Już nie wiem co mam robić odejść czy trwać w tym związku?
Pisałam już w innym wątku na temat męża,
Teraz całkiem poważnie się zastanawiam czy ma to wszystko sens?
Pragnę czułaści zrozumienia rozmowy troszkę romantyzmu,a nie tylko pustych słów "kocham Cię",
Nie umiem mu tego wszystkiego wytłumaczyć albo on poprostu nie chce albo nie umie zrozumieć?!
Wydaje mi się że teraz jestem mu już tylko potrzebna jako matka jego dziecka i sprzątaczka no czasem kochanka.
Jak podjąć decyzję?Wiem że będzie mi bez niego zle bo bardzo go kocham ale nie chcę spędzić życia obok kogoś.
Chciałabym je z kimś dzielić!Nawet nie umiem wam powiedzieć co czuję,ale poprostu ja się wypalam w tym związku czuje się jak jekiś mebel.
Nie wiem co zrobić mamy razem syna jest jeszcze malutki i nie chcę mu niszczyć rodziny.
Boje się że mąż mi go zabierze jeśli zażądam rozwodu.
Co robić???
Podobne tematy
Pójść na terapię małżeńską na przykład. Szukać jakiś sposobów na ratowanie rodziny. Jak się kogoś kocha to nie chce się bez niego być nawet przez kilka dni. Poza tym małżeństwo to odpowiedzialna decyzja, która rzutuje również na życie waszego dziecka. Miłość powinna się rozwijać, więc pomoc fachowa jest tu bardzo wskazana. ![]()
SAMOTNA jestes bardzo młoda osobą,i zapewne z niewielkim stażem malzeńskim.
Jęsli mąż mowi że Cie kocha to mysle że tak jest...ale wiesz jak to jest ,przed ślubem inaczej a po ślubie proza życia,obowiązki,co nie znaczy że ma prawo Cię zaniedbywac.
Ty nadal chcesz byc atrakcyjna w oczach męża,kochana i tak wlasnie powinno byc i taka bądz.
Wiesz faceci jak pojawi sie dziecko to troche Swiruja,martwia sie zeby zapewnic byt swojej rodzinie i to ich pochlania bez reszty.Zmieniaja sie troche priorytety bo jest rodzina a nie dziewczyna.Pomyśl,przypomnij sobie jaki był przed ślubem...czy dawał Ci poczucie bezpieczeństwa,czy Cie kochał,czy czulaś sie przy nim niezwykła.Teraz to wszystko zapewne przybladło ale to nie znaczy że Cie nie kocha.
Jedyne rozwiązanie to szczera rozmowa o Twoich i jego oczekiwaniach w Waszym związku.Zapytaj go jak sobie wyobraża dalsze pożycie
Uważam że na rozmowy o rozwodzie jest zdecydowanie za wcześnie i że rokujecie dobrze na przyszłośc,sama sie o tym przekonasz
Małe dziecko, obowiązki-powodują czasami chwilowe kryzysy w związku dwojga ludzi.
Jeżeli mówisz , że go Kochasz- to nie rozumiem dlaczego nie walczysz o wasz zwiazek...tak szybko i bez walki chcesz się poddać?
jak kochasz kogoś nie wyobrażasz sobie bez tej osoby życia.
Miłość nie ejst tylko na dobre dni ale również na cieżkie chwile..
Jezeli coś Cię boli- porozmawiajcie wspólnie-powiedz mu co czujesz ....być może On też chciałby coś zmienić...
rozmowa to podstawa w zwiazku...
Faktycznie wyszłam za mąż wcześnie bo mając 18lat wcześniej byliśmy ze sobą rok.
Była to wielka miłość nie żadna wpadka,i to wcale nie jest tak że nie walczę,chociaż już może teraz tak.
Starałam się z nim rozmawiać... prosić nic do niego nie dociera!!
Jeżeli on po 5 latach zapomina co to miłość i czułość to chyba jednak jest coś nie tak??
Faktycznie bardzo się zmienił odkąd mamy syna ale zupełnie nie w tą stronę co powinien.
Raczej właśnie stał się egoistą i zaczął mnie oszukiwać w naprawde błachych sprawach.
Kiedyś jak dawał mi słowo lub coś obiecywał to mogłam sobie dać głowę obciąć że tak będzie,teraz właściwie jego słowo nic nie znaczy bo i tak go nie dotrzymuje.Ja nie wiem może to naprawde ze Mną jest coś nie tak??
Jeśli rozmowa nic nie daje to może czyny...może poderwij Go na nowo...zaskocz Go...zmień coś w Waszym dniu codziennym.
