Witajcie.
Czytałam już kilka wątków tutaj i widzę, że można być na prawdę "wysłuchanym".
Mam 22 lata i być może te doświadczone i dojrzałe Netkobiety coś mi poradzą.
Otóż studiuję i mieszkam też z chłopakiem od kilkunastu miesięcy. Wszystko jest dobrze, tylko, że zawsze musi wykluć się jakieś ALE. Chodzi mi o to, że tak sobie mieszkamy razem, jest słodko i miło i w ogóle... Ja jestem na uczelni praktycznie całe dnie, mój chłopak ma zwykle 2-3 zajęcia... ogólnie większość dnia spędza przed komputerem itd. Jak to u studentów bywa, czasami brakuje nam pieniędzy, ale ja nie chcę brać ciągle pieniędzy od rodziców, więc zasugerowałam ostatnio, że przydałaby się jakaś praca, nawet dorywcza, i zaczęłam szukać... Szukałam, nawet trochę pochodziłam ale nie wyrabiałam z uczelnią, więc dałam sobie spokój. Wszystko ok, tylko, że dziwnie mi jakoś zrobiło z tego powodu, że on chyba nie chce pracować. Jak szukałam czegoś dla siebie to i jemu niektóre próbowałam, pytałam czy by nie chciał takiej pracki... ale zawsze była odpowiedź: nie, bo za mało płacą, nie bo ja nie mam doświadczenia w tym i takie tam...
Widziałam, że było mu głupio jak widział, że ja latam między zajęciami i zarabiam jakiś grosz, no ale do stu tysięcy piorunów....! rozmawiałam z nim na ten temat, ale dostaję jakies lakoniczne odpowiedzi, o wyksztalcenie jego sie nie martwie bo skonczy dwa kierunki na dobrych uczelniach, wiec mysle ze jakas praca sie znajdzie, tylko denerwuje mnie ten jego zapal...
zadaję sobie też pytanie czy tak będzie po ślubie: non stop gry komputerowe, mecze... czy wasi faceci tez tak maja? (dodam ze z moim jesteśmy równolatkami)
Podobne tematy
Oczywiscie ze tak bedzie po slubie, ba! Jeśli po ślubie coś się zmieni to tylko na gorsze. Przecież ślub to nie jest jakaś magiczna różdżka, która wszystko naprawia, a wręcz przeciwnie..
Czesc ,jestem troche starsza od Ciebie mozna powiedzieć duzo ,przezyłam rozwod ,kilka zwiazkow,i wiesz nie wiem pisze tylko to co ja mysle ,Ty wcale tak nie musisz,jesteś młoda kobieta,wiele przed Toba,pamietaj jednak ,ze w zwiazku dwoje ludzi musi sie uzupełniac,widze,ze Ty jesteś dziewczyna ktora powaznie myśli o przyszłosci wiec on tez taki musi byc,nie mozesz pozwolic na to by w wasze zycie weszla rutyna lub cos takiego ja pracuje a on przykladny facet studiuje,zajmuje sie soba,pamietaj Ty tez sie liczysz i wiedz jedno zawsze moze byc tylko gorzej z biegiem czasu.Pozdrawiam Cie i niech Cie w koncu wysłucha,bo masz racje!!!
kurcze miałam już kilka zdań napisanych a kot wbiegł na klawiaturę i skasował
ok jeszcze raz..
chłopak nie myśli widocznie poważnie o życiu, o życiu z Tobą, o tym aby było go stać na podstawowe rzeczy itd
jest mu tak wygodnie.. o i jaka zaradna dziewczyna u boku, pójdzie kase zarabiać ..będzieMY mieli ...
nie dojrzał jeszcze.
czy Ty mu dajesz zarobioną przez siebie kasę? ?
Ojjj, Misiu -miej się na baczności..
Sama radzisz sobie świetnie , jednak nie dasz rady myśleć i zarabiać na Was dwoje.
Zastanawiam się jak dzielicie się finansami mieszkając we dwoje? Mogłabyś o tym więcj napisać? ale tak szczerze...
A ja nie do konca zgadzam sie z dziewczynami.
Sama mam 19 i pol lat, pracowalam dopiero miesiac w swym zyciu, teraz niby szukam pracy, ale tak leniwie, po tym miesiacu pracy mialam pol roku przerwy w szukaniu pracy az. Moj chlopak niby tez moglby mowic, ze nie mysle powaznie o przyszlosci, ale ja po prostu musialam "ochlonac" po tamtej pracy i mam czasem takie stany, ze nic mi sie nie chce, wiec mimo ze minelo pol roku od tamtej mojej pracy, to ja nadal nie do konca czuje sie gotowa na prace, czuje sie zalekniona, nie wiem moze mam jakas depresje ? Ale dziewczyny do licha, czy od razu to oznacza, ze nie mysle powaznie o przyszlosci ? a moj facet kiedys tez szukal tak leniwie pracy, odrzucal oferty, a teraz sama robie tak samo, wiec rozumiem go. A i moj facet juz pol roku pracuje.
Dlatego moim zdaniem nie trzeba od razu spisywac chlopaka na straty. Moja historia to pokazuje.
Na pewno nie radze mowic jemu czegos w stylu : " Ogarnij sie, wez sie za robote" czy cos takiego.. Jak mi ktos tak mowi, to od razu wsciekam sie i potem placze w poduszke, to mnie doluje. Dlatego nie radze, to zle dziala. Mozna zasugerowac delikatnie, przy czym mowiac "Wierze w Ciebie" mnie takie cos np troche podbudowuje. I daj mu troche czasu, skoro jestescie studentami, to nie ma jeszcze pospiechu, tym bardziej jak mowisz, ze jest pilnym studentem. Ja studiuje zaocznie i widzisz nie pracuje, choc powinnam. Wiec sa gorsze przypadki niz Twoj facet ![]()
To z czego żyjecie?
