Rozstaliśmy się z Moim Ukochanym w środę, po 1,5 letnim związku... z powodu jego już nie tak silnych uczuć.. później dowiedziałam się, że kocha koleżankę z klasy.. i mnie jednocześnie.. On ma chłopaka sama.. a ja miałam Mojego. To był ogromny cios.. Mimo to zaproponował kino, w sobotę. W Piątek też się widzieliśmy, rozmawialiśmy.. On płakał.. tęskni za mną. Ja za Nim mocno też. Całowaliśmy się.. Kochaliśmy się.. Było przez moment jak dawniej.. Ale on nie potrafi ranić mnie już podobno.. to boli.. po takim czasie. Ja bardzo się zaangażowałam, jemu oddałam wszystko co miałam. To on był moim pierwszym partnerem seksualnym. I nie żałuję tego. Jest naprawdę wrażliwym i troskliwym mężczyzną.. o jakim zawsze marzyłam.. To był bardzo poważny związek jak na 18nastolatków. Imprezy rodzinne itd.. Wczoraj w nocy rozmawialiśmy ponad godzinę... usłyszałam 'Kocham Cię, Kocham Cię,Kocham Cię" aż oczy się zaszkliły i gorąco mi się zrobiło. Dziś pojechaliśmy do kina, mimo, że wczoraj się prawie rozmyślił. Ale w nocy postanowił :" jedziemy" z początku ciężko było. Uśmiechałam się jakby nic się nie stało. Próbowałam nie płakać. w Kinie zaczął mnie zaczepiać. dmuchać w moje włosy.. czułam jego delikatne objęcie gdy czekaliśmy w kolejce. Siedząc w kinie, zaczął się przytulać sam do mnie, łapać za dłoń.. spoglądać mi głęboko w oczy. Robił to wszystko jakbyśmy byli parą!! Później on mnie obejmował przez bardzo długi czas. Było pięknie. Wychodząc z kina, za rękę nie chciał złapać mnie. Na peronie przytulił mnie jeszcze bo płakałam już.. W pociągu też się przytulał, mnie obejmował.. tak całą podróż. Pytałam Go, czy jeśli nie byłoby tej dziewczyny z jego klasy ( też jest w klasie maturalnej) to czy bylibyśmy razem. Powiedział, że nie byłoby tej całej sprawy i rozstania. Myślałam o tym już wczoraj, że to może minąć, że gdy jej nie będzie widywał to przestanie.. Chłopak się zagubił.. Miałam mniej czasu dla Niego.. chorowałam ciągle.. (słaba odporność) Do końca nauki zostało 6 tygodni, tylko 6 ! To bardzo niewiele , później 2 tygodnie matur, dla Niego to chyba nawet 1,5 tygodnia. I prawdopodobnie nigdy więcej jej już nie zobaczy. To uczucie, jeśli w głębi duszy ją kocha naprawdę, to OSŁABNIE i ZNIKNIE... Ja już dziś zdeklarowałam się, że będę czekać na Niego.. I że chcę go rozkochać znów w sobie na nowo. Myślę, że trochę nudy i ten brak czasu wpłynęły tak na niego. Wiem, że oboje się kochamy i tęsknimy. Ale ONA stoi Nam na przeszkodzie.. Zresztą Ona sama ma chłopaka i nic nie wie o jego uczuciu. Powiedział, że zobaczymy jak to będzie.
Moje pytania :
1. Myślicie, że jest szansa na to, żebyśmy znów wrócili do siebie ?
2. Co powinnam zrobić teraz ? Czekać ? Odzywać się, nie odzywać się ? Może mamy się spotykać i spędzać ze sobą czas, żeby podtrzymywać Nasze uczucia ?
3. Jak rozkochać jego w sobie na nowo.. żeby poczuł przypływ uczuć ?
BĘDĘ ogromnie wdzięczna za jakiekolwiek wskazówki ! Proszę o pomoc..