Pójść na terapię małżeńską na przykład. Szukać jakiś sposobów na ratowanie rodziny. Jak się kogoś kocha to nie chce się bez niego być nawet przez kilka dni. Poza tym małżeństwo to odpowiedzialna decyzja, która rzutuje również na życie waszego dziecka. Miłość powinna się rozwijać, więc pomoc fachowa jest tu bardzo wskazana.
Popieram w 100%. Jeśli sprawy zaszły już daleko, to osoba z zewnątrz, na dodatek fachowiec - najlepiej pomoże.
8 2011-01-17 11:32:36 Ostatnio edytowany przez samotna88 (2011-01-17 11:37:41)
Niestety na dzień dzisiejszy terapia małżeńska odpada.Mieszkamy za granicą i
jakoś powiem wam że dziwnie było by mi się otwierać przed jakimś Anglikiem.Zresztą powiem szczerze ciężko się mówi o uczuciach w obcym języku kurcze nie zrozumcie mnie zle, chodzi o to że jak mówisz w obcym języku to są to puste słowa obce, pozbawione omocji no nie czuje się tego tak normalnie nie umiem wam tego wytłumaczyć.
Co do zmian to wydaje Mi się że prubuję cały czas coś zmieniać, tylko to jest strasznie denerwujące jak tylko jedna strona się stara a druga ma w nosie i nie robi zupełnie nic.
O dziś naprzykład (czasem mąż chodzi do pracy na 4 rano) zostawiłam mu kartkę w kuchni że go kocham i życzę mu miłego dnia,specjalnie zostawiłam mu długopis żeby coś tam skrobnął i jak zwyklle nic!!! A zawsze jak idzie na tak rano i go nie widzę to kartkę mu zostawiam, nie wiem wydaje mi się że jest mu chyba przyjemnie bo wie że o nim myślę?Ale to chyba powinno działąć w dwie strony?A może właśnie zle robię?Mam zacząć być obojętna tak jak on??
Mam jeszcze jeden problem mój mąż ostatnio stwierdził że chce mieć drugie dziecko,jak zapytałam dlaczego powiedział:
"zrobi się w tym domu weselej i może coś się między nami zmieni" no więc mu mówie to w końcu zobaczyłeś że jednak mamy problem? "Nie no wiesz nie jest super ale chyba najgorzej też nie?"
No i cholera on chce drugie dziecko po co??? Dla jednego nie ma czasu??? Zresztą ja nie jestem jeszcze gotowa na kolejne dziecko,kolejny poród!!!
SAMOTNA moim zdaniem nie powinnas sie godzic na drugie dziecko,to moze tylko poglebic problem.Najpierw musicie dojsc do jakiegos porozumienia.Dziecko nie jest lekarstwem na problemy wręcz przciwnie,jak jest dziecko to dochodzą dodatkowe klopoty.Sama wiesz jak to wygląda.
Wiesz ja kiedyś tez czekalam ze moj mąż się zmieni....urodzilo się kolejne dziecko a wtedy to już bylo zdecydoowanie gorzej.Wykorzystywal mnie-jako kobiete calkiem od niego uzalżnioną na kazdym kroku...dla tego teraz gdy czytam Twoja historie wydaje mi sie byc podobna...brrrr...nie chce nawet do tego wracac.
To przykre że Ty sie starasz a on jest taki obojętny.
Trudno powiedziec jakie sa tego przyczyny.Przeanalizuj wszystko jak doszlo do takiej zmiany.Faktycznie psycholog móglby pomoc...
10 2011-01-17 20:11:11 Ostatnio edytowany przez DORIS2727 (2011-01-17 20:11:37)
Tak, to przykre ze Tylko Ty walczysz...prosisz...i jak ,,grochem o ścianę''
Drugie dziecko to nie rozwiązanie problemu...możesz poczuć się jeszcze bardziej samotna...
Wydaje mi się że może jednak coś do niego dociera skoro zauważył jakiś problem...
wiesz do nie których facetów pewne rzeczy docierają troszkę pózniej ...czyli mówiąc innaczej trzeba nad nimi troszkę dłużej popracować...
może warto..
Dzięki dziewczyny ze warto to ja wiem! Tylko jak tego dokonać mąż jest przekonany ze drugie dziecko rozwiąże problem a ja myśle ze w jego zachowaniu nic się nie zmieni! Teraz np. Mały juz śpi mąż dopiero wrócił z pracy i siedzi przy kompie gra w coś. Na moje propozycje obejzenia filmu twierdzi ze idzie rano do pracy i zaraz kładzie się spać.Ale do jasnej cholery grać może !!!
To przykre SAMOTNA.W ogóle przykre ,że Ty młoda małżonka i mama czujesz się tak samotna w związku...
