netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

44 odpowiedzi7 131 wyświetleńzałożony przez niekochana72, 19.01.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 45 ]

1 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-01-19 09:24:11)

Temat: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Kochane, upychamy ten temat po różnych wątkach - może niech tu będzie miejsce na rady, jak sobie z tym radzić.
Jak sobie radzimy? Czy w ogóle sobie radzimy? Jak rozmawiać z dziećmi, przyjaciółmi i rodziną o naszym rozstaniu.
Zapraszam. Uczmy się od siebie - cel jest tego wart.
Ja wklejam post, który umieściłam wcześniej w innym wątku.


"Kochana, teraz widzę, jak dobrą była moja (naprowadzona przez p doktor) decyzja, żeby rozmawiać z córką szczerze o sytuacji - niedługo po tym, jak problem ujrzał światło dzienne. I nie piszę tego po to, aby pokazywać jaka ze mnie przewidująca istota - wcale nie, to było po pierwsze działanie instynktowne, po drugie: mój "przypadek" jak wiecie jest nietypowy - nie wiadomo było ( i właściwie nadal) - jak zachowa się mąż.
Tak więc wyprzedzając najgorsze i nieprzewidywalne powiedziałam córce, że choroba powoduje, że może się zachowywać dziwnie i irracjonalnie - i nie ma w tym żadnej jej i mojej winy - po prostu takie mogą być objawy tej choroby. Wyraźnie podkreśliłam, że przyczyną rozstania nie jest sama choroba (ta mogła się przytrafić każdemu), ale to, że on nie chce się leczyć - i jedyną drogą do zmiany jest to, że sam zrozumie, że innego wyjścia nie ma.
Wielokrotnie też powtórzyłam, iż choroba nie zwalnia go z odpowiedniego zachowania wobec nas - poprosiłam, że jeśli będzie zachowywał się w jakikolwiek sposób, który wyda się jej krzywdzący i nieodpowiedni - ma mi powiedzieć. Zapewniłam ją, że ZAWSZE sprawę załatwię tak, żeby on nie zorientował się, że wiem od niej. I nigdy tego zaufania nie zawodzę - to jest PRIORYTET. Naprawdę bardzo staram się, aby ona jak najmniej czuła się "współodpowiedzialna" za tą chorą sytuację. W moim przypadku jest jeszcze coś, co czasami nie daje mi spać - "mechanizmem spustowym" czającej się choroby córki może być stres - a to mi nie pomaga. Ważnym wydawało mi się, żeby ona zrozumiała, że to tata ma problem - i tylko on może to zmienić. Że my nie mamy wpływu na jego decyzję - choćbyśmy robiły nie wiadomo co. I że tata bardzo ją kocha, ale jego zachowanie może się zmienić pod wpływem choroby - ale nie ma zgody na to, że to może być "wytłumaczeniem" dla krzywdzenia nas.
Osobną sprawą jest to, że z szanownym małżonkiem przeprowadziłam dyskusję (a właściwie monolog), w którym zapowiedziałam, że jeśli zrobi cokolwiek, co zrani nasze dziecko - NIE DARUJĘ.
Stan na dziś (od samego początku) jest taki, że oboje staramy się dotrzymywać reguł. Dobro dziecka jest priorytetem dla nas obojga.

Podsumowując - uważam, że szczera rozmowa z dzieckiem (przeprowadzona jak najwcześniej) jest najlepsza.  Tylko nie mam pojęcia jak wytłumaczyć taką "sprawę" małemu dziecku - ja już mam nastolatkę, która większość spraw "ogarnia". Myślę, ze jednak konsultacja z psychologiem dziecięcym jest niezłym pomysłem. U nas działają bezpłatne poradnie, które zajmują się takimi problemami. Osobie "z zewnątrz" łatwiej jest spojrzeć na sprawę obiektywnie, o profesjonalizmie juz nie wspomnę."

2

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Kochana - Niekochana - to temat rzeka. Rozmawiamy, tłumaczymy i co? Ja tam cały czas się boję, że to pragnienie zwrócenia na siebie uwagi tatusia, może przyjąć postać zaprzestania nauki. Na razie nie jest źle, bo próbuje pokazać jaka jest dobra w tym co robi. Ale co będzie jak to NIE przyniesie spodziewanej uwagi? Bo ja jakoś nie widzę większego zainteresowania ze strony ojca. Dobrze chociaż, że jest od 11 miesięcy zakochana i ze względu na chłopaka nie chce wyjść na głąba. Ale mój strach nie śpi sad

3

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Jak to dziwnie wszystko się ze sobą łączy
Dziś mój przyjaciel przysłał mi reklamę pewnej fundacji.
O to jej fragment bez prośby o  wpłaty

Szanowni Państwo,

W Polsce systematycznie rośnie liczba rozwodów (w dużych miastach sięga 40%).

Badania opinii publicznej pokazują, że 81% dorosłych Polaków postrzega to zjawisko
jako bardzo poważny problem społeczny.
Rozwód to zazwyczaj pogorszenie sytuacji materialnej, społecznej i zawodowej kobiety-matki
wychowującej samotnie małoletnie dzieci.
Rozwód to dla dziecka największa trauma, której ustępuje nawet śmierć jednego z rodziców.
W badaniach skutki rozwodu dla dzieci to m.in. regres w rozwoju intelektualnym
i psychofizycznym oraz pogorszenie stanu zdrowia.
W skali społecznej to bezpośredni wzrost kosztów leczenia w publicznej służbie zdrowia oraz
skutki dalekosiężne płynące z gorszej lub utrudnionej socjalizacji dzieci z rozbitych rodzin.
Brak ojca jest wiązany w badaniach społecznych z:
63% samobójstw wśród młodzieży,
71% dzieci porzucających szkołę,
85% młodzieży osadzonej w więzieniach.
Doświadczenia innych krajów pokazują, że osłabienie instytucji małżeństwa i liberalizacja prawa
skutkuje zawsze lawinowo rosnącą liczbą rozwodów (hiszpańska ustawa o tzw. ekspresowych
rozwodach, która w ciągu 5 lat spowodowała wzrost ich liczby o 277 %).

W Polsce każdego roku blisko 60 tys. dzieci przeżywa rozwód rodziców.

4 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-01-19 22:21:23)

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Anhedonio - nasze córki są prawie równolatkami - wiem, jaki to ciężki okres smile zwłaszcza dla relacji matka-córka.
Ale w jaki sposób wytłumaczyłaś córce przyczyny rozstania - szczerze czy raczej oszczędziłaś jej szczegółów? Jak odnajduje się bądź nie w tym ojciec?
Co z przyjaciółmi i resztą rodziny?

Nie przekonuje mnie treść tej ulotki - to PR, interpretujący fakty na korzyść "'zamówienia". A gdyby zadać pytanie jakie byłyby te procenty, gdyby nie doszło do rozwodu, tylko nadal tkwiono by w patologiach, chorych związkach?

Niekochana72 wersja "dziecko" - w odróżnieniu od mamy zawsze wiedziała, co jest złe a co dobre i  nie rozumiała, dlaczego prawa kata są przedkładane nad prawa ofiary. Jak już pisałam - nie wybaczyłam mamie do dziś tego, że nie stanęła po właściwej stronie. Ale mam świadomość, że to kwestia MOJEGO charakteru - bo na przykład już mój brat nie zagłębia się w temat - przeszedł nad tym do porządku dziennego. Niestety skutkiem jest to, że zdąża w tym samym kierunku, co on.
Dlatego wydaje mi się, że trzeba zastanowić się, jakie będą konsekwencje naszego postępowania wobec dziecka - kogo w ten sposób ukształtujemy.
Myślę, że jednak komunikat "tata Cię nie kocha" może być zrozumiany jako "nie zasługujesz na jego miłość" i lepiej ująć to w "tata nie potrafi kochać w taki sposób jak powinien" ewentualnie "tata nie potrafi okazywać uczyć w taki sposób jak powinien". Jasne wskazanie PRZYCZYNY na pewno jest lepsze niż kluczenie.
Ale każde dziecko jest inne - wiek, wychowanie, charakter i wszystko to trzeba wziąć pod uwagę.

5

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Kochana - szczerze acz bez szczegółów starałam się wyjaśniać (dziecku). Wychodzę, z założenia, że córka oczy w głowie ma i ewentualnie się dopyta. Mówiłam, że rozstaliśmy się, bo JA już tak dłużej  nie mogłam funkcjonować. Ojciec prezentował "obrazę" majestatu, co z perspektywy czasu wygląda nawet trochę śmiesznie Tłumaczyłam dziecku, że on się pogubił w życiu i tak czasami bywa. Że priorytety nam się "rozjechały" i to co dla nas ważne, przestało być ważne dla niego i vice versa. I dalej jestem o tym przekonana, choć do niego to nie dociera. Wciąż uważa, że ja przesadzam itp. Ponieważ ja miałam więcej obowiązków niż znajomych to tłumaczeń też było niewiele - typu - on tu już nie mieszka.

