witam mam 28 lat i 4 lata stazu malzenskiego. 2 lata temu zaczelam uczyc sie j. francuskiego a pół roku temu otworzylam butik z dekoracjami slubnymi. mój maz jest rolnikiem i mieszkamy u niego z jego rodzicami. sęk w tym ze jastem tu zupelnie sama. maz jest za rodzicami.ostatnio mu powiedzialam ze gdyby jednoczesnie stala sie jakas krzywda mi i tesciowej to pierwsza by ja ratowal a mnie jak by czas pozwolil,oczywiscie zero odpowiedzi z jego strony. nie mam nikogo by ze mna telewizje poogladal bo maz woli ogladac z rodzicami,pogadac,poprzytulac sie,mniec w mezu oparcie i sile na nastepne dnii. ostatnio sprzeczalismy sie z mezem na wlasne tematy i tesc sie wtrącił do naszej rozmowy. oczywiscie maz nie widzial nic w tym zlego ze na mnie wrzeszczal i wycieraczke wrzucil nam przez okno,tesciowa powiedziala ze to moja wina ze wiedzialam ze za rolnika wyszlam za maz i ze tesc ta wycieraczka prubowal mnie uspokoic. maz oczywiscie podszedl do swych rodziców i powiedział,, uspokójcie sie nie odzywajcie sie do niej bo nie ma sęsu,, a mi jak w morde strzelil.jak jego rodzina przyjezdza to zawsze sama siedze ,nie przytula mnie nic mi nie pomaga a jak jest jakas impreza to jak kelnerka we wlasny domu.nie odzywa sie do mnie i zwala wine na mnie. rano jak wstaje w kuchni slysze jak gada z mamusia swoja do czasu jak na dól nie zejde,w tedy tematy sie im urywaja. w ogule tyle tego jest ze płakac mi sie chce caly czas. ale z tym placzem to tez tak po cichu bo jak tesciowa placze to on przychodzi i mówi ,,cos ty jej zrobiłaś,, a jak ja płacze ,, czegosz ty wyjesz,, ostatnio sie spytalam czy dzieci nie chce mniec bo nie porusz sam tego tematu a on na to,,czy ty uwazasz ze bede mnial tera z toba dzieci,a z kad bede wiedzial ze to moje,, jak chcialam zeby uprzwial ze mna sex to sama musialam go zaczac. teraz sexu nie ma miedzy nami, nie rozmawiamy ze soba tylo on ze swoimi rodzicami gada a ja nie mam ochoty z nimi gadac. zachwuje sie tak jakby mnie nie bylo. chcialam odejsc ale go kocham i wieze ze sie zmieni ale to nie nadchodzi. nie wiem co dalej,kazdy dzien jest meczarnia.
Podobne tematy
Twój mąż jest uzależnionym od rodziców, niedojrzałym człowiekiem. Nie wyszłaś za rolnika, jak twierdzi teściowa, ale za prostaka. Nie szanuje Cię, o ile dobrze zrozumiałam stosuje wobec Ciebie przemoc fizyczną i psychiczną, upokarza Cię, nie ma chęci do uprawiania seksu.
Dla mnie to byłoby idealnym powodem do odejścia. Ale ja to ja, ale Tobie radziłabym po prostu na spokojnie usiąść z nim i porozmawiać. Przypomnij mu, dlaczego się z Tobą ożenił, zapytaj czy jeszcze Cię kocha i powiedz, że nie tak wyobrażałaś sobie wasze małżeństwo. Grunt to spokój. Absolutnie nie daj się wyprowadzić z równowagi. Powiedz, że nie wyobrażasz sobie, aby dalej Cię tak traktował, że jesteś jego żoną, a nie służącą, podnóżkiem.
Nie zmieni się ot tak sobie, sam z siebie. On musi wiedzieć, co Tobie się nie podoba, tylko że jeśli się kłócicie i Ty mu to wykrzyczysz, to on najzwyczajniej w świecie tego nie usłyszy i potraktuje jako atak. Na spokojnie wytłumacz co i jak, co czujesz i jak byś chciała żeby było. Daj mu czas, ale nie tonem rozkazującym: "Masz 3 miesiące żeby się zmienić!". Nie, po prostu daj mu do zrozumienia, że zasługujesz na wszystko, co najlepsze.