8 2011-03-19 00:35:47 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-03-19 00:36:47)
To z czego żyjecie?
My? Ja mam inna sytuacje, ja mieszkam z rodzicami, on tez ze swoimi rodzicami.
Choc fakt, autorka ma troche inna sytuacje i chlopak powinien sie postarac, ale tak jak mowie moze nie wszystko stracone i wszystko im sie pouklada.
Właśnie, jak się mieszka razem, to się trzeba razem starać o kasę też. A planowanie przyszłości bez pieniędzy?...marna perspektywa.
Właśnie, jak się mieszka razem, to się trzeba razem starać o kasę też. A planowanie przyszłości bez pieniędzy?...marna perspektywa.
Tez racja, dlatego radze mu troche dac czasu, raczej niewiele, bo nie moze tak byc w nieskonczonosc.
Mam pytanie, czy on będzie miał dwa kierunki skończone, bo teraz dokańcza drugi, a jeden już skończył, czy aktualnie jest dwukierunkowcem? Bo to może mieć znaczenie:) Bo jeśli jest na dwóch kierunkach, to może być bardzo absorbujące czas, energię i wtedy jestem go w stanie jakoś zrozumieć, że nie ma już sił na pracę.
Jeśli natomiast on nie dostaje od rodziców wystarczającej sumy pieniędzy, jest na jednym kierunku i nie ma jakichś ciężkich zajęć, to troszkę dziwne, ze nie garnie się do pracy.
Może te zajęcia, które ma, choć jest ich kilka, go wyczerpują? Ja mam teraz nie tak dużo zajęć, ale są one ciężkie, wyczerpujące. I to wcale nie o kolokwia chodzi, ale o robienie projektów. Napisanie paru stron projektu to cały dzień wyjęty z życia...
Jeśli on nie jest zawalony robotą, to może rzeczywiście jest leniwy i to by było niepokojące, bo mogłoby oznaczać, że w przyszłości ciężar utrzymania rodziny spadnie na Twoje barki?
Co to za tłumaczenia chłopaka? Zmęczony czy zniechęcony nauką? To nieistotne, skoro pieniędzy mało i tzeba na chlebuś dorobić. Misia, Ty to rozumiesz i zachowujesz sie dorośle, ale Twój chłopak nie. Jemu się wydaje, że mieszka z mamusią, nie z dziewczyną? I że to Twoja (tak jak matki) powinność, żeby bylo co do garnka włożyć?
13 2011-03-19 10:44:46 Ostatnio edytowany przez Czarnuszka (2011-03-19 10:46:26)
Skoro już mieszkacie razem to razem powinniście dbac o utrzymanie , dlaczego Ty masz tylko pracowac starac się a on co ? tylko na komputerze będzie siedział? Studiujecie tym bardziej pieniądze są Wam potrzebne. Siedzi i ma dużo czasu to zamiast grac powinien sie wziąśc za szukanie pracy np. w internecie. Mi się wydaje ze jemu jest tak po prostu wygodnie. Jak będzie wybrzydzac to wiadomo że niczego nie znajdzie a tym bardziej nie będzie miec doświadczenia bo niby skąd. Ja też teraz szukam pracy nie powiem jest z tym ciężko ,ale sie staram i w końcu znajde. Mam mieszkanie i chce z moim razem już zamieszkac ,ale powiedział mi że najpierw muszę sobie znaleśc prace żebyśmy byli w stanie sie utrzymac. Według mnie to powinnaś coś zrobic z tym żeby jednak też był odpowiedzialny i pracował ,żeby Wam było lżej. Wspólne mieszkanie to wspólne decyzje, ale i też wspólne obowiązki.
Mój były też nie chciał pracować. Zaczęliśmy mieszkać wspólnie, najpierw było słodko i różowo, jednak później problemy zaczęły się piętrzyć.Po roku naszego związku zamknął firmę, która i tak się rozpadła bo zaniedbał biuro, chociaż ja mu pomagałam jak mogłam będąc na studiach. Jednak nie mogłam wyrobić ze wszystkim - dom, uczelnia, dawałam jeszcze korepetycje...a gdzie jakieś spotkania ze znajomymi...mogłam o tym zapomnieć. Dopóki mógł, brał kredyty. Potem zaczęły się długi...a każda rozmowa o pójściu do pracy kończyła się awanturą. Bo za mało zarobi a jeszcze na dojazdy straci itp...Dodam, że ten mój były był kilka lat starszy ode mnie, i tak na dobrą sprawę to powinien myśleć o jakiejś stabilnej przyszłości, bo przecież miłość nas nie utrzyma i nie wykarmi. Odeszłam po 3 latach. Do dziś mam jeszcze nieuporządkowane studia, mimo że upłynęło już kilka lat. Jeśli nie chcesz sobie zmarnować życia, postaw mu sprawę jasno. Albo pójdzie do pracy, albo Ty pójdziesz w drugą stronę a on zostanie sam. Przykre, ale wtedy przekonasz się, czy mu na Tobie zależy naprawdę. Tu chodzi o waszą przyszłość, a wiadomo, że kasa nie spada z nieba. pozdrawiam:)
Witaj.
Moi synowie, w okresie studiów ( dzienne) dosłownie " biegali" za pracą.
Imali się wszystkiego: udzielali korepetycji - zazwyczaj w soboty i niedziele, spisywali liczniki wodomierzy- praca okresowa na umowę, jakieś inne jednorazowe prace zlecone na komputerze, ankiety, w okresie wakacji jeździli za granicę na zbiór truskawek,a raz jeden z synów( naukowiec) pracował na lotnisku przy myciu garów, drugi ( ekonomista) w jakiejś fabryce dźetów i cekinów. Godzili naukę z pracą. Nie goniliśmy ich do pracy,ale chcieli mieć jakieś swoje pieniążki to wiedzieli, że " bez pracy nie ma kołaczy'.
