Witam serdecznie.
Pragnę przedstawić Wam moją historię oraz podzielić się przemyśleniami i obawami, które się z tą historią wiążą.
Ciężko jest obiektywnie ocenić swoją własną sytuację, dlatego chcę, abyście drogie panie jako osoby trzecie, wyraziły swoją opinię. Wy możecie spojrzeć na wszystko trzeźwym okiem, z innej perspektywy.
Rozbiję tę relację na kilka części (powiedzmy, że na pewne rozdziały), żeby nie była ona zbyt chaotyczna.
Będzie to długie, uprzedzam, ale wydaje mi się, że im więcej opowiem, tym lepiej będziecie w stanie ocenić mnie, mojego partnera i nasz związek ogólnie....
1. Poznaliśmy się przez internet
Przed nawiązaniem znajomości z moim obecnym partnerem byłam zdania, że miłość przez internet nie jest możliwa. Swoista przyjaźń owszem, ale nie miłość. Sądziłam wtedy, że nie można obdarzyć głębszym uczuciem osoby, z którą nie ma kontaktu fizycznego, której nie widzimy i nie możemy dotknąć. Ludzi, którzy twierdzili, że zakochali się w internetowym znajomym postrzegałam jako niedojrzałych emocjonalnie i nieodpowiedzialnych. Jednak gdy sama nawiązałam internetową znajomość ze swoim chłopakiem, w miarę upływu czasu uświadomiłam sobie, że stałam się jedną z tych osób, które wcześniej wyśmiewałam i uważałam za niedojrzałe. Zaintrygował mnie. Był tajemniczy, niedostępny, stanowił dla mnie wyzwanie.
Pisaliśmy ze sobą na gadu - gadu, później doszły do tego sms'y, rozmowy telefoniczne, w międzyczasie wymienialiśmy się również swoimi zdjęciami. Wszystko to trwało kilka ładnych miesięcy. Na początku jednak, nim sama zrozumiałam, co do niego czuję, nie był mną zainteresowany. Byłam tylko jedną z wielu osób, z którymi pisał. Wiedziałam również, że ma na oku pewną dziewczynę (generalnie takich dziewcząt było więcej, ale o tym później). Udzielałam mu rad, pocieszałam, gdy nie był w nastroju, zaczęłam pełnić rolę przyjaciółki i ta rola nawet mi odpowiadała. Później przyszło, nazwijmy to - oświecenie. Doszłam do wniosku, że jest to mężczyzna, którego chcę poznać i z którym mogłabym być, ale mając na uwadze fakt, że stara się o inną, cierpliwie czekałam na rozwój wydarzeń. Nie chciałam się z niczym narzucać. Ostatecznie ona dała mu do zrozumienia, że nic z tego nie będzie i pomyślałam, że mam jakąś szansę.
I faktycznie. W ciągu dwóch następnych miesięcy nasze relacje bardzo się polepszyły. Dotarło do niego, że tak na dobrą sprawę byłam jedyną osobą, której mógł się zwierzyć, która go wspierała i rozumiała. Dostrzegłam pewną zmianę - otworzył się przede mną, dzielił swoimi przemyśleniami, zaczął opowiadać więcej o sobie. Obydwoje dawaliśmy sobie sygnały "Jesteś osobą, którą chcę poznać, interesujesz mnie i mam nadzieję na coś więcej". W końcu ustaliliśmy termin pierwszego spotkania.
