Witajcie Netkobiety!
Byłem z dziewczyną prawie pół roku. Zerwała ze mną dlatego, ponieważ (cytuję) "zbyt często się irytowałem i wkurzałem o byle wulgaryzm i ją to strasznie odrzuciło". Już tłumaczę dlaczego.
Irytowałem się i wkurzałem się (jak to ona powiedziała) o byle wulgaryzm, ponieważ każdą wolną chwilę przeznaczała tylko i wyłącznie znajomym, a ze mną to ciężko się było spotkać. Przez ostatnie 3 tygodnie miała przerąbane na studiach, uczyła się, także jej wcale nie przeszkadzałem, uszanowałem to, że ma bardzo dużo nauki. Miała dni zwątpienia, to pocieszałem ją, starałem się robić wszystko, żeby poprawić jej humor, ale także dni sukcesu i zamiast się podzielić ze mną tym sukcesem, tym szczęściem, to ona wolała chlać ze znajomymi przez nawet 3 dni z rzędu! I dlatego mnie to tak wulgaryzm i irytowałem się, że woli spędzać więcej czasu ze znajomymi, niż ze mną. Przez ostatnie 3 tygodnie widzieliśmy się zaledwie 2 razy! Dzisiaj (zerwanie) było to trzecie spotkanie w ciągu tych 3 tygodni. Powiedziała mi, że nie jestem osobą, którą by kiedykolwiek pokochała, ponieważ ją za szybko odrzuciłem tym zachowaniem. Każdy mi jednak mówił, że na moim miejscu by podobnie zareagował. I co najciekawsze, powiedziała też, że znajomi zawsze będą dla niej najważniejsi, bo znajomi ją nigdy nie opuszczą, a chłopak może ją opuścić, a jak się zajmie bardziej chłopakiem i oleje znajomych, to później jak chłopak z nią zerwie, to znajomi ją odrzucą (ale pieprzenie...). Troszeczkę niedojrzałe i dziecinne stwierdzenie, no ale cóż...
Swoją drogą, miałem takie przeczucie, że ze mną dziś zerwie, bo od jakiegoś czasu już się zaczęło coś dziwnego dziać. Całkiem inaczej się zachowywała, nie rozmawialiśmy tak często jak przez pierwsze miesiące związku, czasem były ciche dni. Zapytałem jej dziś od kiedy chciała ze mną zerwać, to powiedziała że od jakiegoś tygodnia, a od miesiąca już przestała ją łączyć ze mną tak wielka chemia, jak na samym początku.
Czuje się oszukany i zawiodłem się na niej, mimo wszystko że z jednej strony miałem przeczucie, że to zrobi, ale z drugiej strony nie chciałem tego, bo czekałem na nią tak długo, tęskniłem, myślałem o niej cały czas, marzyłem żeby się poprzytulać, całować, pośmiać się, a tutaj przywaliła z ostrej rury i zerwała ze mną nagle, po długim okresie niewidzenia się. Wierzyłem i miałem nadzieję, że ten związek ruszy dalej. Jestem człowiekiem, który bardzo szybko przywiązuje się do osoby, na której mi zależy. Darzyłem ją dużymi uczuciami i nadal darzę, bo nie można z dnia na dzień ich zgubić. Powiedziała mi, że mnie bardzo ceni i lubi, dlatego chciała mi to powiedzieć prosto w oczy, a nie zrywać przez telefon. Doceniam to, ale... Ja po tych półtorej tygodnia czasu naprawdę się za nią stęskniłem, codziennie myślałem i czekałem na nią, aż się spotkamy. Może i popadłem w paranoję, ale to tylko dlatego, że mi jej brakowało, brakowało mi jej obecności. Tak chciałem się z nią dziś wyluzować, a tu nagłe przywalenie z grubej rury, że ze mną zrywa.
Czuję ogromny smutek, że tak postąpiła.
Mogła mi powiedzieć, albo dać jakiś znak, że jak jeszcze raz się tak będę zachowywał to sobie inaczej ze mną porozmawia. A tu nic, na ostro wszystko.
Jak myślicie Netkobiety, czy nie zbyt pochopnie podjęła tą decyzję? Twierdzi, że mnie bardzo lubi, ceni, czy za to nie powinienem dostać szansy? Oczywiście prosił się o szansę nie będę, ale w sercu tą szansę mi powinna dać i powiedzieć żebym czegoś takiego nie robił. Powiedziała, że mnie nie pokocha, przez to moje zachowanie.
Nie rozumiem tego. Powinienem to zostawić, olać tą całą sytuację, czy jeszcze od siebie coś do niej powiedzieć, żeby czuła się winna, żeby czuła, że postąpiła źle? Ja naprawdę się starałem i zależało mi na niej, nadal zależy, lecz jak twierdzi, że nie jestem osobą, którą by kiedykolwiek pokochała, to uważam, że sprawa jest już chyba zamknięta.
Czy jest jeszcze jakiś cień szansy na odwrócenie na korzyść tej sytuacji? Czy dać sobie spokój?
Pozdrawiam i proszę o pomoc