Myślę, że po prostu trzeba czuć ten obowiązek pracy, zarabiania chociaż w części na swoje potrzeby, a nie liczyć tylko na many od rodziców. Twój chłopak, chociaż to przecież już dorosły człowiek, nie widzi takiej potrzeby, woli spędzać czas przy komputerze na grach, oglądać mecze...pracy nie podejmie , bo za mało płacą, albo wykręty, że brak doświadczenia. Doświadczenie nabywa się w trakcie pracy. Chyba nie myśli, że po studiach zaraz zajmie jakieś wysokie, odpowiedzialne stanowisko i zarobi dużo kasy.
Moim zdaniem masz słuszne obiekcje, bo niepokoisz się co będzie w przyszłości, a planujecie związek na stałe.
Nie bierz wszystkiego na swoje barki, gdy tymczasem on " spoczywa na laurach" i zagoń go do roboty, im wcześniej tym lepiej dla Waszego związku.
Serdecznie Cię pozdrawiam.
Ja nie spisuję go na straty ale za długo to taka sytuacja nie może trwać bo później będzie mu jeszcze ciężęj zabrać się za szukanie i łażenie za pracą, a poza tym no halo dziewczyna tu sobie flaczki wypruwa a on przed kompuetrekiem siedzi ![]()
Porozmawiaj z nim że nie pasuje Ci taki stan rzeczy że chciiałabyś aby i on starał się w miarę możliwości dokładać do mieszkania jedzenia.. aby miał na podstawy. wiadomo że student nie rozwinie skrzydeł i nie będzie od razu zarabiał niewiadomo ile ale naprawdę zarabianie choć częśći potrzebnych pieniędzy przynosi satysfakcję mobilizuje poprawia nastrój a i zdobywa się doświadczenie na przyszłość nieważne jaka by to praca nie była.
nie studiowalam to nie wiem jak jest
ale gdy sie wyprowadzilam z domu nigdy nie poprosilam o grosz od matki, nigdy nie dostalam, bo niby z jakiej racji??
to co rodzice maja utrzymywac bo dzieci studjuja 15kierunkow bo po pol roku co raz zmieniaja?
chodzi mi o to ze trzeba stanac na nogi, gadki typu ":zamalo placa" sa conajmniej glupie! przeciez siedzac przed komputerem nic nie zarobi! ja wzielam to na honor i nawet jak mieszkalam z rodzicami i np jezdzilam ich samochodem to i tak tankowalam bo niby z jakiej racji mieliby placic za moje wycieczki? ja tak uwazam, ze jak sie konczy jakis tam wiek to trzeba odciac pepowine, bo ciagnac z rodzicow mozna pewnie dlugo, ale oni pracuja cale zycie na dzieci? a co im zostaje? im tez sie nalezy! i w zyciu mam nadzieje ze moje dzieci nie wyrosna na takich sepow!
to juz nawet mneijsza z tym czy jest sie mezczyzna czy kobieta, ale warto pracowac
-z szacunku do rodzicow aby ich odciazyc
-z satysfakcji bo chocby to bylo 5zl za umycie okna to to jest twoje 5zl!
-dla dowartosciowania sie ze umie sie zarobic wlasnie pieniadze
-dla rozwijania sie, bo mysle ze jakakolwiek praca daje nowe znajomosci i perspektywa jak to jest
-i co najwazniejsze, nauczy pokory i szacunku to kazdego grosza gdy w te 5zl wsadzi sie duzo pracy aby je zarobic...
ale takie lewusy co siedza przed kompem po co maja pracowac? przeciez kasa od rodzicow nic nie wymaga i co mnie obchodzi czy rodzice musza zasowac po 12h zeby mi dac? czy moze odmawiaja sobie? co mnie to obchodzi to ich bobowiazek...
przeraza mnie takie myslenie!! rodzice kochaja dzieci-studencikow a oni po porstu wykorzystuja ich
i brawo autorce tematu, dobrze zrobila ze choc probowalam, to znaczy ze ma ambicje byc samodzielna!
a facet...skonczy 2 kierunki, nie dostanie pracy w zawodzie i bedzie dalej czekac przed kompem az ktos sypnie mu tysiacami zlotych za nierobienie nic!
MisiaZdzisia pozwolę sobie dorzucić męski punkt widzenia. Ogólnie zgadzam się z tym co netkobietki ci napisały, ślub to żadna magia i nie zmienia człowieka a leniwy facet dobrze nie rokuje. Dzisiaj to nic wielkiego, że ktoś studiuje dwa kierunki, trzeba jeszcze umiejętnie tą wiedzę wykorzystać a od ludzi po studiach wymaga się więcej, więc jak ktoś studiuje ciężki kierunek i myśli, że teraz się po męczę przez 5 lat a potem będzie łatwiej, to się nie miło rozczaruje. To zabobony jeszcze z PRL-u. Dzisiaj nikt nie płaci za papier a konkurencja w firmach jest ostra. Studia jakkolwiek ciężkie by nie były to tak naprawdę "inkubator" w porównaniu do realnego życia. Pewnym "pocieszeniem" może być fakt, że rzadko się zdarza aby 22 latek był dojrzałym facetem, może być tak, że coś mu się potem odmieni i stanie na wysokości zadania, dostanie dobrą prace i wszytko będzie ok. ale...może, to nie na pewno . Z własnego doświadczenia wiem, że ci z moich kolegów którzy biegali za pracą jeszcze na studiach dają sobie radę, a ci którzy "podniecali" się swoimi dyplomami motają się do tej pory
ahhhh, dziękuję wszystkim za rady i porady ![]()
na wstępie pragnę tylko powiedzieć, żeby po jednym poście nie określać kogoś jako: "lewusy co siedza przed kompem po co maja pracowac" bo z całą pewnością ja tak o Nim bym nie powiedziała. Myślę, że jest to dość obraźliwe, a ja nie mam zamiaru nikogo obrażać, chcę tylko ZROZUMIEĆ dlaczego tak się zachowuje.
