Witam.
Piszę na tym forum pierwszy raz i nie bardzo wiem czy dobrze robie.
Czasem lepiej jest wyrzucić z siebie te myśli i żal, więc i ja postanowiłam tu napisać.
Mam 23 lata , narzeczonego i 6 miesięcznego synka. Mieszkam u jego rodziców, bo mają większe mieszkanie. Po za tym M (narzeczony) ma bliżej do pracy. Jego rodzice mnie nie akceptują, wszystko co bym nie zrobiła, robie źle. Obiad jest ugotowany źle, bo np przesolony, posprzątane nigdy dla nic nie jest choćbym nie wiem jak sie starała. Jestem w ich oczach nygusemi niczym więcej. Teściowa jest dwulicowa , bo jak np pokłóci się z mężem biegnie na żale do mnie, a jak jej ze mną coś nie wyjdzie idzie do męża. Najgorsze jest to , że M mnie w tym nie wspiera, oni są rodziną inną jak np moi rodzice, tutaj nie ma czegoś takiego ,żeby wypic razem kawę, usiąść , pogadać. Każdy żyje własnym życiem. Teściowa wtrąca się w życie moje i M, mówi mi jak mam wychowywać dziecko. Czepia się o bzdury, np że źle trzymam butelkę dla małego z mlekiem, źe jak płacze to napewno coś go boli i trzeba dzwonić na pogotowie, wymyśla różne choroby świata u mojego dziecka, a ja przecież najlepiej wiem co mu jest. Ojciec M , buntuje go przeciwko mnie i stad ja kłóce się z narzeczonym. Nie stać mnie , nas na swoje mieszkanie, dlatego trwam w tym wszystkim. W czerwcu wychodzę za mąż, ale boję się, że to małżeństwo przetrwa góra dwa lata jeśli nic się nie zmieni ![]()
Podobne tematy
Calusek988,
zachowanie Twoich przyszłych teściów rzeczywiście jest nieznośne, a uważasz, że nawet intencjonalnie złośliwe. Przykro mi, że w domu, w którym mieszkasz (nieważne, do kogo należy) nie czujesz się spokojnie i bezpiecznie.
Uważam jednak, że w tej sytuacji powinnaś liczyć przede wszystkim na swojego partnera. Być może trudno przeciwstawić mu się dominującym rodzicom, unikanie problemu nie jest jednak żadnym rozwiązaniem. Porozmawiaj z narzeczonym o tym, jak się czujesz. Nie mimochodem i półsłówkami. Przedstaw problem konkretnie, w całości (przygotuj przykłady sytuacji, argumenty i Twoje propozycje rozwiązań) i zapytaj o jego punkt widzenia. Decydując się na małżeństwo i dziecko, założył z Tobą rodzinę, o którą powinien się troszczyć, nawet jeśli miałoby się to wiązać z przeciwstawieniem sie rodzicom, gdy nie mają racji.
Jeśli sytuacja w domu rzeczywiście robi się coraz bardziej napięta i wroga, warto abyście wspólnie usiedli z teściami za stołem i ustalili zasady wspólnego życia pod jednym dachem: opieka nad dzieckiem należy do jego rodziców i prosicie o uszanowanie Waszych decyzji, pomysłów, zwyczajów.
Dbajcie o wzmacnianie więzi między Wami, jako małżonkami oraz swojej mocy, jako pewnej, mądrej matki.
