Witam serdecznie.
Piszę bo ponownie mam problem z moim małżonkiem. Ci, którzy nie wiedzą przypomnę w wielkim skrócie, że od życzliwej osoby dowiedziałam się, iż mój mąż spędził ostatniego Sylwestra ze swoimi znajomymi i byłą partnerką w jej domu, mimo, że miał spędzić go ze swoimi rodzicami. Okłamał mnie i wyszła z tego awantura. Mimo, że mogłam liczyć na męża, gdy straciłam dziecko, to tamta wiadomość rzuciła cień na nasze małżeństwo.
Minęło jak widać kilkanaście tygodni. W tym czasie powiedziałam mojemu partnerowi, że nie zamierzam być tak traktowana i aby tak działo się w naszym życiu. Dałam mu szanse, by mógł odnowić zaufanie itp. I owszem działał super! Wyjechaliśmy na Walentynki do Zakopanego, gdzie kilka lat temu mi się oświadczył, kupił nowe meble do kuchni, były kolacje, kino, spacery i rozmowy, rozmowy i jeszcze raz rozmowy. Wydawać się mogło, że jest na naprawdę dobrej drodze do odbudowania naszego szczęścia.
Ale cóż, nie długo to szczęście trwało. Wczoraj byliśmy z wizytą u jego rodziny, gdyż siostra Beata robiła imieniny. Zabawa była przednia, było miło i w ogóle. W pewnym momencie wyszłam do kuchni a za mną poszli szwagier mojego męża i jego przyjaciel. Zapytali się jak nam się układa i czy wiem o Sylwestrze. Przyznałam, że wiem i teraz mój mąż stara się jak może. Obaj zgodnie uznali, że jest on dobrym człowiekiem, jednakże muszą mi coś powiedzieć.
Okazało się, że mój małżonek wczoraj (Dzień Kobiet) kupił kwiaty sprzedawczyniom z osiedlowego sklepiku, a jakby tego było mało miał spotkanie ze swoją byłą kobietą, tą z Sylwestra. Nie mogłam uwierzyć, ale nagle wszystko wyszło na prostą. W dniu kiedy kobieta się pojawiła, ja miałam weekendowe szkolenie w innym mieście, a mój małżonek w tym czasie zrobił imprezę i zaprosił na nią szwagra i swojego przyjaciela. Obaj uznali, że nie chcieli się wtrącić, ale skoro mój mąż od miesiąca milczy, to chcą być tymi życzliwymi i powiedzieli.
Po powrocie do domu zapytałam męża o spotkanie, przyznał się, że ONA była, ale nie zapraszał jej (podobno sama się zjawiła). Uważał, że rodzina specjalnie mówi mi takie rzeczy bym zmieniła do niego nastawienie i zakończyła małżeństwo. Że zawsze źle ukazywali go, że nawet była kobieta była nastawiana przeciwko niemu (oni uznali, że cieszą się, że mój mąż wreszcie ustatkował się, ale nie chcą bym cierpiała, bo po co? Oni do mnie nic nie mają, a mojego męża uważają za super człowieka, tyle, że on lubi sobie często dość dopowiadać itp, no i że choć tego nie wiem, to mój mąż pożycza od osób kasę) I sama zauważyłam, że często mój małżonek uważał, że rodzina jego mnie krzywdzi (nigdy tego nie odczułam), że lubią gadać za naszymi plecami (podobno był światkiem), że nigdy mu nie pomogą, gdy o to poprosi i rzadko kiedy uważa ich za rodzinę.
Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Mój mąż jakby nie patrzeć drugi raz coś przede mną ukrył, a jego rodzina i przyjaciele zawsze byli względem mnie mili. Gdy poprosiłam o pomoc, zawsze jej udzielili. Gubię się w tym, kto mówi prawdę, a kto kłamie. No i jak postąpić z mężem, który znowu okłamał mnie?? Choć on twierdzi, że to raczej zatajenie pewnej informacji, jednak Bóg jeden wie co oni robili przez ten czas...
Temu zwracam się z prośbą o radę. Zawsze mężowi ufałam do tamtego felernego dnia, a teraz nie wiem sama co robić... Dać ultimatum, czy może lepiej odejść na jakiś czas, odpocząć, a może w ogóle zakończyć to fałszywe małżeństwo...
Choć on twierdzi, że mnie kocha i to jest fakt, to prawda...
Ja jednak opadam z sił do tych jego kłamstw... Pomóżcie