2. Pierwsze spotkanie i jego następstwa
Targały mną sprzeczne emocje. Z jednej strony - ekscytacja i radość, z drugiej zaś niepewność i dziwne poczucie, że to wszystko źle się może skończyć. Ale mimo licznych obaw pojechałam do niego. Spędziliśmy razem kilka dni. Bawiłam się świetnie, zwiedziliśmy miasto, było naprawdę wesoło. Widziałam, że jest odrobinę zażenowany, czasem nie wiedział, co powiedzieć i jak się zachować, ale ogólnie ale jako gospodarz stanął na wysokości zadania. Czułam się przy nim swobodnie, wypoczęłam. Po powrocie nasze relacje oczywiście pogłębiły się, zmieniły na lepsze. Choć mieliśmy ze sobą tylko kontakt za pośrednictwem internetu i telefonu, czułam, że on jest szczęśliwy. Dostrzegałam to w jego wypowiedziach, ogólnie w sposobie bycia (oceniałam to na tyle na ile da się przy takiej formie znajomości). Po dwóch miesiącach spotkaliśmy się ponownie i od tamtej pory jesteśmy oficjalnie razem.
Dla mnie wszystko to działo się dość szybko i niekiedy miałam trudności w odnalezieniu się w całej tej sytuacji. Mam za sobą dwa związki. Z moimi poprzednimi partnerami znałam się już kilka lat, a nim postanowiliśmy zostać parą też upłynęło sporo czasu. A tutaj miałam do czynienia z czymś zupełnie dla mnie nowym. Chłopak poznany przez internet, znajomość trwająca niecałe dwa lata, w dodatku głównie internetowa.
3. Ja - romantyczka, On - realista
Spotykaliśmy się raz na miesiąc lub dwa, zawsze były to spotkanie na tydzień bądź dłużej. Minął ten etap zabiegania o drugą osobę, więc po jakimś czasie dostrzegłam ponowną zmianę w zachowaniu. Choć był szczęśliwy i udowadniał to na różne sposoby, stał się znowu bardziej skryty, przestał tak chętnie zwierzać mi się ze swoich problemów. Pod tym względem było niemal tak, jak na początku naszej znajomości. O ile na początku ta tajemniczość mnie pociągała, o tyle później zaczęła wzbudzać moje niezadowolenie. Liczyłam się oczywiście z faktem, że po wyznaniu sobie uczuć obydwoje przystopujemy z okazywaniem czułości, bo tak jest zazwyczaj, ale jednak nie poradziłam sobie z tym tak, jakbym chciała. W ogóle minusem tego szybkiego związku było to, że dopiero po dłuższym okresie zaczęliśmy odkrywać u siebie nawzajem pewne wady, zachowania i tym podobne. I tak okazało się między innymi, że mój partner jest realistą, czy raczej pesymistą. Do wielu rzeczy podchodzi negatywnie, z góry zakłada, że coś się nie uda, więc nawet nie warto próbować. Analizuje, kalkuluje, sprawdza, czy coś jest możliwe czy nie. Z kolei ja jestem osobą bardzo wrażliwą, czułą, romantyczną. Potrzebuję ciepła i zrozumienia. Kiedy był smutny, pocieszałam go, rozweselałam. Chwaliłam, gdy zrobił coś dobrze, udzielałam rad, prawiłam komplementy, ogólnie robiłam wszystko, by w końcu uwierzył, że jest człowiekiem wartościowym i zdolnym. Od niego komplement usłyszałam tylko raz.
4. "Akceptuję Cię takim, jakim jesteś..."
Któregoś razu powiedziałam mu, że brakuje mi czułości z jego strony. To była nasza pierwsza tego typu, poważna rozmowa.
Wyznałam, że należę do osób, które oczekują szczerości i jeśli coś jest nie tak, jak być powinno, mówię o tym. Rozmowa i mówienie o tym, co się czuje, jest dla mnie bardzo ważnym elementem związku. On wyznał z kolei, że nigdy nie lubił się uzewnętrzniać, że nie jest w tym dobry. Rzadko kiedy okazuje emocje, nie lubi takich rozmów. Jeśli coś jest nie tak, woli to przemilczeć, przeczekać. Dodał też, że nie powinnam się martwić, że nie mówi mi miłych rzeczy, że mnie nie chwali itp - "to, że tego nie mówię, nie okazuję, nie oznacza, że tak nie myślę albo nie czuję". Ja na to odparłam, że mimo tej świadomości czasem naprawdę dobrze jest usłyszeć jakieś ciepłe słowo od bliskiej osoby. Ogólnie po tej rozmowie uznałam, że nie będę go na siłę zmuszać do uzewnętrzniania się. Doszłam do wniosku, że to naprawdę może być dla niego trudne, więc nie marudziłam ponownie, że nie okazuje mi uczuć. Pogodziłam się z tym faktem, choć nie było to łatwe. Dałam mu spokój.