Nie wiem, inteligentny z niego chłopak, też myśli o wspólnej przyszłości tylko właśnie o to chodzi, że on chyba chce mieć od razu dobrą pracę (bo pracował już dorywczo kilka tygodni i dobrze zarabiał). Ja nie mówie, że poszłabym gdzieś tyrać dorywczo za 5zł/h bo to się mija z celem, jeszcze mieszkając w miejscu gdzie podstawowe produkty są dość drogie.
Obserwuje już to wszystko od jakiegoś czasu i wiadome, niepokoję się. Kocham go i chcę z nim być, dlatego będe rozmawiać, próbować rozumieć i tłumaczyć. Po prostu chcę żebyśmy żyli spokojnie, nie martiwąc się, że braknie do 1szego, żebyśmy mogli zapewnić swoim dzieciom jakieś normalne życie.
Dam Wam dziewczyny taką radę, którą pewnie nie raz już tu przeczytałyście, ale jeśli się powtórzę to będzie potwierdzenie że tak jest: Źle jest, kiedy jest komuś ZA dobrze. Nie wolno nikogo wyręczać w tym, co sam może zrobić, dawać, wszystko co zechce, wyprzedzać prośby, zaspokajać wszystkie potrzeby. Od czasu do czasu -OK, ale nie ciągle. To się zwykle niedobrze kończy dla obu stron.
Jeszcze raz dziękuję wszystkim ![]()
ups, sorry
zapomniałam, że mężczyźni też sie tu wypowiadają, tak więc ta rada też jest dla Was, panowie
adamantan, dzięki za ten męski punkt widzenia
Cześć. Odpowiadając na twoje pytanie, to niestety dokładnie tak samo będzie po ślubie. Wygląda na to, że twój facet ma o sobie za duże mniemanie. Dobre wykształcenie to jedno, ale znalezienie dobrze płatnej ii satysfakcjonującej pracy to już zupełnie co innego. W każdym razie tekstami typu "nie mam doświadczenia" tego doświadczenia nie zdobędzie. Ty możesz z nim rozmawiać, prosić, grozić, ale to się chyba na niewiele zda. Ja na twoim miejscu postawiłabym mu twarde ultimatum, chociaż to może się skończyć rozstaniem. Z drugiej strony, po co Ci facet, który wszystko zostawia na twojej głowie? Ja bym w to nie weszła... Pozdr.
A Ja rozumiem doskonale autorke posta. Też jak zaczynałam prawie 2 lata temu mieszkać z chłopakiem ( teraz już narzeczonym od 5 miesięcy ) i też ciężko znaleźć mi było pracę ale On to rozumiał, wiedział jaki jest POLSKI rynek pracy. Albo nie chcą bez doświadczenia, albo chcą z grupą inwalidzką.. dlatego też dałam sobie spokój i w najmniej oczekiwanym momencie poszłam sobie do U. P gdzie od ponad 2 lat nie było ofert pracy, a jak już były to wymagania takie, że głowa mała i jak poszłam to dostałam pracę ( staż ). Co prawda obecnie uczę się na zupełnie innym kierunku ( zaocznie ) niż wykonuje swoją pracę ale nie rezygnuję bo każde pieniążki są przydatne, nawet jakbym miała pracować za jakieś 300 zł to bym poszła i pracowała. Na stażu mam prawie 900 zł i po cichutku liczę, że jak nabiorę doświadczenia, jak nauczę się tego czego się obecnie tam uczę to zostanę na dłużęj. I również poszłam do tej pracy " goła " zero wiedzy.
Nie naciskaj Go, bo to do niczego dobrego nie doprowadzi. Porozmawiaj z Nim na spokojnie, że podjęliście Razem decyzje o wspólnym zamieszkaniu i bardzo byś chciała abyście Razem pracowali na Wasz dom, waszą przyszłość.
Niestety niektórzy studenci żyją iluzją. Studiuję więc jak skończę dostanę pracę, teraz muszę jedynie pracować na ocenę dyplomową. Brednia. Nie liczy się papier, tylko doświadczenie.
Ja pracuję w weekendy. Szukam jeszcze dodatkowego zajęcia, które mogłabym wykonywać w tygodniu, bo dla mnie praca w weekendy to jednak trochę za mało. Mimo zajęć mam jeszcze trochę czasu popołudniami. Nie muszę pracować, bo mam rentę (ze względu na moje problemy zdrowotne). Fakt, gdy wracam wieczorami z pracy (np. przed chwilą) to czuje się fatalnie. Moje zdrowie nie pozwali mi, abym była całe 8 godzin na nogach (w tym ok 30 min siedzenia na przerwie, reszta stanie). Ale pracuję. W moim miejscu pracy spotykam znajomych ze studiów (zdrowych, bez pracy). Czasami widzę ich głupie uśmieszki, bo oni przecież studiują, nie mogą pracować. Jeszcze zobaczymy, kto będzie się śmiał ostatni
Odkąd zdałam maturę zaczęłam pracować i tak jest cały czas. Byłam za granicą. Nie biorę pieniędzy od rodziców, którzy zabronili mi pracować. Bo przecież mam rentę, całkowitą niezdolność do pracy i zdrowie mi na to nie pozwala. Ale pracuję, bo moje sumienie nie pozwali mi na to, aby brać pieniądze od rodziców. Tym systemem udało mi się nawet odłożyć sporą sumę na koncie, mój bilans miesięczny ciągle wychodzi na plus. Zresztą nie chcę być całe życie na utrzymaniu państwa. To są marne pieniądze, wolę pracować.
