Od jakiegoś czasu zauważyć można pewien niepokojący nurt na naszym rodzimym rynku pracy. Praca staje się powoli przekleństwem, wręcz karą w obowiązkowym systemie pracy. Niby minęły czasy niewolnictwa, ale jak nazwać pracę robotnika pracującego w prywatnej firmie za marne grosze i jeszcze zostającego po godzinach? Pracownik nie protestuje, nie odzywa się, bo przecież doskonale wie, że na jego miejsce jest dziesięciu chętnych, a i pracę w okolicy będzie mu ciężko znaleźć. Pracownicy o wyższych kwalifikacjach, pracownicy agencji reklamowych, agencji pracy tymczasowej, pracownicy koncernów itd.- oni wszyscy powoli stają się ofiarami wyzysku. Co prawda nie zarabiają marnie, ale również pracują ponad miarę. Firmy zabierają prywatność oczekując pełnej dyspozycyjności, ciągłej kreatywności i zaangażowania. Stąd już niedaleko do wypalanie zawodowego, depresji i różnego rodzaju leków.
Współczesny wyzysk nie dotyczy już tylko klas niższych, pracowników fizycznych. Człowiek wszedł w rolę kontrolowanego narzędzia i nieważne czy pracuje przy biurku, czy fizycznie.
Dziewczyny podzielcie się waszymi spostrzeżeniami, jak jest u was w pracy, zostajecie często po godzinach, szef krzyczy?