Samotność? Straszna, ciemna, smutna? Dlaczego najczęściej się nadaje jej takie negatywne cechy?
Najczęściej, moim zdaniem, dlatego, że ludzie nie umieją być samotni. Nie umieją się cieszyć własnym towarzystwem, mają nieskończone oczekiwania wobec innych. Często nie spełniają oczekiwań wobec siebie. Wydaje się, że nie ma nic prostszego niż dostosować się do chęci i wymagań samego siebie, a potem być zadowolonym z tego, co się zrobiło. W praktyce wygląda to trochę inaczej.
Nie znalazłam jeszcze lepszego sposobu na samotność, niż stanie się najlepszym przyjacielem dla samego siebie. Kiedy potrafisz siebie sama/sam podnieść na duchu, wyciągnąć na spacer czy na rolki, znaleźć motywację do najtrudniejszej i najnudniejszej pracy, dbać o siebie z wielką miłością, fajnie się bawić niezależnie od towarzystwa? Nikt inny lepiej niż ty sama nie zdefiniuje i nie zrealizuje twoich potrzeb. Wszystkie pytania i odpowiedzi należą do ciebie, jak też usiłowania coś zmienić. Po to właśnie potrzebujemy samotności, żeby usłyszeć swój własny wewnętrzny głos, który powie, czego chce. Później samotność się przyda, żeby rozważyć jak do tego dojść. Ostatecznie samotność jest idealnym stanem, żeby dojść ze sobą do równowagi. Zgadzacie się z tym?
Podobne tematy
2 2011-04-09 00:49:35 Ostatnio edytowany przez lena1546 (2011-04-09 14:00:09)
Kiedyś umiałam żyć ze swoją samotnością, byłam szczęśliwa..lecz z biegiem czasu wszystko się zmieniło. Jest mi źle, tak cholernie źle...mam już dosyć udawania, że wszystko jest w porządku, nie mogę sobie poradzić z samotnością. Chcę znaleźć kogoś kto mnie przytuli i powie, że wszystko będzie dobrze...chce mieć dla kogo żyć, chcę być szczęśliwa. Nie widzę sensu w życiu, codziennie zwijam się w kłębek i płaczę na łóżku. Ale może tak ma być? Może jestem skazana na samotność? Może tak właśnie ma być? Nie szukam miłości, a z drugiej strony mam już dość tego czekania. Na uczelni każdy kogoś ma... ma na kim polegać, a ja? Nienawidzę siebie, tak bardzo siebie nienawidzę....za to jaka jestem..za to, że 2 lata temu byłam głupia i zmarnowałam szansę, której nigdy już nie dostanę...
3 2011-04-09 01:57:52 Ostatnio edytowany przez motylek79 (2011-04-09 02:01:37)
Jak ktoś potrafi być sam ze soba to w życiu jest mu duzo łatwiej. Prawdziwa milosc, przyjazn zdarza sie rzadko i nawet często w zwiazkach ludzie czuja sie samotni. A zeby odnalezc prawdziwe uczucie to najpier trzeba w samotnosci "zbudowac" siebie. Tak naprawde jednak jestesmy "sami" przez całe życie - sami sie rodzimy i sami umieramy. Warto zatem lubic siebie i zyc tez glównie dla siebie (co nie zaprzecza tez mozliwosci bycia z kims).
Ja np strasznie lubie ludzi, ktorzy sa samotnikami, albo tych ktorzy lubią pobyc sami w ciszy- wtedy zawsze mysle ze skoro lubia siebie, maja czas dla siebie, nie nudza sie ze soba to sa interesujacymi ludźmi...
Ja np w moim wieku nie podpisalabym sie "stara panna", bo nie uzalezniam mojego szczescia czy poczucia wartosci od znalezienia drugiej osoby :-)
To, ze jesteś akurat w zwiazku, wcale nie znaczy, że jesteś mniej samotna.
Ja jakiś czas temu poznałam faceta, spotykamy sie co jakiś czas, ale na codzień wcale nie zauważyłam aby on jakoś baaaardzo odmienił moje życie (poza sms-ami typu; jak Ci minął dzień?).
Raczej zawsze dobrze sie czułam sama ze sobą, choć ostatnio ten stan zaczyna mi powoli przeszkadzać. To jest związane z upływem wieku ( choć nie chce sie przyznać sama przed sobą).
Nie sądze by ten "związek " był długoterminowy, ale chciałabym wreszcie poznać kogoś z kim tak naprawde przestane być samotna, bo do tej pory mimo obecności faceta czuje sie tak jakbym była singlem.
Samotność
Kiedyś nie wyobrażałam sobie być sama ale teraz po wszystkich przebojach wybojach w moim życiu bardzo cenie sobie ten stan wiem że na dłuższą metę nie jest to dobre rozwiązanie ale teraz mi pasuje. Moje dzieciaki teraz już są duże więcej czasu spędzają ze swoimi rówieśnikami lub u dziadków bo bardzo lubią. Są prawie samodzielni. A ja mam czas na ciszę i spokój na książkę . Po ostatnich wydarzeniach w moim życiu upewniłam się że najlepsze dla mnie będzie bycie samej chociaż wiem że będzie czasami ciężko bo nie będę miała się do kogo przytulić.
Nie potrzebne mi są te wszystkie zawirowania i burze , kłótnie itp. Teraz jest dobrze - spokojnie i cicho. Jetem na swój sposób szczęśliwa - jak długo nie wiem ?
Pozdrawiam
Kochana Leno! Znam ten stan, trochę...
Mam wrażenie, że masz samotność nie tak sobie, wiesz, to jak lekcja, do której się powraca, jeżeli nie radzi się sobie. Żeby móc komuś coś dać, trzeba to mieć. Żeby być z kimś - umieć być ze sobą
Wiem, fajnie dźwięczy, realizacja trudniejsza. Wiem na pewno, że nim bardziej się staczasz, tym trudniej jest później się podnieść. Myślę, że tak motywująco, po prostu załóż sobie, że On Cię znajdzie, gdy się nauczysz ze sobą przebywac. Odpowiedz sobie na jedno pytanie: czy chcesz przebywać z kimś , kto nie daje rady sam ze sobą przebywać? Kto się dołuje bez przerwy i chce wyłącznie poparcia od innego człowieka. Nie skarbie, każdy potrzebuje popracia, człowieka i wszystkiego, dlatego ludzie i reagują na "osób płomyków", które potrafią dawać bezinteresowanie, którzy cenią swoje życie i coś wartościowego w nim robią, lubią siebie
... i jeszcze jedno, nie męcz dawnymi błędami. Błędy są na coś, zresztą wiele z nich to tylko pozornie błędy ![]()
Dziękuję Ci, Żanetko ![]()
Łatwo mówić, ale trudniej zrobić.... masz całkowitą rację. Nie chciałabym być z osobą, która nie akceptuje samej siebie.... Powiedz mi, co mam zrobić? Jak siebie polubić? ![]()
Czasami już nawet myślę o psychologu lub o psychiatrze..
samotnosc coraz bardziej przypomina mi o tym ze gdzies tam cichutko siedzi
Nigdzie nie jesteśmy bardziej samotni, niż leżąc w łóżku, z naszymi tajemnicami i wewnętrznym głosem, którym żegnamy lub przeklinamy mijający dzień.
Samotność jest jak cierń...leżę teraz chora w łóżku i widzę jak bardzo jestem samotna...nie ma wokół mnie ludzi. Z czego to wynika? Myślę, że ludzie mają dosyć przebywania z kimś, kto ciągle narzeka, jeśli komuś nie jest dobrze z samym sobą to innym też z tym człowiekiem dobrze nigdy nie będzie. To jest lekcja dla mnie...nauczyć się cieszyć życiem w zgodzie z samą sobą, chcę być w końcu zwyczajnie po ludzku szczęśliwa;)
lena1546 - ja też żyłem sobie szczęśliwy samemu tak do ukończenia 17 lat, a potem rzeczywiście było coraz ciężej i gorzej. To co nazywasz "skazaniem na samotność" ja nazywam introwertyzmem. To charakter, który ma się na całe życie. W ciszy, samotności czujesz się dobrze i ładujesz akumulatory, a rozładowujesz, czyli wykorzystujesz zgromadzoną energię, kiedy wychodzisz do ludzi. Zbyt długie przebywanie w głośnych miejsach z dużą ilością osób, tak jak np. po 8 godzin w szkole czy w pracy, szybko wysysa całą enegię i już po kilku godzinach czujesz się pusty, zmęczony i otępiały. Ogólnie, jeśli jest się introwertykiem, próba życia zgodnie z normami i oczekiwaniami ekstrawertycznego świata, jest degradowaniem swojej psychiki.