Mój chłopak teraz nie ma pracy, ale pracował gdy się poznaliśmy więc jest jakiś cień nadziei. Jednak jeżeli za jakiś czas nic nie znajdzie, nawet nie będzie próbował to będę poważnie się zastanawiała nad sensem związku. Fakt pieniądze nie są żadnym wyznacznikiem Ale nie można się oszukiwać, bez nich nic się nie układa. W sumie to nie chodzi o pieniądze, ale o zwyczajną zaradność, plany, cel w życiu. Ja nie chcę w mojej przyszłości egzystować, chce poprostu normalnie żyć nie liczyć na pieniądze z nieba.
a ja kiedys myslalam podobnie jak Wy, ale zmienilo mi sie. A kiedys tez myslalam, ze bede pracowac od 18 roku zycia i ze bede taka pracowita i co ? Mam 19 i pol lat i nie pracuje, mimo ze powinnam, ale w sumie, gdyby nie ten empik, gdyby przedluzyli umowe, to sprawy mialyby sie inaczej i pracowalabym juz az pol roku, no ale wyszlo jak wyszlo i psychicznie musialam odpoczac ( w pracy mowili ze nie przedluzaja bo nie spisalam sie ale raczej klamali ) , a poza tym jestem len, wiec odkladalam szukanie pracy w nieskonczonosc , mimo ze mialam zamiar szukac pracy juz pare meichow temu, a wyszlo jak wyszlo, rzucilam slowa na wiatr, a rodzice mi studia oplacili, ten rok, ale biore sie w garsc ![]()
Nie jestem zwolenniczka takiego oceniania ludzi, bo moj chlopak tez poczatkowo krecil nosem i szukal pracy poltora roku, a teraz pracuje juz pol roku, dzieki pomocy ciotki i znajomosciom, ale pracuje. Zarabia niewiele ponad 1000 zl, ale takie czasy. do tego studiuje jak ja zaocznie, wiec tez dlugi czas chyba 2 lata, rodzice mu oplacali, tez byli wspanialomyslni ![]()
Ja nie zgodzilabym sie np za 300 - 600 zl pracowac, raczej nie. On takze. Dla mnie to bylby wyzysk. I tak nie bylam zbyt zadowolona, ze pracujac w empiku na 3/4 etatu zarabialabym gora 800 zl, a na caly 1000 zl. Patrzac na to jaka jest praca w empiku to takze jest wyzysk, ale pominmy. Moj kochany tez nigdy nie chcial pracowac w jakis mcdonaldach, ja tez, choc wiem, ze tam latwo mozna zlapac prace. Ale dla mnie tam tez jest wyzysk i nie ejstem robotem, zeby tak szybko zapierniczac.
Wiesz Misiu, raz jeszcze przeczytałam Twojego pierwszego posta...a następnie kolejnego.
Różnią się diametralnie-pierwszy rozżalony, drugi-..."nic się takiego nie dzieje, dam sobie radę"....
Coś Cię wystraszyło...takie mam ważnie ...i przypuszczam że jesteś bardzo lojalna wobec chłopaka-stąd ten rozstrzał.
Wpierwszym poście piszesz:
"mój chłopak ma zwykle 2-3 zajęcia... ogólnie większość dnia spędza przed komputerem(...)czy tak będzie po ślubie: non stop gry komputerowe, mecze..."->rozumiem, ze tak spędza czas w domu.
a dalej:
"Ja nie mówię, że poszłabym gdzieś tyrać dorywczo za 5zł/h bo to się mija z celem, jeszcze mieszkając w miejscu gdzie podstawowe produkty są dość drogie."
cóż , wydaje mi się że praca za 5zł to o wiele lepsze rozwiązanie niż to co tak Cię mierzi-czyli marnotrawienie czasu przed kompem.
Bo jeśli nie chce pracować za piątaka ( a i taka praca to sporo-doświadczenie, poszerzenie kwalifikacji, może poszarzenie grona znajomych...ludzie pracują charytatywnie-w wolontariacie i to później bardzo procentuje:))), to ten sam czas, który spędza przed komputerem mógłby poświecić poszukiwaniom lepszych ofert.
Nie chodzi więc o ambicje-tych najwyraźniej nie ma...bo 2 kierunki to zaden wyczyn w obecnych czasach.
"będę rozmawiać, próbować rozumieć i tłumaczyć."
robiłaś to do tej pory.
Jesteś tak wyrozumiała i ugodowa-wspaniale. Ale może pora żebyś zadbała o własne potrzeby i poszła za emocjami, które dało się wyczytać między słowami w pierwszym poście.
Chcecie żyć jak dorośli , odpowiedzialni ludzie-stawcie czoło dorosłym problemom. Oboje.
btw. być może umknęło ci moje wcześniejsze pytanie, ponawiam je więc- skąd macie pieniądze na utrzymanie? Skąd on je ma, że pozwala sobie na komfort nie-pracowania.
MisiuZdzisiu,podczytuje czasami to forum i po twoim poscie postanowilem odezwac sie.
Moim zdaniem dzwoneczek alarmowy ktory zadzwonil Ci w glowie jest jak najbardziej prawidlowy i nie powinnas go lekcewazyc czy zagluszac.
Facet musi miec instynkt zarabiania pieniedzy, to on ma w przyszlosci zapewnic byt rodzinie.
Uwazam ze praca jest, szczegolnie dla studentow majacych czas. Jestem po drugiej stronie problemu i szukam dorywczych pracownikow do pomocy w pracach domowych i nie moge znalezc chetnych. Nie moge znalezc chetnych do pracy mezczyzn, wiec mam kilka dyzurnych studentek ktore zawsze sa chetne posprzatac mieszkanie, uporzadkowac ogrod, pomalowac plot itp.
Jest w tym niestety jakas patologia.
Bedac jeszcze licealista zarabialem na budowach, poznalem kilku podobnych mi kolegow. Po 30 latach kazdy z nas doskonale radzi sobie na rynku pracy, kazdy ma wlasny dom, jest dobrze osadzony w realiach. Kazda praca nawet taka najprostsza uczy relacji z pracodawca, uczy relacji z innymi pracownikami a przede wszystkim uczy zdobywania nastepnej lepiej platnej pracy.
