Nie potrafimy się zrozumieć...? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Nie potrafimy się zrozumieć...?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

Temat: Nie potrafimy się zrozumieć...?

Cześć wszystkim,

nigdy nie myślałam, że ze swoimi problemami będę zmuszona "wejść" na jakiekolwiek forum, ale sama już nie wiem co mam zrobić, jak sobie poradzić z tym wszystkim. Siedzę i płaczę, więc pewnie większość z tego co napiszę będzie subiektywne i dyktowane emocjami jakie w sobie skrywam.

Od pewnego czasu nie potrafię poradzić sobie z problemami pomiędzy mną, a moim TŻ, jednak wczorajsza sytuacja była swoistym apogeum, po którym nie mogę się pozbierać. Może tak jak on stwierdzicie, że histeryzuję, wyolbrzymiam, nic mi nie pasuje, ale... po prostu potrzebuję się wygadać.

Miałam wczoraj wolne w pracy, posprzątałam, ugotowałam obiad, cierpliwie czekałam, aż wróci z późnym wieczorem z pracy i zajęć koszykówki. Widziałam, że coś jest nie tak, że mojego TŻ coś gnębi, wiec, gdy mieliśmy w końcu chwilę, żeby odpocząć razem, zapytałam, czy coś jest nie tak, bo wydaje mi się, że jest jakiś poddenerwowany. Odpowiedział zmartwionym głosem, że czuje się tak, jakby w pracy nic mu się nie udawało, że jest mu z tym źle (dodam, że mój TŻ pracuje w mega stresujących warunkach z szefostwem, które spokojnie można nazwać tyranami znęcającymi się psychicznie). Zaczęłam pytać, dlaczego tak sądzi, czy coś mu w ostatnim czasie nie poszło itd., odpowiedział, że "nie", ale ja oczywiście wiedziałam, że znów jest jakiś powód, więc zapytałam delikatnie, czy coś się faktycznie stało, a on na to szorstko, czy nie słyszałam co do mnie mówi. Zrobiło mi się cholernie przykro, jakbym to ja była wszystkiemu winna. Wstał i usiadł przy biurku. Zaczęłam mówić, że ja po prostu się martwię strasznie jego pracą, bo widzę, że on już nie daje rady psychicznie na co usłyszałam, że przecież coś mi powiedział na ten temat i że mam się nie odzywać, że nie rozumiem tego co mówił mi tyle razy (szczerze mówić nie wiem o co mu chodziło, przypuszczam, że o to, że znów wałkuję i rozdrapuję temat) i że nie będzie ze mną rozmawiał. Nie wytrzymałam i się popłakałam. Zaczęłam go prosić, żeby mi wytłumaczył o co mu chodzi, że nie chciałam powiedzieć nic złego, ale on wykrzyczał, że "mam się zamknąć". Zabolało mnie to strasznie. Przepłakałam cały wieczór. Dziś zorganizowałam sobie tak dzień, żeby o tym wszystkim nie myśleć, ale jak zwykle czekałam z obiadem, choć mój TŻ nawet nie odezwał się, że wraca z pracy domu. Przyszedł, rzucił suchym "cześć", odpowiedział mi tylko na moje pytanie, gdzie się wybiera, bo widziałam, że gdzieś się szykuje. Przy obiedzie znów się rozpłakałam, zapytał się dlaczego znów płaczę, ale ja nie mogłam wydusić ani słowa, ale on tak jakby nic się nie stało chodził po domu zadowolony, pogwizdując sobie. Uspokoiłam się trochę i zaczęłam mówić, że płacze przez to co powiedział mi wczoraj, że mnie to zabolało. On w ogóle nie reagował. Podśmiechiwał się wgapiony w komputer. Ja w tym momencie nie wytrzymałam jego lekceważącego podejścia, zaczęłam wyrzucać, że zawsze wszystko jest przeze mnie itd. Usłyszałam tylko, że ma większe problemy i że przeraża go to co się ze mną dzieje ostatnio. Po czym podśpiewując zaczął ubierać buty. Byłam strasznie wściekła, rozżalona powiedziałam, że nie musi do mnie wracać, a on na to, że jak jest mi tak źle to mam sobie poszukać innego faceta i wyszedł.

