęśliwa, wolna mentalnie i fizycznie...

dziś znów chciałabym tak się poczuć, bo czuję się zniewolona myślami o facecie, którego szczerze pokochałam, a on mnie zranił i zawiódł, jest mi w tej chwili źle, ale gdy przypominam sobie tamte chwile po rozstaniu z mężem, wiem, że potrafię walczyć o siebie, że mam w sobie siłę, która pozwoli mi znów wstać z kolan i zacząć od nowa, muszę ją tylko z siebie wykrzesać
po wszystkich moich doświadczeniach nareszcie sobie uświadomiłam, że w relacjach z innymi, a zwłaszcza z mężczyznami zapominałam o sobie, a w skrajnych sytuacjach, wręcz traciłam siebie i że może nareszcie pora przypomnieć sobie o sobie
JA JESTEM TAK SAMO WAŻNA JAK INNI
MAM SZANOWAĆ SIEBIE TAK SAMO JAK SZANUJĘ INNYCH
MAM BYĆ DLA SIEBIE TAK SAMO DOBRA JAK DLA INNYCH
może gdy się tego nauczę, nie będę musiała używać tej swojej siły, by za jakiś czas wychodzić z kolejnego leja po bombie, bo po prostu w niego nie dam się wrzucić....

grejs, trzymaj się i myśl o sobie

41 Ostatnio edytowany przez grejs (2011-04-27 16:58:45)

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Dzięki !!! Byłam w pracy i już pod koniec cały czas myślałam , czy ktoś pisał tutaj..wielkie dzięki za słowa wsparcia. Więcej tutaj dostałam wsparcia przez kilka dni niż przez 24 lata małżeństwa... Czy rozumiecie to? Mój M. przyniósł mi kwiaty na rocznicę ślubu i dalej się nie odzywa..O co chodzi?

42

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
grejs napisał/a:

Mój M. przyniósł mi kwiaty na rocznicę ślubu i dalej się nie odzywa..O co chodzi?

A zapytaj go wprost. Czy uważa, że same kwiaty wszystko załatwią?
A co myślisz na temat ewentualnej terapii psychologicznej?

43

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Nie wiem...nie myślę , że On  pójdzie na terapię  , przecież jest niewinny i nic złego nie robi i mnie nie zdradza...tylko się nie odzywamy , tylko ze sobą nie śpimy , tylko nie prowadzimy wspólnego gospodarstwa , razem nie wychodzimy...a wszystko jest moja wina , to przecież ja tego chciałam

44

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Szlag! Nie o niego pytam! Pytam Czy TY wybierasz się do psychologa? Dla siebie samej. Żeby już nie przyjmować jego teorii, że sama chciałaś. Żeby nabrać dystansu do tych jego wywodów...

45

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Anhedonia !!! Sorki , widzisz jakie mam myślenie ON ON ON, niech to szlag! Już byłam zła na Ciebie, że każesz iść na terapię z nim i naprawiać moje małżeństwo, nawet w innym temacie napisałam , że jestem na to zła. Sorki. Nie wiem co to terapia , gdzie jej szukać i czy w takich pipidówach jak moja, znajdę kogoś odpoiedniego...Pomóż...

46

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Już moja obecność tutaj wzmacnia mnie...cieszę się , że tutaj trafiłam smile

47

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
grejs napisał/a:

Anhedonia !!! Sorki , widzisz jakie mam myślenie ON ON ON (...)
Nie wiem co to terapia , gdzie jej szukać i czy w takich pipidówach jak moja, znajdę kogoś odpoiedniego...Pomóż...

Nie mam pojęcia w której pipidówie mieszkasz big_smile Ale jakieś miasto w okolicy jest? Trzeba poszukać psychologa. Uczęszczałam na terapię w związku z depresją ponad 2 lata. Po terapii zmieniłam "swoje spojrzenie na otoczenie" smile nie mówię, że to łatwe, albo szybkie. Ponadto nie zawsze pierwszy psycholog pomoże, nie każdy musi Ci "podpasować".
Natomiast uważam, że warto, choć bywa to bolesne. Gdy się dowiadujemy o sobie rzeczy, których nie chciałybyśmy wiedzieć smile przykładowo, że WCALE nie należy "się poświęcać" dla rodziny, że nasz partner nie powinien być dla nas "najważniejszy na świecie" i stanowić nasz sens życia i takie tam... Przemyśl to, dla SIEBIE możesz to zrobić smile