No chyba, że w Twoim przypadku chodzi tylko o jakąś blokadę na uczuciach.
A druga sprawa, to właśnie związki. Jeśli cała energia codziennie idzie na "przetrwanie" introwertycznej psychiki w szkole czy w pracy, to jedyne o czym będziesz marzyć, to jak najszybciej znaleźć się w domu i odreagować. No a gdzie energia na związki? Poznawanie kogoś, umawianie się, te wszystkie emocje z tym związane. Radzenie sobie ze sprzecznymi uczuciami - potrzebą bliskości z tą drugą osobą, a jednocześnie koniecznością regeneracji w samotności.
To wszystko trudne, szczegolnie jak się ma wiecznie pusty bak w związku z codziennymi zmaganiami w agresywnym zewnętrznym świecie.
Chcesz sobie kogoś znaleźć, bo stan zakochania i te sprawy wiążą się z zastrzykiem ekstra enegrii, chęci do życia i sił do pracy. Szczególnie jak się widzi w koło zakochanych ludzi, którzy płyną na fali i rozwijają się.
Naturalny czas na miłość i zakochanie jest pomiędzy 14 - 21 rokiem życia. Wtedy jest to głowne zainteresowanie. 21 r.ż. jest graniczny, bo wtedy zainteresowanie człowieka przestaje skupiac się na zakochiwaniu a przechodzi na pracę, karierę, naukę. No i tak jest od 21 do 28 r.ż. Potem znowu jest zmiania. Zakochiwanie i podbijanie świata mamy już za sobą, teraz zaczynamy skupiać się na stabilizacji i zabezpieczaniu życia. Tak zmienia się psychika człowieka - co 7 lat, jeśli wszystko przebiega prawidłowo.
Po 40 r.ż. zachodzi jedna z najważniejszych zmian, bo człowiek z ekstrawertyka zaczyna zmieniać się w introwertyka. Co przeżył to przeżył, czego nie przeżył, z tym będzie miał problem. Bo natura będzie wymagać od niego zostawienia zewnętrznych romansów, kariery, pieniędzy i zagłębiania się coraz bardziej w siebie - introwertyzmu.
Pięknie przeżyte życie do 40, oznacza piękną samotną podóż poprzez świat wewnętrzy po 40.
Ok, ale 20% ludzi już rodzi się ze sklonnościami introwertycznymi. Dlatego w takim przypadku nie możesz tak po prostu rzucić się w świat zewnętrzny, który jest ekstrawertyczny i podążac razem z nurtem, robić tak jak inni. Ponieważ utoniesz.
Musisz spalić swoją świecę życia z dwóch stron jednocześnie. Odnaleźć, zaakceptować, i pokochać swoje wewnętrzne, introwertyczne JA. Co wymaga pracy nad sobą, kontaktu z naturą, poznawania psychiki ludzkiej, obserwacji świata itp. Jednocześnie, kiedy już będziesz czuć się ze sobą dobrze, pozbędziesz się chorych złudzeń i oczekiwań - wtedy bak energii będzie znowu pełny i możesz znowu zacząć wychodzić na zewnątrz, podejmować pracę, którą lubisz i masz na nią ochotę nieważne czy akurat jesteś sama czy też z kimś. No i w końcu uczyć się tworzyć związki, które będą konstruktywne, w które będziesz wkładać energię i miłość, która już w tobie jest. Która pochodzi z twojego odkrytego i zaakceptowanego wewnętrznego JA.
Naturalny czas na miłość i zakochanie jest pomiędzy 14 - 21 rokiem życia. Wtedy jest to głowne zainteresowanie. 21 r.ż. jest graniczny, bo wtedy zainteresowanie człowieka przestaje skupiac się na zakochiwaniu a przechodzi na pracę, karierę, naukę. No i tak jest od 21 do 28 r.ż. Potem znowu jest zmiania. Zakochiwanie i podbijanie świata mamy już za sobą, teraz zaczynamy skupiać się na stabilizacji i zabezpieczaniu życia. Tak zmienia się psychika człowieka - co 7 lat, jeśli wszystko przebiega prawidłowo.
Po 40 r.ż. zachodzi jedna z najważniejszych zmian, bo człowiek z ekstrawertyka zaczyna zmieniać się w introwertyka. Co przeżył to przeżył, czego nie przeżył, z tym będzie miał problem. Bo natura będzie wymagać od niego zostawienia zewnętrznych romansów, kariery, pieniędzy i zagłębiania się coraz bardziej w siebie - introwertyzmu.
Pięknie przeżyte życie do 40, oznacza piękną samotną podóż poprzez świat wewnętrzy po 40.
około 14 roku zycia zakochiwalam sie tylko platonicznie w gwiazdach rocka, a na pewno nie szukalam prawdziwej milosci...
to po 40 stce zyje sie juz tylko wspomnieniami?
Ja to napisałem w sensie, że wszystko przebiega normalnie, naturalnie. Dla mnie nikt nie jest zdrowy, naturalny, czy normalny w świecie takim, jaki jest.
Cały scenariusz życia budowany jest w wieku 0 - 7 lat, potem to już jest tylko jego nieświadoma realizacja. A przeciez żadni rodzice nie są ideałami, ani też dzieci nie są świadome samych siebie. Tzw. wychowywanie dziecka na członka spoleczeństwa spycha i niszczy jego potencjał naturalny. Stąd problemy przez reszte życia. Mając pewną świadomosć mozesz cofnąć się do tego okresu, ropoznać i zmienić swoj scenariusz, albo wyrzucić go w ogóle i żyć chwilą.
Właśnie życie chwilą, to życie które przebiega naturalnie i normalnie.
A życie wspomnieniami po 40? Nie, na początku myśli się, że tylko poprzez oddziaływanie ze światem zewnętrznym, ludźmi, sytuacjami, można przeżywać radość, miłość. Że to wszystko jakby pochodzi z zewnątrz. Potem się zauważa, że sytuacje zewnętrzne są tylko wyzwalaczami, a uczucia pochodzą z wnętrza danego człowieka.
No a raz wyzwolone stają sie dostępne. A człowiek jest leniwym stworzeniem i zauważa, że już nie musi wchodzić w sytuacje zewnętrzne, żeby przeżywać np. radość. Wystarczy, że siądzie sobie w ciszy i uczucie samo przyjdzie do niego, z jego wnętrza - bez żadnych bodźców zewnętrznych.
13 2011-04-10 13:43:08 Ostatnio edytowany przez motylek79 (2011-04-10 13:57:14)
Najpierw zbuduj "ja" a potem wiaż się z innymi - caly czas o tym mówie :-). Tylko, że to jest dla wiekszosci trudne, a tych ludzi z silnym "ja" gdzie szukać w dzisiejszym świecie, w którym nikt nie chce pobydz sam ze sobą, tylko kazdy szuka tlumu, chałasu, tanich rozrywek?
Wiesz, spotykam się z kims na randke, a on mi mówi np - jestem jaki jestem, nic go nie cieszy, nie wie co lubi, albo lubi wszystko, albo zachwyca sie byle czym to co on mi da, skoro nic nie wie o sobie?
Ja mówię to, co wiem i to co chce powiedzieć. Jest wielu takich ludzi, którzy mają w sobie niezniszczony potencjał rozwoju. A czy go wykorzystają to już ich sprawa.
Są książki, filmy, spotkania na żywo z ludźmi, którzy uczą o pracy nie tylko nad swoją psychiką, ale też duszą. Zależnie jaka forma przekazu do kogo trafia.
No a ci, do których nic nie trafia - umysł jest bardzo przebiegły w wymyślaniu sposobów, żeby nic się nie zmieniło, żeby wszystko pozostało jak najdłużej tak jak jest. Jeśli człowiek nie znajdzie się w sytuacji kryzysowej, w której ma do wyboru, albo się pogrążyć, albo zmienić, wtedy nic go nie ruszy. Niby się rozwija, ale to tylko powierzchowne, kosmetyczne zmiany. Oszukiwanie.
Dopiero jeśli natnie się na sytuację, w której zostanie trafiony głęboko do swoich korzeni, wtedy może coś z niego być. Ja po prostu nie interesuje się większością ![]()
Ja w sumie cale zycie czulam sie samotna...nawet gdy bylam w zwiazku....moze dlatego,ze ja kocham szalenstwa. Chcialabym tak mieszkac na srodku pola,i zeby codziennie wiatr potargal mi wlosy. Kocham to uczucie.
Lubie samotnosc,o tak. Ale nie chce jej odczuwac przez cale zycie. I mam nadzieje,ze to kiedys sie skonczy:)
W pracy to ciagle sie smieje, i nikt by nie pomyslal,ze raz na tydz. leca mi łzy z braku towarzystwa..heh...