6 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-01-20 10:14:32)

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

... no wlasnie sobie nie radzimy sad
i wiekszym problemem jest toksyczny zwiazek z tatusiem niz konsekwencje rozwodu.
Ktokolwiek mysli, ze ma tak tepe dziecko, ktore nie wie, iz miedzy mamusia i tatusiem cos "nie gra" jest w wielkim bledzie.
Dzieci sa bardzo madre i czuja co sie dzieje. Moga nie znac ukrywanych faktow. Czuja nieszczescie w rodzinie.
Czasem znaja nawet fakty bo zlo dzieje sie oficjalnie.
A co do statystyk Morfeusza.. to nie rozwody sa powodem patologii
rozwody sa wynikiem patologii, ktorej nie da sie czasem zachamowac...
Gdyby nie bylo rozwodow, przestepczosc wsrod dzieci i mlodziezy bylaby wieksza.
Bo przestepczosc nie bierze sie z rozwodow tylko z powodow, dla ktorych byly ten rozwody:jak alkoholizm, narkomania, socjopatia, niedojrzalosc itd
Dziecko alkoholika jesli jest zlodziejem to zapewniam, ze nie dlatego, ze mama sie wreszcie rozwiodla z robiacym burdy tatusiem.
Nie lubie jak ktos manipuluje danymi statystycznymi tongue

7

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Dzieci według mnie do wychowania potrzebuja troche jedzenia i duuuzo milości.
Ja po rozstaniu z mężem zawsze mówilam dzieciom że ojciec je kocha,jest nieopowiedzialny ale je kocha.Jak były male przypominalam im o laurkach dla taty z roznych okazji.
Stworzylam z dziecmi rodzine opartą na przyjaźni.Powiedzialam im na starcie ze musimy sobie radzic sami,wspierac sie byc odpowiedzialni,ufac sobie.
Wszystko bylo pod kontrola.Mialam je zawsze "na oku".Staly kontak,to jest ważne.Nauczylam ich mowic o swoich uczuciach,zwierzac sie i tak jest do tej pory.nie wyobrazam sobie życia bez moch dzieci!Bez pisania sms-ow z moją corka gdy jestesmy poza domem.Mogę powiedziec ze jestesmy przyjaciolkami i nie możemy po prostu bez siebie życ!Uwielbiam wieczory gdy  "leżakujemy" na łóżku,śmiejemy sie,opowiadamy sobie rozne rzeczy,plotkujemy o facetach...Ciągle powtarzam że w naszym domu nie ma tajemic,ze jestesmy rodziną.Corka czesto radzi sie brata,brat siostry,pomagaja sobie wzajemnie.To mnie bardzo cieszy.
Kiedys zapytalam syna-czy nie brakuje mu ojca-odpowiedzial-"nie ,bo nigdy go nie mialem,wiec jak ma mi go brakowac"...

Niepokoi mnie jednak wzorzec jaki stworzylam w tym domu.Kobiety ktora dominuje i spełnia czesto role faceta.Ja jestem od wszystkiego,nauczylam sie juz nawet malowac...hm...ściany!

Jak narazie uważam że mi sie udalo...nie wiem jak będzie dalej

8

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Ostatnio dużo o tym myślałam. I wysnułam pewien wniosek: Zachowanie rodziców po rozstaniu jest prawdziwym testem ich człowieczeństwa i rodzicielstwa. Ja po prostu nie ogarniam jak można "zapomnieć" że ma się dziecko, które potrzebuje miłości rodziców? Jakim potworem trzeba być, żeby brakiem kontaktu lub manipulowaniem uczuciami dziecka karać byłego partnera?
Uważam, że dzieci jako zupełnie niewinne sytuacji, która się wydarzyła powinny być szczególnie chronione. Ale trzeba pamiętać, że ta ochrona obejmuje też troskę o to, jakiego człowieka wychowamy. Kata, ofiarę czy zdolnego do oceny sytuacji człowieka.

Z własnego doświadczenia mogę przytoczyć sytuację, która pokazuje, że do niektórych można dotrzeć.
Raz zdarzyło się że podczas jednej z kłótni M. jako "końcowy argument" bluzgnął: że jestem popier.... i mam się od niego odpier...". To był pojedynczy incydent, ale świadkiem tego była nasza córka.
Dziecko poprosiłam o opuszczenie pokoju i zapytałam szanownego małżonka: Czy ma świadomość tego, że właśnie pokazał naszej córce, że mąż ma prawo w taki właśnie sposób odzywać się do żony/partnerki. Zapytałam, czy chciałby żeby ktokolwiek w ten sposób traktował naszą córkę.
Szanowny małżonek na szczęście zachował resztki zdrowego rozsądku i dotarło do niego co zrobił.
Poszliśmy do pokoju córki i tam M. przy niej przeprosił nas OBIE za swoje zachowanie - i wyraźnie powiedział, że jego zachowanie było niedopuszczalne i nikt nie powinien się w ten sposób wobec drugiego człowieka zachowywać.
Na razie obojgu udaje się nam zachowywać odpowiedzialnie. Mam nadzieję, że to działanie długofalowe, bo cel jest szczytny - normalne życie naszego ukochanego dziecka.

9

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

To fajnie jesli obydwoje wspolpracuja dla dobra dzieci... a jesli nie ma tej wspolpracy?
Jesli jest tylko obojetnosc i egoizm jednego rodzica, jak mozna pomoc dziecku przetrawic taka sytuacje by nie walczylo bezustannie o zainteresowanie i milosc?
... bo to przeciez droga do "KOCHANIA ZA BARDZO"...

10

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?
Zazdrosc napisał/a:

To fajnie jesli obydwoje wspolpracuja dla dobra dzieci... a jesli nie ma tej wspolpracy?
Jesli jest tylko obojetnosc i egoizm jednego rodzica, jak mozna pomoc dziecku przetrawic taka sytuacje by nie walczylo bezustannie o zainteresowanie i milosc?
... bo to przeciez droga do "KOCHANIA ZA BARDZO"...

Kochana, nie ma sposobu żeby jakoś dotrzeć do ojca? Nic nie dociera, żadne argumenty?
Jeśli tak, to ja byłabym bezradna - chyba poszukała bym pomocy psychologa.
Bo to takie walenie głową w ścianę. Trudna sytuacja, naprawdę.
Czy konsultowałaś się z fachowcem? Coś doradził?

11

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?
Zazdrosc napisał/a:

Jesli jest tylko obojetnosc i egoizm jednego rodzica, jak mozna pomoc dziecku przetrawic taka sytuacje by nie walczylo bezustannie o zainteresowanie i milosc?

Otóż to - jak rozwalić tę skorupę obojętności?
Ja młodej nie mówię, że ojciec ją kocha, bo ona widzi, że on się nią nie interesuje. Mówię, że się pogubił, że tak w życiu bywa. Nie ograniczam jego przyjść, aby choć tyle miała go w swoim życiu. Niech sobie ma tę świadomość, że gdzieś w pobliżu on wciąż "się kręci", że zawsze może się do niego zwrócić. Cienkie to lecz lepsze niż nic. Dlatego mimo, że mnie to drażni, nie zakazałam mu dotąd wpadać ni w pięć ni w dziesięć, kiedy mu się zachce.
Na razie JA jestem ta opoka i pewnik a na nim polegać nie można i nigdy nie wiadomo czy dotrzyma słowa czy nie. Przykre to ale trudne do zmienienia. Jak z nim rozmawiam, to niby rozumie co mówię, ale skutków brak. Mówię chwal ją. OK. Mówię jest 3 w klasie z ocenami - reakcja: taaaak? I ani słowa pochwały dla dzieciaka. Ech sad

12

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Witajcie. Mój syn bardzo przeżywa rozstanie i rozbicie rodziny. Początkowo mąż sterował synem, mówił mu złe rzeczy na mój temat. Dziecko uwierzyło i zaczęło się ode mnie odwracać. Syn był bardzo poddenerwowany, kiedy ze mną przebywał. Zdarzało się, że zaczynał na mnie wrzeszczeć i mnie kopać (tak, jak ojciec), nie miał szacunku do mnie. Rozmawiałam na ten temat z mężem, ale on nie widział problemu. Wzięłam więc sprawy we własne ręce, bo na ojca dziecka nie mogłam liczyć (zresztą nigdy, jeśli chodzi o wychowywanie dziecka), zapisałam syna do psychologa, razem uczestniczyliśmy w terapii. Widzę poprawę, syn już nie złości się na mnie, dużo rozmawiamy, wcześniej obwiniał mnie o rozwód, a teraz już się pogodził. Staram się dziecku tłumaczyć wiele spraw i uczę wyzwalania z siebie negatywnych emocji. Wczoraj powiedział, że jego marzeniem jest pełna rodzina i rodzice, którzy się nie kłócą, zrobiło mi się bardzo przykro. Martwię się o to, co będzie po rozwodzie, że stan emocjonalny syna będzie niestabilny, zresztą zauważyłam, że pojawiają się zaczątki jąkania. Niech wreszcie się ułoży. Trzymajcie się moje Netkobiety, razem damy radę przeżyć. Pozdrawiam smile

13

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Poprosiłam Pana Wojtka (experta) o odwiedzenie tego wątku - jeśli znajdzie wolną chwilkę. Myślę, że wsparcie nam się przyda big_smile
Będę czekać z niecierpliwością (tak - cierpliwość jakoś kiepsko mi "wychodzi").