5. Inna na horyzoncie i pierwsze złe myśli
Minęło trochę czasu od naszej rozmowy. Chyba mimo wszystko podświadomie liczyłam, że nastąpi jakaś zmiana w jego zachowaniu, ale do takiej nie doszło. Choć brakowało mi bardzo tych czułych słów, byłam zadowolona z naszego związku.
Mówiłam sobie "Tak, ma wady, ale kto ich nie ma? Tak, nie jest zbyt wylewny, nie mam co liczyć na romantyczne uniesienia, ale kocham go, a on kocha mnie. Udowadnia mi to na inne sposoby, więc nie będę się martwić".
Pojechaliśmy razem na kilkudniową wycieczkę z pewną grupą ludzi. Wśród nich byli jego znajomi i osoby poznane przez nas w internecie. Wtedy też, właściwie przypadkiem, dowiedziałam się, że na wycieczce tej jest jego przyjaciółka. Przyjaciółka? Pierwsze słyszę, że on ma w ogóle jakąś przyjaciółkę. Ale nic to, nie przejęłam się tym za bardzo. On spędzał tam czas głównie właśnie z tą przyjaciółką, mimo, że byłam obok. Tym też się z początku nie przejęłam, bo czym miałabym? Skoro to przyjaciele, a widują się rzadko, niech nacieszą się sobą. Nie wiadomo, kiedy będzie kolejna okazja do spotkania.
Jednak po rozmowie z jednym z uczestników dowiedziałam się, że przyjaciółka, z którą spędza czas mój partner, to jedna z dziewczyn, o które on w przeszłości zabiegał. W dodatku, o nią zabiegał najdłużej i najbardziej...
Wtedy mój pogląd zmienił się o 180 stopni. Widok mojego chłopaka w jej towarzystwie zaczął wzbudzać u mnie zazdrość, złość i lęk. Po wszystkim starałam się jakoś zgrabnie wyciągnąć od niego informacje na temat przyjaciółki. Zapewniał, że nic poza tą przyjaźnią ich nie łączy. Rozmawialiśmy na ten temat dość długo i w końcu uwierzyłam mu. Uznałam, że jestem trochę przewrażliwiona, przeprosiłam go i więcej o tej dziewczynie nie myślałam.
6. Ciekawość, która mnie zgubiła
Jednak kiedy po dwóch miesiącach przyjechałam do niego, zrobiłam coś, czego żałuję do dziś i przez co nie mam spokoju, bo wciąż nachodzą mnie dziwne myśli. Otóż któregoś dnia, siedząc przy jego komputerze, zauważyłam, że pojawił się na pulpicie komunikat gadu-gadu "XXX jest dostępna". Jej imię od razu skojarzyło mi się z tylko jedną osobą. Spojrzałam na listę kontaktów, znalazłam... sprawdziłam archiwum rozmów. W tym momencie nie dość, że zrobiłam coś nietaktowego, bo naruszyłam czyjąś prywatność, to jeszcze na domiar złego zawartość tego archiwum całkowicie zniszczyła mój obraz naszego związku.
