Przestał kochać, a ja mam poczucie winy - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Przestał kochać, a ja mam poczucie winy

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

1 Ostatnio edytowany przez Natalia Kasandra 77 (2024-03-19 14:02:58)

Temat: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy

Dziewczyny pomóżcie mi!

Zostałam porzucona po prawie 9 latach, wydawało mi się całkiem dobrego związku, chociaż z problemami.

Początki sielankowe - kilka lat bez kłótni, wspólna zabawa, wyjazdy, byliśmy w siebie tacy wpatrzeni.

Po kilku latach w jego życiu pojawiła się matka (zachorowała, wcześniej miał z nią ograniczone kontakty, odwiedzał ja dwa razy w roku, mieszkała daleko), przeprowadziła się do naszego miasta, mój partner wynajmował dla niej mieszkanie (nie miała nigdy własnego). Wspomagał ja finansowo, wiedziałam, że tak będzie, nie było innego wyjścia. Problemem jednak zaczął być czas który partner poświęcał matce. Wiedziałam, że będzie do niej chodził, myślałam jednak, że będzie tak, poświęci jej jeden dzień, w inne zaniesie np. zakupy i nasze życie nie ulegnie większej zmianie . Jednak matka szantażowała emocjonalnie mojego partnera, wymagała czasu spędzanego z nią, podobno nie radziła sobie. Czułam się samotna - coraz częściej jadłam samotnie obiady, coraz częściej czekałam aż będzie jak dawniej - ale partner często obiecywał mi, że przyjdzie od matki o danej godzinie, później spóźniał się, czekałam, było mi przykro. Zaznaczę, że matka nie akceptowała naszego związku, chciała mieć relacje wyłącznie z synem, co też mnie bolało.

Od tego momentu w naszym życiu zaczęły się kłótnie. Czułam się coraz bardziej na drugim torze. Niby rozumiałam, że partner ma obowiązek pomoc, jednak czułam się coraz bardziej samotna. Dodatkowo inwestował coraz większe sumy w pomoc matce (była zadłużona). Partner też bardzo to wszytsko przeżywał, stresował siez nasze tematy zdominował temat jego matki.

W końcu nie wytrzymałam, powiedziałam, że jeśli nic się nie zmieni to nasz związek się rozpadnie. Że czuje się samotna. Że nie może być tak, że znika tam na całe dnie. I że wracając mówi ciągle o tym, nie może się otrząsnąć.

Posłuchał mnie, odtąd matka przychodziła do niego (raz w tygodniu), kiedy ja byłam w pracy. Sytuacja niby się poprawiła, ale tak naprawdę było to pozorne - partner wyjawił mi przy rozstaniu, że poczuł, że nie daje mu wsparcia. Że nie może rozmawiać ze mną o trudnym dla niego temacie, że gryzła go sprawa z matką, a ja oczekiwałam, że nie będzie to wpływać na naszą relację i przestał mi się zwierzać z tego tematu.

Dodam, że sytuacja z brakiem akceptacji przez matkę bardzo mnie bolała. Dodatkowo doszły kwestie finansowe - partner dawał matce pieniądze, a ona wydawała je nie tylko na jedzenie, leki, ale też np. na taksówki czy inne rzeczy nie będące niezbędnymi. Skutkowało to tym, że zaczęłam wybuchać - nie mówiłam codziennie o swoich frustracjach - ale np. po imprezie, kiedy napilam się alkoholu, wszystko że mnie wychodziło - zaczynałam awanturę, krzyczałam, byłam złośliwa. To zdarzyło się może jakieś 20 do 25 razy w przeciągu naszych prawie 9 lat bycia razem. Partner bardzo to przeżywał, jest wrażliwy. Mówił dzień po, że czuje się paskudnie. Ja przepraszałam, tłumaczyłam się. Ale sytuacje się powtarzały. W końcu stwierdziłam, że jedyną opcja żeby do tego nigdy nie doszło jest zaprzestanie chodzenia na imprezy. Partner jednak nie chciał tego, cenił sobie nasza wspólna zabawę.

Mimo tego wszystkiego związek miał swoje plusy, mocne strony. Bardzo go kochałam. Myślałam, że on mnie też.

W ostatnim roku miałam trudna sytuację w pracy - często przynosiłam stres do domu, opowiadałam o tym, partner słuchał, wspierał. Ale w pewnym momencie powiedział, że ma dość tematu, że zrobiłam się bardzo skupiona na sobie. Starałam się z tym walczyć. Pytałam częściej co u niego w pracy, jak sytuacja z matką. Ale mówił, że nie chce rozmawiać o stresujących rzeczach, że chce się zrelaksować i woli rozmawiać na miłe tematy, bo jest mu źle kiedy myśli o problemach. Nie naciskałam więc.

Wszystko jakos się toczyło odkąd pewnego dnia odkryłam kłamstwo (partner ukrył przede mną picie alkoholu, znalazłam puszki, to nie był pierwszy raz). Od tego momentu wyszło 6 kłamstw - drobnych, małych, ale codziennie coś wychodziło - a miałam do niego bezgraniczne zaufanie. Postanowiłam wybaczyć. Zaproponowałam terapię - odbudowę zaufania, on problem relacji z matkąz która omotała go emocjonalnie, ja nerwy i wybuchu po alkoholu. Chciałam ratować związek. Jednak partner powiedział, że coś dzieje się z jego uczuciami. Nie wie co do mnie czuje - to był szok - nawet w ostatnich miesiącach był kochany, czuły, nic nie zdradzało, że coś jest nie tak.

Poczułam się paskudnie. Aby dowiedzieć się czy zatęskni wyprowadził się na próbę. Nie zatęsknił, wrócił, stwierdził, że mnie nie kocha.