14

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Szanowne Panie,
bardzo dziękuję za zaproszenie,
jak wspominałem chyba niegdyś - nie znam się na dzieciach, nigdy nie poświęcałem się psychologii dziecka, ale zdarzało się, że konsultowałem przypadki dziecięce (proszę wybaczyć określenie), całkiem prywatnie ale również na oddziale pediatrycznym szpitala. Może więc dodam coś do Pań dyskusji, a jeśli nie odkryję Ameryki, to proszę mi wybaczyć.

Na początek krótka dygresja - proszę nigdy nie wierzyć żadnym statystykom - to zwyczajna ściema. Jestem pewien, że te procenty są zawsze wyssane wprost z palca. Albo przynajmniej zmanipulowane tak, by służyć określonej teorii czy ideologii. Problem rozwodów narasta jednak lawinowo - widoczne jest to, rzecz jasna, najbardziej w sądach, ale również w codziennym życiu.

To, co w rozmowach z dziećmi wydaje mi się najistotniejsze, to bezwzględna szczerość. Dzisiaj to już nie nowość, widzę zresztą, że do lamusa odchodzą zwyczaje oszukiwania dzieci, tym bardziej, że dostęp do informacji czasami czyni najmłodszych najlepiej poinformowanymi.
Jednak wielokrotnie zdarzyło mi się walczyć z rodzicielskim zakłamaniem i powiem z doświadczenia, że nie ma chyba większego błędu w tym zakresie, niż oszukiwać dzieci.

Przede wszystkim zaś wydaje mi się istotne, by w miarę możliwości zawsze starać się dojść do porozumienia bez udziału sądu. Oczywiste, że rozwód należy przeprowadzić w sądzie, ale jeśli istnieje porozumienie w życiu prywatnym, sąd załatwia jedynie formalności a cała sprawa jest krótka i w miarę bezbolesna.
Czasami zdarza się, że na fali wzburzenia małżonkowie przestają ze sobą rozmawiać i nawzajem grożą sobie procedurami sądowymi. Rzadko się zdarza, żeby sąd rozwiązał czyjeś problemy rodzinne - dopóki się da, należy próbować zawrzeć sensowny, dojrzały układ w prywatnej rozmowie.
Jeśli emocje biorą górę, polecam skorzystanie z profesjonalnej mediacji - naprawdę warto.

Cały problem w tym, że zwykle brakuje dobrej woli, przynajmniej po jednej ze stron...

15

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Bardzo dziękuję Panie Wojtku, że znalazł Pan dla nas chwilę czasu pomimo nawału (jak mniemam) własnych spraw i obowiązków big_smile
Zgadzam się z wszystkim, co Pan napisał - chwilami stety, chwilami niestety smile
Chyba nie pomylę się, że każda z nas wiele dałaby za szybkie i uczciwe rozstanie, ale jak Pan sam napisał "do tanga trzeba dwojga"
Cóż więc może Pan doradzić, gdy partner/partnerka nie przedstawia woli współpracy w tej kwestii? Gdy przedstawia dziecku/dzieciom swoją "wersję" wydarzeń - mijającą się z rzeczywistością?
I jeszcze jedno pytanko - co w sytuacji, gdy rodzic nie wykazuje zainteresowania dzieckiem? Jak tłumaczyć to dziecku, aby wyrządzić jak najmniej szkody i jednocześnie nie łamać swojego kręgosłupa?
Z góry dziękuję.

16

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

No mój mąż wyprowadził się dwa dni temu a syn dopiero dzisiaj zapytał o niego (mąż pracuje w systemie zmianowym) nie chciałam jeszcze z nim rozmawiać na ten temat bo jestem trochę zła , trochę rozżalona na całą tą sytuacją a najgorsze przede mną. Na całe szczęście udało mi się zmienić temat ( akurat zaczęli nadawać jakieś bajki smile  ) do takiej rozmowy muszę się uspokoić i tak na prawdę porozumieć co dalej z drugą stroną . On ma 6 lat więc już jest na tyle duży że pyskuje smile  i potrafi dogadać więc mam nadzieje że spokojnie przyjmie tą sytuacje.

17

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

drogie kobietki jak ja cenie wasza dojzalosc i umiejetnosc tak rozwiazania problemu i dogadania sie z facetem...mnie na to nie stac.
u mnie sytulacja jest jeszcze inna, mianowicie, mimo uplywu lat(5lat) nic a nic nie jestem mniej wsciekla na niego, nie jestem mniej przestraszona i wogole nie mam ochoty z nim rozmawiac no i nie ukrywam nie potrafie...
poza tym, jak ja moge mowic corce(ma 4lata) ze tatus jak kocha lub nie umie pokochac jak on nie ma dla niej czasu...zimna to jeszcze czasem sie pokazuje, ale okres wiosna-jesien to siedzi nad jeziorem zamiast z dzieckiem, bo jak napisal(jedyna forma jaka sie kontaktujemy to smsy) "musi odpoczac"
corka nigdy z nim nie mieszkala(zostawil mnie w ciazy) nigdy o niego nie pyta, wie kto to jest bo on karze mowic na siebie tata, moze robie zle ale taka nazwa nie przechodzi mi przez gardlo i corka w rozmowie ze mna mowi "pan" i jak tam mowie.
gdy corka byla niemowleciem, poznalam partnera ktory pokochal mnie i corke i jest teraz moim mezem a corce zawsze byl tatusiem, to on ja przewijal, kapal teraz prowadza do przedszkola i czyta bajki-inaczej nie umiem nazwac czlowieka ktory dzieli kazdy dzien z nasza corka.
"pan" we wrzesniu przyszedl po "wakacyjnej przerwie" i powiedzial ze moj maz to nie tata i ze tylko on to ojciec, Boze co sie dzialo, corka plakala i pytala czy moj maz to nie tata, powiedzialam ze tata tylko tamten pan zrobil ze byla u mnie w brzuszku...uslyszala to ale czy zrozumiala nie wiem...wie co to ciaza bo ma mlodszego brata.
nigdy o nic nie prosilam ojca dziecka nigdy nic nie musial, mimo ze ma wdywania co weekend(sobota i niedziela po 2h) nie korzysta z tego, wrecz wolal zamienic sobote na codrugi poniedzialek-poszlam mu na reke, nie byl w rzaden poniedzialek...
corka rosnie i bedzie pytac...co mam mowic, ze mial nas gdzies a ja majac 19lat bylam sama?? ze nawet po zrewaniu kontaktu on nie wrocil, ze nawet gdy napisalam ze sie urodzila to nie przyjechal?? mam mowic ze robil jej badania DNA zeby wykrecic sie od alimentow?? mam mowic ze niechcial byc na chrzcie?
jest to dla mnie problem ktory naprawde nie wiem jak roziwazac...no i jeszcze moj maz, kocha ja jak wlasna i widze jak placze gdy corka mowi, ze pan powiedzial ze to nie tata...

18

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Wiesz i tak dobrze sobie z tym radzisz poprzez nie najeżdżanie na swojego byłego partnera, ponadto ty go nie oceniasz do córki starasz się unikać tematu. Z biegiem czasu to córka sama zdecyduje kto jest jej prawdziwym ojcem czy ten który wychował czy ten który spłodził.Ważne jest to że nie przedstawisz go w złym świetle sama kiedyś to oceni, a córka ma kochającą się rodzinę, a pamiętajmy ojciec to nie ten który daje życie a ten który uczestniczy w naszym życiu i to radziłabym powiedzieć córce w formie alternatywy że jeden to ojciec biologiczny a drugi to tata który wychowuje i kocha.