A teraz siedzę i zastanawiam się, czy to faktycznie jest moja wina. Wiem, że powinnam zachować się inaczej, nie dać się porwać emocjom, nie płakać, ale po prostu nie mogłam... zawsze staram się wysłuchać mojego TŻ, nawet jeśli wiem, że powinnam być zła, nigdy nie lekceważę tego co mówi, zawsze wybaczam, nawet kłamstwa, po prostu rozmawiam, bo sądzę, że rozmowa jest najlepszym rozwiązaniem, w każdym czasie...

Czuję się jak idiotka, jest mi głupio, że o tym piszę, bo to brzmi jakbym miała problemy na poziomie przedszkola sad ale po prostu nie wiem co mam zrobić z tą sytuacją...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nie potrafimy się zrozumieć...?

Z Twojego opisu to przede wszystkim jego zachowanie jest delikatnie mówiąc dziwne, Ty nie robisz nic złego tym, że się martwisz no chyba, że tym zasmuconym i zdenerwowanym głosem codziennie go o to samo wypytujesz. To wtedy mogę się zgodzić, że mógłby się wkurzyć, ale z Twojego opisu to nie wynika. Jeżeli ma problemy w pracy to nie powinien ich przynosić do domu, ale wiem że nie zawsze tak się da, jednak przede wszystkim powinien Cię szanować, a tu tego mi brakuje. Skoro płaczesz a on się denerwuje albo to olewa to znaczy, że z nim jest coś nie tak. Może to jeden z tych typów, które lubią takie "znęcanie" psychiczne nad innym i to ich nakręca i poprawia humor? Ale to już Ty musisz ocenić na podstawie całokształtu waszych relacji. Jego stwierdzenie, że możesz znaleźć sobie innego, gdy jak podejrzewam wie, że byś tego nie zrobiła, tylko utwierdza mnie w przekonaniu, ze sprawianie Ci przykrości w jakiś sposób go bawi. Ty w tej opisanej sytuacji nie zrobiłaś niczego złego i nie powinnaś pierwsza wyciągać ręki na zgodę. On powinien Cię przeprosić za swoje zachowanie i wytłumaczyć czym było spowodowane. Ale prawdopodobnie tego nie zrobi jeśli nadal będziesz mu nadskakiwać(obiady) i przejmować winę na siebie. Tu nie ma Twojej winy, więc oczekuj od niego przeprosin, jeśli braku obiadu czy czegoś co zwykle dla niego robisz nie zrozumie i zapyta o co Ci chodzi to powiedz mu wprost, że czekasz na przeprosiny za jego zachowanie. I staraj się przy tym nie płakać i nie pozwól sobie wmówić, że to Ty zachowałaś się nieodpowiednio.

3

Odp: Nie potrafimy się zrozumieć...?