Byłam w szoku - była między nami czułość do ostatniego dnia, miłe słowa, wspólne tańce, wstawał rano żeby zrobić mi śniadanie, ja jeździłam po niego do pracy. Było trochę inaczej, był zestresowany , zmęczony, myślałam, że to nerwy w pracy.

W tym okresie wypłynęło jeszcze kłamstwo finansowe - odkryłam, że partner zadłużył się na sporą kwotę - dla matki. Jednak chciałam mu wybaczyć.

Zapytałam o powody utraty uczuć - powiedział, że pewnie częściowo wpłynęły na to moje kłótnie. Jest wrażliwy, przeżywał je, mielił w środku i popełnił blad, bo sam nie chciał ze mną rozmawiać o nich. Dodatkowo czuł, że są rzeczy o których nie może że mną porozmawiać - sytuacja z matką, bo to temat dla mnie drażliwy (tylko ja naprawdę czułam się opuszczona, na drugim planie :( dodatkowo zaczęło mnie dobijać, że nie możemy np. zrobić remontu, bo całe pieniądze partnera idą na matkę). Mówił też, że kiedy byłam zaangażowana w mój problem w pracy on nie czuł wsparcia, nie miał przestrzeni, żeby ze mną porozmawiać, bo byłam skupiona na sobie. Chociaż często prosiłam - mów, ale nie chciał. Powiedział, że jego błędem było to, że czasami jakieś moje zachowanie sprawiło mu przykrość, trudność, ale chował to w sobie, nie rozmawiał.

Pytałam o ostatnie czułości, miłe gesty, słowa. Powiedział, że zdał sobie nagle sprawę, że od około roku to jest wyuczone, po prostu robi tak, bo cały związek robił.

Dziewczyny, czuję się paskudnie! Mam potworne wyrzuty sumienia. Może gdybym była bardziej wyrozumiała. Akceptowała jego relacje z matką, wspierała. Nie przeżywała swojego problemu w pracy, a była otwarta na niego. Może gdybym była bardziej uważna. Czuję się paskudnie. Czuję, że to ja zawalilam, zniszczyłam tak piękny związek.

Proszę, poradzicie co o tym myślicie.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy

Ponosiłaś konsekwencje kiepskich decyzji kogoś, kto nie akceptował Twojego związku, i jeszcze masz wyrzuty sumienia? To, że chory i/lub starszy rodzic wymaga opieki, to jedno. Że wymaga w zasadzie utrzymywania - drugie.
Jakie życie chciałaś wieść z partnerem? Nie wiem, czy planowaliście coś kosztownego (dzieci, wesele, dom, cokolwiek), ale czy chciałabyś, żeby opłacenie tego było wyłącznie na Twojej głowie? Skoro partner nie dość, że nigdy nie miał pieniędzy, bo je oddawał, to jeszcze się na rzecz matki zadłużał? I że zrobił to, nie konsultując się z Tobą? Co, gdyby pojawił się jakiś większy wydatek? Miałabyś ogarnąć to sama, bo on wszystko oddał?
Poza tym zabawne, że przy rozstaniu jednocześnie skarżył się, że nie chciałaś ciągle słuchać o jego matce, a sam bardzo szybko miał dość Twoich problemów w pracy. Tak jakby zwykłe wsparcie, wysłuchanie było czymś trudniejszym/gorszym niż znoszenie spóźnień, bycia na drugim planie i niemożności zrobienia nawet głupiego remontu. I to wszystko ze względu na kogoś, kto nawet Cię nie lubił.
Oczywiście partner ma sytuację nie do pozazdroszczenia, jeżeli matka faktycznie wymagała pomocy i wsparcia finansowego. Niemniej rozwiązał to słabo i - co najważniejsze - nie omawiał tego z Tobą. Miałaś tylko ponosić konsekwencje czegoś, za co odpowiedzialna nie byłaś. I robić to bez dyskusji, bez "prawa głosu". Kiepski materiał na partnera.

3

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy

W zasadzie SaraS napisała wszystko to, co i ja chciałam napisać. Dodam jeszcze tylko jedno: nie obwiniaj się. Mogłaś zrobić to, powiedzieć tamto, być taka itp... ale nie zrobiłaś, nie byłaś w stanie. Niekiedy coś nas przerasta i nic z tym nie możemy zrobić. Widziałaś tę sytuację taką, jaka była, nie bardzo dało się cokolwiek naprawić, chyba, że odcięciem od matki, z czym z kolei partner mógłby sobie nie poradzić. To nie mogło się udać. Daj sobie czas na żałobę po związku, ale nie rozpamiętuj. Pozbierasz się.

4

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy

Trudno, stało się. Związki zazwyczaj kiedyś się kończą z różnych powodów i Was to spotkało. Popatrz na plusy tej sytuacji - możesz teraz skupić się na sobie i być może poznać kogoś innego, bez "takiej" matki. Nie wiń siebie bo wina zwykle leży pośrodku. Po prostu zaczynasz nowy etap życia. Byłego partnera olej, utnij kontakt dla własnego dobra i ruszaj do przodu, szkoda czasu.

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy

Dlatego właśnie mam tak mieszane uczucia. Pierwsze lata były piękne - nigdy nie dostałam od nikogo tyle miłości, wsparcia, ciepła. Nigdy nikt tak za mną nie szalał. Czułam, że naprawdę mam na kim polegać.

Później, od wprowadzania matki było gorzej, ale nadal czułam miłość i wsparcie.

