panie po 25roku zycia pewnie wykrztalocne, pieknei samodziele, trwaja przy panach ktorzy ich nie widza lub nie dorosli do malzenstwa czy dzieci...zawsze mowilam 2 lata chodzenia ze soba i slub albo dowidzenia, zeby nie wpedzic sie w lata:P
opowiem wam cos tylko wyciagnijcie dziewczyny sobie wnioski bo kazda z was jest na etapie odejscia a to sytulacja jak potyczylo sie dalej(bo tym martwicie sie najbardziej:
gdy byla z chlopakiem ktorego bardzo kochala matka kazala jej zerwac bo...byl biedny, powiedziala ze jak nie odejdzie od niego to moze wynosic sie z domu...byla w klasi ematuralnej, wiedziala ze szkole musi ukonczyc...jeszcze 2-3miesiace i po maturze pojedzie do niego...matka dowiedziala sie o planach i zmanipulowana dziewczyna zakonczyla jej szczescie...
dziewczyna postanowila stanac na nogi...zaczyna 1 RAZ od nowa
choc zaczyna zle, nazlosc matce znlazla faceta bogatego i sporo starszego...zaje sie zrobic dzieciaka byle by uciec z domu "gdzie kolwiek"wtedy tak myslala...gdy otworzyla oczy okazalo sie ze slub cywilny juz za 2 dni...powiedziala matce ze lzami w oczach"niechce tego slubu" ona dowiedziala sie od matki ze nie bedzie jej utrzymywac... zdala mature juz w ciazy...slub sie odbyl, po 2tygodniach od slubu on wyjechal zagranice...2tygodnie przemocy psychicznej, wykorzystywania, ponizania i dolowania w kazdej chwili...najgorsze 14dni w zyciu dziewczyny... wyjechal, gdy dzownil wcale nie bylo lrzej, ciagle slyszala jaka jest beznadziejna i wogole ble...przy kazdym kolejnym telefonie(raz w tygodniu) dawala mu kolejna szanse...a on nawet nie pytal o dziecko, o to jak ona sie czuje, o ciaze, tylko o "ile km przejechalas moim autem.."
nie wytrzymala, po paru miesiacach postanowila zaczac zycie po RAZ 2
powiedziala jemu z eto koniec, nie wierzyl ze taki smiec jak ona se poradzi bez niego...nie wrocil po wyl tel i zerwaniu kontaktu...oddala wszystko jego rodzicom(mieszkanie, samochod obraczke pierscionek zareczynowy...nawet kwiaty i wszelkie pieniadze) miala odwage to zrobic bo wiedziala ze tylko traci w tym zwiazku, cala ciaze pracowala na 2zmiany, czasem w nocy jeszcze cos udalo jej sie wyrwac, nie wiedziala co bedzie, gdzie bedzie, wiedziala ze wszedzie lepiej tylko nie z nim, a sile miala w tym malym serduszku co bilo u niej pod piersia...nie dala sie bo tak kochala zycie i chciala byc szczesliwa!!
on sie nie pojawil po urodzieniu dziecka i gdy corka miala 2tyg zaczela po RAZ 3
spotkala chlopaka 2 lata starszego, z beznadziejnej rodziny, pracujacy a przede wszystkim zakochanego w niej i w corce...byl dla niej ojcem i mimo tego wszytskiego odwazyla sie sprobowac po raz 3 aby w koncu odnalesc swoje szczescie
a wiec probowala 3 razy i nie zaluje ze do tego 3 razu doszlo! bo o szczescie trzeba walczyc, kazdego dnia w kazdej chwili a czasem szczescie to bol ktory towarzyszy przy rozstaniu...ale czas zalecza rany i potem juz sie wie ze jest tylko lepiej....
a co do zwiazkow, nigdy nie jest tak jak na poczatku i nigdy nie bedzie, zwiazek to twor ktory si eprzeksztalca wiec nie wspominajcie tego co bylo tylko walczcie o swoja przyszlosc i terazniejszosc, zeby nawet te placenie rachunkow bylo czyms co pamietacie ze robicie razem:)