Zastanawiam sie ,a może on ciężko pracuje,moze jest przemęczony,może mu zależy na rodzinie ale jest pod presją w pracy-obcy kraj z dala od przyjacioł,rodziny.Może ten komp jest dla niego wlaśnie taką odskocznią,relaksem.Liczy tylko na siebie,na swoje ręcę żeby zapewnic w miare przyzwoity byt swojej rodzinie.Potrzebujecie pomocy,to pewne ale dziecko naprawde nie jest rozwiązaniem...nie chcę tu ingerowac w Wasze przeciez życie ale dobrze sie zastanów.
Jak myslisz Samotna a co by powiedzial gdybys chciala na jakis czas wrocic do Polski?
Masz tam jakis przyjaciol,rodzine?
A może zapytaj Go wprost czy Wasze wspólne życie ma dla niego sens?
Broń Boże kolejne dziecko! Ono tylko pogorszy sprawę. Twój mąż widzi że coś nie gra, jak Wy ze sobą rozmawiacie?
Czy Ty często mu wypominasz jaki jest wobec Ciebie?
ALACLAUDE też chcialo mi sie krzyczec jak przeczytalam że on chce kolejnego dziecka ale nie chcialam wystraszyc naszej Samotnej...
samotna88 wiem o czym mówisz.Ja czuje to samo w swoim związku.A moze poka,z mu że nie jest p.ępkiem świata.Ze bez niego też dajesz sobie super rade.Napisałas we wcześniejszym wątku że gdy wraca z pracy je obiadek siada przed telewizor i go nie ma.A moze terapia wstrząsowa.Co gdy któregos pieknego dnia przyjdzie a obiadu nie bedzie i ciebie też?Nie mówie żebyś go zostawiła nie,Chodzi mi tylko o to żebys zabrała synka na całodniową wycieczke i się zrelaksowała,albo jesli masz taka możliwość to zadbaj troche o siebie.Jesli masz z kim zostawić synka to wyjdz gdzieś z koleżanka idz na zakupy kup coś co podkresli twoja figure i przypomni ci że jestes atrakcyjna kobietą. Naprawde gdy twoj mąż zobaczy ze nie jestes kurą domową tylko świetna laska szybko zacznie o ciebie dbac.To naprwade działa.Tylko trzeba tutaj dużej determinacji i pewnosci siebie chociaż pozornej i ani na chwile nie mozna pokazac słabości.A myśłe że twój mąż ciebie kocha,bo gdyby tak nie było to napewno nie chciałby drugiego dziecka.On ma nadzieje że to ciebie uszczęśliwi i że znow bedziesz pogodna i radosna.Myśle że on tego dziecka chce dla ciebie.Bo pewnie gdy byłaś w ciąży to byliście bardzo szczęsliwi i oboje ogromnie sie cieszyliście na jego przyjście.Może on myśli że to wróci?
Kasandra myślę że to nie jest kwestia przemęczenia mąż jest w tej chili kierowcą pracuje faktycznie 8-10g dziennie ale z tego prawie 2g to przerwy i co tydzień ma 2dni wolnego co 2tyg 4dni.Zresztą nawet jak ma wolne to jest to samo.
Na własne życzenie pracuje sam bo od maja do listopada pracowaliśmy w jednej firmie on na nocy ja na dniu do momentu jak dostałam awans i zostałam kierownikiem zmiany.Wtedy mój mąż zmienił pracę i w tej chwili ma bardzo różne zmiany więc siłą żeczy musiałam znów zostać w 4 ścianach.Wziełąm bezpłatne wolne do marca (planuję zatrudnić opiekunkę ale nie wiem czy uda mi się wrócić na dawne stanowisko).Wyjazd do Polski nie wchodzi w rachubę bo nie mam tam zupełnie nikogo poza psem.
Pytałam męż nie raz jak on to wszystko dalej widzi ale on problemu jakby nie widział,ostatnio wypalił z tym dzieckiem ale nic pozatym.Nie ja abdsolutnie na razie nie chcę dziecka!!!! Jeszcze pamiętam jak było z synem i nie pisze się drugi raz na takie akcje,dopuki mąż się nie zmieni!!!
alaclaudie Niby ze sobą rozmawiamy ale generalnie tylko w sprawach dziecka i bierzących co na obiad itd,o uczuciach mąż nie lubi lub nie umie rozmawiać.Czasem uda nam się pożartować ale żadko.Natomiast jeśli mąż ma ochotę na jakieś igraszki wtedy potrafi być czuły ale tylko chwile przed i w trakcie.
Puzniej znów to samo.Pytasz czy mu wypominam oczywiście że wypominam czasem coś we mnie pęka i całkiem przyzwoicie mu umiem wykrzyczeć co mnie boli.Ale rozmawiiać też się z nim staram normalnie tylko on to zupełnie wszystko bagatelizuje!!