48 Ostatnio edytowany przez karen (2011-04-27 19:56:48)

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

grejs,
nie tylko ty masz takie myśli ON ON ON... ja też jestem na siebie zła za takie myśli...
miałam tak, że w myślach mówiłam do niego "kocham cię", powtarzałam to bez sensu, bo przecież bez sensu jest moja miłość do niego i strasznie mnie to złościło za każdym takim powtórzeniem, więc wymyśliłam, że nie będę mówić "kocham cię", tylko KOCHAM SIEBIE
i wiesz, że zaczęło mi się to udawać? prawie za każdym razem, gdy przyjdzie mi do głowy "kocham" to udaje mi się dokończyć "SIEBIE" zamiast "cię" i od razu mi lepiej jak tak sobie wyznam miłość smile mnie moja miłość jest o wiele bardziej potrzebna niż jemu, on jej nie chce, a ja potrzebuję do życia, do godnego życia

co do psychologa, ja też mieszkam w pipidówie, do miasta mam prawie 40 km, znalazłam w necie psychologa, zadzwoniłam, umówiłam się i parę razy byłam na godzinnej sesji, trochę mi to otworzyło oczy, uspokoiło i zwróciło uwagę na różne rzeczy o których nigdy w ten sposób nie myślałam,
byłam też na warsztatach z radykalnego wybaczania, tez znalazłam w necie i pojechałam do na to do Warszawy... to mi jeszcze bardziej pomogło,
a przede wszystkim miałam poczucie, że robię coś dla siebie, dla swojego zdrowia psychicznego...
myślę o tym by znów coś sobie znaleźć, bo naprawdę uważam, ze warto, gdy ktoś profesjonalnie do nas podejdzie,

miłego wieczoru smile

49

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
Anhedonia napisał/a:

Szlag! Nie o niego pytam! Pytam Czy TY wybierasz się do psychologa? Dla siebie samej. Żeby już nie przyjmować jego teorii, że sama chciałaś. Żeby nabrać dystansu do tych jego wywodów...

Kochaniutka big_smile Wyobraziłam sobie, że tupnęłaś nogą pisząc powyższe wink Kocham tą Waszą energię - płynie do mnie.

50

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
Anhedonia napisał/a:

Gdy się dowiadujemy o sobie rzeczy, których nie chciałybyśmy wiedzieć smile przykładowo, że WCALE nie należy "się poświęcać" dla rodziny, że nasz partner nie powinien być dla nas "najważniejszy na świecie" i stanowić nasz sens życia i takie tam...

no wlasnie Ahedonio, kazdy z nas powinien odnalezc sens swojego zycia zanim wstapi w zwiazek...

Grejs z tym dostepem do terapii to wymowka big_smile Nie ze mna te numery Brunner!
Juz ja uwierze, ze kobieta, ktora sadzi drzewka owocowe i potrafi ukryc przed cala rodzina co sie dzieje w domu, nie potrafi zanalezc terapeuty... ha ha ha
Jestes za malo zmotywowana i tyle big_smile
Zrob cos dla siebie.

51

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Rzeczywiście terapia jeszcze  nie ten etap. Na razie bardzo wciągnął mnie ten profil i to dla mnie super lekarstwo. Muszę "wszystko" wyrzucić z siebie , co mnie boli. Przez wiele lat, to co mnie bolało w małżeństwie było we mnie , teraz mam taką szansę żeby się otworzyć. Później pomyślę. Bardzo ważne dla mnie jest , że okazało się (eureka!), że ze mną wszystko ok, a już nie byłam pewna (On całe życie twierdzi , że wymyślam...).Najgorsze w moim przypadku jest to , że jestem od niego uzależniona , chodzi o pracę. Ona ma firmę , a ja u niego jestem nawet nie zatrudniona tylko mam umowę - zlecenie..to jet chore. Nigdy już  nie zgodziłabym się na taki układ . Człowiek całe życie się uczy i głupi umiera! Nie uzależniać się , teraz wszystkie ruchy zależne są od niego. Plan nr 1 dla mnie -muzę zacząć się odcinać i zacząć uniezależniać. Nie wiem tylko  jeszcze jak ...

52

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
grejs napisał/a:

Najgorsze w moim przypadku jest to , że jestem od niego uzależniona , chodzi o pracę. Ona ma firmę , a ja u niego jestem nawet nie zatrudniona tylko mam umowę - zlecenie..to jet chore. Nigdy już  nie zgodziłabym się na taki układ . Człowiek całe życie się uczy i głupi umiera! Nie uzależniać się , teraz wszystkie ruchy zależne są od niego. Plan nr 1 dla mnie -muzę zacząć się odcinać i zacząć uniezależniać. Nie wiem tylko  jeszcze jak ...

