Witajcie!
Ostatnio zaczęłam zastanawiać się nad związkami, głównie przez to co przeszłam przez ostatni rok, oraz obserwacje jaki nasuwają mi się gdy widzę jak funkcjonują mężczyźni...
Kiedy obserwuję panie zamężne (w pracy) robi mi się ich żal, zapieprzają od rana do ciemnego wieczora, njpierw 8 godzin w pracy, później praca w domu- wikt i opierunek dla dzieci i męża. Nie mają praktycznie czasu dla siebie, nie mówiąc już o jakimkolwiek samorozwoju. Sama dowiedziałam się (podczas ostatniego roku), że mam pracować najpierw w pracy później w domu a w nocy tryskać entuzjazmem w łóżku. Gotowanie, pranie, sprzątanie, dogadzanie mężczyźnie i jeszcze do tego dzieci. Wiadomo, mówi się o związkach partnerskich, że dzielimy się obowiązkami, ale mimo wszystko wydaje mi się, że mężczyźni i tak mniej zajmują się domem. Ja się nie godzę na to, nie chcę sprzątać po kolanach, robić wszystko za faceta! Kiedy powiedziałam o tym głośno dostałam kopa w tyłek (w sumie w twarz).
Obecnie mam innego chłopaka, jest samodzielny, sprząta, gotuje, itd. Ale mimo wszystko obawy zostały. Dodam, że lubię dbać o dom i domowników, ale są momenty, w których zwyczajnie chcę odsapnąć sam na sam.
Co nas- tzn. kobiety w wieku tak od 20-30 lat, czeka? Co czeka nas gdy wybierzemy małżeństwo?
Czy ktoś z Was drogie Panie macie jakieś przemyślenia na ten temat? Czy nasza codzienność będzie całkowicie wypełniona poświęcaniem czasu dla innych? Jak długo można tak wytrzymać?