netkobietyWszystkie działy
Związek na odległość, miłość przez internet

Romantyczka i realista. Dzieli nas nie tylko odległość...

15 odpowiedzi7 049 wyświetleńzałożony przez Black & Red, 04.02.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » Romantyczka i realista. Dzieli nas nie tylko odległość...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

1

Temat: Romantyczka i realista. Dzieli nas nie tylko odległość...

Witam serdecznie.

Pragnę przedstawić Wam moją historię oraz podzielić się przemyśleniami i obawami, które się z tą historią wiążą.
Ciężko jest obiektywnie ocenić swoją własną sytuację, dlatego chcę, abyście drogie panie jako osoby trzecie, wyraziły swoją opinię. Wy możecie spojrzeć na wszystko trzeźwym okiem, z innej perspektywy.

Rozbiję tę relację na kilka części (powiedzmy, że na pewne rozdziały), żeby nie była ona zbyt chaotyczna.
Będzie to długie, uprzedzam, ale wydaje mi się, że im więcej opowiem, tym lepiej będziecie w stanie ocenić mnie, mojego partnera i nasz związek ogólnie....


1. Poznaliśmy się przez internet

Przed nawiązaniem znajomości z moim obecnym partnerem byłam zdania, że miłość przez internet nie jest możliwa. Swoista przyjaźń owszem, ale nie miłość. Sądziłam wtedy, że nie można obdarzyć głębszym uczuciem osoby, z którą nie ma kontaktu fizycznego, której nie widzimy i nie możemy dotknąć. Ludzi, którzy twierdzili, że zakochali się w internetowym znajomym postrzegałam jako niedojrzałych emocjonalnie i nieodpowiedzialnych. Jednak gdy sama nawiązałam internetową znajomość ze swoim chłopakiem, w miarę upływu czasu uświadomiłam sobie, że stałam się jedną z tych osób, które wcześniej wyśmiewałam i uważałam za niedojrzałe. Zaintrygował mnie. Był tajemniczy, niedostępny, stanowił dla mnie wyzwanie.

Pisaliśmy ze sobą na gadu - gadu, później doszły do tego sms'y, rozmowy telefoniczne, w międzyczasie wymienialiśmy się również swoimi zdjęciami. Wszystko to trwało kilka ładnych miesięcy. Na początku jednak, nim sama zrozumiałam, co do niego czuję, nie był mną zainteresowany. Byłam tylko jedną z wielu osób, z którymi pisał. Wiedziałam również, że ma na oku pewną dziewczynę (generalnie takich dziewcząt było więcej, ale o tym później). Udzielałam mu rad, pocieszałam, gdy nie był w nastroju, zaczęłam pełnić rolę przyjaciółki i ta rola nawet mi odpowiadała. Później przyszło, nazwijmy to - oświecenie. Doszłam do wniosku, że jest to mężczyzna, którego chcę poznać i z którym mogłabym być, ale mając na uwadze fakt, że stara się o inną, cierpliwie czekałam na rozwój wydarzeń. Nie chciałam się z niczym narzucać. Ostatecznie ona dała mu do zrozumienia, że nic z tego nie będzie i pomyślałam, że mam jakąś szansę.

I faktycznie. W ciągu dwóch następnych miesięcy nasze relacje bardzo się polepszyły. Dotarło do niego, że tak na dobrą sprawę byłam jedyną osobą, której mógł się zwierzyć, która go wspierała i rozumiała. Dostrzegłam pewną zmianę - otworzył się przede mną, dzielił swoimi przemyśleniami, zaczął opowiadać więcej o sobie. Obydwoje dawaliśmy sobie sygnały "Jesteś osobą, którą chcę poznać, interesujesz mnie i mam nadzieję na coś więcej". W końcu ustaliliśmy termin pierwszego spotkania.