Ogladalam wlasnie dzis taki program gdzie w ramach eksperymentu w jednej z restauracji w USA, wlasciciel bardzo zle odnosil sie do swojej pracownicy w ciazy. Sytuacja byla oczywiscie oszukana i spreparowana na potrzeby eksperymentu ale klienci tego nie wiedzieli. Reagowali roznie. Ale wlasciwie jako piersza i najbardziej stanowczo zareagowala kobieta arabskiego pochodzenia z mezem w tle... Nakrzyczala na zlego szefa, zagrozila ze wiecej jej noga nie postanie w takim miejscu itp.
Dolaczyl sie do niej jeszcze dwie osoby....
To taki wtret w sprawie zniewolenia i uleglosci arabskich kobiet smile

Zniewolenie polskich kobiet:
-pracuja u meza w firmie na umowe zlecenie
-nie maja swojego konta w banku
-nie znaja swojej sytuacji materialnej
-nie podejmuja finansowych decyzji
-rezygnuja z lepszej pracy jesli ona jest w konflikcie z praca meza lub interesami rodziny
-sa na utrzymaniu meza i nie maja zawodu

i pewnie setki innych przykladow.
Zmien to Grejs. Zacznij od tego wlasnie. Stan sie samodzielna.

53

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
niekochana72 napisał/a:

Kochaniutka big_smile Wyobraziłam sobie, że tupnęłaś nogą pisząc powyższe wink Kocham tą Waszą energię - płynie do mnie.

A żebyś wiedziała, że tupię tongue
A energia niech płynie tam gdzie potrzeba (dziś do Bydgoszczy smile ) i do Krakowa też smile
Zazdrość jak zawsze mądrze prawi - dobrze Zazdrości miła, że do nas zaglądasz wciąż smile
Grejs, Zazdrość Cię przejrzała - koniec z wymówkami. Bierz się do roboty, reformy czas zacząć. Od Siebie. Będę oczekiwać wieści co dobrego DLA SIEBIE dziś zrobiłaś. Miłego i owocnego dnia smile

54

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

podczytuję was od samego początku......zgadzam się ze wszystkim co radzicie.....pod warunkiem, że już nic do niego nie czujesz Grejs

grejs napisał/a:

Mój M. przyniósł mi kwiaty na rocznicę ślubu i dalej się nie odzywa..O co chodzi?

jak się poczułaś jak dostałaś kwiaty? zrobiło ci się ciepło na sercu czy miałaś ochotę walnąć go tym bukietem?

z tego co piszesz nie ma szans by go zmusić do działania... więc musisz działać sama

grejs napisał/a:

teraz wszystkie ruchy zależne są od niego

z tym się nie zgadzam.... zanim się rozstaniecie.... zrób coś dla siebie: wyjedź gdzieś, zapisz się na jogę, umów się  do kina, teatru, spotykaj ze znajomymi i przestań ukrywać, że między wami jest źle..... sama w ten sposób podtrzymujesz wizerunek twojego męża.... no i przestań za niego myśleć.....

też mam psychoterapię za sobą i uważam, że to była najlepsza rzecz, która mi się w życiu trafiła....

grejs napisał/a:

Plan nr 1 dla mnie -muzę zacząć się odcinać i zacząć uniezależniać.

powieś to sobie na lodówce.... big_smile:D:D .... i tego się trzymaj.... a ja trzymam za ciebie kciuki