Prubuję też jakoś go podkręcać wysyłam mu czasem jakieś miłosne sms,ale on na nie nie odpisuje,czasem się zrefl;ektuje i oddzwania mówiąc "ja ciebie też" Tyle zero czułości spontaniczności no nie wiem jak stare małżeństwo wszystko obok siebie ale nie razem
Mysle SAMOTNA że fajny byłby Twój powrot do pracy.Wpłynęłoby to korzystnie na Was oboje.Ty bys sie troche "odswierzyła" w kontaktach międzyludzkich,może fajniej o siebie zadbała.Wtedy wracajac oboje po pracy latwiej znaleźlibyscie wspolny język.
Druga sprawa to musisz przyjąc do wiadomosci że istnieje grupa ludzi ktorzy nie uzewnetrzniaja swoich uczuc.nie sa tak wylewni...i musisz to zaakceptowac,ale to oczywiście nie oznacza ze nie kochaja i ze im nie zależy.
Kasandra Napewno masz rację ogromnie brakuje mi pracy ale niestety na razie jestem uziemiona minimum do marca.
Słuchaj ja rozumiem że są ludzie którzy nie potrafią muwić o uczuciach i ich okazywać,ale wiesz mój mąż jeszcze 2lata temu potrafił to robić.A przez pierszy rok znajomości wręcz mnie zamęczał miłosnymi smsami potrafił ich wysłać ok 1000 w miesiąc (pamiętam bo mieliśmy pakiety w idei)Więc taka nagłą zmiana jest dla mnie poprostu nie zrozumiała.
Ale dziś znów odbyłam z nim rozmowę obiecał że się zmieni ale potrzebuje jeszcze trochę czasu,prosi o miesiąc a potem obiecał że jeśli nic się nie zmieni to pujdziemy na terapie małżeńską.
Rozmawialiśmy też o 2gim dziecku i on nie potrafi wytłumaczyć dlaczego tak bardzo chce je mieć?!!
Powiedział że musi to przemyśleć i wtedy mi powie!! Tylko przeraziło mnie co innego zapytałam czy z 2 gim dzieckiem będzie tak samo jak z małym że przeniesie się do innego pokoju żeby móc się wyspać, i powiedział że nie wie!!! Że jeśli będzie takie jak młody że będzie się budziło w nocy po 15 razy to będzie musiał bo musi być przytomny w pracy.
Więc zdaje się że będę wychowywała jedynaka bo chyba w tej kwesti nie chcę ryzykować.
No nic narazie uzbrajam się w cierpliwość i czekam na zmianę.Mam nadzieję że na lepsze.Czas pokaże
Samotna, czy Twoi rodzice się rozstali? Zadziwiająco łatwo myślisz o rozwodzie. Przecież dopiero zaczynacie wspólne życie! Jesteście w klasycznym momencie, kiedy namiętność się wypaliła, a proza życia daje o sobie znać każdym przebudzeniem dziecka. Spokojnie - bez paniki!
Czy możecie sobie pozwolić na jakiś krótki (2 - 3 dni) wyjazd - tylko we dwoje?
Czy będąc w domu potrafisz zadbać o siebie? Wiem, że to trudne, kiedy nie musisz wychodzić do pracy. Ale warto na to zwrócić uwagę.
Czy możesz być odrobinę tajemnicza? Nie narzucać mu się z wypominaniem. Niech powrót do domu kojarzy mu się z dobrymi emocjami - nie z pretensjami.
Kwestia dziecka: oczywiście musisz czuć się na to gotowa, a to będzie związane z Twoimi uczuciami. Ale wiedz, że jedynaka trudniej się wychowuje. Jeżeli oczywiście zależy Ci na jego przyszłości. Nasze powodzenie w życiu jest bardzo uzależnione od jakości relacji, które nawiązujemy i utrzymujemy z innymi ludźmi. A jedynak zawsze będzie miał z tym większy problem niż ludzie wychowywani w większym stadzie.
Co do osobnego spania: nie traktuj tego osobiście. Dla mnie naprawdę dużym problemem były częste przebudzenia dziecka, kiedy wiedziałem, że rano muszę wstać do pracy. Twój mąż jest kierowcą, więc dobry sen jest kluczowy dla jego komfortowej pracy i bezpieczeństwa!
Daj mu trochę czasu i nie nękaj pretensjami. Zastanów się też jak reagujesz na informacje od niego. Wiele kobiet jest oszukiwanych w mniejszych lub większych sprawach, bo nie potrafią panować nad emocjami - kiedy chodzi o naprawdę błahą rzecz (Gdzie jesteś? Dopiero wyjeżdżam z pracy. Co!?!? Miałeś być 15 minut temu w domu!!!!). Potem oboje przyzwyczajają się do drobnych nieuczciwości, które w naprawdę trudnym momencie skończą się w ramionach innej kobiety lub faceta.