A gdyby rzeczywiście się nie zmienił... Jesteś młoda, masz swoje źródło utrzymania, znasz języki, poradzisz sobie sama doskonale.
Nie męcz się dziewczyno i odpuść sobie. To nie ma sensu. Rada banalna ale uciekaj, póki możesz...
4 2010-06-13 23:01:55 Ostatnio edytowany przez mindi (2010-06-13 23:03:29)
mieszkałam z teściami pod jednym dachem 6lat,
różnie było
ogólnie najpiękniejsze pierwsze 6 lat zmarnowane.
jeżeli zależy ci na waszym małżeństwie to oboje się wyprowadzajcie jak najdalej albo sama uciekaj.
zastanawiałaś się dlaczego za niego wyszłaś? a pytałś dlaczego twó mąż z tobą się ożenił???
5 2010-06-13 23:23:33 Ostatnio edytowany przez mirabi (2010-06-14 11:09:01)
bola napiszę wprost: przejżyj na oczy, on się nie zmieni. Tkwisz w jakiejś iluzji, że on się pewnego dnia cudownie zmieni, ale to nie nastąpi, przecież on właśnie pokazuje swoją prawdziwą twarz, jaki jest naprawdę, nie zachowuje się jak mąż i nie wiem czy tu pomogą jakiekolwiek rozmowy z nim.
Nie wiem czy to nie jest raczej uzależnienie od niego i czy nie kochasz jego zamiast siebie, dlatego, że pozwalasz mu się nie szanować, bo on Cię źle traktuje. To w dużej mierze egoista dla którego ważniejsi są rodzice niż Ty, jego żona, nie odciął pępowiny łączącej go z nimi.
Dziecko to fatalny pomysł..., chcesz, żeby też go tak nie szanował jak Ciebie? albo żeby np. konsultował później różne decyzje dotyczące dziecka z mamą, a nie z Tobą? Dziecko nie będzie lekiem na wasze problemy. Wobec niego też może nie być czuły tak jak wobec Ciebie nie jest.
zastanów się czy dalej chcesz żyć w tak toksycznym środowisku gdzie trzy osoby Cię nie szanują, teściowie zawsze będą za synem, czy ma rację czy nie, a Ciebie będą tylko obwiniać i czy nie tkwisz przypadkiem w toksycznym związku, bo Twój mąż nie rozumie na czym polega małżeństwo.
Może spróbowałabyś się wyprowadzić jeśli masz taką możliwość, może wtedy on coś zrozumie. Ważne, że masz pracę, coś swojego.
Nie pozwól mu się niszczyć, bo będziesz co raz bardziej smutna, przygnębiona itp.
Polecam Ci książkę "Chcę być kochana tak jak chcę" Katarzyny Miller i Ewy Konarowskiej, to rodzaj rozmów terapeutycznych między nimi, o tym jak ważne jest, żeby kochać siebie samą, może pomoże Ci uświadomić pewne rzeczy w Twoim życiu.
Przeczytaj jeszcze raz to co napisałaś, jakbyś czytała historię innej kobiety i pomyśl czy tak się powinno traktować żonę.
I tak właśnie mamusie hodują na swoich łonach niedojrzałych, chamskich facetów, którzy przyzwyczajeni są do tego, że kobieta w domu ma usługiwać. Nawet nie radzę wyprowadzki - bo pod skórą czuję, że ten koleś od mamusi nie odejdzie. Wszakże ona go głaszcze, pociesza i kocha. Setki chamskich zwrotów cisną mi się na usta spośród których ten, że w tej relacji brakuje chyba tylko butelki z ciepłym mleczkiem od mamuni codziennie rano, jest naprawdę najlższejszy.