Problem ktory poruszylas nie dotyczy tylko Ciebie, znam wiecej podobnych przypadkow i jest w tym cos zlego.
Mieszkam w Polsce, pracuje za granica, trafiaja do mnie do pracy mlodzi chlopcy w wieku twojego partnera. Tam, na zachodzie ,czy w Europie jak wolisz, dorabianie od 14go roku zycia jest norma i swiadczy i wartosci mlodego mezczyzny.
Potwierdzam to co napisał Facet50+. Ja też ciągle szukam młodych chłopaków do pomalowania płotu, skopania ogrodu czy porąbania drewna kominkowego. I nie ma ich. Kobiety biorą każdą pracę, mężczyźni grymaszą. Coś tu jest nie tak!
Heh i ty sobie tym pajacme jeszcze głowe zawracasz? wierzyć mi się nie chce no! Dam Ci porównanie które mam andzieje podsunie Ci rozwiązanie: ja i mój facet też jesteśmy studentami, mamy dziecko 4 letnie i mieszkamy sobie w 3 w Krakowie. Nasze rodizny oczywiście dosyć daleko od nas. Ja pacuję i studiuję zaocznie, mój facet studiuje dziennie, prowadzi stronę internetową (pierwsza praca), dorabia na stoisku z książkami (druga praca) i robi kostiumy oraz części do nich (3 praca dorywcza). Oprócz tego razme zajmujemy się małą, domem i znajdujemy jeszcze czas na jakies hobby czy relaks. Mam nadzieję, że to Ci da do myślenia. Ten facet będzie takim obibokiem już całe życie w niczym Ci nie pomoże zapomnij! Eh nie wiem czasami jak zaglądam na to forum to mam wrażenie, że spora ilość kobiet nadal naiwnie mysli niczym 15latki "on sie zmieni" "bedzie lepiej" zamiast byle pajaca olać w cholere. Dziewczyny otwórzcie trochę oczy!
MisiaZdzisia widac, ze masz za duza wiare w idealizowanie przyszlego formalnego zycia we dwoje, a stanowczo za malo doswiadczenia w odroznianiu jednego od drugiego. Przeanalizuj milosc i ew.obowiazki obojga we wspolnym zwiazku. A tylko po to aby zaoszczedzic sobie ROZCZAROWAN jakie niesie niedopasowanie pod tym wzgledem .Bo milosc nawet ta najbardziej namietna moze wam nie wystarczyc gdy przyjdzie o zobowiazania wynikajace z bycia razem. Odpowiedzialnosc to nie tylko mowienie i obiecywanie , ale przede wszystkim CZYNY majace zapewnic byt i sytabilnosc waszej przyszlej rodzinie , a nie rozdzwieki i oskarzenia konczace sie pretensjami lub awanturami. Uwazam , ze dobra i uczciwa ROZMOWA jest kluczem do porozumienia sie w tej delikatnej kwestii. Byc moze, twoj partner jest odpowiedzialnym facetem i byc moze wlasnie jego punkt widzenia na sprawe ew. pracy jest wlasciwy. ? Nie wiem. Ale podejrzewam , ze ma wobec ciebie odpowiedzialne zamiary.Zycie czesto pokazuje, ze nie zawsze nasze obawy sa slusznie i nie zawsze je wlasciwie oceniamy. Rozmawiajcie szczerze i dowiedzcie sie czy nadajecie na tych samych FALACH.Zycze powodzenia.
Widzę tu dwa diametralnie różne podejścia do pracy - po jednej stronie jesteś Ty Misiu, a po drugiej Twój chłopak. Dla mnie w pewnym momencie stało się naturalne, że łapię się jakiejkolwiek pracy, żeby odciążyć mamę. Studiuję, ale staram się pracować w weekendy i czasem popołudniami, chociaż bywa ciężko wszystko pogodzić. Moim zdaniem mając te 20-kilka lat i studiując trzeba wyrabiać w sobie budowanie relacji z szefem, ludźmi z pracy, uczyć się dobrej organizacji czasu. Ja staram się zaczepiać tam, gdzie akurat jest coś interesującego, ale gros godzin spędziłam na wolontariacie, co wcale nie uważam za stracony czas. Praca studenta ma dużo plusów: tworzą się nowe znajomości, jakieś sieci kontaktów, można liczyć, że ktoś poleci Cię dalej. A przede wszystkim inaczej wydaje się swoje pieniądze, uczy się do nich szacunku. I nie oszukujmy się - nie od razu Kraków zbudowano, czasem trzeba popracować za śmiesznie brzmiące wynagrodzenie.
Myślę, że mieszkanie razem i utrzymywanie się w 100% tego, co dają rodzice to taka udawana dorosłość.
Mój chłopak teraz nie ma pracy, ale pracował gdy się poznaliśmy więc jest jakiś cień nadziei. Jednak jeżeli za jakiś czas nic nie znajdzie, nawet nie będzie próbował to będę poważnie się zastanawiała nad sensem związku. Fakt pieniądze nie są żadnym wyznacznikiem Ale nie można się oszukiwać, bez nich nic się nie układa. W sumie to nie chodzi o pieniądze, ale o zwyczajną zaradność, plany, cel w życiu. Ja nie chcę w mojej przyszłości egzystować, chce poprostu normalnie żyć nie liczyć na pieniądze z nieba.
Powiem szczerze , że nie spotkałem się jeszcze z taką kategoryczną postawą co do możliwości zakończenia związku z uwagi na nie wypełnienie konkretnie postawionych warunków , w tym przypadku można powiedzieć warunku zatrudnienia , pracy na samego siebie . Piękne połączenie uczucia z rzeczywistością , ale tak chyba trzeba robić , tylko wtedy można sprawdzić czy partner myśli o nas poważne , szanuje nas oraz naszą wizję przyszłości i czy patrzy w tę samą stronę .