2. Pierwsze spotkanie i jego następstwa

Targały mną sprzeczne emocje. Z jednej strony - ekscytacja i radość, z drugiej zaś niepewność i dziwne poczucie, że to wszystko źle się może skończyć. Ale mimo licznych obaw pojechałam do niego. Spędziliśmy razem kilka dni. Bawiłam się świetnie, zwiedziliśmy miasto, było naprawdę wesoło. Widziałam, że jest odrobinę zażenowany, czasem nie wiedział, co powiedzieć i jak się zachować, ale ogólnie ale jako gospodarz stanął na wysokości zadania. Czułam się przy nim swobodnie, wypoczęłam. Po powrocie nasze relacje oczywiście pogłębiły się, zmieniły na lepsze. Choć mieliśmy ze sobą tylko kontakt za pośrednictwem internetu i telefonu, czułam, że on jest szczęśliwy. Dostrzegałam to w jego wypowiedziach, ogólnie w sposobie bycia (oceniałam to na tyle na ile da się przy takiej formie znajomości). Po dwóch miesiącach spotkaliśmy się ponownie i od tamtej pory jesteśmy oficjalnie razem.

Dla mnie wszystko to działo się dość szybko i niekiedy miałam trudności w odnalezieniu się w całej tej sytuacji. Mam za sobą dwa związki. Z moimi poprzednimi partnerami znałam się już kilka lat, a nim postanowiliśmy zostać parą też upłynęło sporo czasu. A tutaj miałam do czynienia z czymś zupełnie dla mnie nowym. Chłopak poznany przez internet, znajomość trwająca niecałe dwa lata, w dodatku głównie internetowa.


3. Ja - romantyczka, On - realista

Spotykaliśmy się raz na miesiąc lub dwa, zawsze były to spotkanie na tydzień bądź dłużej. Minął ten etap zabiegania o drugą osobę, więc po jakimś czasie dostrzegłam ponowną zmianę w zachowaniu. Choć był szczęśliwy i udowadniał to na różne sposoby, stał się znowu bardziej skryty, przestał tak chętnie zwierzać mi się ze swoich problemów. Pod tym względem było niemal tak, jak na początku naszej znajomości. O ile na początku ta tajemniczość mnie pociągała, o tyle później zaczęła wzbudzać moje niezadowolenie. Liczyłam się oczywiście z faktem, że po wyznaniu sobie uczuć obydwoje przystopujemy z okazywaniem czułości, bo tak jest zazwyczaj, ale jednak nie poradziłam sobie z tym tak, jakbym chciała. W ogóle minusem tego szybkiego związku było to, że dopiero po dłuższym okresie zaczęliśmy odkrywać u siebie nawzajem pewne wady, zachowania i tym podobne. I tak okazało się między innymi, że mój partner jest realistą, czy raczej pesymistą. Do wielu rzeczy podchodzi negatywnie, z góry zakłada, że coś się nie uda, więc nawet nie warto próbować. Analizuje, kalkuluje, sprawdza, czy coś jest możliwe czy nie. Z kolei ja jestem osobą bardzo wrażliwą, czułą, romantyczną. Potrzebuję ciepła i zrozumienia. Kiedy był smutny, pocieszałam go, rozweselałam. Chwaliłam, gdy zrobił coś dobrze, udzielałam rad, prawiłam komplementy, ogólnie robiłam wszystko, by w końcu uwierzył, że jest człowiekiem wartościowym i zdolnym. Od niego komplement usłyszałam tylko raz.


4. "Akceptuję Cię takim, jakim jesteś..."

Któregoś razu powiedziałam mu, że brakuje mi czułości z jego strony. To była nasza pierwsza tego typu, poważna rozmowa.
Wyznałam, że należę do osób, które oczekują szczerości i jeśli coś jest nie tak, jak być powinno, mówię o tym. Rozmowa i mówienie o tym, co się czuje, jest dla mnie bardzo ważnym elementem związku. On wyznał z kolei, że nigdy nie lubił się uzewnętrzniać, że nie jest w tym dobry. Rzadko kiedy okazuje emocje, nie lubi takich rozmów. Jeśli coś jest nie tak, woli to przemilczeć, przeczekać. Dodał też, że nie powinnam się martwić, że nie mówi mi miłych rzeczy, że mnie nie chwali itp - "to, że tego nie mówię, nie okazuję, nie oznacza, że tak nie myślę albo nie czuję". Ja na to odparłam, że mimo tej świadomości czasem naprawdę dobrze jest usłyszeć jakieś ciepłe słowo od bliskiej osoby. Ogólnie po tej rozmowie uznałam, że nie będę go na siłę zmuszać do uzewnętrzniania się. Doszłam do wniosku, że to naprawdę może być dla niego trudne, więc nie marudziłam ponownie, że nie okazuje mi uczuć. Pogodziłam się z tym faktem, choć nie było to łatwe. Dałam mu spokój.