Umiejętność utrzymywania prawdziwie szczerych relacji jest bezcenna dla związku. Pozwalając na sytuację, w której Twój mąż - ze względu na Twoją wybuchową reakcję - będzie zatajał swoje prawdziwe uczucia, podcinasz gałąź na której siedzisz.
Nie wiem czy taka sytuacja ma u Was miejsce - znam to po prostu z autopsji i znajomych małżeństw.
Moim zdaniem - z Twojego opisu - nie jest tak źle. Spadek namiętności jest najzupełniej naturalny i trzeba poszukać sposobów na ożywienie związku. Wypominanie działa odwrotnie! Dobrze, że szukasz innych (miłosne karteczki bardzo mi się podobają ;-) Spróbuj coś z podanych wyżej, a kropla drąży skałę :-)
kasandra1234 i niekochana72, swoje 3 grosze już wtrąciłyści, więc bądźcie tak łaskawa i zacznijcie rozwijać swoją myśli, bo coś mi się wydaje, że właśnie tego samotna potrzebuje by znów poczuć motyle w brzuchu, wg mnie dziewczynie da radę pomóc.
samotna88, jaki Ty masz bardzo osamotniony nick.
1 - chcem ale nie chcem , takie widzę Twoje nastawienie, chcem ratować małżeńśtwo, ale nie za wszwlką cenę - nie pójdę do Anglika, jestem za granicą. Fajne argumenty. Ciekawe czy tak łatwo przejdą Ci przez gardło, gdy dziecko się zapyta, dlaczego mamusi się rozstaliście z tatusiem?
ALbo chcesz walczyć, albo nie. No chyab, że liczysz na to, że wszystko samo się rozwiąze. Może czas zastanowiś cie nad wizyta w kraju, osobą , a nie postem.
- Co do zmian to wydaje Mi się że prubuję cały czas coś zmieniać, tylko to jest strasznie denerwujące jak tylko jedna strona się stara a druga ma w nosie i nie robi zupełnie nic.
skoro tylko wydaje CI się że próbujesz, to od razu mówię, to za mało. Ale pójście na całość, wcale nie oznacza, pełnego poświęcenia, czasami wręcz przeciwnie. Kobiecie wydaje się, że jak odda wszystko, całą siebię swojemu mężczyźnie, to on do końca życia będzie wzdychał, jakie to szczęście, doceni tę całość. Kobiecie się wydaje, że otwierając się całkowicie i bezbranicznie, daje wszystko. A tu kicha. Właśnie, że jest na odwrót, w ten sposób kobieta mu wiele zabiera. Facet to łowca, który lubi polować, uganiać się za zwierzyną, a jak dostaje wszystko na talerzu to staje się leniwy. Im więcej na tym talerzu dostaje, tym mniej go cokolwiek obchodzi. Póki nie przegalopuje mu przed nosem stado jakiegoś fajnego towaru, na które gotów będzie zwrócic uwage, to tak może leżeć bez końca. Kobietę to wkurza i myśli, że jak da z siebie jeszcze więcej, to facet się w końcu ruszy. A on, no cóż popatrzy na katrkę, popatrzy na długopis i pomyśli - ok.
Nie masz być obojętna, absolutnie, jeśli go chcesz, to Twoje zobojętnienie, spowoduje, że pogodszisz się z rutyną!
Masz co najwyżej udawać zobojętnienie. Powinnaś pomerdać mu ogonkiem przed nosem. albo czymś, po co chęteni wyciągnie łape, ale ma tego nie dostać. Daj mu to co dawałaś na początku, kokietuj go , nie dawaj mu wszystkiego czego chce, ogranicz mu coś, może nawet daj powód do zazdrości - choć po to bym nie sięgał od razu. Daj mu powód by zaczął o Ciebie sie starać. Zrób coś co zauważy, da mu do myślenia, co spowoduje, że sie Tobą zainteresuje, ale nie porzez dawnie, ale zabieranie, ograniczanie ---- CIEBIE, poflirtuj. Możesz mu pokazać, że zaczyna się coś dziać w Twoim życiu nowego, ale nie dopuśc go do tego. Niedomówienia, spowodują, że zacznie się Tobą interesować.
No zobacz. On w końcu chce mieć z Tobą dziecko, mówi że jest ok, chce by coś się działo - czy to nie wyraża, że on jest znudzony? Chcesz by on się starał, by był taki jak kiedyś, ale oczekujesz tego w sytuacji, gdy sama zabrałaś mu urok starania się o CIebie i adorowania. Może to na pierwszy rzut oka bez sendu, ale oddając mu wszystko zabrałaś mu wiele. Zabrałaś sobie wiele.