Jestem tym bardziej oczarowany , ponieważ widzę , że w pierwszej kolejności wymagasz od siebie , dając tym jakby przykład i motywując do działania . Na prawdę jestem pod wrażeniem , tylko gdzie szukać takich dziewczyn , które obalają mit lecących na kasę "panienek" , same pracując jak widać nieraz ciężej , albo nawet w ogóle zamiast ich facetów .
WITAJCIE.moja sytuacja jest straszna mój obecny chłopak nie pracuje i chyba tego nie lubi. Ja i moje dzieci żyjemy z moich pieniędzy tzn mam zasiłek dla bezrobotnych i alimenty na dwoje dzieci. a jeszcze najgorsze jest w tym że wypomina maluchom jedzenia a sam jadł by nie wiadomo co. mieszkamy u niego od nikogo nie mam pomocy nie mamy dokąd pójść co robić ? nie mam już siły mu tłumaczyć żeby nie krzyczał na moje dzieci.
tez kiedys mieszkalam z chlopakiem przez prawie rok, mielismy wspolna kase i chociaz pieniadze nie byly wcale powodem rozstania, to jednoznacznie moge doradzic, ze choc razem mieszkacie, rozgraniczcie swoje fundusze.
skad w tej chwili macie pieniadze? domyslam sie, ze nadal utrzymuja Was rodzice. placcie za mieszkanie, rachunki itp po polowie i pozostale pieniadze niech kazde z Was traktuje jak tylko swoje. moze jak Twojemu chlopakowi zacznie brakowac kasy pod koniec miesiaca, to sam zajarzy, ze warto by popracowac?
nie widze powodu, dlaczego mialabys pracowac i go utrzymywac. ja rozumiem, zebyscie sobie pomagali itp, ale skoro Twoj chlopak nawet nie wyraza chceci pomocy 'bo mu sie nie chce', to zle to wrozy.
placcie za mieszkanie, rachunki itp po polowie i pozostale pieniadze niech kazde z Was traktuje jak tylko swoje. moze jak Twojemu chlopakowi zacznie brakowac kasy pod koniec miesiaca, to sam zajarzy, ze warto by popracowac?0.
Zgadzam się - moim zdaniem w Waszej sytuacji to najrozsądniejsze wyjście - dzielić wszystko po pół. Wszystkie podstawowe rzeczy - rachunki, jedzenie, zakupy do domu. Oczywiście, bez jakiś szaleństw typu "wisisz mi 2,13zł bo kupiłam chleb i masło", ale też bez przymykania oczu zbyt często.
Ja mieszkam z moim facetem prawie dwa lata, i przyznam że ten system się sprawdza, z prostego powodu - skoro coś ejst WSPÓLNE, to dwie osoby powinny mieć w tym równy udział. Mój partner zarabia sporo, moje finanse są mniejsze (od rodziców plus kredyt ministerialny), ale nie wyobrażam sobie że on np. płaciłby z tego powodu wszytskie rachunki.
hejka
vanila zgadzam się z tobą całkowicie tylko trzeba byłoby być bardzo kąsekwętny na koniec tego miesiąca
pozdrawiam serdecznie
wypomina maluchom (...) nie mam już siły mu tłumaczyć żeby nie krzyczał na moje dzieci.
no i czego oczekujesz pisząc tu?
Nie ukrywam, ze złoszczą mnie Twoje słowa
I złoszczą mnie matki, które kierując się własnym egoizmem (pod -pozorem dbałości o byt) pozwalają by ktoś krzywdził ich dzieci.
Nawet jeśli tym kimś jest ojciec dzieci (tak jak to miało miejsce w moim przypadku). Moja matka wybierała zawsze dobro i wygodę swojego Pana męża, a pośrednio - swoje .
Twoje dzieci Ci tego nie zapomną....
Mieszkasz z egoistą, leniem i palantem. Dlaczego u licha fundujesz swoim dzieciom obcowanie z takim zerem?
Tylko nie wytaczaj argumentu mieszkania: są instytucje powołane do tego by samotne kobiety z dziećmi nie tułały się po ulicy-trzeba ich tylko poszukać.
off
kąsekwętny
o mamo! tę perełkę, warto zachować:)))
będąc studentką szukam pracy ale jakoś nie mogę jej znaleźć... zastanawiam sie czemu tak jest? czy to poprostu brak wytrwałości w szukaniu? byłam w pośredniaku ale nie zadzwonili... i co teraz? rodzice sa tego zdania ze lepiej abym postawila na nauke a pracować jeszcze się napracuje...
koncz jak najszybciej ta znajomosc bo to nie ma sensu. dobrze ze zamieszkalas z nim i przekonalas sie jaki jest jak teraz nie mysli o tym zeby znalesc prace to i pozniej nie bedzie mu do tego spieszno bedzie siedzial przed kompem a ty bedziesz pracowac na nieroba szkoda czasu dla takiego faceta chyba ze sprobuj dac mu do zrozumienia ze jak sie nie zmieni to go zostawisz powiedz mu ze musi byc troche bardziej odpowiedzialny .jesli przestraszy sie ze go zostawisz i zacznie myslec jak dorosly czlowiek to bedziesz wiedziala ze mu na tobie zalezy i ze beda jeszcze z niego ludzie ale szczerze to watpie
Małgorzatka napisał:
Mój chłopak teraz nie ma pracy, ale pracował gdy się poznaliśmy więc jest jakiś cień nadziei. Jednak jeżeli za jakiś czas nic nie znajdzie, nawet nie będzie próbował to będę poważnie się zastanawiała nad sensem związku. Fakt pieniądze nie są żadnym wyznacznikiem Ale nie można się oszukiwać, bez nich nic się nie układa. W sumie to nie chodzi o pieniądze, ale o zwyczajną zaradność, plany, cel w życiu. Ja nie chcę w mojej przyszłości egzystować, chce poprostu normalnie żyć nie liczyć na pieniądze z nieba.