Co do wydatków - ja bardzo chciałam kupić mieszkanie, uzbierałam na wkład własny, dużo pracowałam. Partner nie miał wkładu, właśnie między innymi z powodu pomocy finansowej matce, zarabialiśmy podobnie, ale on był starszy o 5 lat, pierwszy zaczął pracować. Więc kupiłam mieszkanie na siebie, wzięłam kredyt. Oplacalismy je wspólnie - wszystkie opłaty na pół. Przy kupnie partner obiecał mi, że będzie zbierał pieniądze (ja nadplacalam kredyt, chciałam mieć go jak najszybciej z głowy) żeby uzbierac pewna kwotę, a ja miałam później zapisać mu u notariusza uzbierana część. Ale przez dwa lata uzbierał zaledwie kilka tysięcy. To też było powodem moich pretensji - że wszytsko robie ja - nazbierałam na wkład, znalazłam mieszkanie, teraz zbierałam na nadpłaty kredytu.

Z jednej strony rozumiałam, że sytuację z matką ma straszna - jest sam, nie ma żadnej rodziny, stan matki coraz gorszy. Ale nie rozumiałam dlaczego matka nie może zjeść np. obiadu ugotowanego w domu, myślałam, żeby woził jej jedzenie, żeby nie musieć wydawać dodatkowych pieniędzy. Ale ona miała tylko swoje gotowe produkty które jadła.

Powodowało to coraz większą irytację z mojej strony -kiedy to się skończy, czy on zmieni taktykę w stosunku do matki. Dlatego wybuchłam, krzyczałam, mówiłam słowa które ranily, których bez nerwów nigdy bym nie wypowiedziała. On stwierdził, że przestał czuć się bezpiecznie w tym związku, bo nie wie kiedy znowu wybuchnie kłótnia. Że przestał odczuwać miłe emocje i radość w stosunku do mnie po tych kłótniach. Że nie powinno to zniszczyć jego uczuć, ale jest nadwrażliwy i to jest problemem.

Po prostu nie mogę przekonać się czy nie skrzywdziłam go - on wrażliwy, z takim problemem, ja zamknięta na to, kłócąca się, nie dałam mu wsparcia. Skupiałam się na pracy, zarobieniu pieniędzy, żeby spłacić szybciej kredyt. Jednocześnie on nie mówił mi jakie faktyczne kwoty wydaje na matkę. Nie miałam pojęcia, gdybym wiedziała, nigdy nie namawiałabym go na wyjazdy, wakacje. Ale on sam chciał jeździć, sam proponował. Nie mówił jakie ma problemy z finansami. Na koniec powiedział, że nie chciał żebym widziała jak bardzo nie radził sobie z sytuacja, jak beznadziejny był.

Widzę ciągle w wyobraźni nasze piękne lata - jak mnie kochał, jak dbał, jacy byliśmy szczęśliwi. I nie mogę przestać płakać, nie mogę spać. Mam poczucie winy, że to ja zabiłam jego uczucia.

6 Ostatnio edytowany przez blueangel (2024-03-19 15:58:13)

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy

wydawal swoje pieniadze, nie twoje, musial ja wesprzec, pomoc, bo to jego matka. kup sobie kota to bedziesz go miala bez rodziny. wcale mus ie nie dziwie, ze zerwal i poszuka sobie normalnej kobiety.

7 Ostatnio edytowany przez blueangel (2024-03-19 16:03:49)

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy
SaraS napisał/a:

Niemniej rozwiązał to słabo i - co najważniejsze - nie omawiał tego z Tobą.


Z kim on to mial omawiac? To jego matka, rodzina, a autorka nie jest nawet jego zona, obca baba. Zaraz bedzie mial druga obca babe, co tydzien moze miec inna, a matke ma jedna. Szantaz emocjonalny to ja widze, ale tylko od strony autorki. Nie jest ani stara, ani schorowana. A i tak nie potrafi sie zajac soba.  Ta matka wiecznie zyc nie bedzie. Jak on potrzebowal pomocy to tez go nie oddala do domu dziecka. W rodzinie ma sie obowiazki wobec siebie. A osoby spoza rodziny powinny potrafic to uszanowac. Moze wychowala jej przyszlego meza, ojca jej dzieci, ale za grosz zrozumienia czy szacunku.

8 Ostatnio edytowany przez SaraS (2024-03-19 16:36:39)

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy
blueangel napisał/a:
SaraS napisał/a:

Niemniej rozwiązał to słabo i - co najważniejsze - nie omawiał tego z Tobą.


Z kim on to mial omawiac? To jego matka, rodzina, a autorka nie jest nawet jego zona, obca baba. Zaraz bedzie mial druga obca babe, co tydzien moze miec inna, a matke ma jedna. Szantaz emocjonalny to ja widze, ale tylko od strony autorki. Nie jest ani stara, ani schorowana. A i tak nie potrafi sie zajac soba.  Ta matka wiecznie zyc nie bedzie. Jak on potrzebowal pomocy to tez go nie oddala do domu dziecka. W rodzinie ma sie obowiazki wobec siebie. A osoby spoza rodziny powinny potrafic to uszanowac. Moze wychowala jej przyszlego meza, ojca jej dzieci, ale za grosz zrozumienia czy szacunku.

Jasne, autorka - obca baba, dzięki której miał gdzie mieszkać, bo, ojejku, na połowę opłat dawał, a reszta szła do matki. Autorka odłożyła na wkład, spłacała kredyt, a Misiaczek, zamiast jakkolwiek zbliżać się do budowania wspólnego życia, wynajmował mieszkanie dla matki. Wygodnie, nie powiem.
Matka go nie oddała do domu dziecka? Normalna rzecz, chciała dziecko, to się miała nim zajmować. Jej decyzja. Tak samo jak konsekwencją jej decyzji jest zostanie na stare lata bez mieszkania i bez pieniędzy. Ogarnięcie tego zdecydowanie wykracza poza standardową pomoc rodzicom.
Hah. Przyszłego męża? XD To on jej przyszły mąż, a ona dla niego obca baba? Nie ma tak dobrze. Albo oboje przyszli małżonkowie ze wszystkimi konsekwencjami tego stanu, jak choćby omawianie spraw finansowych i wspólne planowanie życia, albo oboje obcy ludzie i wtedy żadnych związków, żadnego omawiania, ale też - żadnego korzystania z mieszkania autorki.

