Hej Dziewczyny....
ja, osoba która płacze za jakims pajacem, która cierpi, której wydaje się że jest najbardziej nieszczęśliwa na świecie....znalazłam blog 17-stoletniej Juli...
Julki nie ma juz z nami, odeszła, umarła w strasznych męczarniach na raka.... zostawiła po sobiemalutki ślad w postaci bloga....
przeczytałam go 2 razy....
pytanie: czym jest moje pseudo-cierpienie przy tym co przeżyła Julka?
odp: jedym wielkim gów...em (przepraszam za wyrazanie), ja płakałam za jakims palantem dla którego byłam nikim i który wycierał sobie mną buty, i traktował jak psa który zawsze wiernie za nim biegłł jak za jedynym panem... byłam jak natretny żebrak błagając o miłośc...
Boże ... czy ja jestem normalna?
przeczytałam blog, przejrzałam na oczy, gdyby nagle mi przydarzyła się taka choroba czy żałowałabym każdej łzy wylanej za kims kto ma mnie w poważaniu? wątpię....
więc obiecuje sobie sie ograną i cieszyć każdym dniem, bo ja narzekałam ze nie chce mi sie zyć a wokół jest tylu ludzi którzy zamienilki by sie ze mną na zycie....
może to ta mała Jukla sama nakierowała mnie na tę swoją strone, może ten blog miał mi uświadomoc kruchośc zycia???
polecam bloga Juli i mam nadzieje że wy przejrzycie na oczy, że nie warto płakac za pajacami, tylko dziękowac każdego dnia że mamy szanse jutro się zakochac...
nie znamy dnia ani godziny tak samo śmierci jak i miłości więc cieszmy się tym, że mamy jutro i od nas tylko zalezy jak ono bedzie wygladało ![]()
link do bloga: http://kiedy-umre.blog.pl/