55

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Co, do bukietu nie miałam już żadnych emocji, po po prostu ich  nie przyjęłam, to jakaś paranoja ! Mijamy się bez słów ...a to tylko pokazówka przed córkami. Na święta dostałam prezent , na imieniny dostałam kwiaty , które przyjęłam grzecznie i podziękowałam ...potem cisza. Urodziny dostałam kwiaty ,życzenia znowu wzięłam , podziękowałam i dalej cisza...no , ale rocznica ślubu, to już przegięcie! Nabija się ze mnie, czy co? Dzisiaj byłam u naszych przyjaciół , którzy chcieli nas zaprosić na Majówkę. Wreszcie powiedziałam , że od roku już nie jesteśmy razem tylko obok. Nie mówię o szczegółach , bo to moje sprawy. Czyli rozpoczęłam "PROCEDURĘ ROZSTANIA" (ale to nie fajnie ujęłam). Nie robię w ogródku , dom zgłoszony do sprzedaży. Myślę , że to sporo. Muszę jeszcze gdzieś pojechać. Niestety, teraz nie mam z kim ...a może sama, a co tam? z moimi córkami nie mogę , bo idą na jakąś imprezę i dobrze niech się bawią. Moją rocznicę ślubu żeby nie przeżywać w domu płacząc w poduchę  pojechałyśmy do kina (z moimi dziewczynami)i później na kolację. Do domu wróciłyśmy późno i wtedy były te kwiaty... Czy mi jeszcze  zależy na M. -  tak! Bardzo!  Gdybym wróciła, a ON  czeka na nas z jakąś niespodzianką ,to od razu zmiękłabym... trochę inwencji , miłego słowa , przytulenia od razu jestem JEGO. Ale, to było jak zwykle wiecheć i koniec , kanapa, pilot!  Dziękuję pozdrawiam ! Nie chce się dla mnie... i wyrzuty , jak ja mogę i inne tam bzdury...

56 Ostatnio edytowany przez grejs (2011-04-29 08:10:47)

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Zazdrość u Marynarki napisała , że siedem razy trzeba odchodzić , żeby to w końcu się udało. Bardzo zastanawiające , jeżeli chodzi o mój beznadziejny przypadek! Kilka razy stawiałam na ostrzu noża i wyprowadzałam się (miałam rodzinne mieszkanie pod opieką, więc łatwe działanie do wykonania).Zawsze byłam pewna , że w końcu przyjedzie , przegadamy sprawy i wrócę i  oczywiście będzie jak w niebie. I tak się działo , nie wiem czy On był zadowolony , ale ja byłam prze-szczęśliwa! (myślałam , że to były dla niego nauczki hi hi chyba dla mnie , a nie dla niego!) Ostatnio było to kilka dni. Oczywiście przed wyprowadzką dom  wysprzątałam , pogotowałam, zakupiłam żarcie dla zwierząt , opłaciłam rachunki itp (IDIOTKA!!!). Zawsze po całej AKCJI , czyli jak przyjechał do mnie przeprosił ...ble , ble po powrocie do domu mówiłam jaka jestem szczęśliwa , że wróciłam , że nie wyobrażam sobie życia bez niego ,naszego domu , dzieci , psa , kota ...ble , ble , ble i jak tylko wróciłam to do roboty do swojego wiru obowiązków (które lubiłam) sprzątanie, pranie , gotowane , pieczenie , zaplanowana kolacja z naszymi przyjaciółmi,upojna noc, zaplanowana wycieczka do lasu , jezioro i wszystkie pierdoły jak zawsze... czyli wróciłam na swoją pełnię szczęścia! Która trwała oczywiście tyle ile powinna czyli jeden , dwa , lub trzy dni. Później norma... Moje "Ucieczki" NIC NIE DAWAŁY! Tylko  cierpiałam w samotności. Nigdy nic nikomu nie mówiłam o moich problemach , nie chciałam obarczać nikogo. Teraz zdaję sobie sprawę , że robiłam błąd. Nie mówiłam nic nikomu , to M. był pewny ,że wszystko  wróci do normy i wiedział , że to  tylko kwestia czasu. Dlatego  myślę , że teraz też jest tego pewny , że wszystko  jak zawsze wróci do normy i sobie czeka. Czy dobry mój tok myślenia? (nie mam już tego mieszkania , do którego uciekałam - no i bardzo dobrze) Nawet nie potrafię racjonalnie myśleć , jeżeli chodzi o moje małżeństwo. Myśli pewnie , że całe , życie będę odchodziła i wracała...ale to były sygnały i teraz naprawdę już mam najserdeczniej...Zaczęło się od malusieńkich milczeń, potem kilkudniowych ...aż urosło do jednego roku, a następny raz jakby był to co? Milczenie kilkuletnie?  Paranoja !

57

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Tak , Grejs ! Pogadaj sobie....będzie Tobie lżej ! Zawsze byłaś nieciekawa...i już tak zostanie !