Potrafie skryc swoja samotnosc,staram sie tez o niej nie myslec.
Mysle,ze ludzie ktorym ciagle jest zle,sa zalamani ne powinni zbytnio uzalac sie nad soba i myslec ciagle zle, bo niby im wiecej myslisz o czyms tym bardziej do siebie to przyciagasz.
AdaMaria - ja właśnie tak robię. Mieszkam poza miastem i codziennie wychodzę na puste pole, na łąkę. Codziennie ogladam zachód słońca, słucham ptaków, patrze jak zielenią się drzewa, biegają sarny czy zające. To jest właśnie łapanie kontaktu z naturą. To jest konieczne, inaczej można oszaleć od samego myślenia.
Ważne jest, żeby wtedy o niczym nie mysleć, bo inaczej nie złapiesz sensu w patrzeniu na słońce, niebo, czy drzewa.
Samotność nie powinna być w ogóle odczuwana jako ciężar. Jak jesteś w samotnosci, to w niej jesteś w pełni i cieszysz sie z wolności, którą ona ze sobą niesie. A jak wychodzisz do ludzi to, to jesteś w pełni z nimi i cieszysz się z ich obecności. Człowiek ma tendencje do popadania w jeden albo drugi stan i w nim pozostawania. Dlatego trzeba włożyc pewien wysiłek, żeby wytworzyć zdrowy balans pomiedzy jednym a drugim.
Od wychowania też pewnie dużo zależy - ja np. wychowałam się praktycznie sama (moje duzo starsze rodzenstow wyjechało) i w tym wieku 0-7 czesto byłam sama ze sobą, sama wymyślałam gry i lubiłam to. Stad może sklonnośc do introwertyzmu ale i tez oswojenie samotności. absolutnie jednak nie powiem, ze jestem introwertykiem, wrecz przeciwnie - lubie ludzi i rozmowe z nimi, ale niekoniecznie wszystkich...
Soft wielu ludzi nie interesuje fakt, ze swieci slonce czy pada deszcz. Kiedys chcialam poderwac jednego goscia i kazalam mu wieczorem patrzec w niebo, bo chciaalm pokazać jak pieknie widac Oriona. Wzruszył tylko ramionami i chyba pomyślał że mam z głową. A ja każdej zimy patrze na Oriona i sie nim zachwycam :-)
motylek79 - druga osoba zawsze pozostanie drugą osobą. A jesli nawet trafisz na kogoś, kto widzi w tym sens, to i tak ostatecznie ty będziesz widzieć swojego Oriona, a ta druga osoba będzie widziała swojego. Chce się osiągnąć pewne zjednoczenie, ale ono nie jest możliwe, bo każdy ma inny organizm i został zbudowany przez inne unikalne doświadczenia życiowe. Te same słowa dla mnie znaczą co innego, dla Ciebie co innego. Przez emocje też sie nie można porozumieć, bo ja przeżywam je na swój sposób Ty na swój. Uczucia też w inny sposób przychodzą do mnie i w inny do ciebie.
Dopiero kiedy stanie się ponad słowa, myśli, emocje, uczucia i zostanie sama pustka, nicość - wtedy można osiagnać zjednoczenie bo nicość jest zawsze ta sama. To wymaga pewnej dojrzałości i umiejętności bycia w bardzo głębokiej ciszy i samotności, ale z tego co wiem jest to możliwe.
Soft11 jak czytam z Twoich wypowiedzi bije taka wewnętrzna dojrzałość i akceptacja jestem pod wrażeniem ![]()
Tak mają ludzie otwarci na otaczający świat , ludzi i siebie samych ...
do czego zresztą krok po kroku i ja dążę ![]()
dla mnie samotność była kiedyś stanem w któym dopadał mnie smutek i przygnębienie , widziałam ją tylko w ciemnych barwach , nie zastanawiałam się dlaczego czuję się samotna i co mogę z tą samotnością zrobić ..
dzisiaj jest inaczej , chołduję mocno i głęboko wierzę w to że w życiu wszystko dzieje się "po coś " , że wszystko ma swój sens nawet najcięższe przyżycia i doświdczenia są dla Nas ,
samotność to czas kiedy można przyjrzeć się sobie , poznać siebie bardziej , odkryć w sobie coś nowego , samotność to czas w którym możemy siebie polubić , mozemy sami o sobie decydować , nadawać życiu kierunek odpowiedni tylko dla nas
samotność odgrywa w naszym życiu poważną rolę , dlatego warto ją czasem docenić ,
roztkliwianie się nad sobą powoduje że jeszcze bardziej wpadamy w jej otchłań , choć wiem że trudno jest się od tego odgrodzić , w chwilach kiedy czuję się samotna chcę żeby ktoś mnie wysuchał przytulił ,zrozumiał , pośmiał się ...i potęguje się moja złość i poczucie przygnębienia dlaczego nie mogę tego mieć , co jest ze mną nie tak ...
i wtedy właśnie zbawienna myśl że moze by docenić to co płynie z przekazu życia , że może ta samotnoś c spotyka mnie zeby mnie czego nauczyć , zebym bardziej zajęła się sobą .. tak też zaczełam myśleć i myślę do tej pory ,
którejś wiosny szłam zieloną ulicą i poczułąm że dobrze mi samej ze sobą
że lubię ten stan , i poprostu może być fajnie
a z czasem spotkałąm fajnego faceta , z który sprawił ze samotność odczuwam cora rzadziej ![]()
Soft, nie chodzi o to zeby druga osoba była moim klonem emocjonalnym, światopoglądowym itp, lecz zeby miala podobna wrazliwosc - wtedy to ma szanse. Choc akurat dla mnie jest zawsze lepiej jak jest jak najwiecej podobienstw.
Ponad rok temu zakończyłam mój trzyletni związek z kimś, kto krytykował to, czym się interesowałam, co lubiłam, przytłumiał mnie z jakiegoś powodu. Niestety wtedy zaczęłam spotykać się z kimś zupełnie innym od poprzedniego mężczyzny. Niestety też ciągle próbował obniżać moje poczucie wartości... i udało mu się. Nie poznawałam siebie, nie byłam już tą samą osobą jak dawniej. Niedawno zakończyłam tę znajomość. W samotności odzyskuję pewność siebie, skupiam się na moich zainteresowaniach, moich małych przyjemnościach. Lubię być sama, mieć te chwile spokoju tylko dla siebie, wsłuchiwać się w muzykę pijąc dobrą herbatę ![]()
Scarlet ja spławiam tych facetów, ktorzy próbują ograniczyc moje zainteresowania. A niektórzy tego faktycznie próbują. Nie mam pojecia dlaczego ludzie chca tak zawladnac druga osobę i probuja jej odebrac jej wlasne zycie i to kim jest?
cytrusowa - tak, ja nie mam żadnych oczekiwań wobec siebie, wobec tego co w życiu będę robił, czy był z kimś czy sam. Zawsze staram się robić to co chcę i to co lubię. Obserwuje siebie, swoje mysli, emocje i jeśli coś jest pozytywne staram się to rozwijać. Ale nie oczekuje żadnych rezultatów. Obserwuje konsekwencję i akceptuje je. Wyciągam wnioski i idę dalej.
I nie mam też oczekiwań wobec kogokolwiek innego, kobiet, ludzi, tego jak się czuje w różnych sytuacjach. Żadnych oczekiwań, tylko czysta obserwacja i akceptacja tego jak jest.
No i to ja decyduje o sobie.
motylek - ale co ma szanse? Trzeba do siebie pasować, ale ja nie podchodzę do życia w kategoriach "stworzyć związek". Ważne jest czy jest miłość. I czy moja wolność, indywidualność, prywatność zostały zachowane. Bo tylko wtedy następuje wzbogacanie i rozwijanie osoby.