19

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

fenix no i na razie chyba tak to rozumie, cos kiedys powiedziala w typie:" mam dwuch tatow":)
ja nie buntuje, powiedzialam tylko tyle ze  z nim nie jestem ze sparwil tylko ze byla u mnie w brzuchu
ale ojciec bilogiczny gada jej (to tylko czesc ktora uslyszalam przez zamkniete drzwi)mowi ze to przeze mnie nie moze byc przy corce, przekupuje ja cokierkami mowiac ze zabierze ja do siebie, tolkuje ze moj maz to nie tata(on twierdzi ze liczy sie ta sama krew, nazwisko, rod i tak dalej...
wlasnie tego sie boje ze ja jej powiem wlasciwie broniac go,z e w zyciu tak bywa, ze pan nie dorosl do bycia ojcem, ze nie umial byc ze mna, moze nie umial kochac a on bedzie na mnie sadzil-ta sama historia a tak roznie opowiedziana.
no i oddawanie dziecka do niego do mieszkania....nie zezwalam na to, oni widza sie zadko, juz slysze jak jej nagaduja na mnie no i poza tym oni nie maja ze soba wiezi, msyle ze bardziej zalezy jego matce i ciotce(ktora nie moze miec dzieci) na widzeniu corki niz jemu...on zabiega o zabieranie corki zadko...w sumie chyba 3 razy-raz do swojej mamy na obiad nie zgodzilam sie, drugi raz ja nabuntowal i sie nie zgodzilam mowiac ze pan zaraz idzie -odpuscila bez zadnego ale, a raz napisal smsa ze ma jzu fotelik to moze ja zabierac, gdy powiedzialam ze nie powiedzial ze zalozy sprawe, minal rok i sprawy nie ma.
a poza tym, nie wiem jak przezyje gdy ona bedzie z nim...umre ze strachu

20

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Wiesz ona jest malutka na razie ale z czasem sama będzie podejmować wybory i wtedy będzie ci wdzięczna że pozwoliłaś jej samej zdecydować co myśli o swoim ojcu. Co do kwestii strachu to rozumiem cię ale dobrze że nie zabraniasz kiedy ustalicie widzenia trzymaj się tego i tyle. Ważne że ona ma rodzinę która ją kocha.

21 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2011-02-09 15:25:46)

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?
niekochana72 napisał/a:

Cóż więc może Pan doradzić, gdy partner/partnerka nie przedstawia woli współpracy w tej kwestii? Gdy przedstawia dziecku/dzieciom swoją "wersję" wydarzeń - mijającą się z rzeczywistością?
I jeszcze jedno pytanko - co w sytuacji, gdy rodzic nie wykazuje zainteresowania dzieckiem? Jak tłumaczyć to dziecku, aby wyrządzić jak najmniej szkody i jednocześnie nie łamać swojego kręgosłupa?
Z góry dziękuję.

Niestety, jak to często bywa, gdy się mocno stoi na ziemi - należy stwierdzić, że nie da się zmusić nikogo do wykazania dobrej woli. I wówczas pozostaje tylko drogą sądowa. A to już jest bardzo rozległy temat.
Samo to, że drugi rodzic przedstawia dziecku "swoją, mijającą się z rzeczywistością, wersję wydarzeń", jest, jak wiemy, bardzo dyskusyjne (akurat Pani ma w tym względzie szczególną sytuację). W sytuacjach najbardziej powszechnych po prostu każdy ma swoje racje i tyle. I wówczas jedynym rozwiązaniem jest sąd - tym bardziej, że czasami, choć rzadko, podczas sprawy sądowej między małżonkami faktycznie następuje autentyczne porozumienie.

Jeśli rodzic nie wykazuje zainteresowania dzieckiem - w tym akurat przypadku sytuacja jest uregulowana prawnie. Otóż, jeśli mnie pamięć nie myli, zgodnie z Kodeksem Rodzinnym i Opiekuńczym (jego nowelizacją z 2009r.) rodzic ma nie tylko prawo, ale i obowiązek utrzymywania z dzieckiem kontaktów. Inna sprawa, że wypełnianie tego obowiązku ciężko jest wyegzekwować, więc jak zwykle - procedury procedurami, a rzeczywistość rzeczywistością.
Jestem przekonany, że do kontaktowania się z dzieckiem również nie należy nikogo zmuszać - to zupełnie bez sensu i zapewne nie służy to wcale dobru dziecka.

Problem najpoważniejszy powstaje, kiedy mamy do czynienia z sytuacją, w której jedno z rodziców usiłuje dzieckiem manipulować, uprawiając swoiste pranie mózgu (to terminologia fachowa). W mojej ocenie w takiej sytuacji należy dziecko od tego rodzica odseparować, ponieważ taka sytuacja jest dla dziecka wielką krzywdą, dużo chyba większą, niż brak kontaktów z takim rodzicem.
Problem tylko w tym, że w sytuacji walki o dziecko rodzice często wzajemnie oskarżają się o manipulowanie dzieckiem a nierzadko faktycznie oboje nim manipulują. I nie sposób jednoznacznie stwierdzić, która strona ma rację, albo która ma "więcej racji". To bardzo trudne sprawy.

Jak tłumaczyć dziecku... Hmm, niestety, psychologia nie zna chyba jakichś specjalnych, czarodziejskich sposobów, a przynajmniej ja w takie nie wierzę. Czytam wypowiedzi poszczególnych Pań i widzę, że większość Uczestniczek proponuje bardzo dojrzałe, wyważone rozwiązania (przynajmniej w deklaracjach...). Ważne jest przede wszystkim, by w miarę możliwości nigdy nie deprecjonować osoby drugiego rodzica - niestety, w takich sytuacjach nader często ma to miejsce. W większości wypadków opiekę nad dzieckiem sąd powierza oczywiście matce i zdarza się, że matki odsądzają ojców od czci i wiary, nawet wówczas, kiedy jest to zupełnie nieuzasadnione (oczywiście pewien jestem, że gdyby opiekę w wiekszości powierzano ojcom, sytuacja byłaby podobna, tyle, że odwrotna).
Sytuacja rozstania rodziców jest dla dziecka zawsze bardzo trudna i nie ma jednoznacznych rozwiązań, ale z całą pewnością dziecko, dorastając, wyrobi sobie kiedyś własne zdanie na ten temat. Zawsze polecam bezwzględną szczerość, niezależnie od tego, co jest przedmiotem rozmowy. Niemniej nie we wszystkie tematy należy dziecko koniecznie wtajemniczać - to chyba kolejny częsty, popełniany przez rodziców błąd, że usiłują wytłumaczyć dziecku wszystko, nawet to, czego dziecko z racji wieku nie jest w stanie pojąć (np. sprawy intymne, które poróżniły małżonków). Jestem zwolennikiem zdrowej, klasycznej zasady, że pewne tematy po prostu nie powinny dzieci interesować. A i rodzic nie ma obowiązku tłumaczenia się przed dzieckiem na przykład z tego, dokąd i po co wychodzi wieczorem. Ale to oczywiście tylko moje zdanie.
Tymaczem w sytuacji rozstania rodziców mamy często do czynienia z niewiarygodnym uwikłaniem dziecka w sprawy dorosłych - i bywa czasem, że dziecko staje się kimś w rodzaju "trzeciego małżonka". Z całą pewnością jest to niepotrzebne i szkodliwe - jeśli dziecko nie interesuje się problemami rodziców, tym lepiej dla niego i zapewne nie należy angażować go w te tematy jeśli tylko nie jest to absolutnie konieczne.

22

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?
Wojciech Imielski napisał/a:

Jeśli rodzic nie wykazuje zainteresowania dzieckiem - w tym akurat przypadku sytuacja jest uregulowana prawnie. Otóż, jeśli mnie pamięć nie myli, zgodnie z Kodeksem Rodzinnym i Opiekuńczym (jego nowelizacją z 2009r.) rodzic ma nie tylko prawo, ale i obowiązek utrzymywania z dzieckiem kontaktów. Inna sprawa, że wypełnianie tego obowiązku ciężko jest wyegzekwować, więc jak zwykle - procedury procedurami, a rzeczywistość rzeczywistością.
Jestem przekonany, że do kontaktowania się z dzieckiem również nie należy nikogo zmuszać - to zupełnie bez sensu i zapewne nie służy to wcale dobru dziecka.

Bardzo dziękuję. Jeszcze tylko jedno - odnośnie powyższego cytatu. Jak wtedy przedstawić dziecku sytuację - gdy pyta "Dlaczego mama/tata nie chce mnie widzieć?"
Bo mam wrażenie, że wersja "tata Cię kocha tylko nie potrafi tego okazać" może skrzywić pojmowanie "miłości" i być przyczyną kiepskiego ulokowania uczuć w przyszłości.
Hmm...

23

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?
niekochana72 napisał/a:

...gdy pyta "Dlaczego mama/tata nie chce mnie widzieć?"
Bo mam wrażenie, że wersja "tata Cię kocha tylko nie potrafi tego okazać" może skrzywić pojmowanie "miłości" i być przyczyną kiepskiego ulokowania uczuć w przyszłości.
Hmm...

Dokładniej = czy jest dopuszczalne stwierdzenie :"On nie umie kochać". Czy nie jest to właśnie deprecjonowanie tegoż rodzica? A jak nie tak to jak uzasadnić brak zainteresowania?