Okazało się bowiem, że mój partner wobec tej dziewczyny, inaczej niż wobec mnie, był bardzo wylewny. Nie szczędził jej komplementów, opowiadał o sobie, o swoich uczuciach, ba, opowiadał jej nawet o nas. Wszystko to okraszone było niezliczoną ilością emotikonek (buziaczki, serduszka, przytulanie, kwiatki itp.). W dodatku wysyłał jej wiersze, przesyłał linki do romantycznych piosenek, stosował wobec niej jakieś pieszczotliwe zdrobnienia. Wyznał, że uczucia powróciły i czasami mu jej brakuje. Mnie to wszystko sparaliżowało. Wiele dni milczałam na ten temat.
Nie mogłam spać, nie mogłam jeść, nie potrafiłam się na niczym skupić. Zadawałam sobie mnóstwo pytań... W końcu nie dałam rady, poprosiłam o rozmowę. Wyjaśniłam mu na spokojnie wszystko. Powiedziałam, że jestem w stanie zrozumieć, że jakieś uczucia do niej nadal w nim tkwią, ale nie potrafię pojąć, dlaczego nie był ze mną szczery. On odparł, że nawet jeśli dalej czuje coś do tamtej dziewczyny, to i tak najważniejszą osobą w jego życiu jestem ja. Pytałam, dlaczego nie potrafi wobec mnie być tak czuły, dlaczego mi nie mówi komplementów, dlaczego jej pisze jakieś wiersze, a ja nie mogę liczyć na zwyczajne "kocham Cię" powiedziane choć raz na jakiś czas.
Bronił się tak, jak kiedyś, że nie jest wylewny. Oznajmiłam mu, że w tym momencie odnoszę wrażenie, że ten związek to iluzja. Że jest ze mną tylko dlatego, by nie być samotnym. Zaprzeczał. Posprzeczaliśmy się o to, ja wróciłam do domu.
Dużo jeszcze o tym myślałam, analizowałam jego słowa i to, co wyczytałam z archiwum. Starałam się spojrzeć na sytuację z dwóch stron. I tak: z jednej strony czułam się oszukana i wykorzystana. Czułam, że mój partner w ogóle mnie nie kocha, bawi się moimi uczuciami. Jest ze mną tylko dlatego, że nie chciał być sam. Skoro nie potrafi okazać mi uczuć to oznacza, że tych uczuć w ogóle nie ma. Z drugiej strony: uznałam, że nie jest łatwo zapomnieć o swojej dawnej miłości. Sama mam jakiś sentyment do swoich byłych. Ostatecznie powiedziałam sobie, że zobaczę, co będzie dalej...
Od tamtego incydentu minęły trzy miesiące. Jesteśmy nadal razem. Nie było do tej pory żadnej większej kłótni, czasem jedynie sprzeczamy się o jakieś tak zwane głupoty, ale to ma miejsce w niemal każdym związku. O tamtej dziewczynie w ogóle nie rozmawiamy, ale nie mam żadnej pewności, że zerwał z nią kontakt - w końcu jesteśmy w związku na odległość.
Teoretycznie wszystko jest w porządku, ale ja od tamtej pory nie ufam mu już tak, jak kiedyś. Zastanawiam się co i z kim robi, czy przypadkiem kiedy ja jestem u siebie, on nie zaprasza do siebie tamtej, albo jeszcze innej. Wciąż rozmyślam, czemu nie okazuje mi uczuć. Ta jego skrytość drażni mnie i napawa lękiem. Często myślę sobie: "Wobec mnie jest taki a taki, a pewnie gdyby to była ona, to....". Zrobiłam się podejrzliwa i zazdrosna. Ja mu tego rzecz jasna nie okazuję, ale toczę wewnętrzną walkę.
Co na podstawie tego wszystkiego myślicie o nas?
Czy moje obawy są słuszne? Jak sobie mam z tym radzić?
Jak postrzegacie mnie i mojego chłopaka? Czy Waszym zdaniem ten związek ma szanse przetrwać dłużej?
Czy po mojej relacji dostrzegacie w tym coś, co ja być może przeoczyłam?