Dla mnie jest życie z miłością i wtedy jest to życie w pełni, albo bez miłości i wtedy jest to życie na pół gwizdka.
soft11 - obserwacja , akceptacja i brak oczekiwań to dla mnie kwintesencja dojrzałości ,
o ile godzę się z obecną sytuają w której się znajduję i potrafię patrzeć na życie pozytywnie ( choć nie zawsze o to w życiu chodzi ) to pracuję intensywnie nad relacjami z ludźmi , te cholerne właśnie , zgubne oczekiwania wobec innych ... zaburzają nam satysfakcje z życia z pracy ze związku ... uczę się nie oczekiwać a koncetrować na swoich odczuciach , uczę się nie oceniać bo po co ? cholernie nie lubię jak ludzie przykłądają łatke wszędzie gdzie się da ;-/
chciałabym się uwlonić od wszelkich ocen , choć niestety czasem ludzie potrafią mnie porządnie zirytować i nielubię tego u siebie , to co robią inni jest ich sprawą , ważne żeby po swojej stronie panował spokój i zgoda ![]()
dlatego gratuluję raz jeszcze stoickiego patrzenia na świat ;-p
soft11 - obserwacja , akceptacja i brak oczekiwań to dla mnie kwintesencja dojrzałości ,
o ile godzę się z obecną sytuają w której się znajduję i potrafię patrzeć na życie pozytywnie ( choć nie zawsze o to w życiu chodzi ) to pracuję intensywnie nad relacjami z ludźmi , te cholerne właśnie , zgubne oczekiwania wobec innych ... zaburzają nam satysfakcje z życia z pracy ze związku ... uczę się nie oczekiwać a koncetrować na swoich odczuciach , uczę się nie oceniać bo po co ? cholernie nie lubię jak ludzie przykłądają łatke wszędzie gdzie się da ;-/
chciałabym się uwlonić od wszelkich ocen , choć niestety czasem ludzie potrafią mnie porządnie zirytować i nielubię tego u siebie , to co robią inni jest ich sprawą , ważne żeby po swojej stronie panował spokój i zgoda ![]()
dlatego gratuluję raz jeszcze stoickiego patrzenia na świat ;-p
soft ogólnie podobnie jak Ty to widze, z tym wyjątkiem ze Ty jestes zadowlony ze swojego zycia, a ja nie do końca (z powodow o ktorych tu mowic nie bede) i nie akceptuje tej mojej rzeczywistosci, ktora sama sobie stworzyłam...:-( to moj kłopot :-( Mnie tez nie chodzi o zwiazek, tylko o milosc i tez od nikogo nic nie wymagam, ani nie chce nikogo uwiezic - chce szczerej przyjazni, wsparcia, porozumienia, spokoju...Miłosci.
Ja nie mam wyboru. Ludzie którzy są wrażliwsi jak artyści, poeci i ludzie którzy wiedzą więcej jak psychologowie, filozofowie - cierpią bardziej niż zwykli ludzie. Nie można tak normalnie uwolnić się od cierpienia w życiu. Nikt nie jest wolny od cierpienia. A życie jest jak rzeka, to proces, ciągle się zmienia. Raz do niej wskoczysz i musisz płynąć. A ile można walczyć z nurtem? W końcu musisz odpuścić. Mozesz wpłynąć do jakiejś zatoczki i w niej osiąść, ale wtedy nie żyjesz.
A im więcej cierpisz, przez więcej sytuacji przechodzisz w życiu, tym silniejszy jesteś. To hartuje człowieka.
Normalnie jest tak że, człowiek się rodzi i jest w pełni oddany i uzalezniony od matki. I nie ma większej miłości niż ta, ktora jest pomiędzy matką a dzieckiem. Później się dorasta i zaczyna zakochiwać, ale trzeba pamiętac o jednym, że matkę miało się tylko jedną. Partner/partnerka to jest zupełnie obca, odrębna osoba i zawsze taką pozostanie. To nie jest twój tatuś/mamusia i nigdy nie będzie. No ale tego się nie wie, a emocje "pamietają" co innego. I chce się przeżywać znowu taką piękną miłość jak była w relacji matka-dziecko. Jedno ciało, wspólne bicie serca. No i się wchodzi z dziecięcą naiwności i ufnością w związki. Zaczyna się nieświadomie obezwładniać partnera, chce się go mieć na własność, na wyłącznośc, tak jakby od tego zależało życie. To prawda życie dziecka zależy od tego czy "obezwładni" sobie matkę. Ale dorosłej osoby już nie.
W końcu coś wybucha, bo ile można znosić takie "wchodzenie" na siebie. Każdy chciałby uzależnić od siebie inne osoby, ale nikt nie chce być uzależnionym.
Pierwszy typ związków jest właśnie taki. Pierwotna miłość została wyzwolona, ale wolność, prywatnosć, indywidualnosć zostały utracone. Dlatego to są bardzo dziecinne związki. Ludzie wygladają jak upici, zmieniają się. Ich emocje, uczucia nie są już wolne i dostępne dla wszystkich. Są jakby gdzieś daleko za mgłą.
Drugi to, kiedy kobieta jest matką a mężczyzna dzieckiem. Kobieta się dystansuje, mężczyzna się wkręca. Czyli pantoflarski związek.
Trzeci - kobieta zachowuje się jak małe dziecko, meżczyzna jak ojciec.
Czwarty - oboje się dystansują. Czują strach. Wiedzą, że jeśli się wkręcą, zaczną się od siebie uzależniać, będą czuli się manipulowani, w końcu poranią się nawzajem i rozejdą. Po co? Oboje chłodno dystansują się do siebie - seks za związek i tyle. Bez miłości.
Takie życie.
Alternatywną drogą jest przeżywać tą piękną, ufną, naiwną dzieciecą miłość i jednocześnie zachowywać trzeźwość, wolność uczuć i emocji dla innych osób.
Możliwe to jest tylko jeśli jest w tobie ktoś, kto obseruje cały ten cyrk.
Możesz manipulować moimi myślami i emocjami, ale nie możesz mnie oszukać, jeśli ci na to nie pozwolę, bo potrafie obserwować swoje myśli i emocje.
Możesz zranić moje uczucia, ale nie zranisz mnie, bo potrafię obserwować swoje uczucia.
I możesz przeżywać życie jak dziecko w sposób otwarty, ufny, naiwny bez obawy zranienia, jeśli zawsze jest w tobie to JA, które wszystko obserwuje. Jeśli twoja trzeźwość, indywidualność będzie zachowana. Zawsze, wszędzie i w każdej sytuacji.
Trzeba najpierw wyćwiczyć w sobie tą umiejętność obserwacji na prostych codziennych czynnościach.
zgodzę się , że ludzie często nawet nie świadomie przenoszą w dalsze relacje z ludźmi swoje pragnienia i niezapokojone potrzeby z tego słodkiego wczesnego okresu bycia dzieckiem , czasem uparcie i na siłe chcą i już !
i własnie tak jak napisałeś soft11 rodzą się oczekiwania ,które czasem przerodzić się potrafią w poważne zarzuty ...
dlatego taka ważna jest uważność na siebie i na drugiego człowieka ,wzajemne zrozumienie i właśnie przyjmowanie w sytuacjach trudnych , konfliktowych pozycji obserwatora żeby dostrzec to co nami powoduje co kryje się za takimi a nie innymi wyborami , tylko to wszystko powoli na pewno nie po przeczytaniu jednego poradnika ;-p
i świat zacząć zmieniać od siebie nie od stwierdzenia : " To wszytstko jego czy jej wina " to nie jest konstruktywna refliksja o ile wogóle można ją tak nazwać ...niestety często ludzie wzajemnie się atakują , spychają i obarczają wszystkich tylko nie siebie samego , dlatego tyle par się rozsatje , nie mogą znaleźć klucza do wzjemnego porozumienia ... przykre to ale naszczęście znajdą się w tym, gronie i tacy co wyciągną z tego lekcję i w przyszłości będą potrafili stworzyć wystarczająco dobry związek, w którym bedzie miejsce dla kazdego z partnerów z osobna jak i dla nich obojga ![]()
cytrusowa- musisz mi wybaczyć że to dopiszę, ale ja jestem mężczyzną, może i jedynym indywidualistą... ale ja kocham wolność ![]()
nie tylko mezczyzni kochaja wolnosc - kobiety tez ....
Dokładnie tak Motylku.
Wkurza i śmieszy jednocześnie mnie takie stereotypowe podejście do sprawy; my kobitki możemy być tylko w pełni spełnione gdy mam ten cały majdan (męża dziec, psa...ogródek) a facet powie "kocham wolnośc" i sądzi , że jest wyjątkowy hihihihi.....
My kobiety rówież kochamy wolność i nie każdej marzy sie złota obrączka.
Nie wszyscy widzą różnice między w tym, że tęsknota za miłością wcale nie jest jednoznaczna ze związkiem "obrączkowym". Ja chce mieć poczucie, że jestem kochana i kocham i wcale nie jestem pewna tego czy chce być w zwiazku, bo mam dość niezależny charakter ( chyba, ze byłby to związek na moich warunkach, ale nie ma tak idealnie).