[edit] A szacunek działa w dwie strony. W postępowaniu matki, która była przeciwna związkowi i chciała synka zagarnąć dla siebie, szacunku dla autorki nie widzę.

9

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy
Natalia Kasandra 77 napisał/a:

Dlatego właśnie mam tak mieszane uczucia. Pierwsze lata były piękne - nigdy nie dostałam od nikogo tyle miłości, wsparcia, ciepła. Nigdy nikt tak za mną nie szalał. Czułam, że naprawdę mam na kim polegać.

Później, od wprowadzania matki było gorzej, ale nadal czułam miłość i wsparcie.

Co do wydatków - ja bardzo chciałam kupić mieszkanie, uzbierałam na wkład własny, dużo pracowałam. Partner nie miał wkładu, właśnie między innymi z powodu pomocy finansowej matce, zarabialiśmy podobnie, ale on był starszy o 5 lat, pierwszy zaczął pracować. Więc kupiłam mieszkanie na siebie, wzięłam kredyt. Oplacalismy je wspólnie - wszystkie opłaty na pół. Przy kupnie partner obiecał mi, że będzie zbierał pieniądze (ja nadplacalam kredyt, chciałam mieć go jak najszybciej z głowy) żeby uzbierac pewna kwotę, a ja miałam później zapisać mu u notariusza uzbierana część. Ale przez dwa lata uzbierał zaledwie kilka tysięcy. To też było powodem moich pretensji - że wszytsko robie ja - nazbierałam na wkład, znalazłam mieszkanie, teraz zbierałam na nadpłaty kredytu.

Z jednej strony rozumiałam, że sytuację z matką ma straszna - jest sam, nie ma żadnej rodziny, stan matki coraz gorszy. Ale nie rozumiałam dlaczego matka nie może zjeść np. obiadu ugotowanego w domu, myślałam, żeby woził jej jedzenie, żeby nie musieć wydawać dodatkowych pieniędzy. Ale ona miała tylko swoje gotowe produkty które jadła.

Powodowało to coraz większą irytację z mojej strony -kiedy to się skończy, czy on zmieni taktykę w stosunku do matki. Dlatego wybuchłam, krzyczałam, mówiłam słowa które ranily, których bez nerwów nigdy bym nie wypowiedziała. On stwierdził, że przestał czuć się bezpiecznie w tym związku, bo nie wie kiedy znowu wybuchnie kłótnia. Że przestał odczuwać miłe emocje i radość w stosunku do mnie po tych kłótniach. Że nie powinno to zniszczyć jego uczuć, ale jest nadwrażliwy i to jest problemem.

Po prostu nie mogę przekonać się czy nie skrzywdziłam go - on wrażliwy, z takim problemem, ja zamknięta na to, kłócąca się, nie dałam mu wsparcia. Skupiałam się na pracy, zarobieniu pieniędzy, żeby spłacić szybciej kredyt. Jednocześnie on nie mówił mi jakie faktyczne kwoty wydaje na matkę. Nie miałam pojęcia, gdybym wiedziała, nigdy nie namawiałabym go na wyjazdy, wakacje. Ale on sam chciał jeździć, sam proponował. Nie mówił jakie ma problemy z finansami. Na koniec powiedział, że nie chciał żebym widziała jak bardzo nie radził sobie z sytuacja, jak beznadziejny był.

Widzę ciągle w wyobraźni nasze piękne lata - jak mnie kochał, jak dbał, jacy byliśmy szczęśliwi. I nie mogę przestać płakać, nie mogę spać. Mam poczucie winy, że to ja zabiłam jego uczucia.

Nie wiem czy przestał kochać, czy przerosla go sytuacja, obydwie z matką miałyście wymagania, on wybrał matkę, która praktycznie zawłaszcza syna, zniszczy mu życie, żadnej kobiety przy jego boku nie zaakceptuje, bo on daje sobie wchodzić na głowę, ale to jego życie, jego wybór.
Pozostaje się z tym pogodzić.

10 Ostatnio edytowany przez SaraS (2024-03-19 16:54:52)

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy
Natalia Kasandra 77 napisał/a:

Dlatego właśnie mam tak mieszane uczucia. Pierwsze lata były piękne - nigdy nie dostałam od nikogo tyle miłości, wsparcia, ciepła. Nigdy nikt tak za mną nie szalał. Czułam, że naprawdę mam na kim polegać.

Później, od wprowadzania matki było gorzej, ale nadal czułam miłość i wsparcie.

Co do wydatków - ja bardzo chciałam kupić mieszkanie, uzbierałam na wkład własny, dużo pracowałam. Partner nie miał wkładu, właśnie między innymi z powodu pomocy finansowej matce, zarabialiśmy podobnie, ale on był starszy o 5 lat, pierwszy zaczął pracować. Więc kupiłam mieszkanie na siebie, wzięłam kredyt. Oplacalismy je wspólnie - wszystkie opłaty na pół. Przy kupnie partner obiecał mi, że będzie zbierał pieniądze (ja nadplacalam kredyt, chciałam mieć go jak najszybciej z głowy) żeby uzbierac pewna kwotę, a ja miałam później zapisać mu u notariusza uzbierana część. Ale przez dwa lata uzbierał zaledwie kilka tysięcy. To też było powodem moich pretensji - że wszytsko robie ja - nazbierałam na wkład, znalazłam mieszkanie, teraz zbierałam na nadpłaty kredytu.