5. Inna na horyzoncie i pierwsze złe myśli

Minęło trochę czasu od naszej rozmowy. Chyba mimo wszystko podświadomie liczyłam, że nastąpi jakaś zmiana w jego zachowaniu, ale do takiej nie doszło. Choć brakowało mi bardzo tych czułych słów, byłam zadowolona z naszego związku.
Mówiłam sobie "Tak, ma wady, ale kto ich nie ma? Tak, nie jest zbyt wylewny, nie mam co liczyć na romantyczne uniesienia, ale kocham go, a on kocha mnie. Udowadnia mi to na inne sposoby, więc nie będę się martwić".

Pojechaliśmy razem na kilkudniową wycieczkę z pewną grupą ludzi. Wśród nich byli jego znajomi i osoby poznane przez nas w internecie. Wtedy też, właściwie przypadkiem, dowiedziałam się, że na wycieczce tej jest jego przyjaciółka. Przyjaciółka? Pierwsze słyszę, że on ma w ogóle jakąś przyjaciółkę. Ale nic to, nie przejęłam się tym za bardzo. On spędzał tam czas głównie właśnie z tą przyjaciółką, mimo, że byłam obok. Tym też się z początku nie przejęłam, bo czym miałabym? Skoro to przyjaciele, a widują się rzadko, niech nacieszą się sobą. Nie wiadomo, kiedy będzie kolejna okazja do spotkania.
Jednak po rozmowie z jednym z uczestników dowiedziałam się, że przyjaciółka, z którą spędza czas mój partner, to jedna z dziewczyn, o które on w przeszłości zabiegał. W dodatku, o nią zabiegał najdłużej i najbardziej...

Wtedy mój pogląd zmienił się o 180 stopni. Widok mojego chłopaka w jej towarzystwie zaczął wzbudzać u mnie zazdrość, złość i lęk. Po wszystkim starałam się jakoś zgrabnie wyciągnąć od niego informacje na temat przyjaciółki. Zapewniał, że nic poza tą przyjaźnią ich nie łączy. Rozmawialiśmy na ten temat dość długo i w końcu uwierzyłam mu. Uznałam, że jestem trochę przewrażliwiona, przeprosiłam go i więcej o tej dziewczynie nie myślałam.

6. Ciekawość, która mnie zgubiła

Jednak kiedy po dwóch miesiącach przyjechałam do niego, zrobiłam coś, czego żałuję do dziś i przez co nie mam spokoju, bo wciąż nachodzą mnie dziwne myśli. Otóż któregoś dnia, siedząc przy jego komputerze, zauważyłam, że pojawił się na pulpicie komunikat gadu-gadu "XXX jest dostępna". Jej imię od razu skojarzyło mi się z tylko jedną osobą. Spojrzałam na listę kontaktów, znalazłam... sprawdziłam archiwum rozmów. W tym momencie nie dość, że zrobiłam coś nietaktowego, bo naruszyłam czyjąś prywatność, to jeszcze na domiar złego zawartość tego archiwum całkowicie zniszczyła mój obraz naszego związku.

Okazało się bowiem, że mój partner wobec tej dziewczyny, inaczej niż wobec mnie, był bardzo wylewny. Nie szczędził jej komplementów, opowiadał o sobie, o swoich uczuciach, ba, opowiadał jej nawet o nas. Wszystko to okraszone było niezliczoną ilością emotikonek (buziaczki, serduszka, przytulanie, kwiatki itp.). W dodatku wysyłał jej wiersze, przesyłał linki do romantycznych piosenek, stosował wobec niej jakieś pieszczotliwe zdrobnienia. Wyznał, że uczucia powróciły i czasami mu jej brakuje. Mnie to wszystko sparaliżowało. Wiele dni milczałam na ten temat.

Nie mogłam spać, nie mogłam jeść, nie potrafiłam się na niczym skupić. Zadawałam sobie mnóstwo pytań... W końcu nie dałam rady, poprosiłam o rozmowę. Wyjaśniłam mu na spokojnie wszystko. Powiedziałam, że jestem w stanie zrozumieć, że jakieś uczucia do niej nadal w nim tkwią, ale nie potrafię pojąć, dlaczego nie był ze mną szczery. On odparł, że nawet jeśli dalej czuje coś do tamtej dziewczyny, to i tak najważniejszą osobą w jego życiu jestem ja. Pytałam, dlaczego nie potrafi wobec mnie być tak czuły, dlaczego mi nie mówi komplementów, dlaczego jej pisze jakieś wiersze, a ja nie mogę liczyć na zwyczajne "kocham Cię" powiedziane choć raz na jakiś czas.