Oczywiście - spróbuj porozmawiać. Małżeństwa nie należy spisywać na straty dopóki nie spróbuje się wszystkich możliwych opcji. Postaraj się uspokoić, poprosić o szczerą rozmowę - najlepiej nie w domu, gdzieś z dala od troskliwych teściów. Jeżeli on zareaguje agresją/lekceważeniem/niechęcią bądź każdym z powyższych to nie pozostanie Ci nic innego niż złożyć papiery rozwodowe. Rzadko to radzę ale w tej sytuacji naprawdę nie widzę innego wyjścia.
W przeczytanym przeze mnie poscie zabraklo informacji po co w ogole za niego wyszlas, bo powodu nie widze zadnego.
Rodzicow do pewnego wieku sie kocha, a pozniej jak najszybciej od nich ucieka - taka jest normalna kolej rzeczy.
Ty sie pakuj i kończ to dziewczyno, póki dzieci nie macie. To facet nie dla Ciebie!!!
Jedynym rozsądnym wyjściem w opisanej przez Ciebie sytuacji jest postawienie sprawy na ostrzu noża. Mam na myśli próbę ratowania związku z dużą dozą ryzyka na jego zakończenie; rozumieć przez to należy próbę ratowania szczęścia dwoja ludzi a gdy się to nie powiedzie, uratowanie szczęścia jednej osoby -własnego szczęścia, bo wtedy już wiadomo, że druga osoba swojego szczęścia już z małżeństwem nie wiąże.
Musisz powiedzieć mężowi, że go kochasz ale dłużej tak nie możesz; że pragniesz miłości w związku, dzieci, małżeńskiej prywatności, wsparcia z jego strony a na chwilę obecną nikomu w domu na tym nie zależy i jest Ci z tym źle więc się wyprowadzasz, bo musisz wszystko na spokojnie przemyśleć.
On jest rolnikiem i tu jest problem - nie wyprowadzicie się od rodziców. To w przedstawionej sytuacji nie wróży dobrze na przyszłość. Nie macie dzieci - to maże być dla Ciebie plus, będzie łatwiej o rozwód w sensie prawnym i psychicznym. Jesteś młoda i masz jeszcze czas i szansę ułożyć sobie życie, jednak zamknięta i dusząca się w środowisku chorych relacji i braku pozytywnych uczuć tylko zmarnujesz sobie życie.
Wyobraź sobie, że postanawiasz zakończyć ten związek...co byś w takiej sytuacji zrobiła, jak myślisz, jak potoczyłoby się Twoje życie? (tylko nie pisz "nie wiem", zmuś się i wymyśl jakis scenaruisz! )
Ja bym poszła na swoje jednak, uciekła z tamtąd dokadkolwiek .. Bardzo Ci współczuje takiej sytuacji.. nie wiem jak mozesz tyle wytrzymać. Kurcze czemu to zawsze my kobiety kochamy bardziej i musimy z tego powodu nie raz gorzko cierpieć ...
Wiesz jak czytałam Twoją opowieść to tak jakbym czytała historie mojej rodziny.Mój ojciec pochodził ze wsi,mama z miasta.Nie będę sie tu rozpisywać,ale powiem jedno,uciekaj od niego gdzie pieprz rośnie!!!!
tam z nimi będziesz jak moja matka-SŁUŻĄCĄ!!!,która nie ma nic do gadania.
Całe życie będziesz pomiatana przez tych wieśniaków!!!
Mój ojciec też psioczył na moją mame przy swojej matce.
Takiego zycia jakie miała moja mama to nikomu nie życze!!!
My dzieci swojej matki całe życie przyglądałyśmy się tej patologii(do tego doszedł alkoholizm mojego ojca).
Strasznie było nam ciężko!Moja mama jest dzisiaj wrakiem człowieka,nerwica i depresja...