Z jednej strony rozumiałam, że sytuację z matką ma straszna - jest sam, nie ma żadnej rodziny, stan matki coraz gorszy. Ale nie rozumiałam dlaczego matka nie może zjeść np. obiadu ugotowanego w domu, myślałam, żeby woził jej jedzenie, żeby nie musieć wydawać dodatkowych pieniędzy. Ale ona miała tylko swoje gotowe produkty które jadła.

Powodowało to coraz większą irytację z mojej strony -kiedy to się skończy, czy on zmieni taktykę w stosunku do matki. Dlatego wybuchłam, krzyczałam, mówiłam słowa które ranily, których bez nerwów nigdy bym nie wypowiedziała. On stwierdził, że przestał czuć się bezpiecznie w tym związku, bo nie wie kiedy znowu wybuchnie kłótnia. Że przestał odczuwać miłe emocje i radość w stosunku do mnie po tych kłótniach. Że nie powinno to zniszczyć jego uczuć, ale jest nadwrażliwy i to jest problemem.

Po prostu nie mogę przekonać się czy nie skrzywdziłam go - on wrażliwy, z takim problemem, ja zamknięta na to, kłócąca się, nie dałam mu wsparcia. Skupiałam się na pracy, zarobieniu pieniędzy, żeby spłacić szybciej kredyt. Jednocześnie on nie mówił mi jakie faktyczne kwoty wydaje na matkę. Nie miałam pojęcia, gdybym wiedziała, nigdy nie namawiałabym go na wyjazdy, wakacje. Ale on sam chciał jeździć, sam proponował. Nie mówił jakie ma problemy z finansami. Na koniec powiedział, że nie chciał żebym widziała jak bardzo nie radził sobie z sytuacja, jak beznadziejny był.

Widzę ciągle w wyobraźni nasze piękne lata - jak mnie kochał, jak dbał, jacy byliśmy szczęśliwi. I nie mogę przestać płakać, nie mogę spać. Mam poczucie winy, że to ja zabiłam jego uczucia.

Nie masz powodów, żeby się obwiniać. Słuchaj, to, że jego matka miała problemy, nie znaczy, że Ty w związku nagle tracisz swoje prawa, a on zyskuje dowolne przywileje. Nie, nadal masz prawo oczekiwać dotrzymywania obietnic, masz prawo chcieć gdzieś wyjechać, masz prawo oczekiwać, że będzie w Waszym życiu uczestniczył zarówno czasowo, jak i finansowo. Bo Ty go do związku nie zmusiłaś, to był jego wybór, żeby być partnerem, więc jak partner powinien się zachowywać. To jego zadanie, pogodzić rolę syna i partnera, a nie Twoje - ustąpić (bo jak? Na ile? Nie da się wcisnąć pauzy na związku i wrócić do niego w bardziej sprzyjających okolicznościach). On nie pogodził, zamiast z Tobą rozmawiać, szukać rozwiązań, wybrał rolę syna i stał się kiepskim partnerem. Nie ma co się dziwić, że skończyło się tak, jak się skończyło.

11 Ostatnio edytowany przez blueangel (2024-03-19 17:09:08)

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy

napisalam MOZE przyszlego, bo dopuki nie jest to nic pewnego, zreszta teraz juz i tak po wszystkim. gdy mojego meza starsza babcia zostala sama z dziadkiem na wozku to tez chodzil pomagac, jak byla chora to nawet zostawal na noc. dla mnie to bylo oczywiste, nawet nie przyszloby mi do glowy, zeby miec z tym jakis problem. tak samo jak pomagalabym nawet codziennie mojej babci, ktora w zyciu wiele mi pomogla. tak jest w NORMALNYCH rodzinach, a nie ze kazdy sobie rzepke skrobie. a ona, tak obca,  ie ma miedzy nimi zadnego pokrewienstwa, zadnych zwiazkow prawnych, wystarczy esemes zrywam i spakowanie walizek. NIC ich nie laczy.

zreszta nawet jak trzeba bylo do lekarza czy apteki czy takie inne pierdoly to i ja skoczylam np jego babci czy on mojej.

12

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy

Zreszta teraz to tylko mozesz sie wygadac na forum, juz i tak po zwiazku. Kup sobie kota albo wez kogos, komu matka bedzie wisiec. Ciebie tez bedzie zostawial sama sobie gdyby kiedys cos. Ludzie choruja, maja wypadki, jak ktos sie wypnie na matke to  mezem nie bedzie wzorowym? hahaha jasne. xD

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy

Co do pomocy matce - chciałam pomagać. Chciałam tam jeździć, chciałam gotować obiady, żeby jej woził i jeździć po zakupy dla matki. Ale matka nie chciała się kontaktować z nikim poza nim. Tłumaczył to tym, że jest zestresowana, aspołeczna, zachowuje się dziwnie, a poza tym chce mnie odciąć od tego co tam się dzieje. Ani razu w ciągu związku nie wypiłam nawet z nią herbaty. Co do pomocy finansowej - ja rozumiałam, pomoc, ale z głową. Można zrobić zakupy, wyposażyć lodówkę, można ugotować obiady, zawiezć, żeby miała gotowe. Ale ona podobno (bo na żywo nigdy tego nie widziałam) miała tylko wybrane rzeczy które je - gotowce ze sklepu. Jak dostała emeryturę - wydała od razu na rzeczy, które nie są niezbędne do życia. Nie byłam zapraszana na herbatę, ale wiele razy, kiedy trzeba było matkę partnera gdzieś zawiezc - robiłam to. Nawet przez połowę Polski. To nie jest tak, że chciałam się odciąć i nie mieć nic wspólnego. Jednak chciałam żeby to była pomoc z głową - nie mam pojęcia na co mogły iść tak duże kwoty.