24

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Drogie Panie,
przepraszam za długą nieobecność.
To bardzo trudne i ważne pytania. I szczerze muszę przyznać, że nie znam żadnego specjalnego sposobu tłumaczenia dziecku takiego rozwoju sytuacji.
Myślę, że przede wszystkim należy poprosić rodzica zaniedbującego dziecko o szczerą odpowiedź na pytanie, dlaczego je zaniedbuje. I ta odpowiedź, jaka by nie była, wydaje mi się najbardziej wskazana dla dziecka. Bo przecież przede wszystkim nie chcemy dziecka w żaden sposób oszukiwać. Jest to szalenie trudny temat i w mojej ocenie nie istnieją proste rozwiązania, dlatego zawsze zdałbym się na mądrą intuicję rodzica wychowującego dziecko, które przecież i tak z biegiem czasu wyrobić musi sobie własne zdanie. Z moich obserwacji wynika, że zazwyczaj rodzic, ten wychowujący, całkiem sprawnie radzi sobie z dbaniem o emocjonalne dobro dziecka - z pominięciem, rzecz jasna, sytuacji zupełnie patologicznych.
Poza tym - mimo oczywistego założenia, że nie należy drugiego rodzica deprecjonować, zdecydowanie uważam, że nie należy go również chronić, jeśli postępuje niewłaściwie. Innymi słowy, jeśli rodzic w sposób oczywisty zaniedbuje dziecko, nie można dziecku tłumaczyć, że jest bardzo zajęty ale przecież wcale nie chce źle. Zawsze jestem zdania, że najtrudniejsza prawda jest lepsza, niż najpiękniejsze kłamstwo.

Nie używałbym argumentu w rodzaju "nie umie kochać" z tej prostej przyczyny, że takie wyjaśnienie chyba zupełnie nic konkretnego nie wnosi. Po prostu nie jest żadnym wyjaśnieniem i wątpię, by dziecko, zwłaszcza młodsze, mogło cokolwiek z tego zrozumieć.
"Tata Cię kocha tylko nie potrafi tego okazać" - też, podobnie, jak Pani Niekochanej72 wydaje mi się, że to nie najlepsze rozwiązanie. Jak napisałem wyżej, jeśli tata ma dziecko w nosie, to nie widzę powodu, by tłumaczyć to dziecku w inny sposób, chroniąc dobre imię takiego ojca.

Nasuwa mi się jeszcze jedna, trochę poboczna refleksja. Wielu rodziców (obojga płci, ale częściej ojcowie) latami walczy o możliwość kontaktów z dzieckiem, a kontakty te są im uniemożliwiane lub utrudniane. W innych sytuacjach rodzic, który ma pełny dostęp do dziecka, nie wykazuje do tego żadnej chęci... Przyznam, że mimo wszystko tę pierwszą sytuację łatwiej jest mi zrozumieć.

Nie wiem, czy cokolwiek wartościowego tutaj wniosłem, ale proszę pamiętać, że nie jestem specjalistą od dzieci.

25 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-02-26 20:13:12)

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?
Wojciech Imielski napisał/a:

Poza tym - mimo oczywistego założenia, że nie należy drugiego rodzica deprecjonować, zdecydowanie uważam, że nie należy go również chronić, jeśli postępuje niewłaściwie. Innymi słowy, jeśli rodzic w sposób oczywisty zaniedbuje dziecko, nie można dziecku tłumaczyć, że jest bardzo zajęty ale przecież wcale nie chce źle. Zawsze jestem zdania, że najtrudniejsza prawda jest lepsza, niż najpiękniejsze kłamstwo.

Nie używałbym argumentu w rodzaju "nie umie kochać" z tej prostej przyczyny, że takie wyjaśnienie chyba zupełnie nic konkretnego nie wnosi. Po prostu nie jest żadnym wyjaśnieniem i wątpię, by dziecko, zwłaszcza młodsze, mogło cokolwiek z tego zrozumieć.
"Tata Cię kocha tylko nie potrafi tego okazać" - też, podobnie, jak Pani Niekochanej72 wydaje mi się, że to nie najlepsze rozwiązanie. Jak napisałem wyżej, jeśli tata ma dziecko w nosie, to nie widzę powodu, by tłumaczyć to dziecku w inny sposób, chroniąc dobre imię takiego ojca.

Dziękuję panie ekspercie, zawsze to pożyteczne i miłe porozmawiać sobie z fachowcem. Psycholog to psycholog, nawet jak się na dzieciach nie specjalnie zna smile
Byłoby SUPER móc tak kierować się li tylko prawdą ALE w życiu mi nie przejdzie przez usta zdanie : "tata ma Cię dziecko w nosie" sad A to ze względu na to, że to by moje dziecko (lat 14,5) zwyczajnie zraniło. Ona bowiem: dlatego że tata gra na gitarze - nauczyła się grać na gitarze, ponieważ tata w młodości trenował karate - ona też trenowała, tata był żeglarzem - ona została żeglarzem smile To już lepiej niech sama dojrzeje do wniosku gdzie ów tata ją obecnie ma - ja nie mogę

26

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Szanowna Pani,
ależ może nieprecyzyjnie się wyraziłem - nie postulowałem wcale, by powiedzieć dziecku, że tata "ma je w nosie".
Chodzi mi tylko o to, że jeśli tata ma dziecko w nosie, to nie ma powodu dziecku opowiadać, że tata nie interesuje się nim, bo ma dużo pracy. To zupełnie bez sensu.

Wiem, że takie sytuacje są bardzo trudne i bardzo przykre. Tylko proszę powiedzieć, czemu ma służyć i do czego zmierza opowiadanie dziecku nieprawdziwych historii? Ja nie namawiam do mówienia prawdy dlatego, że kłamanie to grzech czy zło moralne. Po prostu zawsze finalnie okazuje się, że każde kłamstwo jest krzywdą dla dziecka...

27

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Taa.. ja właśnie zbieram żniwo "wybielania" taty w oczach dziecka.
Już więcej nie popełnię tego błędu.
No i okazało się, że jednak teściowa postanowiła "wyprzeć rzeczywistość".
Tak więc zostałam SAMA. Prawda i ja.

28

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

proszę wobec tego o radę jak mam zachować się wobec 19-letniej córki, która nagle przestała być ważna dla tatusia, a każda jej próba zwrócenia na siebie uwagi jest ignorowana. dziecko w takiej sytuacji jest zdezorientowane-nagle ojciec przestał ją kochać? nie staram się w żaden sposób nastawiać córki-wystarczająco dużo widziała i słyszała, więc wie dlaczego się z nim rozwiodłam, ale do ubiegłego roku miała w miarę dobry kontakt z ojcem. Teraz jakby "przestał być ojcem". Unika kontaktów, nie interesuje się, a ona bardzo to przezywa. Nie wystarczy że tłumaczę jej to niestabilnością i niedojrzałością emocjonalną tego człowieka. Gra jej uczuciami dla mnie jest chyba największą męczarnią, bo widzę jak się cieszy z każdego nawet sms-a od taty, jak probuje jeszcze wierzyć w jego uczucia do niej, a jak potwornie cierpi, kiedy po raz kolejny okazuje się, że jej ojciec co innego mówi, a co innego robi.
Jak mam pocieszyć, wytlumaczyć, bo już brakuje słów.....
Wizyty u psychologa pomagają na krótko - silniejsze jest serce niż rozum

29 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-03-02 08:40:14)

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?
Wojciech Imielski napisał/a:

Szanowna Pani,
ależ może nieprecyzyjnie się wyraziłem - nie postulowałem wcale, by powiedzieć dziecku, że tata "ma je w nosie".
Chodzi mi tylko o to, że jeśli tata ma dziecko w nosie, to nie ma powodu dziecku opowiadać, że tata nie interesuje się nim, bo ma dużo pracy. To zupełnie bez sensu.
Po prostu zawsze finalnie okazuje się, że każde kłamstwo jest krzywdą dla dziecka...

Szanowny Pnie Ekspercie = wystarczająco precyzyjnie, niestety sad
Zgadzam się z pana stanowiskiem - wiem, że kłamstwo ma krótkie nóżki a bolesna prawda i tak wyjdzie na jaw. Nie będzie przez to mniej bolesna dla dziecka.
Po prostu - my matki pytane wprost przez latorośle - dlaczego tata się nimi nie interesuje, nie znajdujemy dobrych słów na odpowiedź, bo same nie jesteśmy w stanie sobie na to odpowiedzieć. Nie wiem czy dobrze myślę, ale postanowiłam, że na kolejne takie pytanie odpowiem - idź, zapytaj tatę, bo ja tak naprawdę nie wiem i nie umiem Ci tego wyjaśnić. Czy dziecko zdobędzie się na odwagę, pójdzie do ojca i zada to pytanie, to już inna rzecz.

30

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?
Anhedonia napisał/a:

Nie wiem czy dobrze myślę, ale postanowiłam, że na kolejne takie pytanie odpowiem - idź, zapytaj tatę, bo ja tak naprawdę nie wiem i nie umiem Ci tego wyjaśnić. Czy dziecko zdobędzie się na odwagę, pójdzie do ojca i zada to pytanie, to już inna rzecz.

Anhedoniu kochana, jak napisałam wcześniej - właśnie zaczynam "obrywać" za to, że wcześniej wybielałam i tłumaczyłam zachowanie męża i tatusia w jednej osobie.
Jak mówią chemicy: Moja pojemność buforowa uległa wyczerpaniu - ZA DUŻO KWASU.
Teraz (nie tylko w stosunku do córki) przyjmę zasadę (jak w Twoim cytacie), którą pewnie jakbym była mądrzejsza stosowałabym od początku. No cóż, uczymy się na błędach.