Dlatego uciekaj z tamtąd!!!Prosze Cię!!!Nie marnuj sobie życia tak jak moja biedna mama.Będzie Ci łatwiej bo nie masz dzieci jeszcze.Zobaczysz bez tego tyrana będzie Ci lepiej.On i jego ukochana rodzinka zatrują Ci życie.Jetes jeszcze taka młoda,ja jestem w Twoim wieku,mam juz swoją rodzinę i mamę,którą musze się opiekować,moją ukochaną MAME.
to co piszecie jest wzruszajace. od dawna mi cos w duszy podpowiada ze tak dalej nie moze byc ale gozej z tym sie pogodzic ze moje malzenstwo to wielka klapa. chciala bym byc przykladowa rodzina,byc kochana a tu nawet jakiegokolwiek zainteresowania nie mam ze strony mojego meza. moim zdaniem kazda kobieta zasluguje na czulosc,zauwazenie izainteresowanie ze strony ukochanego. no chyba ze sie myle. u mnie jest tak ze kobieta powinna nic sie nie odzywac,prac sprzatac i zmywac i nic wiecej od zycia nie oczekiwac. wczesniej bylam radosna kobieta moze czasem za. lubilam spotkania z przyjaciolmi,taniec. teraz nie mam ochoty na nic,zadko sie usmiecham,nie mam ochoty sie z nikim spotykac np;przy grilu z przyjaciolmi. mojmaz patrzy caly czas na mnie jak na najwiekrzego wroga i po jego zachwaniu nic nie swiadczy ze potrzebuje mnie jako zony.tak jak se wasze odezwy na moj post czytam zastanawiam sie jeszcze bardziej nad tym wszystkim,moze to faktycznie nite tak ma to wszystko wyglada,przez te cala sytuacje u mnie sama sie zatracam i zaczynam wiezyc w to co mowi moj maz i tescie bo jak 3 osoby na mnie naskakuja ze ja taka i nie taka to w pewnym momecie czlowiek glupieje. jedno mnie cieszy ze nie sama mysle tak jak mysle sadzac po waszych odpowiedziach. dziekuje za dodanie otuchy.
13 2010-07-05 12:09:39 Ostatnio edytowany przez bola (2010-07-05 16:15:56)
witam wczoraj zaczepilam meza zeby z nim pogadac co dalej ale oczywiscie wszystko moja wina bo nic nie robie tylko d..ę grzeje.jak chciałam mu cos pomóc to usłyszalam ze ,,jak masz mi tak czasami pomagac to lepiej nie pomagaj wcale,,no i nie pomagam a wczoraj powiedział mi moj maz ze jego zdaniem pomagalam mu zeby ludzie widzieli. bo jego zdaniem wychodzilam mu cos pomoc jak ktos do nas przychodzia Do nas sporo ludzi dziennie przychodzi bo mamy maly przydomowy interes. oczywiscie nie pomagalam mu zeby ludzie widzieli tylko zeby skonczyl szybciej,posiedzial ze mna,pogadał ale to sie nie liczy on ma swoje zdanie pod kazdym wzgledem. wiec spytalam sie czy on uwaza ze siedzialam w oknie i patrzylam jak ktos do nas idzie i wtedy wylatywalam mu pomagac a on na to ,,ja nie wiem z toba nie siedzialem,moze tak,,od trzech dni napraktycznie sie juz ze soba nie widzimy bo maz spi w drogim pokoju. ja wracam z pracy on jak zwykle oglada wieczorem TV ze swoimi rodzicami,gada z nimi, śmieje sie a ja siedze sama. mam dosyc siedzenia samej. ja tez chce zeby do mnie ktos sie odezwal,poogladaltelewizje,wyciagna mnie na spacer,pojechal nad wode itd... jak czegos nie zmienie to zwarjuje,normalnie swiat wydaje sie taki czarny,calyczas mysle mysle i nic.tak bardzo bym chciala zeby moj maz tak do mnie podchodzil jak podchodzi do swojej matki ale oczywiscie pewnie nie zasluguje na to.prawde mowiac zyc mi sie nie chce bo co to za zycie wiecej placzu niz radosci i ciagłe czekanie ze cos sie zmiemi. jestem osobaktora bardzo sie przywiazuje ale to mnie juz przerasta.naperawde nie daje se rady. a tylko chcialam by mnie kochal.