Probowalam, nie raz rozmawiac z przyszla tesciowa, z tesciem naprawde sie nie da porozmawiac na zaden temat, on ma swoje zasady, ktorych sie trzyma. Tescie sa po rozwodzie i drugim malzenstwie ze soba. Zyja ze soba jak pies z kotem, byle tylko byl obiad ugotowany i posprzatane. Nie szanuja sie nawzajem, padaja w tym domu wyzwiska roznego rodzaju. Tesciowa jest przez tescia zastraszona dlatego ona tez nie ma wlasnego zdania , a podporzadkowuje sie wylacznie mezowi. Tak jak pisalam wtedy kiedy jest jej zle z mezem to przychodzi do mnie i na odwrot, po za tym tesc naduzywa alkoholu i to wlasnie wtedy najwiecej jest klotni miedzy nami wszystkimi. Narzeczony nie rozmawia z ojcem wogole, standardowo cos tam o pracy sobie powiedza(pracuja w tym samym zakladzie) , nie wiem jak nazwac ten dom rodzinny. Dlatego nie przywyklam do takiego zycia, poniewaz u mnie w domu byl szacunek do drugiej osoby, spedzalismy wspolnie czas a tutaj kazdy zyje jakby osobno. M(narzeczony) jak posprzecza sie ze mna idzie do mamy z nia porozmawiac, nawet o najbardziej intymnym problemie, a przeciez to ja mam byc jego zona i to my mamy budowac dom prawda? Nierozumie jego postepowania, kazdy dzien jest dla mnie taki sam, ciesze sie tylko, ze mam dziecko, bo to ono daje mi sile na to wszystko, ale ile mozna? Jestem pewna , ze gdyby nie bylo dziecka odeszla bym od nich i od narzeczonego, ale boje sie... Boje sie , ze sama nie dam rady utrzymac synka. Teraz jestem zalezna od M, sama nigdzie nie pracuje i nie miala bym na utrzymanie siebie i dziecka. Jesli rozmowa nie pomoze , to coa ja jeszcze moge zrobic ...
Calusek988,
rzeczywiście ich problemy są bardzo głębokie i skomplikowane. Kiedy w grę wchodzi tak zażyła wrogość, brak jakichkolwiek ciepłych uczuć, a do tego alkohol, rozmowa może nie wystarczyć. Chociaż wciąż radziłabym, żebyś nie rozmiała z teściami sama. Wasz głos jako pary - narzeczonych i rodziców maluszka - będzie donośniejszy i skuteczniejszy. Możecie poprawić sytuację tylko, kiedy zaczniecie grać z partnerem wspólnie do jednej bramki. Po jednej stronie Wy, po drugiej stronie teściowie i wspólnie ustalamy zasady życia tak, aby wszystkim było jak najlepiej.
Co, jeśli takie rozmowy nie zmienią sytuacji? Myślę, że, mimo trudności finansowych, szukałabym możliwości zmiany miejsca zamieszkania. Nawet skromny kąt może być wystarczający, kiedy uda Wam się w nim zbudować spokój i miłość. Czy możesz liczyć na jakąś pomoc ze strony swoich rodziców lub dalszej rodziny? Może wspólny wynajem z zaprzyjaźnioną parą lub rodziną? Choć to trudne i kosztowne, warto znaleźć w sobie siły na zawalczenie o rodzinne szczęście. Niepokojące jest, że myślisz o odejściu, a w obecnej sytuacji trzyma Cię jedynie dziecko. Jak ustosunkowuje się do tego Twój partner? Zależy mu na ślubie? Jakie snujecie plany na przyszłość? Czy on chce w przyszłości wyprowadzić się (i Was) od swoich rodziców?