Bronił się tak, jak kiedyś, że nie jest wylewny. Oznajmiłam mu, że w tym momencie odnoszę wrażenie, że ten związek to iluzja. Że jest ze mną tylko dlatego, by nie być samotnym. Zaprzeczał. Posprzeczaliśmy się o to, ja wróciłam do domu.
Dużo jeszcze o tym myślałam, analizowałam jego słowa i to, co wyczytałam z archiwum. Starałam się spojrzeć na sytuację z dwóch stron. I tak: z jednej strony czułam się oszukana i wykorzystana. Czułam, że mój partner w ogóle mnie nie kocha, bawi się moimi uczuciami. Jest ze mną tylko dlatego, że nie chciał być sam. Skoro nie potrafi okazać mi uczuć to oznacza, że tych uczuć w ogóle nie ma. Z drugiej strony: uznałam, że nie jest łatwo zapomnieć o swojej dawnej miłości. Sama mam jakiś sentyment do swoich byłych. Ostatecznie powiedziałam sobie, że zobaczę, co będzie dalej...

Od tamtego incydentu minęły trzy miesiące. Jesteśmy nadal razem. Nie było do tej pory żadnej większej kłótni, czasem jedynie sprzeczamy się o jakieś tak zwane głupoty, ale to ma miejsce w niemal każdym związku. O tamtej dziewczynie w ogóle nie rozmawiamy, ale nie mam żadnej pewności, że zerwał z nią kontakt - w końcu jesteśmy w związku na odległość.
Teoretycznie wszystko jest w porządku, ale ja od tamtej pory nie ufam mu już tak, jak kiedyś. Zastanawiam się co i z kim robi, czy przypadkiem kiedy ja jestem u siebie, on nie zaprasza do siebie tamtej, albo jeszcze innej. Wciąż rozmyślam, czemu nie okazuje mi uczuć. Ta jego skrytość drażni mnie i napawa lękiem. Często myślę sobie: "Wobec mnie jest taki a taki, a pewnie gdyby to była ona, to....". Zrobiłam się podejrzliwa i zazdrosna. Ja mu tego rzecz jasna nie okazuję, ale toczę wewnętrzną walkę.

Co na podstawie tego wszystkiego myślicie o nas?
Czy moje obawy są słuszne? Jak sobie mam z tym radzić?
Jak postrzegacie mnie i mojego chłopaka? Czy Waszym zdaniem ten związek ma szanse przetrwać dłużej?
Czy po mojej relacji dostrzegacie w tym coś, co ja być może przeoczyłam?

2

Odp: Romantyczka i realista. Dzieli nas nie tylko odległość...

związek bez zaufania nie przetrwa wiem z własnego doświadczenia i  na zaufanie trzeba zasłużyć nie znajduje się go na ulicy pozdrawiam

3

Odp: Romantyczka i realista. Dzieli nas nie tylko odległość...

Zgadzam się z opinią osoby powyżej. Bez zaufania związek nie ma racji bytu. Skoro szczerze rozmowy nie poskutkowały, a Twój lęk, strach, złość, żal nie mają końca to chyba czas to zakończyć. Niestety.

4

Odp: Romantyczka i realista. Dzieli nas nie tylko odległość...

Cóż, tez bym nie ufała takiemu chłopakowi. Na takim gruncie ciężko wybudowac cos trwałego... Popieram przedmówczynie.

5 Ostatnio edytowany przez Black & Red (2011-02-08 11:18:24)

Odp: Romantyczka i realista. Dzieli nas nie tylko odległość...

Bardzo dziękuję za Wasze opinie. Nie jest to prosta decyzja, więc na razie wstrzymam się z nią i zobaczę jak to się rozwinie...
Nie chcę popełnić błędu - na razie, pomimo faktu, że nie ufam mu do końca, nie dał mi powodu do rozstania (rzecz jasna nie licząc tamtego incydentu, ale mam na myśli stan obecny).

Przyznam szczerze, że do całej tej sytuacji podchodzę teraz z dziwnym, niepokojącym mnie wręcz spokojem... nie wiem co to oznacza.