Niobe 100 % podpisuje sie pod tym co napisalaś - mam dokladnie tak samo :-)
Zgadzam się z Tobą Żaneto. Sama dla siebie jestem najlepszym przyjacielem, potrafię rozwiązać każdy problem, a samotność przydaje mi się w tym. Mam tyle spokoju, wolnego czasu. Dzieci wyfrunęły z gniazda. Z mężem rozwiodłam się. Następny partner przestraszył się odpowiedzialności i po prostu uciekł.Zostałam sama. Samotność połączona z kudłatym psem i niesamowitym kocurem, stanowi naprawdę dobrane towarzystwo.Pozdrawiam
"Szczęście jest jak motyl siedzi na naszym ramieniu."
Jak tak czytam wasze wszystkie wypowiedzi,to kazde z was ma poczesci racje.
Kiedys moj kolega powiedzial,ze on chce miec dziewczyne,ale taka co nie bdedzie jego calym swiatem tylko jego dodatkiem do zycia,z poczatku sie zbulserwowałam,ale z czasem go zrozumialam. Nie mozna tylko zyc druga osobą!.
Ja np. caly czas myslalam,ze przeciwienstwa sie przyciagaja,owszem ale podobienstwa sie łacza.
Wczesniej mialam faceta,ktory totalnie roznil sie ode mnie....nie bylo lekko,i teraz chcialabym podobnego faceta do siebie,nie takiego samego ale podobnego.
Zazdroszcze ludziom ktorzy maja na codzien ogród,i pola wokol siebie i lasy,codziennie bym spacerowala,albo jezdzila na rowerze.Ostatnio zaczelam chodzic na silownie,niby mecze sie na cwiczeniach ale gdy wychodze juz do domu to jakos bardziej lzej sie czuje. Psychicznie.Polecam kazdemu:)
iskra61 milo,ze potrafisz dcenic to,ze zwierzaki potrafia razem wspolpracowac z samotnoscia,ja tez mam koty i psy,i to sa prawdziwi przyjaciele....Ja mam 23 lata i samotnosc mi tearz doskwiera,ale walcze z nia.Niech kazdy walczy!
Pomarudze wam troche.
Zawsze marzyłam o miłości, chciałabym być ważna dla tej osoby- ale jak dotąd nie było mi to dane.
Każdy poznany facet, wydaje sie zbyt przestraszony, znudzony , sam nie wie czego chce, nie chce mu sie angażować (bo to zbyt duży wysiłek i trzeba sie troche postarać).
Nie rozumiem ich- oni z wiekiem nie młodnieją- tylko tracą włosy.
Cały czas mam poczucie, że to ja jestem bardziej zaangażowana, potem brakuje mi cirpliwości i kończe znajomość ( widocznie trafiam na takich zimnokrwistych, działających w żółwim tempie).
Ciągle marze o miłości, chce mieć poczucie, ze jestem dla kogoś ważna, że jestem kochana- a ciągle spotykają mnie same rozczarowania.
no ja nie wiem czy Ci wybaczę soft11...serio ...zobacz ile emocji wzbudzają Twoje posty ha ha ;-p
jeśli lubisz wolnośc to super , myślę że do tego stwierdzenia dołączy się wiele osób tylko dla każdego ta wolność będzie przybierać inne zanczenie...
Niobe- to była odpowiedź przeznaczona tylko i wyłącznie dla cytrusowej. Adekwatna tylko w tym kontekście i w tej sytuacji w jakiej my pisaliśmy. Innej osobie, w innej sytuacji napisał bym coś innego. Nie ma prawd absolutnych. Raz mogę powiedzieć to, a potem sobie zaprzeczyć. Życie nie musi być spójne i logiczne. I takie nie jest.
To jest temat o byciu samemu, tutaj piszą osoby, które potrzebują poparcia samotności i wolności, którą ona ze sobą niesie, a nie związków. Jeśli pisał bym w dziale o związkach, pisał bym zupełnie co innego.
iskra61- ja też mam psa i wiem, że to bardzo pomaga.
AdaMaria- a co za problem codziennie rano przejść przez park w mieście, czy po południu podjechać do najbliższego lasu.
Ja próbowałem już wszystkiego chodziłem na siłownię, jeździłem na rowerze, biegałem po lesie. To jest dobre, bo pozwala się wyładować, zwłaszcza jak energia w człowieku jest skierowana destrukcyjnie. Pozwala się odciąć od tego wszystkiego i rozluźnić. Obecnie jestem w takiej sytuacji, że wystarczą mi tylko krótsze i dłuższe spacery, albo w ogóle siedzenie gdzieś w jakimś ładnym miejscu. Większość energii we mnie skierowałem już raczej w konstruktywny sposób.
NiobeXXX- ja też nie trafiłem jeszcze na osobę, która by do mnie pasowała. Ale nie-nienawidzę kobiet, przeciwnie, mam z tego czystą radość ![]()
Nie napisałam, że nienawidze mężczyzn, czasem mam was dość no i wcale was nie rozumiem (ale nie ja jedna).
Ja też nie rozumiałem kobiet, ludzi, religii, świata, niczego. Dlaczego jest tak jak jest? Dlaczego dobro i zło, kobieta i mężczyzna, życie i śmierć? Ale zacząłem szukać, szukać i szukać... i nic nie znalazłem, bo im więcej szukasz tym zdajesz sobie sprawę, że coraz mniej wiesz. Nadal nie rozumiem kobiet, wiem, że działają inaczej i tyle, to mi wystarcza. Mam większy spokój ducha, akceptuje innych ludzi, mam coraz mniej oczekiwań wobec innych i siebie, widzę więcej rzeczy takimi jakimi są. Jestem bardziej zadowolony z życia i z siebie.
Co do kobiet i mężczyzn, to w każdym mężczyźnie jest wewnętrzna kobiecość i w każdej kobiecie jest wewnętrzna męskość. I tak naprawdę spotykając się ze sobą, oddziałujemy sobie nawzajem na te wewnętrzne wzorce. I nie bez przyczyny w mężczyźnie wzorzec kobiecości jest bardzo podobny do jego matki. Bo to była pierwsza i najważniejsza kobieta jaka została "przyczepiona" do tego pierwotnego archetypu. U kobiet wzorcem będzie ojciec. No i całe życie mężczyźni trafiają na ten sam typ kobiet, kobiety na ten sam typ mężczyzn. A co jeśli ze strony matki/ojca była przemoc, bicie, cierpienie, brak miłości? Powtórzysz to wszystko w swoim życiu i nie masz wyboru. Te wszystkie wzorce przeżywania uczuć są już bardzo głęboko w nieświadomości i nie masz do nich dostępu. Żeby to zmienić trzeba zatrzymać się w życiu - a to i tak jest życie po scenariuszu, a nie żadne wolne życie. I większość energii skierować na zagłębianie się w sobie. I kopać, kopać, aż się dokopie.
Ja wiem, że mężczyźni bardzej posługują się intelektem, myślami, kobiety bardziej "myślą" emocjami i uczuciami. Nie da się ukryć, że mężczyźni są "płytcy" na płaszczyźnie emocji w porównaniu do kobiet.
Ja na przykład mam potrzebę i umiejętność gromadzenia i analizowania wiedzy. I idę bardziej drogą intelektu. Ale kobiety nie muszą mieć tej wszystkiej wiedzy, żeby się zagłębić w siebie. Mogą to robić poprzez emocje. Można skoncentrować się na jakiejś emocji i schodzić głębiej i głębiej. Poprzez wiek dorastania, do dzieciństwa i jeszcze dalej.
Tylko najlepiej znaleźć sobie jakiś dobry przewodnik, przewodniczkę po tym wszystkim, bo samemu to ciężko.
A jeśli znajdziesz już tą wewnętrzną kobiecość - kochasz wszystkie kobiety. To prawda z niektórymi osobami nie chcesz rozmawiać, nie dogadasz się z nimi, nie pasują do ciebie. To ich sprawa, co ze sobą robią. Ale głęboko w tobie jest już zdrowa miłość.
Analiza snów jest też bardzo ciekawa. Zaraz po obudzeniu zapisujesz dokładnie co ci się sniło, żeby nie zapomnieć. I po chwili jak wraca normalna świadomość, analizujesz to. Już nawet sam fakt uchwycenia snu pomaga, bo przecież jest to opowieść twojego wnętrza, tego jak ono widzi i przeżywa życie. I ono chce być wysłuchane.
Tylko, że to wewnętrzne dziecko, najcenniejsza część człowieka, jest nieustannie odpychane, potępiane i musi żyć w nocy w ciemnej piwnicy. A cała prawdzia radość, miłość jest nigdzie indziej, jak właśnie tam.
42 2011-04-15 12:07:53 Ostatnio edytowany przez motylek79 (2011-04-15 12:13:10)
Niobe ja zamierzam zwiazac sie z rozsadku, bo w wielka milosc juz nie wierze. mam juz nawet jednego na oku i moze podejme dzialania. czas jednak nieublaganie leci i uwazam ostatnio ze jestem juz stara i coraz mniej mi sie chce bawic w to wszystko
Analizowania oraz tarć mam już dosyć - teraz tylko spokojny facet i spokojne zycie .....