Na pomoc moich rodzicow , raczej mogla bym liczyc, przyjeli by mnie pod swoj dach napewno. O to nie mam watpliwosci. Jesli chodzi o M. to roznie to bywa. Niby chce tego slubu, ale nie okazuje mi tego, nie cieszy sie, nie rozmawiamy na ten temat. Po prostu tak jakby musialo byc. Ostatnio,a raczej bardzo czesto dochodzi miedzy nami do klotni, mamy rozne charaktery, nie rozumiemy sie w roznych sprawach. M. mowi mi, ze on woli cos powiedziec obcej osobie jak mi, bo sadzi, ze ja zaraz bede na niego zla. W rzeczywistosci nie jest tak, on z gory zaklada to czego jeszcze nie bylo. Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze nawet w lozku nie jest tak jak byc powinno. Jezeli my sie kochamy raz na dwa tygodnie to jest swieto. On powiedzial mi, ze on juz nie jest taki mlody (ma 29lat) i nie moze juz tak czesto jak ja bym tego potrzebowala. Jezeli juz dojdzie do zblizenia to on tak szybko dochodzi, ze nawet nie wiem kiedy, oczywiscie po tym jak on przezyje orgazm stara sie mna tez zajac, ale inaczej ;/ Wszystko to co tutaj opisuje , lacznie z problemiami z tesciami mnie przerasta, dlatego czesto mysle nad tym aby odejsc. Zyje z dnia na dzien, zaden dzien nie rozni sie od innego. Z M. zachowujemy sie jak stare malzenstwo, z tesciami codziennie mam na pienku. Ostatnio nawet tesc zwrocil mi uwage ze mam kapac dziecko wczesniej a nie o 21 bo mu przeszkadzam. M. do ojca swojego nie pojdzie porozmawiac, bo on sie go boi , tesc zagasi go jednym zdaniem , zacznie wyzywac i nic z tej sytuacji nie wyjdzie. JA mam juz dosc tego ciaglego sluchania , ze jestem taka czy taka, M. mi ciagle powtarza, ze jego ojciec czy mama juz tacy sa i, ze mam sie do tego przyzwyczic i nic sobie z tego nie robic. Ale jak tak mozna? Ja nie umie nie przejmowac sie taka sprawa , ktora dotyczy mnie w sensie tym zlym. Nie mam pojecia jak mam to wszystko pogodzic. Ile razy siedze sama z dzieckiem w pokoju bo np posprzeczalam sie z M. on poszedl do mamusi sie wyzalic, a ja sama bylam. Nikt nie wysluchal tego co ja mam do powiedzenia, jakie jest moje zdanie, licza sie tylko oni. Dlatego gdybym miala pewnosc, ze swojemu dziecku zapewnie przyszlosc to odeszla bym mimo wszytko. Biorac slub nie wiem czy dobrze robie. Boje sie, ze kiedys w zyciu i tak bede sama ze swoimi problemami, bo tak naprawde nie ma mi kto pomoc. czy to juz ja jestem taką nie dobrą osobą? Czy za wiele oczekuje od zycia? Ja chce tylko, aby mnie ktos zrozumial, posluchal co ja mam do powiedzenia, zeby wiedzieli, ze boli mnie to jak oni ze mna postepuja. Doda, ze tesc obgadal mnie po calej rodzinie , jaka to ja jestem zla i nie dobra, nawymyslal, ze nie umie opiekowac sie wlasnym dzieckiem
a ja robie wszystko aby moje dziecko bylo szczesliwe
Jak ja mam spojrzec tym ludziom w oczy? Jest to stek bzdur, ale jak ja mam to udowodnic? Wiadomo, ze siostra czy brat uwierza bratu, a nie mi obcej osobie. Nie mam juz sily by z tym walczyc ![]()
Słuchaj miałam bardzo podobnie, teściowa pogoniła mnie w czorty w 9 miesiacu ciazy i nie interesowalo ja czy mam dokad pojsc, maz bo akurat bylismy po slubie nawet nie stanal w mojej obronie, bo tak sie skladalo ze za kilka dni jechal znow do wojska gdzie odbywal wowczas sluzbe. Czulam sie jak najgorszy element na Ziemii, ale nie poddalam sie. I nie chodzi tu o to aby sie komus przeciwstawiac czy z kims walczyc. Poprostu ja uwazam ze Ty sama musisz podjac decyzje co dla Ciebie i twojej rodziny jest TERAZ najwazniejsze, i bronic tego z calego serca. skoro wychowana jestes w tradycjach rodzinnych, tym ze sie ludzie kochaja i szanuja to tak rob. Bron tego i przekaz dziecku te wartosci, i partnera kochaj nade wszystko ale tak jak nauczyli cie tego rodzice. uwierz mi on tez kiedys to zrozumie... u nas trwalo to bardzo dlugo prawie 5 lat meza uczylam ze dl mnie jest calym swiatem i szczesciem, ze jest wazny potrzebny i kochany. Nie bylo mi latwo bo tesciowa skutecznie "umilala" mi zycie, i oczywiscie byla ekspertem w e wszystkim. Zaufaj sobie i swojemu sercu, rozumowi i walcz o faceta, na prawde warto troche pocierpiec i wypracowac pewne ZDROWE zasady w malzenstwie. To juz robisz nie tylko dla siebie, macie dzieciatko a ono sie uczy od Ciebie i partnera zycia, to Wy w pierwszej kolejnosci jestescie autorytetami w dzieciecym swiecie, i jaki dom stworzycie dzieciom taki one kiedys stworza wlasnej rodzinie. Niby sie nie pamieta okresu dziecinstwa, ale to ma ogromny wplyw na dalsze relacje w zyciu. wiem co mowie, wiem ile pracy wlozylam w to by miec teraz meza obok siebie i dzieci w calej szczesliwej rodzinie, a oboje pochodzimy z rozbitych rodzin.