Rozumiem Cię kochana...uważam że nie ma w tym Twojej winy, tylko jesteś dla niego za dobra. Ja mojemu też nadskakiwałam, kawka do pracy, ciasteczko...byłam na każde zawołanie, mogłam rzucić wszystko i biec do niego jak mnie potrzebował. A kiedyś w kłótni usłyszałam, że on nie potrzebuje domowych obiadków, ciast, przytulania...potem oczywiście przeprosił, ale niesmak pozostał.
Też mam podobne problemy w związku, ale chyba przeczekam to jego dziwne zachowanie. Też mi powiedział że chyba powinnam sobie kogoś innego poszukać, więc wiem jak takie coś boli. Powiedziałam sobie, że zaczekam, zobaczymy co wyjdzie z tego czekania, czy on bardziej zatęskni i zrozumie, czy odejdziemy od siebie...
Nie zadręczaj się, ja tak samo czułam się miesiąc temu, jak facet postawił mi warunki...też były łzy i obwinianie się o wszystko. Nie rób nic na siłę, nie klękaj przed nim z obiadami, z rozmową... Przeczekaj, wiem że będzie trudno, bo mnie chciało się wyć jak mnie ranił i zostawałam z moimi myślami sama. Też sądzę, że najlepsza jest rozmowa, ale jak on od tego ucieka nic nie zrobisz, jeśli będziesz go zmuszać osiągniesz odwrotny efekt.
Powodzenia Ci życzę, trzymaj się i nie załamuj, pokaż mu że jesteś silna!
Pozdrawiam:)

4

Odp: Nie potrafimy się zrozumieć...?

A mi się wydaje, że faktycznie się na wzajem nie rozumiecie. I jak to w życiu bywa i on i ona chcą dobrze a wychodzi jak zawsze.
Kobiety i mężczyźni myślą, funkcjonują, czują trochę inaczej. I dlatego Tobie się wydaje, że jak on ma kłopoty w pracy, to zrobisz obiad, nastrój, porozmawiacie, on się wygada i będzie ok.
Jak on ma problemy w pracy, to Twoim dużym osiągnięciem jest to, że o nich wiesz. Nie licz na to, że on przyjdzie do domu, opowie Ci o wszystkim w szczegółach i wypłacze sie na Twoim ramieniu i w dodatku mu ulży. To jest facet a nie Twoja przyjaciółka. On bije sie z myślami, że musi sobie z tym sam poradzić, bo to świadczy o jego sile.
Nie dziwię się, że zrobiło Ci sie przykro gdy zareagował tak jak to opisałaś. Ale watpię żeby on w tamtym momencie był w stanie wytłumaczyć Ci cokolwiek. Na następny dzień też się kiepsko zachował. Nie myśl, że trzymam jego stronę, ale domaganie sie rozmowy, płacz w tym momencie nie był dobrym pomysłem.
Sytuacja potoczyłaby sie zupełnie inaczej gdybyś wiedząc, że on ma ciężkie dni w pracy przygotowała obiad, po jego wejściu do domu rzuciła mu sie na szyję, powiedziała, że przygotowałaś dla niego coś super, zaczęła go robierać, zainicjowałabys seks... Nie rozwiązałoby to jego problemów, ale poczułby się dobrze, zrelaksował, byłby dla Ciebie miły i szczęśliwy, że na niego czekasz w domu.
My, kobiety potrzebujemy sie wygadać i wypłakać jak mamy problem. Dlatego jak mamy problemy to, kwiaty, prezenty i seks z ukochanym nam nie wystarczają. Mężczyźni maja troche inaczej.

5

Odp: Nie potrafimy się zrozumieć...?

Stary temat, ale może jeszcze autorka zagląda?
Wydaje mi się, że to smutna prawda - facet nie potrzebuje obiadków, wypranych skarpet i tego całego sztafażu idealnej matki- żony polki, do jakiego my przywykłyśmy... jaki wpajano nam od dzieciństwa. Rozmawiałam kilka dni temu o tym z moim bratem, bardzo ogarniętym życiowo człowiekiem...
Facet potrzebuje kobiety, dla której będzie gotów sam rzucić świat do stóp. Żywej, fascynującej istoty, która świetnie da sobie radę bez niego - a nie zmartwionej dziewczynki, która chce się nim opiekować i mu dogadzać. Jeżeli jakiś tego chce, to niestety jest to... ugryzłam się w język... atypowe...
Z tego wynikają te wszystkie rady dziewczyn na forum, żeby "zająć się sobą" i "pokazać, że Ci nie zależy"...

speaker for the dead

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Nie potrafimy się zrozumieć...?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018