Mam też wyrzuty sumienia, bo matka partnera szantażowała go emocjonalnie. Może powinnam być bardziej wyrozumiała, przymykać oko na to, że tak jej ulega, wysyła duże kwoty, często na rzeczy zbędne. Widzę to teraz tak, że ona miał sytuację z którą sobie nie radził, a ja wymagałam, podawałam pomysły, konkretne, jak można to zmienić, ale nie chciałam słuchać jak źle się z tym czuje i jak poddaje się tej presji matki.

Dodatkowo stresował się bardzo i wpływało to nasze życie. Kiedyś mogłam na nim polegać - że zrobi coś na czas, ogarnie dom kiedy ma wolne, a ja jestem w pracy. Odkąd sytuacja z matką się zaogniła był ciągle spóźniony, zapominał.

Zapisał się choćby na prawo jazdy, ale nie uczyl skez chociaż miał bardzo długi dojazd komunikacją miejską do pracy, gdzie miałby na to czas - bo był zestresowany matka i praca, nie był w stanie skupić się na testach do prawka. O to też się czepiałam, teraz mam wyrzuty sumienia. A zależało mi na tym prawie jazdy, wracał do domu z pracy ponad dwie godziny, autem byłby w godzinę.

14 Ostatnio edytowany przez wieka (2024-03-19 17:50:09)

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy

Nikt nie mówi, żeby nie pomagać, ale z głową, jak piszesz. On ma bardzo toksyczną matkę.

15 Ostatnio edytowany przez blueangel (2024-03-19 17:57:50)

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy

ale to byly JEGO pieniadze. mogl zrobic z nimi, co chcial. nawet rozdac na ulicy. nie macie wspolnoty majatkowej. nie mialas prawa mu wyliczac, na co wydaje.  no chyba ze to ty go utrzymywalas, ale wtedy to baba z wozu, koniom lzej i nie rozumiem, po co ten placz po nim

16

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy
blueangel napisał/a:

napisalam MOZE przyszlego, bo dopuki nie jest to nic pewnego, zreszta teraz juz i tak po wszystkim. gdy mojego meza starsza babcia zostala sama z dziadkiem na wozku to tez chodzil pomagac, jak byla chora to nawet zostawal na noc. dla mnie to bylo oczywiste, nawet nie przyszloby mi do glowy, zeby miec z tym jakis problem. tak samo jak pomagalabym nawet codziennie mojej babci, ktora w zyciu wiele mi pomogla. tak jest w NORMALNYCH rodzinach, a nie ze kazdy sobie rzepke skrobie. a ona, tak obca,  ie ma miedzy nimi zadnego pokrewienstwa, zadnych zwiazkow prawnych, wystarczy esemes zrywam i spakowanie walizek. NIC ich nie laczy.

zreszta nawet jak trzeba bylo do lekarza czy apteki czy takie inne pierdoly to i ja skoczylam np jego babci czy on mojej.

Jeżeli dla kogoś po tylu latach związku partnerka to obca baba, daleko za rodzicami, to do związku się nie nadaje.

Nikt nie mówi, żeby nie pomagać. Jak stan babci mojego partnera się pogorszył i córki miały przy tym dużo roboty, to pierwsza pytałam, czy im chociaż z gotowaniem czy czymś w tym stylu nie pomóc. Ale jednocześnie nie wyobrażam sobie, żeby nagle mój partner oddawał niemal wszystkie pieniądze, brał kredyty bez konsultacji ze mną, spędzał poza domem całe dnie i oczekiwał, że przyjmę to bez słowa sprzeciwu.

Takie rzeczy się omawia z osobą, z którą się żyje, bo decyzja będzie miała wpływ na ich oboje. Wspólnie planuje się, co jest potrzebne, co i jak można zrobić i w jakim zakresie, co jest akceptowalne, a co nie, żeby rodzić czy ktoś tam był zaopiekowany, ale i żeby związek nie ucierpiał. Tak, jak mówi autorka - matce autora nic by się nie stało, gdyby jadła normalne domowe posiłki, ale autor wolał finansować jej jedzeniowe fanaberie niż dotrzymać obietnicy o odkładaniu pieniędzy; wolał brać kredyt (!) i dawać pieniądze na rzeczy zbędne niż na wspólne życie z autorką. Skoro matka w moment wydawała emeryturę na pierdoły, to trudno mówić o biednej staruszce przybierającej głodem. Ona była wygodna, a syn wybrał ją, a nie związek. I na dłuższą metę - tak lepiej dla autorki, bo po co jej partner, który się z nią nie liczy.

17

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy
SaraS napisał/a:
blueangel napisał/a:

napisalam MOZE przyszlego, bo dopuki nie jest to nic pewnego, zreszta teraz juz i tak po wszystkim. gdy mojego meza starsza babcia zostala sama z dziadkiem na wozku to tez chodzil pomagac, jak byla chora to nawet zostawal na noc. dla mnie to bylo oczywiste, nawet nie przyszloby mi do glowy, zeby miec z tym jakis problem. tak samo jak pomagalabym nawet codziennie mojej babci, ktora w zyciu wiele mi pomogla. tak jest w NORMALNYCH rodzinach, a nie ze kazdy sobie rzepke skrobie. a ona, tak obca,  ie ma miedzy nimi zadnego pokrewienstwa, zadnych zwiazkow prawnych, wystarczy esemes zrywam i spakowanie walizek. NIC ich nie laczy.

zreszta nawet jak trzeba bylo do lekarza czy apteki czy takie inne pierdoly to i ja skoczylam np jego babci czy on mojej.

Jeżeli dla kogoś po tylu latach związku partnerka to obca baba, daleko za rodzicami, to do związku się nie nadaje.

