Do napisanie tego postu skłoniła mnie bezsilność, złość i wściekłość, ale od początku.
Z P. jesteśmy razem od 10 lat. Na początku wszystko było super. Jego matka wtedy również wydawała mi się fajna babką. Wszystko zmieniło się 5 lat temu kiedy zostawił ją facet. Zmieniła się strasznie to już nie była ta sama kobieta. Zaczeła kłamać oszukiwac wszystkich byle tylko facet do niej wrócił. Mówiła że jest ciężko chora, wymyslała sobie różne choroby byle tylko wzbudzic litość. Jednakże jej plan się nie powiódł i facet do niej nie wrócił, ale za to część rodziny zaczeła ją traktowac jako biedną schorowaną kobietę i każdy musi jej pomagac bo ona taka nieszczęśliwa. Rok poźniej zaszłam w ciąże i dopiero wtedy zrobiła się wredną s.... względem mnie. Dla mnie ciąża była zaskoczeniem, bałam sie tego co i jak bedzie dalej, ale z drugiej strony cieszyłam się bo zawsze chciałam mieć dziecko. P. był szczęśliwy cieszył sie strasznie i chciał od razu wszystkim powiedziec, poprosiłam go żeby na razie nic nikomu nie mówił i że powiemy razem w święta. Zgodził się. Jednakżę z tej radości że zostanie ojcem zaprosił kolegów na piwo i jednemu z nich wygadał się że bedzie ojcem. Ten kolega to syn koleżanki jego matki (największej plotkary w mieście). Więc jak ona już wiedziała to wszystkie znajome matki również tylko nie ona. Gdy dowiedziała się w końcu że jestem w ciąży. Zaczeła wszystko decydowac za nas. Już nie było mnie i P. tylko ona i P. Zawsze mówiła my (czytaj: ona i P.) damy tak dziecku na imie, my kupimy to, my załatwimy to jakbym ja wogóle nie istniała. W końcu nie wytrzymałam i powiedział jej że to jest moje życie i nikt nie bedzie decydował za mnie co i jak, że to jest moje dziecko i P. i my bedziemy robić tak jak nam bedzie dobrze. Ona się obraziła (zostałam jej wrogiem nr. 1) i P.oczywiście też bo jak mogłam tak potraktowac jego matkę bo ona chce tylko dobrze. W końcu nie wytrzymałąm i rozstałam sie z P. bo miałam dosyc tych ciągłych kłótni o jego mamusie.
W czasie naszego rozstania ona chodziła po znajomych i obgadywała mnie. Dowiedziałam się różnych ciekawych rzeczy o sobie które nie były nawet w małym stopniu prawdziwe, obwiniała mnie o wszystko. Pretensje do mnie miała że to moja wina że jej koleżanki wiedziały o ciąży a ona nie. Czare goryczy przelało jedno zdanie o którym do dziś nie mogę zapomniec cytuje: to "jeszcze nie wiadomo czy to jest dziecko P., a jak okaże się że to jest jego to my (czytaj: ona i P.)bedziemy płacic alimenty i bedziemy mieli ją i dziecko z głowy". No poprostu myslałąm że ją zabije. Oczywiście P. stwierdził, że to jest niemożliwe że ona tak powiedziała, bo ona już kocha wnuka. Nie uwierzył nawet jak mu to udowodniłam.
W końcu postanowiłam dac mu szanse i wrocilismy do siebie. On chciał ślubu ja nie. niechciałam nic robic na sile tylko dlatego że tak wypada. Mielismy zamieszkac razem ale oczywiście ona po raz kolejny zaczeła mieszac wiec po porodzie zamieszkałam u z dzieckiem u rodziców, on mimo tego że u mojej mamy są warunki niechciał zamieszkac tutaj. Mimo że wiekszosc czasu spędzał z nami. Przed porodem dostał propozycje pracy w Anglii, prosiłam go zeby pojechał znalazł mieszanie i że po porodzie przyjade do niego (miałam jeszcze przed sobą obronę pracy magisterskiej), ale on nie chciał nas zostawiac a ja chciałam byc jak najdalej od niej.
Za każdym razem gdy już mamy ze sobą zamieszkac i zaczyna się nam układac ona wszystko psuje. Wygaduje takie rzeczy że aż szkoda słów. Jakas masakra. Swojego wnuka (4lata) wogóle ma w dupie liczy się dla niej tylko Wojtuś (3 letni syn jej siostrzenicy), nie odwiedza go, nie dzwoni. Przy rodzinie i P. udaje super babcie, a jak widzi mnie z małym jak jest sama to nawet nie powie czesc wnukowi. Już mnie szlag nagły trafia jak tak można traktowac swojego wnuka. Był dzień babci w przedszkolu to nawet nie przyszłą na przedstawienie (mimo że nie pracuje), a nabuntowała P. czemu ja nie zadzwoniłam do niej i nie złożyłam jej życzeń na dzień babci, bo ona jest jego babcia. No jakas masakra. Znowu pokłócilismy sie z P. przez nią.
Już mi brakuje sił i słów na to wszystko,a z drugiej strony szlag mnie trafia że P. jest taki głupi i we wszystko jej wierzy i staje po jej stronie. Prosze poradzcie cos bo ja już nie mam na to siły.