Bullinka pisze dobrze, ma racje i przemawia przez znia zdrowy rozsadek 
powiem szczerze ja tez miałam taki etap kiedy chciałam z nim byc, mimo ze bylismy oddzielnie, pisalam czesto sms nawet głupie samo buziaki hehe czekałam z utesknieniem na telefon, a jak nie dzwonil i nie pisal za dlugo to juz strzelałam focha hehe
ale poczytalam serie ksiazek o wenus&mars, faceci lubia zołzy, szperałam na forum i sama poszłam po rozum do głowy, a raczej dałam na luz i przestałam sie tym wszystkim przejmowac, oraz za duzo oczekiwac, bo tak na prawde nasze fochy, poczucie ze on nami przestaje sie interesowac po czesci bierze sie z tego, ze my za duzo oczekujemy, wyobrazamy sobie bog wie co, a co gorsza za duzo dajemy z siebie, zapominajac o sobie sprzed zwiazku....
a teraz... juz nawet głupio mi słac buziaki z rana na miły dzien, a ciagu dnia tez juz sie nie odzywam prawie wcale, nie czekam jak nadchodzi weekend ze sie zobaczymy, planujac cos dla samej siebie nie pojawia mi sie w glowie mysl "a moze on cos planuje dla nas" "musze sie go zapytac, bo moze z nim sie spotkam a nie z kolezanka" itp sytuacje
choc nie powiem, nigdy moj facet nie narzekał ani jakos zle nie odbieral "mojego natrectwa" bo sam z siebie pisał i słał co chwile buziaki, dzwoni codziennie do mnie i gadamy co u nas, fakt czasem czuje ze ma chwile kiedy ode mnie sie odsuwa, ale to typowe, nie narzekam wtedy bo traktuje takie odsuniecie, jako nabranie powietrza i wiem, ze nadejdzie taka chwila kiedy on zateskni i sie odezwie.
warto dla siebie czy dla samego zwiazku powiedziec sobie pas i dla utrzymania "zdrowych" relacji, myslec trzezwo i byc dla kogos radoscia zycia, nagroda w tym szarym swiecie, spotkania i rozmowy z nami maja byc czyms czego pragna, a nie unikaja bo czuja sie zaduszeni.....
i to jest z dwoch stron, nie tylko meskiej ale i damskiej.