Nikt nie mówi, żeby nie pomagać. Jak stan babci mojego partnera się pogorszył i córki miały przy tym dużo roboty, to pierwsza pytałam, czy im chociaż z gotowaniem czy czymś w tym stylu nie pomóc. Ale jednocześnie nie wyobrażam sobie, żeby nagle mój partner oddawał niemal wszystkie pieniądze, brał kredyty bez konsultacji ze mną, spędzał poza domem całe dnie i oczekiwał, że przyjmę to bez słowa sprzeciwu.

Takie rzeczy się omawia z osobą, z którą się żyje, bo decyzja będzie miała wpływ na ich oboje. Wspólnie planuje się, co jest potrzebne, co i jak można zrobić i w jakim zakresie, co jest akceptowalne, a co nie, żeby rodzić czy ktoś tam był zaopiekowany, ale i żeby związek nie ucierpiał. Tak, jak mówi autorka - matce autora nic by się nie stało, gdyby jadła normalne domowe posiłki, ale autor wolał finansować jej jedzeniowe fanaberie niż dotrzymać obietnicy o odkładaniu pieniędzy; wolał brać kredyt (!) i dawać pieniądze na rzeczy zbędne niż na wspólne życie z autorką. Skoro matka w moment wydawała emeryturę na pierdoły, to trudno mówić o biednej staruszce przybierającej głodem. Ona była wygodna, a syn wybrał ją, a nie związek. I na dłuższą metę - tak lepiej dla autorki, bo po co jej partner, który się z nią nie liczy.



jest obca. moze dostanie spadek w przypadku smierci, itd itp? no to idz sie wyklocac, powodzenia, szybko ci wytlumacza, kim ona jest.

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy

Pomijając już sytuację z matką, bo to było tylko częścią opisu całej sytuacji. Jest mi tak potwornie źle. Nie jestem w stanie normalnie funkcjonować ani w pracy, ani w domu.

Zastanawiam się dlaczego to się stało. Tak bardzo kochaliśmy się przez lata. Tęsknił za mną nawet jak musiałam wyjechać na trzy dni. Mimo upływu lat w naszym związku były rozmowy, wspólna aktywność, miłość. Ostatni rok był trudny - moje problemy w pracy, jego problemy, stres. Zaczął też częściej chorować, był słabszy. Podejrzewałam depresję, ale psycholog stwierdziła jedynie stany depresyjne.

Po prostu nie mogę uwierzyć jak szybko to się stało - złapałam go na kłamstwie odnośnie picia piwa w ciągu dnia, znalazłam puszki. Ten problem miał miejsce kilka razy, wiedziałam, że coś jest nie tak. Później lawinowo poszły inne kłamstwa - byłam w szoku, w strasznym szoku. To były małe rzeczy, nie było potrzeby żeby kłamać. Później nagle rozmowa o tym, że coś się dzieje z jego uczuciami. Jeszcze wtedy płakał, bał się co może się dziać. Miał nadzieję, że uczucia się w nim obudzą na nowo. A później stwierdził, że doszedł do wniosku, że od około roku to było przywiązanie - wszystkie gesty, słowa "kocham Cię", czułości, rozmowy, wszytsko było, bo tak się nauczył przez te 9 lat. Chciał mi sprawić przyjemność, ale jak mówił - nie czuł tego tak jak wcześniej. Znajomi i moja rodzina byli w szoku - zawsze, nawet przy ostatnich odwiedzinach u moich rodziców patrzył na mnie  z miłością, znajomi mówią to samo. Zawsze zazdrościli mi tak czułego partnera. On sam mówi, że doszedł do wnioski, że coś się dzieje z jego uczuciami w ciągu jednego weekendu. Wcześniej nie zdawał sobie z tego sprawy, niedopuszczal do wiadomości, że może mnie nie kochać.

Miałam nadzieję, że może to stres, może motylki w brzuchu mu opadły (chociaż dziwne gdyby były po 9 latach), ale kiedy po próbnej wyprowadzce powiedział, że ani razu nie zatęsknił, nie pomyślał, że chce żebym była przy nim, martwił się jedynie jak radzę sobie w tej sytuacji, to serce mi pękło.

To dla mnie po prostu szok jak można po tylu latach wspólnego życia, mieszkania, nawet nie zatęsknić. Wyprowadzić się, toczyć zupełnie normalne życie. Bez sentymentu. A to on był zawsze tym bardziej tęskniącym, tym bardziej czułym.

Mam takie wyrzuty sumienia, że to moja wina. Że to wszystko przeze mnie.

19

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy

Trochę przesadzasz, ten pierwszy wpis faktycznie świadczył o tym że byłaś za mało wyrozumiała ale później pisałaś że proponowalas lepsze rozwiązania a Twój luby je odrzucił "bo tak chce mamusia i koniec". Ty chciałaś z nim rozmawiać o tym a ten obrazony odmawiał a teraz Cię zostawia bo nie chciałaś rozmawiać XD może narobił takich długów aż mu wstyd się przyznać więc zwalił winę na Ciebie i się ulotnił

20 Ostatnio edytowany przez anetas (2024-03-20 19:10:18)

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy

"matka nie akceptowała naszego związku, chciała mieć relacje wyłącznie z synem"
I tu masz wyjaśnienie dlaczego miałaś zakaz wstępu do jej domu. Gdyby Twój facio był normalny, postawiłby się starej krowie i powiedział słuchaj, nie pozwolę Ci umrzeć z glodu, razem z moją partnerką będziemy Ci dostarczać niezbędne środki do życia codziennie w takich i takich godzinach. Nie podoba się? To masz problem.
Mamusia chciała doprowadzić do końca Waszego związku i jej się udało. Niech sobie zabiera maminsynka całego dla siebie.

