Mam jakiś paraliż jeśli chodzi o kobiety. Nigdy nie rozmawiałem z żadną kobietą dłużej niż minutę albo dwie. Nie potrafię. Nie wiem o czym rozmawiać itd. Mam jakąś wewnętrzną blokadę, która mnie blokuje. Nigdy żadnej nie poderwałem, nigdy do żadnej nie zagadałem, zawsze rezygnowałem. Ja się kobiet najzwyczajniej w świecie boję, mam przed nimi jakąś fobię, jakiś wewnętrzny lęk. Poczucie tego, że nie mam nic co mógłbym zaoferować dziewczynie. Nie wyobrażam sobie bycia w związku z jakąś kobietą. To byłaby dla mnie męczarnia, a dla niej pewnie jeszcze większa.
Paradoksalnie miałem normalny dom i normalne dzieciństwo. Jednak, gdy spojrzę teraz wstecz to już w podstawówce dało się zauważyć początki mojej stopniowej izolacji przed kobietami. Wybierałem takie szkoły, w których nie ma dziewczyn albo jest bardzo mało. Chciałem mieć jak najmniej kontaktu z kobietami. Nigdy nie lubiłem ich towarzystwa, przebywać razem i rozmawiać z nimi. Kobiet unikałem i unikam do tej pory jak tylko się da. Stają się dla mnie coraz bardziej obojętne. Zaczynam nie zwracać w ogóle na nie uwagi.
Najgorsze jest to, że w głębi duszy tak bardzo chciałbym z jakąś być, a z drugiej strony tak bardzo boję się do jakiejś zbliżyć.
Nie będę się przyznawał ile mam lat, bo to wstyd.