58

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
Anhedonia napisał/a:

Będę oczekiwać wieści co dobrego DLA SIEBIE dziś zrobiłaś. smile

Heloooł big_smile Ja czekam na coś nowego. Rachunek sumienia już zrobiłaś - a to coś dobrego dla siebie to gdzie?
Owszem, o swoim mężu znowu dużo myślałaś i pisałaś. A o sobie? No pewnie, że się chłopina nauczył, że zawsze wszystko wraca do normy. W końcu wielokrotnie mu to udowodniłaś smile Nawet pieska można w ten sposób wytresować, no nie?

"Tak , Grejs ! Pogadaj sobie....będzie Tobie lżej ! Zawsze byłaś nieciekawa...i już tak zostanie !" - to co miało znaczyć?
Jakby nie było, długi weekend się zaczął, rozjechał się naród po daczach i działkach... niektórzy opijają sukcesy rozwodowe, inni mają stypy lub pogrzeby sad a Książę William ślub smile Trochę cierpliwości i wyrozumienia, please smile

59

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

No , właśnie to ,ta okropna samotnośc niech to  !!!

60

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Grejs - wpadłaś chyba w jakiś dołek smile Wyłaź natychmiast! Chyba lubisz siebie? Jak masz wątpliwości, trza cosik z tym zrobić smile
Co lubisz robić sama z sobą, na co, na co dzień nie masz czasu?

61

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Nie tylko dołek tylko DÓŁ i czarana d..pa jak ,to któraś napisała. Muszę najpierw wiedziec na 100 procent o co chodzi mojemu M. i czy teraz na pewno jest winny. Bez tego ani rusz. Może moje paranoje. On się śmieje ze mnie , że wymyslam !!! Niedaleko mi do choroby psychicznej. Przyjaciół brak ! Tak , to jest konsekwencja tego , że nie szanowałam siebie. Zawsze myślałam o wszystkich, nigdy o sobie! Rozliczenie to mój plan nr 1.Później zrobię to co radzicie dziewczynom w takich sytuacjach pomyśle o sobie ...

62

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
grejs napisał/a:

Nie tylko dołek tylko DÓŁ i czarana d..pa jak ,to któraś napisała. Muszę najpierw wiedziec na 100 procent o co chodzi mojemu M. i czy teraz na pewno jest winny. Bez tego ani rusz. Może moje paranoje. On się śmieje ze mnie , że wymyslam !!! Niedaleko mi do choroby psychicznej. Przyjaciół brak ! Tak , to jest konsekwencja tego , że nie szanowałam siebie. Zawsze myślałam o wszystkich, nigdy o sobie! Rozliczenie to mój plan nr 1.Później zrobię to co radzicie dziewczynom w takich sytuacjach pomyśle o sobie ...

Witam
Bardzo Tobie współczuje, dobrze rozumiem to jak się czujesz.
Ja w Wielkanoc miałabym 35 rocznice ślubu kościelnego i tak jak Tobie wszystko mi się zawaliło,nie umiem sie pozbierać,siedzę sama w pustych czterech ścianach i cały czas tylko myślę o tym jak mnie zranił, jak zawaliło mi się życie.Co dalej ??? Jak żyć ??? Życie wydaje mi się bez sensu,bez celu, nie potrafię żyć,najlepiej to potrafię teraz tylko płakać,czy tak już będzie zawsze ??? Jeżeli chcesz to poczytaj o mnie  pod tematem ......Zdrada po 35 latach małżeństwa .....jak dalej żyć......
Mam straszny dół,najchętniej bym się gdzieś schowała.
Pozdrawiam Cie serdecznie,w pełni rozumiem,co czujesz.

63

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Ok. Zaraz poczytam...Bratnia dusza...

64

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Make , poczytałam. Cholerka , no to płaczemy razem ! Też dół! Jednego Tobie zazdroszczę , wiesz na czym stoisz. Jasno przyznał się , że w jednej się kocha , z innymi się masuje ...ja już wiedziałabym co zrobić!
Masz pewność i jeszcze do tego daje Tobie sygnały , że nie chce z Tobą być. To , co obiecywał Tobie na kolacji to ściema , nie wierz ! Chciał Tobie zrobić przyjemność. Wyprowadził się? Jak tak , to druga rzecz, której Tobie zazdroszczę. Nie musisz go oglądać , nie masz skrupułów jak gotujesz (tylko dla siebie) , możesz robić ze swoim czasem co tylko chcesz. Chciałabym być na takim etapie. Teraz coś musisz dla siebie znaleźć... jakieś zajęcie. Pracowałaś kiedyś? Czy taka jest u Ciebie sytuacja , czy nie? Pozdrawiam Ciebie i czekam na info