Zobacz on leży i myśli że mu jest dobrze, ale mimo wszystko chce zmian, czuje że mu czegoś brakuje, Ty to tez czujesz, z tym ,że tak się składa, że to Waśnie Ty masz narzędzie żeby to wyprowadzić na prostą - Ty jesteś tym narzędziem.
Tak Człowieku Moi rodzice się rozstali przez alkocholizm ojca.
Niestety na żaden wyjazd we dwoje nie możemy sobie pozwolić bo nie mamy z kim zostawić małego.
Jeśli chodzi o mój wygląd i moje dbanie o siebie,to wydaje mi się że dużo lepiej wyglądam w tej chwili niż jak pracowałam
(wstawałam o 3 czasem wcześniej pracowałam od 4 rano do 13-14 i tak 6dni w tyg i wtedy faktycznie nie chciało mi się nawet malować paznokci)ale teraz mam masę wolnego czasu i nawet zaczęłam się malować chociaż nigdy tego nie robiłam.
Pretensje... hm..... to nie jest tak że ja mam tylko non stop pretensje,właściwie mam ich coraz mniej,mąż w domu nie ma kompletnie żadnych obowiązków i już nawet przestałam go prosić żeby w czym kolwiek pomógł właśnie dlatego żeby się nie kłócić.Jedyny jak to on mówi jego obowiązek to wynoszenie śmieci.Ale wydaje mi się że to jednak znikoma pomoc i mógłby się bardziej wysilić.Czy wszyscy faceci są tacy??
A jeśli chodzi o osobne spanie to ok powiedzmy że ja w tej chwili jakoś to rozumiem,ale wtedy byłam całkowicie sama w nowej sytuacji nie miałam żadnej pomocy ze strony rodziny, miałam tylko męża i wyłam całymi nocami bo nie umiałam się zupełnie odnaleść.A on poprostu najzwyczajniej w świecie wyniusł się i już on problemu nie miał a ja czułam się pożucona!!
Myślę że może było by innaczej gdyby wracając z pracy chociaż na chwilę zabrała małego np. na spacer żebym ja też mogła odpocząć.Ale mój mąż uważał że on pracuje i to wystarczy!!
Jeśli chodzi o ręsztę twojego postu to masz chyba rację.Fakt faktem jestem bardzo nerwowa i czasem nie potrafię ugryżć się w jęzor!Ale też będę nad tym pracować postaram się od dziś witać męża z uśmiechem na twarzy i zobaczymy jaki będzie efekt
Jeśli chodzi o ręsztę twojego postu to masz chyba rację.Fakt faktem jestem bardzo nerwowa i czasem nie potrafię ugryżć się w jęzor!Ale też będę nad tym pracować postaram się od dziś witać męża z uśmiechem na twarzy i zobaczymy jaki będzie efekt
Trzymam kciuki!
Wiem, że bycie 24h z dzieckiem potrafi być wyczerpujące. Czy możecie sobie pozwolić na nianię - np. choć na godzinę dziennie? To wymagałoby szczerej rozmowy z Twoim mężem. On nie ma jeszcze takiego doświadczenia, żeby to wiedzieć, ale może uda mu się wytłumaczyć, że to jest Ci potrzebne do szczęścia? Natomiast bez jego akceptacji poczekałbym do tego marca, kiedy finanse będą łatwiejsze ze względu na Twój dochód.
Tak Człowieku Moi rodzice się rozstali przez alkocholizm ojca.
Wcale się nie cieszę, że strzeliłem w środek tarczy. Zrobiło mi się smutno... Czeka Cię sporo pracy nad sobą, bo jesteś w grupie ryzyka. Wiesz o tym? Tu na forum są bardzo życzliwe osoby z tym samym problemem i na pewno Ci pomogą. A jak było u Twojego męża w domu?
Jesteś jeszcze taka młoda - wszystko przed Tobą. W dzisiejszych czasach możemy uniknąć wielu błędów naszych przodków dzięki świadomości problemu. A tą świadomość zyskujemy dzięki łatwości nawiązania kontaktu z ludźmi, którzy to przeszli. Wykorzystaj to. Masz szansę na piękne życie.
Człowieku Dzięki za przemówioenie do rozsądku dodałeś mi sił.
Niestety u mojego męża w rodzinie było tak samo, rodzice rozstrali się przez pijaństwo ojca a teraz jeszcze matka zaczęła pić i mąż nie utrzymuje żadnych kontaktów z rodzicami.Zresztą ja ze swoimi też go nie mam.
Jeślli chodzi o nianię to faktycznie wolałabym poczekać do marca jak będzie trochę więcej gotówki.