Motylku okoł 90 % małżeństw jest tak zawieranych.
Ja też nie wierze w miłośc- a właściwie musze uściślić; nie wierze, ze meżczyźni umieją kochać ( a jeśli tak, to tylko nieliczni).
Nie mam nic przeciwko małżeństwu z rozsądku, byle to był rozsądny facet, który wie czego chce ( bo dziecinnych popaprańców mam dośc) i przy którym bede sie czuła bezpieczna ( co jest mi nieodzowne).
Wiem , że na obecną chwile jestem nieco ( wiecej niż nieco) rozczarowana facetami, ( jestem w trakcie kończenia znajomości z którą co tu ukrywać wiązałam pewne nadzieje) ale mam nadzieje, ze ten stan wkrótce minie.
Zbieram sie w sobie i szukam dalej!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Smutno mi jak to czytam... Czy Wy macie 60 lat, by pogrzebać wiarę w miłość??? Ja żyłam z kimś kogo przestałam kochać i wiem jakie to trudne, jak to podcina skrzydła, chęć do życia... Jak to rani tą drugą osobę... No ale nie wtrącam się.
45 2011-04-15 19:32:21 Ostatnio edytowany przez motylek79 (2011-04-15 19:34:38)
Niobe ja podobnie jak Ty spotykam tylko dzieciaków, i to dzieciaków po 30 stce, stad moja niechec i brak wiary ![]()
Co gorsze, to faceci, ktorych wszystko przerasta i zamiast oprzec sie na ich ramieniu to jeszcze chcieliby zebym to ja ich wspierala ![]()
Aga30 ja bardzo chciałam kochać i być kochana ale podobnie jak Motylek mam ostatnio taką passe , że spotykam 30 parolenich chłopców, którzy wymagają wsparcia, opieki , ciągle bredzą mi o swoich chorobach itp. (taki był ten ostatni).
Jestem odrobine zakochana (więcej niż odrobine) w Zamkniętym w sobie, wydaje mi sie, że powoli przebijam sie przez jego pancerz i chciałabym by nam sie udało.
Tak ogólnie to jeszcze wierze w miłośc, tylko ostatnio troche zwątpiłam ( można zwątpić, gdy ma sie doczynienia z 32-latkiem, który zachowuje sie jak licealista- ale koniec , o nim już więcej nie pisze!!!!!!!!).
Niobe, a jakieś spotkania z Zamkniętym są?
Do mnie zaczął się odzywać ten ostatni facet, który wystraszył się mojej osobowości
Odzywa się codziennie od kilku dni. Szuka pretekstu do spotkania - ma jakąś moją rzecz, której ja nie potrzebuję i wcześniej ustaliliśmy, że zostaje to u niego. On jednak bardzo chce mi to oddać
Jakie to smutne, bo on kogoś ma...
48 2011-04-16 14:46:47 Ostatnio edytowany przez motylek79 (2011-04-16 14:51:54)
Ja chyba jestem w odwrocie. Dowiedzialam sie ze ten gosc, ktorym bylam zainteresowana jest rozwiedziony oraz jego rodzice takze. Co o tym myslec - to jakas plaga? Mowil ze jego zona pewnego dnia spakowala sie, wyszla z mieszkania i nie wrocila....rany......
Wogole nie wiem czy warto - nie podoba mi sie jego wyglad, te rozwody :-(
Co do milosci to wierze coraz mniej. Mnie sie wydaje ze te wszystkie malzenstwa to pic na wode, tak ludzie sie ze soba potem nudza i męcza...:( a mialam spotkac faceta z ktorym bede nadawac na jednej fali...:(
Motylku skoro facet Ci sie nie podoba i masz jakieś wobec niego zastrzeżenia- daj sobie czas (ja to nazywam delikatym wymazanie- facet nie znika całkowicie, ale w mojej psychice jego obraz nieco sie zaciera- jak w przypadku mojego przyszłego byłego).
Aga a może on szuka kontaktu z Tobą a ta rzecz to tylko pretekst????????
Nie spotykamy sie z Zamkniętym face to face, choćby dlatego, że on mieszka dość daleko i w jego przypadku trzeba działać z wyczuciem (w większości mężczyz czytam jak w katalogu AVON ale nigdy nie wiedziałam co sie dzieje w główce Zamkniętego).
Na pewno szuka kontaktu, może czytam w nim nie jak w katalogu Avon
, ale znam go na tyle (i facetów w ogóle), żeby rozpoznać takie sygnały. Pewnie ma kryzys w związku i szuka dowartościowania na boku... Jak mnie to wk....!!!
Chopin Piano Concerto No. 1 - lubię tego słuchać w chwilach ciszy i spokoju...
... i lubię też spać! ![]()
Hmm tak czytam i czytam, mysle i mysle....i dochodze do wniosku, ze mam cholerne szczescie bo:
a). mam 25 a spotkalam juz milosc swojego zycia,
b). jestem z Nim w zwiazku malzenskim i nie musze zyc wspomnieniem tego pieknego uczucia- to troche jak perfekcyjny sen, czasem budze sie rano i dotykam strugiej strony lozka nie otwierajac oczu cos na zasadzie: ..... jest tu....spi.... uff.... To nie fikcja...
Kolejny wniosek: pomimo, ze mam cholerne szczescie mam tez cholernego pecha!
Dlaczego? Bladze samotnie w poszukiwaniu wlasnego "ja" - nie chce miec ich kilku, nie chce byc zarazem dusza towarzystwa i pustelnikiem, egoistka i altruistka, latwa i trudna, prosta i skomplikowana, uprzejma i chimeryczna, promienna i melancholijna........ chce odnalezc zloty srodek, chce odnalezc siebie.
Moja zaburzona osobowosc nie ulatwia mi poszukiwan, kraze po labiryncie, bladze i chce uciec tylko nie wiem jak?! Czuje sie tak, jakby ten tunel nie mial wyjsc...a ja chce uciec!
Myslalam, ze odnajdujac milosc odnajde tez spokoj - mylilam sie. Maz mnie kocha, wspiera ,akceptuje, szanuje i chcialby mi pomoc, ale nie rozumie z czym walcze, nie zna mocy demonow mieszkajacych w mojej duszy, nikt nie zrozumie tego, czego nie dane bylo mu poczuc. Jestem z tym problemem sama, tocze wewnetrzna walke, tocze boj o szczescie, o spokoj.
Dopiero niedawno zaczelam dostrzegac piekno kwiatow i czerpac gleboka radosc z ich pielegnowania, ze spiewu ptakow, zieleni traw, blekitu nieba i dotyku slonca - nie rozumiem dlaczego nagle przychodzi chwila, ktora pustoszy moja oaze spokoju, ktora kruszy fundamenty, na ktorych wybudowalam moje zycie?!?!
Nie potrafie pogodzic sie z tym, ze jestem skazana na samotnosc poszukiwan, jak mam akceptowac siebie, skoro siebie nie znam? Nie wiem kim na prawde jestem, jaka jestem?
Soft, na prawde uwazasz, ze kobieta bierze przyklad z ojca??????? powiele jego bledy, nawet podswiadomie??? - jesli tak jest na prawde, to ojciec nie tylko dal mi zycie, on mi je rowniez zatrul...
W moim przypadku samotnosc nie jest dobra towarzyszka.
Soft, jestem pod wielkim wrażeniem, czyżbyś skończył psychologię z wyróżnieniem? Już dawno nie czytałam tak dojrzałych tekstów pisanych przez faceta. Baa jestem w szoku, że tacy jeszcze istnieją ![]()
Co do samotności, w najszczęśliwszym związku kobieta/mężczyzna mogą być emocjonalnie samotni, tylko fizycznie towarzyszy im ta druga osoba. Często sami się oszukujemy, że dzięki partnerowi życie jest bogatsze/łatwiejsze/bardziej przewidywalne. Czasami tak faktycznie jest, ale czym jest życie bez akceptacji i miłości do samego siebie ? Tego powinni uczyć w szkołach od najmłodszych lat, szacunku, zaufania, miłości do własnego ja.
Samotność to pojęcie względne, dla każdego może oznaczać co innego. Wręcz śmiem twierdzić, że ludzie usprawiedliwiają się samotnością. Jeżeli coś nie idzie po naszej myśli, realia plują w twarz, najłatwiej usprawiedliwić się samotnością, bo nikt mnie nie chce, nikt nie pomorze... Otóż nie drodzy Państwo, trzeba złapać byka za rogi i zawsze, ale to zawsze liczyć właśnie na samego siebie.