31

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

czesc dziewczyny, mam pytanie do was i pana Wojtka
ja jestem troche na innym etapie, moja corka ma nieco ponad 4lata, jej ojciec nigdy z nami nie mieszkal a moj maz jest dla niej ojcem od urodzenia(poznalam meza toz po urodzeniu corki) mam 2 pytania ktore sa mi potrzebne co robic dalej na cale zycie
-moja corka mowi do mego meza tato, nie wyobrazalam sobie inaczej mowic na czlowkieka ktory wstawal do niej w nocy, przewijal, karmil, bawil sie, jezdzil na sankach i obserwowal jej pierwsze sylaby, pierwsze kroki itd...JAK MA MOWIC CORKA DO MEGO MEZA?
problemem to sie zrobil gdy ojciec dziecka sie pojawil(gdy byla mala nie bylo go bo po co, od jakiegos 1-2lat pokazuje sie regularnie tj zima, bo w innym okresie lowi ryby!!) placi alimenty i chyba uwaza ze to daje mu prawo do wszytskiego, zaczal mowic ze moj maz to nie tata, corka jak to usyszla(pierwszy raz we wrzesniu 2010r) plakala, a nawet 2-3razy posikala do lozka co jej sie niezdarzalo od dawna, plakala corka, plakal maz i ja z nimi... ale wiem ze wciaz tak mowi, wytlumaczylam ja ze pan-inaczej nie umiem mowic na ojca dziecka-ojcem wedlog mnie nigdy nie byl-spowodowal ze byla w brzuszku ale tata(moj maz) wychowywal ja od urodzenia...nic na to nieodpowiada, raczej zajmuje sie tym np tata mnie przewijal? tata mnie myl? wiec chyba wie o co chodzi, ostatnio mowi tata Krystian(moj maz) lub tata Bartek(ojciec biologiczny) ale wiem ze tamten wciaz mowi cos typu krew z krwi nazwisko z nazwiska i oststnio uslyszlama ze gdyby Krystian(moj maz) byl tatem to jego by ni ebylo-jego spotkania sa za zamknietymi drzwiami w corki pokoju, co tydzien ma widywania sie po 2h(mial 2 dni w tygodniu ale nie korzysta i przelozyl na mniej jemu korzystne) a wiec o to moje jedno pytanie, JAK MA MOWIC DO MEGO MEZA?

-druga sprawa z ktora widze ze sie bede mogla uporac i to w niedlugim czasie to zabieranie dziecka do ciebie, corka jest samodzielna, sama sie ubierze, zje i skorzysta z toalety, mowi ladnie. dostalam w grudniu smsa cos mniej wiecej o takiej tresci"przygotuj corke na 12, bo zabieram ja na obiad do mamy"-jakby to byl towar do wydania, niezgodzilam sie i jesli chodzi o mnie to nie wiem jak sobie poradze z ta sytulacja, on nigdy nie opiekowal sie nia, nigdy jej nie karmil, nie przebieral, nie wie co lubi itd, boje sie poprostu czy jej nic nie grozi choc pewnie nie wysili sie pobyc z nia sam tylko zawiezie ja do matki a tam pranie mozgu gwarantowane! boje sie takze wmawiania jego wersji, boje sie ze bedzie plakac a ja nie bede o tym wiedziec, nawet jakby zabranie jej mialoby twrac 2h to chyba byl oszalala ale wiem ze czym jest starsza tym blizej tego dnia...
a corka...on przychodzi napycha ja slodyczami wiec wiadomo dziecko przekupione, ona mowi ze chce isc a gdy widzi ze mi smutno to mowi ze nigdzie nie pujdzie, niechce jej starwiac w niezrecznej sytulacji, choc zawsze mowi ze chce pujsc i wrocic-jest bardzo odwazna dziewczynka i uwielbia byc poza domem taka mala szfenda:) od ojca dziecka, wiem tylko(smsy nigdy inaczej nierozmawialismy, chyba ze przez sad) ze kupil fotelik dla corki-uwaza ze jest chyba gotowy, choc jesli fotelik oznacza jego gotowac to chyba nie wie na co sie porwal! poza tym, jakies pol roku temu mialam straszone ze zalozy sprawe w sadzie o zabranie corki do siebie, wiem ze to napewno kwestia czasu jak znow w sadzie wyladuje...
i w tym wszystkim moj maz, widze ze nie moze znalesc sobie miejsca w tym wszystkim, boli go to ze nie ma zadnych praw, ze corka nie jest jego,a ja bym chciala tego calego zaklopotania uniknac i jakos niewychodzi...zawsze po wyjsciu jego wynika klotnia i jak kazda niedziela jest zmarnowana...

chcem tylko powiedziec ze ojciec dziecka jak jestenia chcial ja zabierac tak od tamtej pory nic nie mowi, choc slyszalam wlasnie o tym foteliku, wiem ze corce mowi ze ja zabierze..
a jesli chodzi o wiez z nim, kiedys plakala jak go widziala, teraz nie placze, idzie i sie z nim bawi 2h ale gdy wyjdzie nigdy nie mowi o nim, nie pyta gdzie jest lub kiedy przyjdzie, jak go nei ma przez okres letni 4-6miesiecy to takze niepyta. nie widze miedzy nimi wiezi, bo np gdy moj maz pracuje dluzej, to corka mowi "lkiedy tata wroci? zadzownimy do taty bo tesknie?"

prosze o pomoc, bo nie wiem co robic. z gory dziekuje

32 Ostatnio edytowany przez hardy_man (2011-03-02 13:47:41)

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Masakra dla mnie.

Nie znam się kompletnie na polskim prawie w takich przypadkach, ale jak dla mnie taki człowiek jest pierwszy w kolejce by odebrać mu prawa rodzicielskie i żeby się po prostu odczepił.
Dla mnie nie ma żadnych praw do tego by uważać się za ojca.

33

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

hardy_men teztak uwazam choc dusze to zdanie w sobie zeby nic nikomu nie sugerowac.
fakt nie jest mi potrzebny, tworze z mezem rodzine, mamy corke i syna radzimy sobie naprawde dobrze, maz zawsze mowil ze ma dwoje dzieci, kocha je jednakowo i traktuje takze tak samo.
finansowo takze se radzimy,wiec bez tego jego zasrantych 300zl takzeby bysmy sobie poradzili.
bardzo bym chciala zeby znikna, nienawidze go mimo uplywu lat...ale tu nie chodzi o mnie tylko o corke a jej juz sama nie wiem co byloby lepsze, niechcem zeby mi wypomniala po latach ze zabralam jej ojca.

34

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?
MaRyla71 napisał/a:

proszę wobec tego o radę jak mam zachować się wobec 19-letniej córki, która nagle przestała być ważna dla tatusia, a każda jej próba zwrócenia na siebie uwagi jest ignorowana. dziecko w takiej sytuacji jest zdezorientowane-nagle ojciec przestał ją kochać? nie staram się w żaden sposób nastawiać córki-wystarczająco dużo widziała i słyszała, więc wie dlaczego się z nim rozwiodłam, ale do ubiegłego roku miała w miarę dobry kontakt z ojcem. Teraz jakby "przestał być ojcem". Unika kontaktów, nie interesuje się, a ona bardzo to przezywa. Nie wystarczy że tłumaczę jej to niestabilnością i niedojrzałością emocjonalną tego człowieka. Gra jej uczuciami dla mnie jest chyba największą męczarnią, bo widzę jak się cieszy z każdego nawet sms-a od taty, jak probuje jeszcze wierzyć w jego uczucia do niej, a jak potwornie cierpi, kiedy po raz kolejny okazuje się, że jej ojciec co innego mówi, a co innego robi.
Jak mam pocieszyć, wytlumaczyć, bo już brakuje słów.....
Wizyty u psychologa pomagają na krótko - silniejsze jest serce niż rozum

Szanowna Pani,
nie wiem, czy nie odsądzi mnie Pani od czci i wiary, ale muszę się przyznać, że nie znam satysfakcjonującego sposobu na taką sytuację. Bardzo zresztą przykrą.
Zarówno jako człowiek jak i jako ojciec zupełnie nie rozumiem takiej postawy niektórych rodziców.
Jak sama Pani napisała - wizyty u psychologa pomagają na krótko... Wcale się nie dziwię, bo i cóż ten psycholog może wyczarować?
Szczęściem w nieszczęściu w Pani przypadku jest chyba to, że córka jest już w zasadzie dorosła. "W zasadzie", bo cóż to za dorosłość, 19 lat... Ale wydaje mi się, że problem jest dużo trudniejszy w przypadku dzieci małych, którym trudno jest mówić cokolwiek o "niedojrzałości emocjonalnej" itp.