Zresztą mały ma już 3 lata i nie mam z nim żadnych problemów odnalazłam się jako matka i myślę że jestem dobrą matką.
Potrafię go zająć tak że mam czas dla siebie
24 2011-01-19 15:32:16 Ostatnio edytowany przez Czlowiek (2011-01-19 15:50:49)
Samotna, posłuchaj mnie teraz uważnie. Jakkolwiek melodramatycznie by to nie brzmiało - nie ma w tym niestety ani cienia przesady. Siedzicie w trójkę na bombie zegarowej. W Waszych rękach jest rozbrojenie zapalnika. Jeżeli nie podejmiecie wysiłku, Wasze życie rozpadnie się na tysiąc kawałków. Stanie się to pewnego szarego, beznadziejnego dnia. I nie będziecie wiedzieli dlaczego... U mnie pierwszy wybuch nastąpił kiedy miałem 33 lata. Niczego się nie nauczyliśmy i potem było coraz gorzej. Minęły kolejne lata i kolejne, coraz gorsze jesienie i zimy. Dopiero tu na forum znalazłem pomoc. Pewna kochana osoba podpowiedziała mi przyczynę tej destrukcyjnej siły i teraz biorę się za terapię. Znalazło się paru życzliwych ludzi, którzy mi pomogli i dzięki Nim to tornado nie zmiotło całego życia - mojego i mojej rodziny - z powierzchni planety. A tak niewiele brakowało... Proszę Cię z całego serca: zacznij działać, dowiedz się więcej. Nie czekaj z rozbrojeniem tego zapalnika. I kochaj Twojego męża, bo Ty tak dobrze wiesz, co On czuje, kiedy czuje się Samotny, odcięty od swoich korzeni. Nie pozwól, żeby to spotkało Wasze dzieci.
Samotna witaj dopadło cie to co mnie kiedyś , wiec doskonale rozumiem twój stan. Określiła bym go jako wnerw.
Ale najpierw za pamięci powiem ze absolutnie zgadzam się z Dunkisem i z Człowiekiem .
Wracając do mojego przykładu. Na początku chciałam być super gospodynią i partnerka dla męża bo oboje mieliśmy kiepskie domy poprzednie. To dążenie by w Naszym domu było idealnie powodowało ze reagowałam na narzekania męża przykręcaniem śruby sobie.
Ogólnie mówiąc z natury radosna , wesoła coraz bardziej cichłam poważniałam, zabierałam mu wszystkie obowiązki i oczekiwałam jednego. By zaczął po pracy poświęcać czas mi.
Błędnie myślałam ze jak mu ujmę zajęć to on gdy nie będzie miał roboty to pogada ze mną, coś porobimy wspólnie.
A tym czasem on korzystał z swobody i pilot w rękę, i on odpoczywa. Że co proszę?
Ja nie istnieję? Patrzyłam na niego i w myślach błagałam człowieku bo się uduszę pomóż zrób coś no....
Doszłam tez do momentu że patrząc na siebie nie widziałam prawdziwej ja, no kim ja dla niego się stałam .
Ale że ja gdy jestem na dnie to jak sprężyna napinam się do trudnego zadania tak i w tym przypadku zaczęłam myśleć co zrobić.
Stałam się nie jego partnerką a mamusia co za niego wszystko robi, ustępuje by tylko był happpy i służąca jaśnie pana.
A on, milczek, ciągle w ciszy zamyślony, jak coś mu kazałam to zrobił, dał kwiaty na urodziny a co z tego że potem siadał i dziennik.
Koniec tego zrobiłam w domu rewolucję, kobieta musi być dla faceta tajemnicą wyzwaniem, on musi miec wrażenie ze ktos może mu to coś fajnego zabrać.
Najpierw dostał obowiązki, nie dużo ale zawsze , dałam mu do wyboru odkurzanie dywanów albo obiad w niedziele robi. Zbulwersowany wybrał odkurzanie. A gdy pierwszy raz odkurzał nie śmiałam się z niego żeby zobaczył jak to jest, wyszłam do kuchni a po wszystkim powiedziałam że zrobił lepiej niż ja.
Powiem ci że po roku on się przyznał że ucieszyło go to że i on może do dbania o dom przyłożyć się.
On chciał mieć obowiązki tylko ja udawałam idealna a on czuł się głupi przy mnie.
Potem przyszła kolej na mnie, powiedziałam ze wychodze do kumpeli i wychodziłam, a on o dziwo czekał uśmiechnięty i niecierpliwy.
Zaczęłam mieć swoje tajemnice typu nie ustalony wyjazd do miasta by pochodzić po sklepach sama.
Ale przede wszystkim rozmowa, otwarcie mu powiedziałam że jesli nasze życie sie nie zmieni to wyjdę z domu i nie wrócę.