Dojrzałość emocjonalna kształtuje się z wiekiem, rzadko spotyka się osiemnastolatki, które wiedzą co są warte, akceptują siebie i mają gdzieś trendy, mody, zwyczaje. Prawidło rzecze im człowiek starszy tym mądrzejszy i każdy kiedyś zaakceptuje własne ja, prędzej czy później, ale tak będzie (pomijam osoby chore i skrajnie niedowartościowane).
Do Autorki wątku, jesteś młodziutka życie przed Tobą, burza hormonów się pewnie rozgrywa... powiem tyle, ciesz się samą sobą, ciesz się póki masz siebie na wyłączność, w związku nie będzie łatwiej, będzie dużo trudniej, bo oprócz akceptacji siebie będziesz musiała zaakceptować w 100% Twojego towarzysza życia, a to nie jest proste. Pomijam okres zauroczenia i zakochania, kiedy to się robi wszystko dla drugiej osoby. Każda miłość kiedyś powszednieje, bajki w których się wszystko zawsze układa, to tylko u Disneya, mało ma to wspólnego z codziennym życiem.
Ja może jetem szczęściarą, nigdy nie czułam się źle w swoim towarzystwie.. i mój ojciec ma z tym niewiele wspólnego
Cenię wolność i możliwość świadomego wyboru, nienawidzę presji i stawiania warunków, a doceniłam samą siebie po zakończeniu 6 letniego związku, z tym niby jedynym.
Teraz biorę psa na spacer, rozkoszuje się wiosną i cieszę z życia, którego nikt mi nie zatruwa jadem niby mojej niedoskonałości ![]()
Fallen_Angel- ja nie uważam, że bierze z niego przykład. Uważam,ze człowiek nie ma żadnego wyboru. To jest tak bardzo wrośnięte w każdego, niemal jak jego charakter, jak rysy twarzy. Tu nie chodzi tylko o związki, chodzi o wszystkie aspekty życia. O to do jakiej szkoły pójdziesz, jaki zawód wybierzesz, czy i ile dzieci bedziesz mieć, no i wreszcie gdzie, kiedy i w jakich warunkach przyjdzie ci umrzeć. Czy w biedzie i osamotnieniu, czy też w dostatku pośród kochających cię ludzi.
Tak obrazowo, Mount Everest ma 8850 m.n.p.m. Taka zwykła normalna świadomość to jest widzenie paru, w porywach parudziesięciu metrów z samego wierzchołka. Reszta góry, cały fundament życia jest ukryty w podświadomości i nieświadomości. Wszystko co ważne w życiu człowieka jest niewidoczne i niedostępne.
Natura dobrze skrywa swoje tajemnice. Nie chce, żeby ktokolwiek ot tak grzebał sobie w podstawach życia. I wie co robi. Ludzie są zbyt prymitywni, żeby dać im do ręki takie narzędzie. Ale jeśli ktoś wykaże się dostateczną inteligencją, pracą, odpowiedzialnością, dojrzałością, niewinnością, czystością serca - wszystkie te rzeczy mogą stać się dostępne.
Obecnie nie ma problemu by rozszczepić atom, czy zamienić bizmut w złoto. Ale konieczny jest nakład pracy, wkład energii i odpowiedzialność za skutki, proporcjonalna do złożoności tych zjawisk.
Nawet ja mając jakieś pojęcie w tym temacie i czasami widząc koleiny swojego życia, muszę włożyć dużą pracę, żeby móc się z nich wybić, i przez chwilę pozwolić sobie żyć naprawdę, jak prawdziwie wolny, dziki ptak.
Czasami po prostu nie ma sensu niczego zmieniać. Jeśli ktoś jest w swoim życiu względnie szczęśliwy, to po co tyle zachodu.
Tak, każdy rodzic skazuje swoje dzieci na pewien los, pewne zachowania, które będą im towarzyszyły do końca życia. Tak jak każdy rodzic jest przecież dzieckiem swoich własnych rodziców, którzy jego tak samo skazali. I tak dalej aż do zwierząt, czy z czego tam wyewoluowaliśmy.
Pająk nie może ot tak sobie porzucić tkania swojej pajęczyny i postanowić, że od teraz będzie tkał sweterki dla chomików. Nie, musi wykazać się odpowiednim zaawansowaniem ewolucyjnym, żeby mógł coś zmienić w scenariuszu swojego życia.
Większość ludzi też nie jest do tego zdolna.
jojo- ja nie kończyłem psychologi, ja po prostu czytam/czytałem książki z tego zakresu, które mnie interesowały. Ja skończyłem wyższe studia techniczne. Ale staram się trzymać umysł otwarty na wszystko co mnie otacza. Interesuje się wszystkimi aspektami życia.
Podzielam też Twój punkt widzenia.
![]()
jojo -masz ciekawe podejście do życia
pojawił się w postach wątek wpływu naszych rodziców na dalsze koleje życia i owszem myślę ,że ich wpływ jest niebagatelny , zresztą udowowdniony naukowo nie mniej nie dokońca zgodzę się z faktem że załe nasze życie zdeterminowane jest "wychowaniem rodziców " na pewno ma wpływ na dobór partnerów , na dokonywane wybory itp jednak to od siły indywidualnej jednostki , jej chęci rozwoju i poszukiwania siebie , własnej dojrzałości i gotowości do zmian zależy dalszy przebieg " życiowych zdarzeń "
nie można ciągle uwieszać się na przeszłości i bezrefleksyjnie twierdzić ,że mamy prawo być biedni i nieszczęśliwi przez resztę życia bo rodzice nie dali nam tyle miłości ile trzeba , nie "naładowali nas wiarą w siebie " nie obdarzyli opieką i wiele innych (do tego worka nieszczęść każdy może dorzucić co chce ...) to jest pójście na łatwizne ...
i dlatego urastają do rangi ogromnych oczekiwania względem partnera bo chce się dostać to co tak naprawde mozemy dać sobie tylko my sami : miłośc ,szacunek , zrozumienie , akceptacje ...
zgodze się że trzeba "kopać " tak kopać we własnym wnętrzy żeby zrozumieć , poznać i wtedy chwycić we własne ręce swoje życie ...
pewien filozof-myśliciel Osho twierdzi ,że ludzie dlatego nie mogą odnaleźć szczęścia bo osadzają siebie albo w przeszłości albo w przyszłości i na dokłądke zawsze uzależniają własne szczęście od jakiegoś czynnika zewnętrznego : partner /partnerka , studia , praca , dom , samochód , pieniądze i wiele innych tego typu imperatywów społecznych ;-p
coś co jest poza nami nie zależy od nas , prawdziwe szczęście można odkryć tylko w sobie , odrzucając powyrzsze a z momentem rezygnacji przychodzi ukojenie ...
samotność podobno potężnaa cegła w murze granicznym między szczęściem a smutkiem jest niczym innym jak naszym subiektywnym odczuciem ...
to nie jest tak że ludzie sa źli i przez nich cierpimy , cierpimy i czujemy się samotni bo ciągle nam mało , mamy dwie nogi dwie rece możemy iść na spacer kiedy świeci słońce a nawet jak mamy ochote to i skakać , tańczyć śpiewać .... ale człowiekowi to nie wsytarcza zawsze chce więcej , niedobory z dzieciństwa cały czas się uaktywniają , mamy coś fajnego jednak często nie jestteśmy w stanie tego nawet dostrzec , przykre to , i szalenie zaskakujące że szczęście mamy w sobie !
przeszałm w życiu powazną chorobę , trawała kilka lat i dopiero kiedy sobie przypomnę fakt zeja przecież to życie wygrałam uśiwdamiam sobie że jestem szczęśliwa , gonie za czymś pędzę i sama siebie stopuje żeby na chwile stanąć i zobaczyć jaką jestem szczęściarą ![]()
wszystkim poszukującym duszom życzę tego momentu oddechu i dystansu do tego za czym gonimy ....
cytrusowa- przejrzałem twoje wcześniejsze posty i w temacie --- Posiadanie własnego zdania-czy warto się wyróżniać?--- znałem coś takiego,
PISZESZ:
****
No właśnie ciekawe pytanie , czy warto miec własne zdanie ? i jakie są konsekwencje zachowania w zgodzie ze sobą ?
