Być moze jest to jakiś niepoważny temat dla niektórych, ale ja już mam dosć tego wszystkiego. Kiedyś nie wychodziły na światło dzienne rzadne brudy.. żadne z nas nie zarzucało nic drugiemu.. moze czasem. Ale od jakiegoś czasu poprostu konflikt narasta. on już któryś raz uważa, że zrobiłam coś źle i go powinnam go przeprosić. Już nawet tego w slowa nie potrafie ubrać, jest milon spraw codziennych przy których jedna osoba powie drugiej źle to zrobileś.., albo to twoja wina i żaden inteligentny człowiek nie zwrócił by nawet uwagi na to, żeby przywiazywać uwage do takich pierdul. A ja juz którys raz obrywam, bo ja coś w emocjach powiem on ma odmienne zdanie więc nie mówi mi tego wprost tylko wychodzi i sie obraża. Jeżeli ja nie zapytam o co mu chodzi to obrażać sie bedzie bez końca. Ale mi sie nie wydaje, żebym zrobiła cos złego. Nawet mam wrażenie, ze każdy ktoby to slyszal nie zwrociłby uwagi... a on sie boczy i jego usatysfakcjonuje jedynie gdy sie przyznam do winy i go przeproszę. Nawet jakbym tak nie myślala, bylebym to powiedziała. Pytam go czy mógłby mi nastepnym razem powiedzieć, kiedy zrobie wg niego cos nie tak, a on "nie" bo przecież nie jestem tępa i wiem kiedy on pokazuje że coś jest nie tak. A ja sie muszę domyślac o co mu chodzi... i nawet jak planuje, że nie bedę się przejmowała, to sie nie da wytrzymać bo jakby sie miało obcą osobę w domu wrogo nastawioną. Wiec trzeba winę wziaśc na siebie i przeprosić. Jak sobie z takim czymś radzicie bo ja normalnie nie wytrzymam?
Faceci sa tacy tępi nieromumieja, że każdy ma swoje postrzeganie świata i to co wg niego złe to wg mnie jest ok.
Anet