Zmieniło się bo ja mu odpuściłam, zaczęłam żyć dla siebie.
Znów błyszczały mi oczy a on zaczął być zazdrosny.
Kochana zawsze pragniemy mieć to czego nie możemy mieć, więc zajmij swój czas na maks to mąż zacznie chcieć odzyskać ciebie.
Nie można rozwalać czegoś co miało być do końca życia tylko dlatego że nie umiemy tego naprawić standardowo, można zmienić spojrzenie na męża na siebie .
Rożyczko - przeczytała twój post i chyba masz rację .Praca dom i znów praca.Problem rozwiązać -ja.Ale moich problemów nikt nie rozwiązuje.Chyba najwyższ pora zastosować się do twoich rad.Mam nadzieję że samotnej też pomogą.
Amazonko wiem że najgorzej zobaczyć że to we mnie był problem, ale kochana ja wychodzę z założenia że lepiej znać problem i naprawiać niż udawać to wszystkich wina nie moja.
Uda sie wystarczy uprzeć się i zawalczyć o siebie, męża i o rodzinę. Ale najwięcej korzyści ze zmiany itak było dla mnie. Stałam się pewna siebie, znam swoja wartość, nauczyłam sie sama prosić o co chce.
I nie chodzi o proszenie błagalcze a o stanowcze kulturalne Ja chce proszę zrób to .
Różyczko- nie miałam na myśli ze mąż mi nie pomaga ,pomaga i to bardzo.Tylko ja ciągle szukam sobie zajęcia zamiast gdzieś wyjść.Wiem dobrze ze jesli nawet nie ugotuje obiadu ,to i tak nic się nie stanie.Więc zamiast wiecznie wychodzic w interesach ,moze powinnam wreszcie wyjść gdzieś dla przyjemności .Wyobraz sodie ze od swiąt mam urlop i wlasciwie poza sprawami typu skarbówka ,lekarz itp.nigdzie nie wychodze.Chyba powinnam się ruszyć.
Nie sądziłam że jest nas tak wiele. Jakiś czas temu pisalam na innym forum o tym co mnie spotkalo. Jestem z męzem razem od 7 lat, 4 lata po slubie, mamy 3letniego synka. 3 miesiace temu maż zrobił sie obcy, zamkniety wsobie, przejety czyms. Myślałam że chodzi o prace czy pieniadze ale jakiś czas temu kiedy go przycisnęlam dowiedziałam się że w październiku zeszłego roku na wyjeździe służbowym mąż zdradził mnie. Nie z jakąś koleżanka z pracy tylko płatna dziwka z netu. To było jak grom z nieba. Nie wierzyłam, śmiałam się. potem przyszła faza rozpaczu i płaczu. Kazałam mu sie wyprowadzić, wyniósł się do swoich rodziców.Wierle rozmawialiśmy, chiałam zrozumiec. Mówi, że załuje, że kocha, że wszytsko bedzie lepiej inaczej. Pozwoliłam mu wrócic ale nic nie jest lepiej, jest gorzej. Nasze rozmowy ograniczają się do rozmów o dziecku i pogodzie. Nie wiem co robić, nie moge oddychać kiedy jest w poblizu, nienawidzę go ze przez glupi wybryk zniszczyl tyle lat. W sobotę pojechałam do znajomych, chiałam się oderwac nie myślec. I tak było, bawiłam się świetnie nie myślałam.Ale teraz wszytsko od nowa. Nie wiem czy potrafie z nim zyć, chiałam bardzo mu wybaczyć, chiałam żeby wrócil a teraz nie wiem. Zaczełam sobie uświadamiać ż etak na prawdę już wczesniej nie było tak jak byc powinno. Brak czułości i zaangazowania z jego strony. Moje starania nigdy nie docenione. Oboje pracujemy, spełniamy sie zawodowo wieć nie wynika to z problemów na tej płaszczyźnie. Ja potrzebuje ciepla miłości i romzowy bez tego nie potrafie zyc w związku i bez tego miałam coraz zadziej ochotę na seks, a im mniej jej mialam tym on oddalal sie bardziej i to bylo bledne kolo. Zycie bez powanych rozmow od ktorych on wciaz uciekal. Byłam jego piewrsza i jedyna kobieta moze dlatego to zrobil, nie wiem. Teraz wazniejsze jest to czy bedzie potrafil to naprawic, nie widze zeby cos robil w tym kierunku, chodzi z mina ofiary na twarzy. Wczoraj kupiuł mi bukiecik róz.wow ale wyczyn...nie wiem nawet co powinien zrobic...kazdego dnia boli mnie to wszytsko bardziej...jak podjąc tą decyzję jak rozstac się z kims z kim tak wiele cie łaczy- dziecko!