Spotkałam się z opinią, że Polacy mają uwielbienie dla martyrologii, że lubią się umartwiać. Ta teoria opierała się na stwierdzeniu, że niewiele mamy w kalendarzu radosnych świąt i rocznic, a to, co weselsze najczęściej jest "importowane" z innych krajów.
W Polsce obchodzimy rocznicę wybuchu II wojny światowej - a niewiele osób wie, kiedy się zakończyła, bo tego już nie obchodzimy
Obchodzimy rocznice powstań i zrywów, które zakończyły się klęską
Otaczamy magiczną aurą Powstanie Warszawskie
Mamy smętne i refleksyjne Święto Zmarłych (inni mają radosne Halloween).
Co o tym myślicie?