6

Odp: Romantyczka i realista. Dzieli nas nie tylko odległość...

Czytajac Twoja historie jakbym czytala moja. Ja tkwilam w toksycznym zwiazku. Poznalam mezczyzne przez internet, zaczelismy pisac gadac zaczelam za nim tesknic a mialam chlopaka, z ktorym mi sie nie ukladalo. Jednak postanowilam z nim zerwac, pojechalam do tego poznanego przez internet. Byl taki mily i wogole, swietnie sie nam gadalo. jednak teraz jestesmy ze soba ponad rok, ale bardzo duzo przeszlismy razem.

Ja tam samo jak ty romantyczka. uwielbiam spacery, zachwycac sie przyroda, zjawiskami. Mam gdzies to co materialne,dla mnie licza sie uczucia chwila. A on typowy umysl scisly. Ciagle slyszalam " nie kladz tego tak. przyjezdzasz robisz mi balagan", bo on musial miec wszystko na miejscu.
Zaczelo mi brakowac milosci w tym wszystkim. Na dodatek zaczely do niego pisac jakies dziewczyny, bardzo sie balam, ze mnie zostawi. Zreszta jego zasady " nikt mu nie bedzie nic mowil, nikogo nie bedzie sluchal" barszo sie balam zdrady. Dochodzilo do tego ze sprawdzalam jego gg, e-maile itd, ale wiedzial dlaczego(wczesniej bylam z mezczyzna ktory mnie zdradzil wlasnie w taki sposob). Nie przeszkadzalo mu to.

Wydzwanialam do niego codziennie, jego to meczylo, wolal isc gdzies z kumplami a ja chcialam na nim polegac. Wkurzalo mnie to ze nie patrzy np jak ja na to co ulotne tylko np. wieczor taki z gitara w plenerze, w latach hipisowskich zespul bo skupial sie na tym, co oczywiste ciagle narzekal" ze goraco", a mnie draznilo to ze nie czerpie z zycia przyjemnosci, ze nie patrzy na to w ten sposob : jest sliczna pogoda, chmury klebia sie na niegie maluja rozne widoki, wiatr lekko powiewa,wokol slychac spiew ptakow tylko my i natura + dzwieki z gitary.

Jednak po prawie roku zdalismy sobie sprawde z naszych ogromnych roznic dzielacych nas:
ja jestem roztrzepana on wszystko musi miec idealnie
ja jak sie klocimy chce wszystko odrazu wyjasniac ten woli isc spac
itd.

Jednak powoli zaczelismy zauwazac w sobie to co wypelnia te braki w nas:). Zaczelam zauwazac jego milosc nawet w najprostszych rzeczach typu naprawienie czegos, pomoc mi w jakis elektronicznych sprawach.

Wydaje mi sie ze jesli komus na kims zalezy to jest sie w stanie wszystko przezwyciezyc tylko trzeba chciec i kochac smile
Poprostu dopasowywać się do siebie smile Pozdrawiam:)

7

Odp: Romantyczka i realista. Dzieli nas nie tylko odległość...

Przebrnęłam jakoś przez tą długą opowieść wink
Ciężko tutaj coś konkretnego doradzać, hmm ... przede wszystkim powinnaś zastanowić się, czy tak NAPRAWDĘ kochasz Go, czy to uczucie którym Go darzysz jest szczere i tak mocne. Czy poradziłabyś sobie bez Niego, czy jest dla Ciebie wszystkim.

Powiem CI szczerze, że jeśli ja wiedziałabym, że mój chłopak czuje coś do jakiejś innej dziewczyny ( a mi nie okazuje uczuć ) to nie potrafiłabym z Nim być. Niestety. Albo się kogoś kocha albo nie. Proste.

A może to Ty jesteś z Nim, żeby nie być samotna - zastanawiałaś się nad tym ?
myślałaś co by było, gdyby któregoś razu Go zabrakło w Twoim życiu ?

Nie wiem, może są to banalne pytania, ale mi pomagają, wiem, że ja bez swojego kochanego nie umiałabym żyć i chociaż wiem, ze ma DUŻO ! wad, to kocham Go razem z nimi . ;-)

pozdrawiam, daj znać jak się rozwinie sytuacja wink

8

Odp: Romantyczka i realista. Dzieli nas nie tylko odległość...
modlish123 napisał/a:

Jednak po prawie roku zdalismy sobie sprawde z naszych ogromnych roznic dzielacych nas:
ja jestem roztrzepana on wszystko musi miec idealnie
ja jak sie klocimy chce wszystko odrazu wyjasniac ten woli isc spac
itd.

