Bywają także inne rodzaje uzależnienia, powiązane z układami wzajemnej "pomocy"..
Może pozwolę sobie opisać na własnym przykładzie.
Kilka lat temu opuściłam rodzinne miasto i za namową dwójki znajomych wyjechałam do innego (w Polsce). Zanim założyłam swoją działalność gospodarczą, szukałam w nowym mieście pracy i koleżanka, przechodząc koło kwiaciarni (jestem m.in. florystką, oprócz kilku innych zajęć), zapytała, czy właścicielka nie potrzebuje kogoś do pracy. Jak na zamówienie - potrzebowała i tak poznałam pewną Kaśkę. Szybko załapałyśmy bliższy kontakt, z racji podobnego poczucia humoru chociażby. Ze współpracy wyszła bliższa znajomość, w której Kaśka podkreślała, jaka to jest szczęśliwa, że mnie spotkała, że zawsze chciała mieć taką siostrę, że beze mnie byłoby jej tak smutno i w ogóle aj-waj.
Jestem - byłam - dość naiwną i łatwowierną osobą, mimo przykrych wcześniejszych doświadczeń życiowych; z domu rodzinnego wyniosłam przeświadczenie, że jeśli ktoś zachowuje się życzliwie i miło uśmiecha, to taki właśnie jest. A więc gdy Kaśka pierwszy raz, szlochając i płacząc, poprosiła mnie o pomoc finansową, bo nie ma kasy na czynsz w kwiaciarni, zdjęta chęcią pomocy wzięłam dla niej pierwszy kredyt. Biedactwo, była przecież po trudnym rozwodzie, w dodatku oszukała ją wspólniczka, z którą wcześniej prowadziła kwiaciarnię i teraz miała na karku komornika i żadnych możliwości wzięcia kredytu.
Oczywiście Kaśka przysięgała na wszystkie świętości, że będzie spłacać to zobowiązanie.
Wierzyłam.
Do chwili, gdy zaczęły przychodzić monity windykacyjne z informacją, że zaległość jest już w wysokości kilku rat.
Płakała i zapewniała, że to poślizg chwilowy, że ona przeprasza, że nigdy więcej. I że jest mi taka wdzięczna, że nadal chcę się z nią przyjaźnić..
Uwierzyłam.
Przestałam nieco wierzyć, gdy na kolejny dobrany do kompletu dla niej kredyt (tak, zgadza się, jestem naiwną idiotką) weszła windykacja na całego. A zaświadczenia o wpłatach, jakie mi Kaśka pokazywała, okazały się być przez nią sfałszowane.
A potem, gdy za moimi plecami, na moje dane, pozaciągała kolejne pożyczki i weksle (!!), i pojawiło się dwóch komorników za te właśnie weksle - wzięłam jeden większy kredyt na spłatę tamtych wcześniejszych. Czy mam pisać, że Kaśka łkała z wdzięczności, zapewniając, że oczywiście będzie ten kredyt spłacać i co ona by beze mnie zrobiła???
chyba nie muszę....
Kiedy umowa kredytowa została wypowiedziana, i zagroził mi kolejny komornik, bo mimo krokodylich łez "moja przyjaciółka" nadal nie spłacała rat, kłamiąc nadal, że to robi - było już za późno, by wyjść z czystym kontem z tej "przyjaźni". Na któryś z moich maili z zapytaniem, kiedy zabierze się za regulację tych zobowiązań, dostałam pełen jadu i chamstwa stek wyzwisk i wulgaryzmów, w którym oznajmiła mi, że "jesteś dorosła, nic ci nie będę spłacać, radź sobie sama, a w ogóle nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, bo w twoim domu śmierdzi kotem" (wynajmowałam wówczas dom wolnostojący, osikiwany regularnie przez okoliczne Kocury
). Musicie przyznać, że to wystarczający argument, by odmówić spłat podjętych przez siebie zobowiązań? 
gwoli wyjaśnienia: tak, nie mam i nie miałam papieru, na którym Kaśka zobowiązała się do spłaty. Nie miałam, bo na każdą prośbę o taki dokument był foch pt. "ty mi nie ufasz" i obraza, że jakże mogę...
I słusznie, bo wiedziała doskonale, że nigdy nie zamierza nic spłacać..
Dochodząc do meritum, czyli wdzięczności. Nie oczekiwałam hołdów i czołobitności z tytułu tego, że pożyczałam pieniądze dla niej. Oczekiwałam, i wydaje mi się, że słusznie, normalnego, uczciwego zachowania. A jednak to ona mnie zarzuciła niewdzięczność, że domagam się spłat, podczas gdy ona tak często zapraszała mnie na obiad do domu jej faceta lub pomagała przy przeprowadzce.....
Było to chyba najdroższe spaghetti i najkosztowniejsze pakowanie rzeczy do kartonów w historii: kosztowało mnie 12 tysięcy złotych...
Oraz łatkę niewdzięcznicy...
Czy wdzięczność ma granice? Tak. W tym samym miejscu, gdzie kończy się granica przyzwoitości....