WItam... Mam może nie problem, ale nurtuje mnie to...
Zacznę od początku: Jestem z S. prawie 2 lata, mamy 3miesięczne dziecko. Mieszkamy ze sobą. Gdy zaszłam w ciążę S. chciał szybko się ożenić, powiedziałam, że dobrze , ale dopiero gdy urodzę dziecko. Nie chciałam brać ślubu z brzuchem. On zrozumiał, powiedział ok, będzie po ślubie. Później w moje urodziny oświadczył mi się... tak, tak było najpierw rozmawialiśmy o ślubie, a później mi się oświadczył... Urodziłam, od oświadczyn nigdy nie rozmawialiśmy już o ślubie. Niedawno zaczęłam ten temat... Zapytałam, w którym roku chciałby się ożenić, bo wiem, że nie w tym, przygotowania i w ogóle...On na moje zapytanie powiedział: "Przecież nie chciałaś ślubu.." Wytłumaczyłam i przypomniałam mu naszą rozmowę... Zaczął się bronić, że to wydatek, że na razie nie, że nie wie kiedy... Gdy zapytałam czy w ogóle chce ślubu powiedział, że tak. Nie rozumie Go... Nie piszcie o pieniążkach, bo doskonale wiem, że te pieniążki ma, moi rodzice wzięliby kredyt i też by coś było.Ja nie mówię, że w tym roku, ale w przyszłym? Przykro mi się zrobiło, że nawet nie chciało mu się o tym rozmawiać...
Dodam, że S. był już w związku małżeńskim. Taki sam schemat, Jego eks zaszła w ciążę, szybki ślub i ... rozwód... Może on się boi? Choć nie sądzę.. Od rozwodu minęło 5-6 lat... W to, że się boi nie wierze... Może on tak naprawdę nie chce ze mną brać ślubu bo nie... CO mam o tym myśleć?
P.S. Gdy on tak niechętnie ze mną rozmawiał, na koniec rozmowy dodałam, że już więcej razy nie zacznę tego tematu, skoro tak mu ciężko odpowiadać...