21 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2024-03-20 18:08:08)

Odp: Przestał kochać, a ja mam poczucie winy

Natalio z całym szacunkiem ale Ty powinnaś szampana otwierać a nie płakać w poduszkę. Do kwestii matki dojdę za chwilę ale ogólnie z Twojego opisu wyłania mi się obraz Twojego partnera jako męskiej piz… y.  Gość dorosły i starszy od Ciebie a mam wrażenie że to Ty miałaś jaja i głowę na karku w tym związku. Już pomijam kwestię tego czy uzbierał czy nie na wkład własny na mieszkanie ale co chwila w opisie czytam zestresowany, wrażliwy, nadwrażliwy, raniło go to tamto sramto. Nie żebym broniła facetom bycia wrażliwymi ale Twój ex to jakiś fenomen w tym w względzie. Nie mógł się skupić na pracy bo był zestresowany, nie chciał rozmawiać o problemach bo go rozmowa już stresowała i dołowała, testów na prawko nie mógł nawet bidny  przebrnąć przez stres z mamą ( a dojeżdżał jak piszesz 2 h do roboty). Twoje problemy go przerastały na dłuższą metę bo powiększały jego dyskomfort i zabierały przestrzeń na skupienie się tylko na jego wiecznym stresie. Czy Ty się czułaś w tym związku jako partnerka mężczyzny ? Czy raczej partnerka uroczego wrażliwego chłopczyka który jest przytulaśny i słodki ale na dłuższą metę to trzeba mu podcierać dupkę jak ma gorszy moment i ciągle niańczyć ? Bo ja czułabym się tym drugim.  Sorry ale problem z opieką nad matką to nie jest jakieś aj waj które sprawia że człowiek dorosły ma prawo dać już sobie totalne blogoslawienstwo na nieporadność i skupienie się tylko na swoich stresach w każdym innym możliwym aspekcie życia.  Twój facet potrzebuje ewidentnie kobiety która go będzie niańczyła a Ty jak wynika z opisu nie masz na to predyspozycji. Masz do tego zupełne prawo. Nie musisz się czuć winna tego nie masz takich predyspozycji, ani ciut ciut.
Każde z Was powinno trafić na ludzi którzy zaspokoją Wasz potrzeby. Ty potrzebujesz konkretnego faceta a on trochę mamusi kwoki która go osłoni przed całym złem świata i skupi się absolutnie tylko na nim.
Co do matki.. oczywiście że pomoc i opieka jest obowiązkiem dzieci ale w rozmiarze którego wymaga sytuacja. Ja sama mieszkam z rodzicami i w pewnych kwestiach wiadomo wspieram ich już coraz mocniej. Oczywistym jest też to że jeśli rodzic jest schorowany to nie jest to jego „wina” ( chyba że ostro pił palił itp) więc też należy mu się opieka. Ale jak czytam o utrzymywaniu rodziców to trochę mi się nóż w kieszeni otwiera. Bo wynika z tego że niektórzy płodzą sobie dzieci po to żeby na starość ich utrzymywały a sami żyją kompletnie bez planu na swoją przyszłość i podeszłe lata. Dla mnie to taktyka poniżej pasa. Ja sama od niedawna jestem mamą i nie wyobrażam sobie żeby ( o ile oczywiście pozwoli mi zdrowie) nie zadbać o siebie na tyle żeby mieć emeryturę taką która pokryje moje podstawowe potrzeby i leki. Ok może okazać się że będzie to leczenie na tyle drogie że córka będzie siłą rzeczy „ zmuszona” sytuacją żeby mi pomóc  ale nic ponadto. Z opisu Autorki wynika jednak że nie o dopłatę do leków chodziło tylko wręcz o regularne utrzymywanie matki przez tego faceta. Bo skoro aż kredyt wziął na to to nie chodziło raczej o dopłatę paru stówek miesięcznie  do emeryturki tylko regularne łożenie na matkę. Matkę, która nie zadbała o siebie w żaden sposób, nawet kawalerki się nie dorobiła przez lata życia tylko na wynajmie do starości jechała.  O ile nie ma orzeczonego stopnia niepełnosprawności od lat to sorry ale sama sobie zgotowała taki los.
Na dodatek wiedząc że syna już żyłuje finansowo to sobie wymyśla konkretne potrawy które jada i które są droższe niż domowe obiady i jeszcze nie pozwala żeby partnerka syna była w to jakoś włączona ( zapewne ze strachu że na żywo dziewczyna przekonałaby się jak mama nadużywa opieki syna). Dla mnie egoizm matki poraża bo musiała mieć świadomość że swoim postępowaniem rozwala związek syna i naraża go nie tylko na koszty kredytu ale koszty emocjonalne rozpadu związku. 
Naprawde mam nadzieję że gdy przyjdzie moja starość to nie będę tak patrzyła na moje dziecko, jako kogoś kto jest jak d.. a od sra..a żeby mnie utrzymać i żyć ze mną a swoje życie zawiesić na kołku do czasu aż łaskawie zejdę z tego świata.
Dlatego Autorko powtórzę jeszcze raz. Dla Ciebie obecna sytuacja to błogosławieństwo, tylko jeszcze tego nie widzisz przez emocje i smutek.
Edit: tak sobie jeszcze pomyślałam że być może niedaleko padło jabłko od jabłoni i życiowa nieporadność mamusi wynika z tego że podobnie jak ex partner była wiecznie skupiona na swoich stresach i odpuszczała wiele istotnych spraw w imię nie wychodzenia ze swojej strefy komfortu a synek to teraz powiela. Bardzo możliwe że na stare lata miałabyś Autorko w domu męską kopię niedoszłej teściowej, z nędzną albo i żadna emeryturą , niedostosowaną społecznie i oczekująca że wszystko będzie się kręciło wokół niego. A nie sorry to ostatnie to już miałaś teraz.

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Przestał kochać, a ja mam poczucie winy

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024