Powiem szczerze , że nie spotkałem się jeszcze z taką kategoryczną postawą co do możliwości zakończenia związku z uwagi na nie wypełnienie konkretnie postawionych warunków , w tym przypadku można powiedzieć warunku zatrudnienia , pracy na samego siebie . Piękne połączenie uczucia z rzeczywistością , ale tak chyba trzeba robić , tylko wtedy można sprawdzić czy partner myśli o nas poważne , szanuje nas oraz naszą wizję przyszłości i czy patrzy w tę samą stronę .
Jestem tym bardziej oczarowany , ponieważ widzę , że w pierwszej kolejności wymagasz od siebie , dając tym jakby przykład i motywując do działania . Na prawdę jestem pod wrażeniem , tylko gdzie szukać takich dziewczyn , które obalają mit lecących na kasę "panienek" , same pracując jak widać nieraz ciężej , albo nawet w ogóle zamiast ich facetów .
Jak zaczęłam czytać Twoją opinię co do fragmentu mojego postu, myślałam że zobaczę: "jaka materialistka" itp.
Nie mogę wymagać od chłopaka, skro nie wymagam od siebie. Swoją drogą chyba jest to zasługa mojego ojca, który powtarzał mi: "Zadbaj o swoje wykształcenie, pracę tak abyś nie była zależna w swoim życiu od żadnego faceta." W sumie chyba to wypełniam, bo zwracam uwagę przede wszystkim na to jak to zaprocentuje w mojej przyszłości, a dopiero później w "naszej" przyszłości, czyli mojej i partnera. Może to trochę egoistyczne podejście, ale czytając tutaj historie kobiet, które po kilkudziesięcioletnim stażu małżeństwa odchodzą bo bije, nie szanuje, nie pracuje etc. myślę że warto. Zostają z niczym, bo przez te lata małżeństwa nie pracowały, tylko zajmowały się "księciem".
@Małgorzatka , to co mówisz o swoim kontakcie z ojcem , tylko potwierdza to co czytałem niedawno w jakimś tygodniku o roli ojca w wychowaniu dzieci , która to wbrew pozorom jest większa niż może nam się wydawać i dobry , zdrowy kontakt ojca z dziećmi , może im w życiu dać dużo pozytywnych efektów .
Drugą część twojej wypowiedzi również popieram , a potwierdzam to tym ,że czytałem co 30/40/50-paro latki mówiły o "mądrości" jaką z perspektywy przeżycia tych kilkunastu lat w związkach udanych/nieudanych , mówiły praktycznie jednym głosem , iż nauczyły się ,że o swoje szczęście muszą zadbać same i je wywalczyć, bo tak na prawdę nikt im gwiazdki z nieba nie przychyli .
p.s. co do tego egoizmu , to myślę , że jeszcze do niego daleko , w sumie , twój chłopak powinien się cieszyć ,że ma ambitną i za razem wymagającą dziewczynę , bo dzisiaj nie jest to takie oczywiste i widziałem nie raz jak te cechy nie szły ze sobą w parze , co więcej myślę sobie ,że taka dziewczyna u boku , to dla tych mniej obrotnych powinna być niezła motywacja do działania , o ile oczywiście nie każe jej się na to działanie zbyt dłużej czekać , bo racjonalny rachunek jest prosty ,że z bumelanta nie będzie nic dobrego i dziewczyna może sobie znaleźć lepszy "model" .
42 2011-03-27 23:23:28 Ostatnio edytowany przez fort (2011-03-27 23:28:01)
Dania220677 napisał/a:wypomina maluchom (...) nie mam już siły mu tłumaczyć żeby nie krzyczał na moje dzieci.
Mieszkasz z egoistą, leniem i palantem. Dlaczego u licha fundujesz swoim dzieciom obcowanie z takim zerem?
Tylko nie wytaczaj argumentu mieszkania: są instytucje powołane do tego by samotne kobiety z dziećmi nie tułały się po ulicy-trzeba ich tylko poszukać.
Tosiu to tylko w teorii jest takie proste i piękne. spojrzyj tylko na ceny wynajmu i zestaw to sobie, już nawet nie z zasiłkiem dla bezrobotnych ale ze zwykłą pensją - przepaść w latach świetlnych. A mieszkanie to podstawa.
Ze są instytucje powołane do... tak są i co??? tu facet zdycha pół godziny bez pomocy u progu szpitala bo najpierw musi czekać na instytucje powołaną do wniesienia go przez ten próg czyli pogotowie, tam bandyta wychodzi z mamra po czym dalej katuje rodzine bo instutucja szanownego sądu i więzienia stwierdziła że został zresocjalizowany (i jeszcze sie dobrze sprawował - łaskawca!), jeszcze gdzie indziej facetowi spaliło sie mieszkanie bo do instytucji straz pożarna przybiegł osobiście w piżamie a powinien był zadzwonić więc nie pojechali itd itp.
aczkolwiek popieram popieram Cie w myśli przewodniej:
Dania220677 - musisz zostawić tego pasożyta bo załatwi Ciebie i Twoje dzieciaczki!!!!!. Musisz uderzyć do burmistrza czy prezydenta w swoim miescie, jakiegość ośrodka pomocy społecznej i ŻĄDAĆ pomocy dla Was bo masz takie prawo - prawo do mieszkania i pracy. konstytucja to gwarantuje, ja wiem że w polsce konstytucja to coś brane równie poważnie jak Królewna śnieżka i siedmiu krasnoludków ale zawsze to jakiś argument. Wywalą drzwiami to właź oknem. Nie masz innego wyjscia żeby coś wygrać od życia! powodzenia Ci życze!!
rozpisałem sie coś tutaj dziś a to w końcu damskie forum to już znikam na troche:-) cześć