Bola - dziecko na milosc Boska -na co Ty liczysz?Przeciesz to co piszesz o swoim mezu normalnemu czlowiekowi nie miesci sie w glowie.Mamy 21th wiek a nie feudalizm.Przeciez bylas we Francji to chyba troche poobserwowalas jak wygladaja normalne relacje miedzyludzkie.A przypomnij sobie jak to bylo u Twoich rodzicow porownaj troche.
Bola - dziecko na milosc Boska -na co Ty liczysz?Przeciesz to co piszesz o swoim mezu normalnemu czlowiekowi nie miesci sie w glowie.Mamy 21th wiek a nie feudalizm.Przeciez bylas we Francji to chyba troche poobserwowalas jak wygladaja normalne relacje miedzyludzkie.A przypomnij sobie jak to bylo u Twoich rodzicow porownaj troche.
Bola poczytaj moj historię, jest niemalze identyczna do Twojej, ja zdecydowałam sie na rozwód.... mój namiar to Frezja28 i tytuł postu "jak tak dalej żyć?" obie tkwimy w takim samym bagnie, pozdrawiam i zapraszam na stronę do mnie, w tekście sama odnajdziesz zaskakujące podobieństwo pa
witam, jestem tu nowa i nie wiem od czego zaczac....w zasadzie bede pisala co mi do glowy przyjdzie.Moja historia jest baaardzo dluga i naprawde dlugo bym musiala pisac ale kto to by czytal, wiec duzo streszcze.Znalazalam sie tu gdyz z osoba ktora kocham najbardziej na swiecie oczywiscie pozadziecmi nie potrafie sie wyzalic, moj maz nie chce mnie sluchac ani nie probuje , dla niego jestem intruzem najgorszym, liczy sie tylko jego matka i co ona powie, on nawet moze nieswiadomie to czasami robi ale zawsze musi powtarzac co jego matka powie to on tak samo...on nie ma swojegol zdania wogole a jak zwroce mu uwage to na mnie wrzeszczy i na mnie ze moja wina zeja taka i taka ze ja nie ustepuje....nietety mieszkam z tesciami :(nie zycze tego nikomu!!!!nigdy nigdy !!!!wtracaja sie do wszystkjiego ,a ja jak tylko cos sie odezwe to zawsze zle i toja najgorsza boli mnie to strasznie codziennie placze i poglebia mi sie depresja bo mam 3 dzieci w tym 2 z obecnym mezem i on nie jest wogole za mna nie moge mu sie wyzalic a jestem osoba wrazliwa i potrzebuje jego wsparcia ale on nie chce mnie sluchac i zawsze jak cos mu powiem ze tesciowa cos zle zrobila to na mnie naskakuje juz mam tego dosc nie chce tu mieszkac jestem sama nie mam wsparcia nie mam komu powiedziec o moich problemach uczuciach, on nie chce mnie sluchac to tak bardzo boli mam mysli zle czuje sie zle co ja mamzrobic?nie moge sie nic odezwacbo nie jestem u siebie , jest z naszym malzenstwem coraz gorzej, wszytsko przez jego matke, ona jest najwazniejsza, czasami mam wrazenie ze ja moglabym nie istniec dla mojegomeza tylko jego mamusia zajela by sie dziecmi i bylaby dla nich matka,,,,mam takie odczucia i moze tak by bylo najlepiej...skoro jestem taka zla ....tylko ze dzieci sa zA MNA a nie za nia....jzu niewiem co mam robic chce zeby bylo tak jak dawiniej jak nie mieszalismy z nia .....ona wiecznie chora wszystko ja boli , wienajepiej, wiecznie zmeczona a nikt nie karze jej nic robic....napiszcie cokolwiek bo ja juz wysiadam ....
chcialam odejsc ale go kocham i wieze ze sie zmieni ale to nie nadchodzi. nie wiem co dalej,kazdy dzien jest meczarnia.
Jakie masz przesłanki, zeby wierzyć, ze sie zmieni?
Czary? Gusła?
Nie zmieni sie, a to nie miłośc, tylko chore przywiązanie z lęku przed samotnością.
Musisz znaleźć siły w sobie - idź do psychologa, terapeuty, weź sie za siebie.