Zapamietaj jestes matka i TERAZ TO TY decydujesz co Dla Twojego dziecka jest najwazniejsze, mozesz sluchac tesciowej, ma prawo Ci doradzac, ale TO TY JESTES RODZICEM, TO TY PONOSISZ ODPOWIEDZIALNOSC ZA DZIECKO I TY jak narazie decydujesz jak wychowywac maluszka(tatus tez, zapomnialam dodac) OBOJE. NIE ZADNE TESCIOWE, ciocie klocie i inni rzyczliwi mniej lub bardziej ludzie!!!
Kolejny dzien , kiedy jest mi smutno i zle przez tescia ![]()
U nas od jakiegos czasu jest tak, ze kazdy gotuje obiad sam dla siebie korzystajac z jednej lodowki.
Wczoraj ugotowalam obiad dla mojego narzeczonego , a tesciowa osobno dla swojego meza.
Tesc pracuje w wytworni miesa wiec ma je za pol ceny, dlatego jest tego sporo.
Zaczal mnie wyzywac , ze cytuje : źre jego mieso , ze obiadu nie ugotuje normanie dla wszystkich.
Obiadow nie gotuje, bo kiedy tesc powiedzial mi, ze zrobilam obiad jak do swini. Jak gotowalam to nie jadl ich, wyrzucal, ale ja nie gotuje tez jest zle. Jak mam mu dogodzic???
Nie rozmawiamy ze soba juz ze 3 miesiace, bo zezwal mnie bezpodstawnie od kurew(przepraszam za slownictwo), szmat i do tego powiedzial, ze dziecko ktore mam nie jest jego syna. Doszlo miedzy nami do sprzeczki i od tamtego czasu nie gadamy, kazda informacje przekazuje mi tesciowa. Oczernil mnie po swojej rodzinie, klamal i nawymyslal nie stworzone historie, zapewne wszyscy uwierzyli mu.
I wlasnie dzisiaj przyjechali goscie, jego rodzina.
Tesc jak gdyby nigdy nic, przyszedl do mnie do pokoju i zaprosil mnie na kawe do siebie, zeby pokazac jaki to on wspanialy tesc jest.
Nie gada ze mna 3 miesiace a zeby przy ludziach pokazac przychodzi i robi z siebie za przeproszeniem glupka ;/
Ma wypite, jak codzien zreszta.
Teraz chodzi po calym mieszkaniu i wyzywa mnie od najgorszych, krzyczy tak glosno zeby to slyszala ![]()
Do tych gosci nie poszlam, nie potrafie spojrzec tym ludziom w oczy.
MAja o mnie najgorsze zdanie, a ja mam sie usmiechac?
Dzis zrobilam obiad dla wszystkich, nie zjadl, a wczoraj wyzywal, ze nie gotuje dla calej rodziny ![]()
Przerasta mnie to i bardzo boli ...
Narzeczony nic nie mowi, on jest do tego przyzwyczajony...
Nie potrafi mi doradzic, pomoc ![]()
Co ja mam zrobic?????
Blagam Pomozcie!!!
Nie powinnaś wychodzić za człowieka, który nie zapewnia ci spokoju i bezpieczeństwa. Małżeństwo to nie tylko miłość ale i odpowiedzialność za drugiego człowieka. Teraz nie reaguje na wyzwiska i poniżanie, potem nie zauważy, że w ogóle istniejesz.