35

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Witam Panie Wojtku.
Na gorąco - mam jak mówi Ferdek Kiepski "problema".
Otóż szanowna teściowa i babcia w jednej osobie postanowiła rękami mojej córki godzić rodziców (oczywiście zastosowała manipulację wobec 16-latki). Na szczęście dziecko okazało się mądrzejsze i dojrzalsze od babci i nie dało się wpuścić w takie zachowania.
Cóż mógłby Pan doradzić? Bo ja mam ochotę na pewne zachowania, które jednak "wypadają" poza nawias norm poprawnych społecznie sad

36

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?
niekochana72 napisał/a:

Otóż szanowna teściowa i babcia w jednej osobie postanowiła rękami mojej córki godzić rodziców
Na szczęście dziecko okazało się mądrzejsze
Cóż mógłby Pan doradzić? Bo ja mam ochotę na pewne zachowania, które jednak "wypadają" poza nawias norm poprawnych społecznie sad

Heloooł - a kto to parę dni temu doradzał mi nie przejmować się fochami teściowej? Dasz radę i babie na miotle - masz wsparcie w mądrym dziecku (pamiętasz - "normalni ludzie w takiej sytuacji..."). Dziecko rozumie, to i babie trzeba wyraźnie przetłumaczyć, że już za późno i nie jej sprawa, więc niech nie wściubia nosa, bo może na jątrzyć jeszcze gorzej. Najwyżej się obrazi

37

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Anhedoniu - dzięki za "przypomnienie" wink
Taa.. okazało się, że dziecko me jednak dobrze wychowałam - powiem nieskromnie i z ogromną dumą.
Właśnie przypomniało mi się, co moje kochane dziecko dokładnie odpowiedziało jątrzącej babci:
"Nie dam się wciągnąć w to szerzenie zagłady w naszej rodzinie"

No cóż - jedno zdanie dziecka dało mi większego powera niż pewnie tygodnie u psychologa wink
A to z kolei dało mi siłę i potwierdziło, że WARTO być: szczerym, sprawiedliwym i wymagającym. Wobec siebie i innych.

38 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2011-03-08 22:06:25)

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?
niekochana72 napisał/a:

Witam Panie Wojtku.
Na gorąco - mam jak mówi Ferdek Kiepski "problema".
Otóż szanowna teściowa i babcia w jednej osobie postanowiła rękami mojej córki godzić rodziców (oczywiście zastosowała manipulację wobec 16-latki). Na szczęście dziecko okazało się mądrzejsze i dojrzalsze od babci i nie dało się wpuścić w takie zachowania.
Cóż mógłby Pan doradzić? Bo ja mam ochotę na pewne zachowania, które jednak "wypadają" poza nawias norm poprawnych społecznie sad

Szanowna Pani,
ja, znając Pani sytuację, doradzałbym wyjście mało poprawne politycznie - po prostu wyprowadzkę, celem uspokojenia atmosfery. To bardzo radykalne cięcie, no ale cóż...
A poza tym, z całą pewnością pomoże (albo i nie, nie znam teściowej) otwarta rozmowa na ten temat.
Takiego mam, jak mówi Ferdek Kiepski, pomysła...

syla135 napisał/a:

i w tym wszystkim moj maz, widze ze nie moze znalesc sobie miejsca w tym wszystkim, boli go to ze nie ma zadnych praw, ze corka nie jest jego,a ja bym chciala tego calego zaklopotania uniknac i jakos niewychodzi...zawsze po wyjsciu jego wynika klotnia i jak kazda niedziela jest zmarnowana...

chcem tylko powiedziec ze ojciec dziecka jak jestenia chcial ja zabierac tak od tamtej pory nic nie mowi, choc slyszalam wlasnie o tym foteliku, wiem ze corce mowi ze ja zabierze..
a jesli chodzi o wiez z nim, kiedys plakala jak go widziala, teraz nie placze, idzie i sie z nim bawi 2h ale gdy wyjdzie nigdy nie mowi o nim, nie pyta gdzie jest lub kiedy przyjdzie, jak go nei ma przez okres letni 4-6miesiecy to takze niepyta. nie widze miedzy nimi wiezi, bo np gdy moj maz pracuje dluzej, to corka mowi "lkiedy tata wroci? zadzownimy do taty bo tesknie?"

prosze o pomoc, bo nie wiem co robic. z gory dziekuje

Szanowna Pani,
jeżeli sytuacja faktycznie tak wygląda, powinna Pani przede wszystkim zwrócić się do sądu o ustalenie terminów odwiedzin (jeśli jeszcze Pani tego nie zrobiła) a następnie zdecydowanie wymagać od biologicznego ojca ich przestrzegania (oczywiście bez przesady, ale musi tu obowiązywać regularność i pewna dyscyplina). Czas pokaże, czy ojciec biologiczny jest rzeczywiście zainteresowany córką - jeśli nie jest, można podjąć kolejne kroki prawne, takie jak ograniczenie praw ojcowskich czy całkowite ich pozbawienie, a następnie przemyśleć ewentualną adopcję córki przez Pani męża. Jeśli dojdzie do adopcji, mąż będzie pełnoprawnym ojcem Pani córki i problem będzie rozwiązany.
Niestety - tego typu sprawy nie są takie proste. Bo przede wszystkim nie powinna Pani w żaden sposób utrudniać biologicznemu ojcu dostępu do dziecka, jeśli rzeczywiście wykazuje taką chęć. Jeśli jednak ma tylko takie napady i nie można liczyć na odpowiedzialną stałość jego ojcowskich zapędów, warto przemyśleć rozwiązania prawne, o jakich wspomniałem, bo nieregularne i napadowe wizyty (a także zainteresowanie i miłość o takim charakterze) wprowadzają tylko niepotrzebny chaos w życiu dziecka.
Co do nazywania "tatą"... Przypomina mi się jeden z polskich seriali (pewnie dobrze znany wszystkim Paniom), w którym dziecko miało dwóch ojców i na każdego mówiło "tata". Takie rozwiązanie uważam za idiotyczne. Według mnie dziecko powinno mieć tylko jednego "tatę". I teraz wypowiem się całkowicie prywatnie - najlepsze wydaje mi się rozwiązanie, w którym dziecko biologicznego ojca nazywa tatą, a faktycznemu mówi po imieniu. Tak jest w wielu rodzinach i chyba zdaje to egzamin.
W Pani przypadku jest o tyle inaczej, że dziecko już mówi do Pani męża "tato",a poza tym z mężem ma bliski i stały kontakt. Jeśli ojciec biologiczny rzeczywiście rzadko się córką interesuje, chyba nie ma się nad czym zastanawiać.
Sądu proszę się nie bać, w opisanej przez Panią sytuacji raczej wszystko przemawia na Pani korzyść.

39

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Bardzo dziękuję za odpowiedź. Przeprowadziłam szczerą rozmowę z teściową - a właściwie szczerze mówiąc bardziej był to szczery monolog wink Jasno powiedziałam, że nie pozwalam na żadne manipulacje uczuciami dziecka i włączanie jej w sprawy, które powinniśmy załatwić między sobą my - dorośli.
Przyjęto do wiadomości. Sytuacja "na froncie" uspokoiła się o tyle, że jakoś koegzystujemy. Teściowa bardzo kocha moją córkę - co do tego nie mam wątpliwości, ale jako osoba słabo radząca sobie z problemami - pogubiła się i zaatakowała na ślepo. No i oczywiście słabszego osobnika.
Z teściową jak z dzieckiem - konsekwencja czyni cuda wink

40

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Witam Panie Wojciechu
sytulacja z widywaniem sie dziecka zostala uregulowana przy rozwodzie(4lata temu) po 2h w sobote i niedziele-rozmawiajac z problemami w Osrodku Interwencji Kryzysowej to sami przyznali ze to jest bardzo czesto.
po jakims niecalym roku dowiedzial sie ze mieszkam z mezczyzna i zalozyl sprawe o zabieranie dziecka do siebie-sad nie przechylil sie do jego prozby i jedynie zmienil godziny spotkan, wciaz co weekend. jakies 1,5r temu on sam napisal(smsa) ze chce sobote zmienic na jakis dzien w tygodniu, powiedzialam ze moze byc co drugi poniedzialek, zgodzil sie na ta jakiby nie bylo niekorzystna sytlacje-pojawil sie pare razy, od marca 2010r nie pojawil sie ani razu wiec widuje sie w niedziele kazda.
wolalabym w co druga, bo powiem szczeze my tez mamy zycie, nie mozna ani nigdzie wyjechac, ani nawet polerzec w niedziele w lozku, bo jak przychodzi o 9 to musimy sie zrywac...
rozmowa nie ma szans, nie potrafie...naprawde probowalam to zmienic, ale jego podejscie do zycia odrazu wyprowadza mnie z rownowagi, jego traktowanie mnie z gory i tak olewajaco...mimo ze jest starszy ode mnie o 12lat to widze ze nie poczowa sie do zadnego obowiazku-on uwaza ze tylko ja je mam wlasnie umozliwiac spotkania(owszem czasem nas nie ma bo mamy swoje plany) a wiosna lato jesien...mamy spokoj od niego, to jest duzo pol roku a ze swiat jest maly i w sobote rok temu latem jechalismy na dzialke do znajomych (250km od domu) minelismy go...byl nad jeziorem, wracal z kapieli-wtedy gdy powinien byc u corki, gdy go pytam(rozmawiamy tylko smsami) dlaczego uwaza ze ja musze byc ciagle w domu byc a gdy on pol roku siedzi nad jeziorem to jest ok-odpowiedzial ze "musi wypoczac"=mysle ze to mowi wszystko o nim!