65

Odp: właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...
grejs napisał/a:

Make , poczytałam. Cholerka , no to płaczemy razem ! Też dół! Jednego Tobie zazdroszczę , wiesz na czym stoisz. Jasno przyznał się , że w jednej się kocha , z innymi się masuje ...ja już wiedziałabym co zrobić!
Masz pewność i jeszcze do tego daje Tobie sygnały , że nie chce z Tobą być. To , co obiecywał Tobie na kolacji to ściema , nie wierz ! Chciał Tobie zrobić przyjemność. Wyprowadził się? Jak tak , to druga rzecz, której Tobie zazdroszczę. Nie musisz go oglądać , nie masz skrupułów jak gotujesz (tylko dla siebie) , możesz robić ze swoim czasem co tylko chcesz. Chciałabym być na takim etapie. Teraz coś musisz dla siebie znaleźć... jakieś zajęcie. Pracowałaś kiedyś? Czy taka jest u Ciebie sytuacja , czy nie? Pozdrawiam Ciebie i czekam na info

Witam
Tak grejs płaczemy.Ja tak płaczę codziennie,nie o takim życiu marzyłam.Myślałam,że się zestarzejemy razem,a tutaj co mnie spotkało ? Rozpacz i niesamowity ból od najbliższej osoby.Nie umiem się pozbierać i żyć dalej jest mi bardzo ciężko.Po 35 latach dowiedzieć się o podwójnym życiu męża,że nie byłam jedyna,o jego zdradach,romansach zauroczeniach.Czy ja kiedyś się uśmiechnę i oderwie od tych koszmarnych myśli ? od tego widoku jak inne go masowały albo z innymi się kochał ?Czuje wstręt i obrzydzenie.
Obecnie mieszka w wynajętej kawalerce,co dalej nie wiem.Ja nie mam po co tutaj zostawać,tutaj nie mam rodziny.Córka mieszka w innym mieście.Najlepiej jakbym tam kupiła mieszkanie i się wyprowadziła.Ale skąd kasę na mieszkanie ? To,że obecnie się wyprowadził,nie rozwiązuje problemu na przyszłość,to rozwiązanie tymczasowe.Obecnie też trzeba opłacać dwa mieszkania,czy damy rade nie wiem? czas pokaże.Tak obecnie mam spokój ,nie muszę go widywać,jestem sama w czterech ścianach.Głucho,pusto,cicho,mogłabym tak siedzieć i nigdzie nie wychodzić.Mamy taka działkę,rekreacyjną,dużo kwiatów,trawy,drzewka owocowe,obecnie kupiłam rower i jak jest ciepło to jadę i sobie tam siedzę i pielęgnuje swoje kwiatki,to jedyne moje zajęcie.Na nic innego nie mam siły.Jestem sama ze sobą,a myśli ciągle te same mam w głowie.Pracowałam 24 lata,obecnie jestem na rencie chorobowej,którą przyznają mi na rok,czy dwa lata.Wiem,że najlepiej bym się czuła jakbym mieszkała w mieście gdzie mieszka córka,tam bym miała najbliższych,którzy mnie wspierają.Ale kto da mi kredyt ? i z czego spłacę ? Czarno widzę swoja przyszłość.Liczę,ze jak będę w tym sanatorium,to ta terapia postawi mnie może trochę na nogi,może zobaczę jakieś światełko,może zacznę myśleć pozytywnie.A ON nie wiem,czy naprawdę do niego dotarło co zrobił,jak zranił mnie i córkę,jak cierpimy,obecnie był 3 razy na terapii u psychologa-seksuologa,mówi,ze powiedział o wszystkich swoich problemach nałogach seksualnych.Nie wiem,czy po wyjściu od psychologa nie idzie znowu na masaż erotyczny,mówi,że nie,ale ja już mu nie wierze. Mówi,że chce się leczyć,chce się od tego uwolnić,żebym dala mu szanse.Ja nic nie mówię,bo co mam powiedzieć ? Ja nigdy mu tego nie zapomnę.Widzę,że jest przerażony,bo stracił rodzine,córka sie do niego nie odzywa,nie dzwoni,nie skladala mu zyczeń ani imieninowych ani swiatecznych,w świeta był sam w wynajetym mieszkaniu.

Pozdrawiam Cie serdecznie.Trzymaj się kochana.

Posty [ 1 do 65 z 100 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » właśnie mamy 24-tą rocznicę ślubu w Wielkanoc...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026