Dokładnie tak jest u nas, a z tym spaniem dosłownie tongue Te różnice właśnie zauważyliśmy później... Zdaję sobie sprawę z tego, że nie ważne jak długo kogoś się zna, ta osoba i tak może nas czymś któregoś dnia zaskoczyć, ale w moim przypadku po prostu nie znaliśmy się dobrze wcześniej i wszystkie nasze wady, przyzwyczajenia itp. odkryliśmy dopiero z czasem.
Też jestem trochę roztrzepaną dziewczyną, muszę to przyznać... jemu to czasem przeszkadza, ja to czuję. Ale oczywiście on mi niczego wprost nie powie, ja muszę z niego takie rzeczy wyciągać.

Koteczkaaa napisał/a:

Powiem CI szczerze, że jeśli ja wiedziałabym, że mój chłopak czuje coś do jakiejś innej dziewczyny ( a mi nie okazuje uczuć ) to nie potrafiłabym z Nim być. Niestety. Albo się kogoś kocha albo nie. Proste.

Widzisz, ja uważałam tak samo. Nie do pomyślenia było dla mnie coś takiego. Ale znalazłam się w takiej sytuacji, poczułam na własnej skórze jak to jest. I tak, była złość, było ogromne rozczarowanie, był żal i lęk, z resztą pisałam o tym wyżej. Ale jakoś to wszystko przetrwałam, jakoś to idzie dalej. Fakt, nie ufam mu już tak bardzo jak kiedyś, ale minęło trochę czasu i poza moimi chwilowymi rozterkami, skłamałabym gdybym powiedziała, że jest źle. Ale MIMO tego wszystkiego, czuję się nieco zagubiona i moja własna postawa mnie martwi. Bo nie wiem wciąż co mam o sobie myśleć, coś ze mną nie tak, że się na to godzę?


Koteczkaaa napisał/a:

A może to Ty jesteś z Nim, żeby nie być samotna - zastanawiałaś się nad tym ?
myślałaś co by było, gdyby któregoś razu Go zabrakło w Twoim życiu ?

To jest pytanie, na które nie umiem odpowiedzieć, w tym problem. Jest ważną osobą w moim życiu, wiele już razem przeszliśmy, mimo złych chwil były też chwile dobre, czułam się przy nim szczęśliwa, czułam, że mogę być sobą.
To skomplikowane, jest we mnie sporo sprzecznych uczuć...

9

Odp: Romantyczka i realista. Dzieli nas nie tylko odległość...

Skoro w związku nie ma zaufania, to jak dalej wiązać przyszłość ? Jak można budować coś dalej, nie mając postawionych fundamentów ?

Powinnaś chyba przerwać to , wiem, że to ciężkie, ale skoro innej potrafi mówić miłe rzeczy, a osobie którą rzekomo kocha, nie, to coś tu jest nie tak.

Jest z Tobą wszystko OK wink Dużo jest dziewczyn, które wybaczają takie rzeczy, ale wśród nich jest też dużo takich, które wybaczają by nie być same, a tak naprawdę to w takim związku są bardziej samotne, niż byłyby bez 'swoich' facetów. To trudny krok, który musi zrobić kobieta, ale wybór jest prostszy niż się Nam wydaje ;-) uwierz w siebie i w to, że możesz być naprawdę szczęśliwa i do tego szczęścia nie jest Ci potrzebny akurat On, mężczyzna który nie okazuje uczuć - a przecież dla każdej kobiety jest to bardzo ważne.

10

Odp: Romantyczka i realista. Dzieli nas nie tylko odległość...

Widzisz, dla niej był słodki, romantyczny i cudowny bo jak sama mówisz jest na etapie zabiegania o nią, a Ciebie już ma. Prawdopodobnie gdyby zaczął być z tamtą to znów stałby się olewczy. Ten związek absolutnie nie ma sensu. Facet jest z Tobą, a wysyła innej wiersze, serduszka, romantyczne piosenki? Ha! Proszę Cie, mój ex tez miał takie akcje względem innych panienek i w końcu zdradził. Jemu nie zalezy na Tobie, to związek na odległość, a on zachowuje się jakbyście byli 20lat po ślubie. Jak dla mnie z tej mąki chleba nie będzie.