...
pracodawca ma zawsze racje a mądry pracownik jest często niewygodny ;-/
dość szybko przekonałam się o tym w moim miesjcu pracy , kosztem oczywiście swojego "ja " niestety
...
byłam tą która potrafi zwrócić uwagę , i tą która przez to jest uważana za buca albo złośnicę , i byłoby okey gdybym potrafiła żyć wg idei - "jestem sobą a jak się komuś nie podobna to trudno "
ale w moim przypadku chęć bycia lubianym wygrała , przeszłam na konformizm , tzn cały czas się tego uczę ,
...
teraz jak szef wchodzi do firmy , uśmiecham się i jestem miła mimo tego że często nie mam na to ochoty ,
okazało się że wystarczy tylko tyle , nie praca a uśmiech procentuje
mam ochotę powiedzieć nie , nie podoba mi się , nie chcę zupełnie jak dziecko które każdy z nas ma w sobie , jednak nie robimy tego bo : nie wolno , nie wypada , zostanie to źle odebrane itp
wiatmy w czasach "sztucznej dyplomacji"
**** KONIEC CYTATU *****
cytrusowa Ty żyjesz w czasach sztucznej dyplomacji? Ja też miałem pracę, ale zrezygnowałem z pracy. Bo wolałem żyć w zgodzie ze sobą, niż zostać "rozmytym" przez "większość".
To ile Ty jesteś teraz warta 2200PLN/msc netto?
Bo JA na przykład, potrafię zapewnić sobie jedzenie i dach nad głową, pozostając w zgodzie z własnym JA.
Ja mam już dość patrzenia na sztuczne uśmiechy.
Ja mam gdzieś kwestie, czy ktoś mnie lubi czy nie. Możesz mnie kochać albo nienawidzić, ale pod jednym warunkiem - musi to być szczere. Muszę widzieć CIEBIE w tym co mi sprzedajesz. A nie konformizm, rozmycie i 2200 netto.
U MNIE procentuje tylko i wyłącznie MOJA praca.
Ja mówię wprost o tym co mi się nie podoba. Zupełnie jak dziecko.
Może ja jestem Dzieckiem?
Tak poza tym to za bardzo filozofujesz.
Należe do osób które potrafią się przyznać do tego co tak naprawde - podkreslam naprawde myślą i robią , dookoła mnóstwo ludzi którzy dają dobre rady a sami postępują inaczej , tak na tym forum przyznałam się do czegoś z czym pracuje zreszta napisałam o tym, że ciągle tej "sztucznej dyplomacji się uczę " w zyciu nigdy nie jest czarno-biało a doradców od kolorów jest multum i my na tym forum się do nich zaliczamy ...
a swoją drogą skoro za bardzo filozofuje to dlaczego posiliłeś się czytać moje wcześniejsze wypowiedzi ?
przeczytałeś fragment wypowiedzi , nie znasz mnie ani środowoiska mojej pracy a odrazu oceniłeś mnie w spób negatywny ? gdzie zatem ten twój duch co wszytko wokół akceptuje i nie ocenia ?
jesteśmy i żyjemy w "konteksie " kolego
jak masz gorszy dzień piszesz o tym że np. nie radzisz sobie z akceptacją czy oceną a jak ten dzień zaczął się z uśmiechem na twarzy to i wszytsko wokół i Ty sam jesteś dla siebie lepszy ![]()
ale to Twoje zdanie mnie się nie chce przekonywać Cię do siebie , choć warta nie jestem 2200 i chyba nikt z nas nie jest nawet Ci co przez swoją niską samoocenę ( albo i nie )godzą się na pracę za j.w 2200 która nie daje im stuprocentowej satysfakcji a takich osób jest sporo ,
no ale za to Twoje ego może teraz poczuć się dopieszczone , jesteś w 100 procentach sobą , robisz to co lubisz a to moze być wzorem dla innych więc gratulacje
cytrusowa, dlaczego uważasz, że moje podejście do życia jest ciekawe ? Sądziłam, że ono jest po prostu normalne
aż mnie zaintrygowałaś.
Co do czynności jakimi zajmujemy się zawodowo, mało jest szczęściarzy którzy robią to co kochają i jeszcze mogą się z tego utrzymać.
Soft gdyby każdy był taki jak Ty, to ludzkość by chyba wyginęła od smrodu i brudu... bo np. odbieranie szamba, czy praca na tzw. śmieciarce chyba nie jest szczytem marzeń wszystkich, którzy to robią a robić muszą, nie mają perspektyw, czy po prostu nie potrafią znaleźć innej pracy.
Czasami aby przeżyć w dosłownym tego słowa znaczeniu, trzeba schować swoją dumę do kieszeni, przeczekać i/albo szukać innej, doskonalszej pracy.
Ja też lubię wypowiadać swoje zdanie i w większości przypadków nie interesuje mnie opinia innych na mój temat, ale to nie znaczy, że nie szanuję czy gardzę ludźmi, którzy wolą się 'przypodobać' bo wtedy jest im łatwiej w życiu.
Także cytrusowa, powodzenia w pracy no i zdrówka ![]()
he he
podoba mi się Twoja dewiza :
"ale czym jest życie bez akceptacji i miłości do samego siebie ? Tego powinni uczyć w szkołach od najmłodszych lat,
szacunku, zaufania, miłości do własnego ja."
i niewiele trzeba się rozpisywac gdyby żyć według tego co napisałaś ![]()
odeszło by nam pare zmartwień i zarazem zmarszczek z czoła ;-p
ja się komformizu cały czas uczę , wcześniej zawsze mówiłam co mi się nie podoba , co nalezy zrobić , co ja uważam i wszędzie byłam tylko ja i ja to co ja myślę to co ja czuje i owszem to jest mega ważne ale czasem dla współpracy w grupie , dla lepszych relacji warto swoje pięć groszy zostawić tylko dla siebie ,
byłam zła na takich ludzi ( na siebie )ale przekonałam się przynjamniej w moim środowisku pracy, że to nie jest dobrym rozwiązniem , wolnym ptakiem można być we własnych kątach i wtedy można latać w przestworzach ale pmiętajmy że inni tak samo jak my czują , tak samo jak my mają swoje potrzeby i żeby to wszystko grało i miało jakąś logiczną konstrukcję trzeba czasem spóścić z tonu .
a poza praca mój facet i moim znajomi mają ze mną przechlapane buhahaha ;-p
czytam twoje posty, bo interesuje się ludźmi, z którymi pisze
Ścieki nie są problemem. Teraz nawet we wioskach jest kanalizacja. Wszystko jest automatycznie kierowane rurami do oczyszczalni. To jest kwestia odpowiedniej technologii. Ale nawet jak ktoś nie ma kanalizacji, to nie powinno to być dla niego żadnym kłopotem. Nikt nie powinien brzydzić się swojej własnej kupy. W końcu to jest w nim tworzone i z niego wychodzi. Akceptacja tych mniej przyjemnych części swojego ciała jest tak samo ważna jak tych bardziej przyjemnych. To jest medal, który ma dwie strony, dobrą i złą, wady i zalety. Prawdziwa akceptacja polega na zgodzeniu się na obie strony. Bez zapoznania się z brzydkimi zapachami, nigdy nie będziesz w stanie docenić zapachu róży.
To samo jest ze śmieciami. Ja jestem bardzo za recyklingiem i sam się do niego stosuje. I to nie jest żadna nieprzyjemność dla mnie posortować swoje butelki czy metale. To ważne, bo w końcu to nie są żadne "obce" śmieci, tylko przetopione minerały i rudy metali, które zostały wydobyte prosto z Ziemi.
Taka dygresja.
Tak naprawdę chcę powiedzieć, że trzeba nauczyć się trzymać umysł otwartym w każdej sytuacji i każdych warunkach. Nie ma czegoś takiego jak złe warunki. Zawsze są dwie strony zjawiska dobra i zła. I trzeba zgodzić się na obie, a nie tylko na tą dobrą.
Samotność jest fajna do czasu. Kiedy intensywnie pracujemy, jesteśmy czymś zajęci nie zwracamy na to uwagi, jednak gdy przychodzi chwila wytchnienia ... czy naprawdę jest ona taka przyjemna? Czy właśnie o tym myślimy każdego wolnego dnia żeby pobyć samym ze sobą? Myślę,że to właśnie w takiej chwili mamy ochotę pobyć z przyjaciółmi , których albo się nie ma albo są oni zajęci sobą. Czy to właśnie wtedy chcemy iść sami do kina,potem na kawę ,aby powrócić do pustego mieszkania? Gorzej,gdy mieszkanie jest "pełne",a człowiek czuje się samotny. Ja tak się właśnie czuję... Każdy jest taki zabiegany, zamyślony ... Lubię samotność ,ale się jej boję. Lubię ludzi,ale się ich boję ... ????
"...Samotność- któż wie jakie to cierpienie,jaka męka ... (?) Przechodzimy obok siebie,przechodzę ja i Ty, być może razem skazani na samotność. Przecież wokół nas tylu samotników..."