co do sadu...boje sie okropnie, jego ojciec jest lawnikiem i czesto mi sprawy zaklada, w sumie przez 4lata mialam ich 3, boje sie, bo to jest konfrontacja z nim...a ja sie boje jego.
co do mowienia "tata" czyli tata wystarczy zrobic dziecko?? wspaniale! szkoda ze nie wiedzialam o tym, to jak urodzilam dziecko, takze zostawilabym je po porodzie, no nawet nie powinnam sie pojawic na porodzie:P potem bede sobie balowac po europie i raz na jakims czas przyjechalabym popatrzec na zjawisko, a jak wciaz nie da sie pogadac z dzieciakiem to znow bym jechala np do szfagra do niemiec wypic i poslychac jego gwary goralskiej, jak juz dziecko sie odchoduje to wpadne raz na jakis czas gdy znajde czas miedzy wypoczunkiem! smiechu warto!! wpasc do ogarnietego dziecka gdy juz sam soba sie zajmie i sluchac "tata" k...a koniec swiata!!
a moj maz ma byc nazywany po imieniu mimo ze od urodzenia wstawal do malej w nocy, mimo ze nie musial dawal pieniadze, KAZDA wolna chwile gdy nie pracowal, wszedzie ja zabieral, jezdzil po lekarzach, robil wszystko to co ojciec powinien robic! a ojciec biologiczny mogl  to robic ale niechcial, czy pan to rozumie, nie byl przy dziecko, bo po co? ani nie gada-wiec nie mozna mu w glowie naplatac, i nie pamieta-wiec po co piswiecac  czas przeciez dziecko nie opowie o tym w sadzie!

gdy dziecko sie rodzilo napisalam smsa do matki i ojca bilogicznego dziecka ze jest w szpitalu, NIKT NIE PRZYJECHAL czy to nie mowi o wszystkim?? a moj maz, ktory wtedy byl kolega chcial przyjechac, byl nawet o szpitalu tylko ja sie niezgodzilam.

przeciez moj maz wybral nas, przejal obowiazki ojca nie temu ze mysmy to wybrali ale dlatego ze ojciec biologiczny z tego zrezygnowal!
wedlog pana slowo "tata" nazywa sie biologie wystarczy zrobic dziecko a potem nawet go krzywdzic-piotrac mu mozg i pojawiajac sie czasami a tak wlasciwie dopiero wtedy gdy ze spotkan zaczal miec korzysci tj mogl zaczac jej wygadywac nie patrzec na jej reakcje(placz i chisteria niezrozumienia) a takze psujac mi caly dzien.
nie wierze ze jemu chodzi  dobro dziecko, jemu chodzi tylko o wiezi krwi, o nazwisko(bo niby takie wspaniale) o pociagniecie jego rodu. on mysle ze nei bedzie mial dzieci wiecej, ma teraz okolo 35lat i prawdopodobnie zadna nie bylo innej idiotki zeby sie z nim zwiazac.
brzydze sie siebie ze bylam z nim, nie zaslugiwal na mnie ani kiedys ani temu i nie dla tego ze ja jestem boska, to on jest takim chamem i prostakiem bez nawet krzty uczucia

41

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Szanowna Pani,
nie zrozumieliśmy się - zwróciłem tylko uwagę, że w niektórych rodzinach takie rozwiązanie nieźle zdaje egzamin i tylko przy założeniu, że ojciec biologiczny również zajmuje się dzieckiem. A jeśli się nie zajmuje - zasugerowałem Pani inne rozwiązania.

To, że ojciec jest ławnikiem nie oznacza chyba, że zasiada w składzie sędziowskim podczas rozpraw dotyczących Pani...?

Poza tym, jak Pani widzi, mimo ojca - ławnika Pani poprzedni partner niewiele zdziałał - dwie godziny w sobotę i niedzielę to naprawdę nie jest imponujące osiągnięcie procesowe.
Jeśli ma Pani faktyczne oparcie w mężu, chyba nie należy się obawiać spraw sądowych, w niektórych sytuacjach po prostu nie ma innego wyjścia.
Proponuję poza tym ograniczyć nieco burzliwe emocje, bo one nigdy nie służą tzw. "dobru dziecka".

Mam też pytanie: jakie sprawy ów ojciec - ławnik Pani "zakłada"?

42

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

ostudzic emocje...5lat minelo i nie ostygly... wciaz za duza zlosc jest we mnie, za wielkie skrzywdzenie, porzucenie mnie i corki, dobrze ze nie bedzie tego pamietac...
lawnikiem jest ojciec biologicznego ojca mojej corki a wiec byly moj tesc. nie zasiada w sparwach, ale nie wierze ze nei ma znajomosci, poza tym sam fakt dobrego przygotowania do spraw. ja sie boje sadow, w prawdze narazie wsyztskie wygralam...boje sie chyba przede wszystkim jego, ze nie bede umiala odpowiedziec na jego zarzuty, ze wymysli cos a ja nie bede miala dowodow, ze skrzywdzi moja corke a ja nie bede umiala temu zaradzic...boje sie jego, jego smiechu, ironji, jego ponizania...to co bylo wciaz powraca...blad zycia.
sprawe rozwodowa sama zalozylam wtedy wlasnie dostal kazda soboet i niedziele po 2h corka miala wtedy 8miesiecy, inni mowia ze dostal duzo spotkan, wiekszosc dostaje co drugi tydzien, i marne 300zl alimentow(ale to niewazne radzimy sobie finansowo)
gdy zamieszkalam z wtedy jeszcze z chlopakiem, zaluzyl sprawe o spotkania u niego w domu, bo mu warunki nie odpowiadaly (corka ma swoj pokoj) fakt osiedle jest nieciekawe, ale nie wybiera sie gdzie sie mieszka, doslownei tu bylo miejsce, powiedzialam ze nie bede jezdzila z dzieckiem do niego, bo si ego obawiam i zimowe wycieczki nie wlyna korzystnei na zdrowie corki, sad sie zgodzil, byla wczesniej u mnie jakas pani z sadu i sprawdzala stan mieszkania.
potem po roku znow chcial ja zabierac do domu, bo mu atmosfera nieodpowiadala u nas w domu no i ze nie godzi sie zeby konkubent wychowylam jego dziecko-sugerujac ze ja krzywdzi. wszystko sie uspokoilo w sadzie, owszem atmosfera nei jest rodzinna bo go nienawidze, ale po prostu otwieram mu drziw on idzie do dziecka do pokoju zamyka drzwi i z nia siedzi a my w drugim pokoju, nie wychodzac sobie w droge po 2h albo i wczesniej wychodzi i zamyka za soba drzwi tyle. wtedy sad on chcial jzu tylko corke zabierac, sad powiedzial ze jest zamala, musi stac sie samodzielna(miala nie cale 3lata) teraz cora ma skonczone 4lata i znow sie odgraza ze ja bedzie zabieral...boje sie tego.
jestem pewna ze beda nadawac na mojego meza, na mnie, ze rodzine rozbilam, napewno beda ja ladowac slodyczami-to kazde dziecko przekupi(juz teraz na kazdym spotkaniu w niedziele jedza cala czekolade) i slysze jak mowi ze zabierze do babci...tak jak mysle, mimo ze mieszka sam to nie ma zamiaru z nia siedziec sam, zawiezie ja swojej mamie, ojcu, pewnie ciotce(bogata kobieta ktora nie moze miec dzieci-zakrecona na tym punkcie)
powiem tylko, ze na ktorej ze spraw powiedzialam ze w godzinach spotkan wyznaczonych dla niego, zgadzam sie zeby jego rodzina ja odwiedziala-potraktowalam to jak zaproszenie. nigdy nie skorzystano.

43

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

W dalszym ciągu nie wiem, jakie sprawy sądowe wszczyna Pani były teść...

44

Odp: Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

ja nie wiem jakimi sprawami zajmuje sie moj tesc, mi zadnej spawy nie zalozyl, ale obawiam sie czy przy sprawie miedzy jego synem a mna nie "maczal by palcow" chciazby poslugujac sie znajomosciami.
choc wedlug mnie tesc tu jest najmniejszym problemem. nie wiem czego mozna po nich sie spodziewac bo ich nie znam...wiem to dziwne ale to zupelnie inna bajka

Posty [ 45 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Konsekwencje rozstania dla rodziny- czy i jak sobie z tym radzimy?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026