Smyk (dokładnie 26 m-cy) od dłuższego czasu sygnalizował już swoje potrzeby fizjologiczne. Potrafiła się "ładnie" załatwić do nocnika, wytrzeć samodzielnie pupę.
Od kilku dni siusia w majtki ...stojąc i patrząc prosto w oczy...w jej ślepkach widzę tylko ...lęk...być może lęk przed moją reakcją na tę katastrofę-nie wiem-nie chce o tym rozmawiać, a i ja nie jestm pewna czy "drążenie tematu" nie będzie dla niej jeszcze bardziej stresujące.
Siusia w rajstopki i milczy... jak zaklęta. Z takim ...hmmm. nieprzytomnym wyrazem twarzy.
Przypuszczam , ze tak reaguje na stres, jakim jest spora zmiana w jej zyciu-mama wróciła do pracy kilka dni temu, więc spędza z Mała zaledwie kilka godzin dziennie.
Jestem na etapie uczenia jej, że każde działanie ma swoje konsekwencje ( nie lubię nazywanie czegoś karą/nagrodą ale w uproszczeniu o to chodzi: za "dobre zachowanie jest nagroda->pochwała, brawa, za niewłaściwe kara->np. odmowa czegoś) -zatem należałoby-konsekwentnie-skupić się na sprzątaniu (zamiast beztroskiej zabawy)...ale nie wiem czy to właściwe, czy nie utrwali w niej przykrych doznań.
Jak wg Was należałoby reagować na sytuacje, kiedy zdarzy się taki incydent-sprzątac zaraz "po"? mówić /komentować całe wydarzenie? pytać dlaczego tak się stało? ignorować...?
Co robić, żeby jeszcze bardziej nie stresować Maluszka?
Będę wdzięczna za wszelkie sugestie...