11

Odp: Romantyczka i realista. Dzieli nas nie tylko odległość...

Byłam w bardzo podobnym związku. Dziś z perspektywy czasu widzę, że brnęłam w coś co nie miało w ogóle przyszłości.

12

Odp: Romantyczka i realista. Dzieli nas nie tylko odległość...

Za kilka dni mamy walentynki, nie będzie to co prawda żaden wyznacznik miłości ani dowód na cokolwiek, ale jestem ciekawa, czy chociaż mi napisze coś miłego... zobaczymy i dam znać..

13

Odp: Romantyczka i realista. Dzieli nas nie tylko odległość...

Black & Red.....Kobieto !!! nie miej złudnych nadziej..czym szybciej zostawisz tego samoluba,tym lepiej dla Ciebie będzie....
                    szkoda Twojego zdrowia i nerwów,To stary lis ,jak moze tak się Twoimi uczuciami zabawiać...!!!!!! Czemu
                    na to sobie jeszcze pozwalasz...? Czy nie wystarczy Ci odkryta prawda.....dziwne ,na co Ty jeszcze liczysz?
                    chyba na zmiłowanie....Jest takie powiedzenie ...Umiesz liczyć ,licz na siebie....proponowałabym Ci się do
                    niego zastosować.Znam życie od podszewki ,więc proponuję ,żebyś się zdecydowała,pogrzebać tą znajomość ,
                    bo .czy to można nazwać Partnerskim-Szczęśliwym -Związkiem,myślę ,że nie....!!!!!!!
                    Proponuję Ci poszukiwanie innej osoby taka ,która Cię Pokocha naprawdę ......Pozdrawiam i trzymam za Ciebie kciuki
                    w podjęciu mądrej decyzji.

14

Odp: Romantyczka i realista. Dzieli nas nie tylko odległość...

Niestety zgadzam się z poprzedniczkami... Sama kiedyś z obaw przeczytałam archiwum i smsy mojego byłego chłopaka... Miłe słówka, emotikonki: buziaczki, serduszka. Niby tylko słowa, a zaufanie nie wróciło NIGDY. Choćby między nami było idealnie kiedy miałam przed oczami jego telefon nie mogłam się powstrzymać... Bo "wiedziałam", że tam "musi" coś być. Wszystko stawało się podejrzane, coraz więcej kłótni o to co on robi gdy nie odbiera telefonów, coraz więcej kłótni o to, że jestem zaborcza...

Tak działa brak zaufania... Jak tornado...
Choć podobno bywa w życiu różnie... Życzę Ci powodzenia koleżanko i trzymam za Ciebie kciuki... :* Choć romantyczka i realista to ciężkie połączenie samo w sobie. Wiem z autopsji...

15

Odp: Romantyczka i realista. Dzieli nas nie tylko odległość...

Rzeczywiscie masz prawo do niepokoju. Coz.. w moim zwiazku tez zdarzaly sie flirty niestety, ze strony chlopaka rowniez, ale to raczej o charakterze seksualnym, nie z jakas byla milsocia, wiec wybaczylismy sobie, wiem czego wtedy w naszym zwiazku brakowalo i mam nadzieje, ze to sie juz nie powtorzy.
Ciezej chyba byloby mi wybaczyc gdyby pisal tak wylewnie ze swoja dawna miloscia, no bo widzisz te flirty seksualne mozna uznac jako zwykle szukanie wrazen, ktorego nie powtorzy i ktore nie jest zagrozeniem dla zwiazku --> choc gdybym sie dowiedziala, ze np byl seks to raczej bym nie wybaczyla, ale takie flirty jeszcze tak
a w przypadku Twojego chlopaka, to cos wiecej jakies emocje, uczucia, wiec masz wiecej powodow do niepokoju
Sluchaj, czy teraz okazuje Ci uczucia ? No bo wychodzi na to, ze wtedy nie okazywal, bo czul cos do tamtej. Byc moze jesli teraz okazuje to nie masz czego sie obawiac, ale.. badz czujna.. i po prostu sama musisz sobie odpowiedziec czy umiesz zaufac , wem ze to nie bedzie latwe

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » Romantyczka i realista. Dzieli nas nie tylko odległość...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026