Powinnaś wyprowadzić się od tych ludzi.
Całusek zgadzam się z Dayzi.
Nie pakuj się w tę rodzinkę,wróć z dzieckiem do rodziców. Zobaczysz jak na to zareaguje twój narzeczony,jak się będzie zachowywał.
Mam nadzieję że pójdzie za wami. Widzę tylko jedno rozwiązanie zamieszkanie z dala od teściów.
Jeżeli nie ma takiej możliwości zamieszkaj u rodziców,nie pozwalaj aby teście cię poniżali i wyzwali jesteś matką ich wnuka.
To jest twoje życie i życzę Ci abyś przeżyła je jak najszczęśliwiej.
Pamiętaj szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Pozdrawiam .
Ja nie wiem jak dokladnie jest u ciebie i jak bardzo zalezy ci na facecie z ktorym mieszkasz. Ale faktycznie dawaj drapaka do rodzicow, postaw ukochanego przed faktem dokonanym ze wracasz do mamy i jezeli CI NA NIM ZALEZY bier go ze soba!!!
RODZINA JEST NAJWAZNIEJSZA i sie nie poddawaj, a jezeli tesciowie w du...maja ciebie i twojego meza partnera to kichaj na nich
Nie z NIMI masz dziecko nie z nimi chcesz ulozyc sobie zycie, oni sa tylko dodatkiem, ja nie mowie ze masz byc niemila ze masz sie plaszczyc przed nimi, ale POKAZ ZE MASZ KLASE I ZASADY!!!
Tak kochana ZASADY WARTOSCI MORALNE ETYCZNE
to sie liczy a nie pelna geba i swiety spokoj. ALE SAMA PRZED SOBA NAJPIERW ZASTANOW SIE CO JEST DLA CIEBIE NAJWAZNIEJSZE. Bo Uwierz mi odejsc od faceta to wcale nie jest trudno, dziecko wychowac nie jest trudno, trudno jest zyc w takiej rodxinie jakiej jestes teraz, trudno nauczyc dziecko WARTOSCI MORALNYCH nie zyjac razem z jego ojcem. Ja tez malo c o sie nie poddalam, Ale mam madra mame JAK tylko mogla tak mnie wspierala tlumaczyla...a wiem co mowie bo mama z ojcem sie rozeszli jak mialam 5 lat..i nie bylo mi latwo budowac wspolne zycie z facetem z rozbitej rodziny. Tesciowa?? Wspaniala na pokaz, na szczescie po 6 latach maz sie wreszcie obudzil i DOCENIL MNIE ZA TO JAKA JESTEM wlasnie za TE WERTOSCI ROZUM ZA MILOSC SZACUNEK...az dziw w to uwierzyc. I mam swiety spokoj z tesciowa, dzieci babci nie maja maz matki ale wreszcie mam spokoj... Ja wiem ze to okropne no ale jezeli ktos cie nie szanuje, to znaczy ze sam nie szanuje siebie wiec JAK MA NAUCZYC SIE NIE ROBIC CI NA ZLOSC?? WALCZ dziewczyno o siebie i swoje zycie daj dziecku szanse na normalna zdrowa rodzine, zabieraj siebie faceta do rodzicow i jak sie da tak wyprowadzajcie sie na swoje, polecam KSIAZKI JAK WYCHOWAC SOBIE MEZCZYZNE PIOTRA MARTA to troche ci nakresli sposob myslenia przez facetow, uwierz mi chodz kobiety nie ufaja poradnikom, to jednak COS W TYM JEST..pamietaj zeby facet, maz szanowal cCIEBIE naucz go tego i sama go szanuj, nie obrazaj jego rodziny przy nim...a ZYSKASZ PRZYJACIELA I OPARCIE NA ZAWSZE!!! przepraszam ze brzydko bez ladu i skladu, ale wiem co ja przechodzilam i jezeliu tobie da to do myslenia to pisze!!! BO WARTO RATOWAC TO CO SIE KOCHA!!!!